Drukuj Powrót do artykułu

Jacy byśmy byli, gdyby religii w szkole nie było – pyta w rozmowie z KAI dr Dorota Dźwig

08 września 2015 | 09:15 | Jolanta Roman-Stefanowska / br Ⓒ Ⓟ

Ci, którzy w tych 25 latach religii w szkole widzą same negatywy, zapytałabym czy wiedzą jacy byśmy byli, gdyby tej religii nie było – mówi KAI dr Dorota Dźwig. „Ilu ludzi znalazło siebie, Boga, stało się lepszymi i szczęśliwszymi. To jest nieweryfikowalne” – podkreśla gdańska katechetka.

Jolanta Roman-Stefanowska (KAI): Burzy Pani stereotypowe wyobrażenie katechety. Elegancka, uśmiechnięta, świetnie wykształcona pani teolog. Uczy Pani studentów i jest Pani katechetką w jednym z najlepszych polskich liceów – w słynnej gdyńskiej „Trójce”. To kuźnia olimpijczyków, wybitnych naukowców, można powiedzieć elity. Jak uczy się religii taką młodzież?

Dr Dorota Dźwig: To bardzo mądra młodzież, ale i bardzo wymagająca. Łatwo wyczuwa fałsz, więc nauczyciel – a zwłaszcza nauczyciel religii – musi być prawdziwy nie tylko na lekcji, ale i poza szkołą. Musi świadczyć swoim życiem. Tu nie wystarczy tylko wiedza merytoryczna. Katecheta to nie „informator” na temat Pana Boga. On musi sam żyć treściami, które przekazuje młodzieży.

Uczeń bardzo szybko potrafi zauważyć brak spójności między tym, co się głosi, a tym, jak się żyje. To, co młodzież wybaczy matematykowi czy fizykowi – katechecie nigdy. Katecheta ma bardzo wysoko postawioną poprzeczkę. A czasy, że autorytet nauczycielowi był dany – minęły. Dziś na autorytet trzeba sobie zapracować.

KAI: Uczy Pani religii już 31 lat. Dlaczego wybrała Pani ten zawód?

– Zostałam katechetką w wielu 19 lat. Wywodzę się z ruchu oazowego, pracowałam w Domu Dziecka i z niepełnosprawnymi dziećmi. Dziś bym powiedziała, że byłam wolontariuszką, ale wtedy po prostu pomagałam drugiemu człowiekowi. W pewnym momencie stwierdziłam, że chcę w życiu robić właśnie to. Chcę służyć innym i Bogu. Chciałam robić coś dobrego.

KAI: Ma Pani poczucie misji?

– To raczej powołanie i poczucie powinności. To wielka odpowiedzialność: spotykać się z młodym człowiekiem w bardzo trudnym momencie jego życia: gdy kształtuje się jego duchowość, gdy musi poznać wartości, rozróżnić dobro od zła. Młody człowiek nie jest wtedy na tyle dojrzały religijnie, by wiedzieć. Musi mu ktoś pomóc. Niestety bywa, że rodzice nie potrafią sprostać temu zadaniu.

KAI: Z jakimi oczekiwaniami i pytaniami przychodzą licealiści na religię?

– Po pierwsze przychodzą bo chcą. Nikt im nie każe. Uczęszcza ponad 80 procent uczniów. Przychodzą, bo mają wielką potrzebę bycia razem. Ta wspólnota jest im bardzo potrzebna. Mają wiele problemów, wiele wątpliwości i niestety nie mogą o tym porozmawiać w domu. Rodzice są zapracowani i czasu mają coraz mniej. Bywa, że coraz częściej sytuacja w samej rodzinie jest trudna.

KAI: Zadają Pani pytania natury moralnej?

– Bardzo często. Pytają jak pogodzić wiarę z codziennym życiem. Pytają na przykład, dlaczego ich rodzice, których tak bardzo kochają, Kościół uważa za grzesznych dlatego, że nie żyją w związku sakramentalnym. Bronią rodziców. Mówią , że rodzice są bardzo dobrzy i kochający, a Kościół mówi im – nie. Problem rozbitych rodzin bardzo ciąży młodym ludziom. W przypadku rozwodów pojawia się grzech cudzołóstwa. Taki młody człowiek ma pretensje do Kościoła, pyta dlaczego ojciec, który ma drugą żonę, nie może przystąpić do Komunii. A przecież jest dobrym człowiekiem.

KAI: I jaka jest Pani odpowiedź?

– Każda taka sytuacja wymaga indywidualnego podejścia. Nie wolno negować ich życia i życia ich rodziców. Trzeba pokazać, jakie jest stanowisko Kościoła w tej sprawie, jak patrzą na to chrześcijanie i dlaczego. Trzeba szukać pozytywnego wyjścia, trzeba „zło dobrem zwyciężać”. Nie wolno mówić człowiekowi, że jest zły… bo już nigdy na katechezę nie przyjdzie. Możemy wszyscy takiego człowieka stracić. Pytają więc o wiarę i życie bardzo często.

KAI: Ale tego powinni się dowiedzieć w domu. Z jaką więc wiedzą o Bogu przychodzi młodzież licealna na katechezę?

– Wiara jest drogą. Każde z nich jest na innym etapie tej drogi. To, że znają Katechizm nie oznacza, że ich wiara jest taka sama. Każdy ma inne doświadczenia. Są dzieci, które dopiero trzeba ewangelizować, ale i takie które chcą wiedzieć więcej. I nie mam tu na myśli przekazywania dogmatów, lecz raczej pokazywanie, że życie zgodnie z przykazaniami jest możliwe i jest szczęśliwe.

Bywają tacy, którzy dopiero w liceum zetknęli się z lekcjami religii. Niestety coraz częściej okazuje się, że rodzice skończyli edukowanie dzieci na przygotowaniu do Pierwszej Komunii Świętej. Bardzo niewielkie jest zainteresowanie rodziców przygotowaniem do sakramentu bierzmowania. Takim najtrudniejszym momentem jest moim zdaniem gimnazjum. Dzieci w tym wielu mają największe braki. Wypadł im ważny etap wtajemniczania w wiarę.

KAI: Chce Pani powiedzieć, że przydałaby się też katecheza dla rodziców?

– Bardzo. Zastanawia mnie, dlaczego na przerwie młodzi ludzie sami podchodzą do mnie, żeby porozmawiać, a gdy jest wywiadówka rodzice nie czują takiej potrzeby. Pytają matematyka czy anglistę, a nie interesuje ich duchowość ich własnych dzieci. Wyobraża sobie Pani, że młody Żyd nie zna Talmudu, a młody muzułmanin Koranu? A nasze dzieci są absolutnymi ignorantami w kwestii Biblii. Widzę olbrzymią lukę w katechezie domowej, rodzinnej.

Kiedyś młody człowiek przychodził na religię wyposażony w taki religijny elementarz. Robiły to babcie, mamy. W domu obowiązywał pewien religijny rytuał. To pokoleniowe przekazywanie tradycji, ta obrzędowość – to jest młodym ludziom bardzo potrzebne. Dziś młody człowiek jest wypłukany z symboli religijnych, również tych zewnętrznych. Muszą tego sami poszukiwać. To jest trudne. A mają też różne doświadczenia. Są poddani presji. A jednocześnie młody człowiek widzi coś czarno lub biało, nie widzi w szarości. Potrzebuje więc kogoś, kto mu wskaże drogę, kto nie będzie mówił: musisz iść tą drogą, ale powie: zobacz, warto pójść tędy, bo ta droga prowadzi do prawdy.

Katecheta musi być bardzo subtelny. Nie wolno mu powiedzieć: Kościół mówi nie – i już. Trzeba powiedzieć dlaczego nie. Młody człowiek to zrozumie. To są bardzo mądre dzieci. Tylko trzeba umieć z nimi rozmawiać. Trzeba towarzyszyć młodemu człowiekowi, być obok niego. Jeśli pozostanie sam, może to zaważyć na jego dalszym życiu.

KAI: To wymaga od katechety rozległej wiedzy z wielu dziedzin.

– Katecheta musi się ciągle uczyć. Ja ciągle się uczę. Uczę się od swoich studentów i uczniów. Chodzę na wykłady z bioetyki i innych dziedzin. Bo być przewodnikiem młodego człowieka to wielka odpowiedzialność. Trzeba się też uczyć pokory. Trzeba umieć powiedzieć, że czegoś się nie wie. Najgorsze w rozmowie z młodym człowiekiem jest bycie kategorycznym.

KAI: Proszą Panią o dowody na istnienie Boga?

– Tak. Ale Bóg wymyka się empirii. Boga nie jesteśmy w stanie dotknąć zmysłami. Bóg to duchowość. Boga poznajemy w duchu i w prawdzie. I trzeba tylko znaleźć właściwe narzędzie, by to zrobić. Można się odwołać do Tomasza z Akwinu, można do Augustyna, można do starożytnych greckich filozofów. Trzeba wtedy pokazać, jak wierzą chrześcijanie i powiedzieć: masz wybór.

KAI: Wiem od uczniów, że jest Pani bardzo lubianym i szanowanym nauczycielem. Potrafi ich Pani porwać do wielu pomysłów. Siada Pani z nimi na schodach, pyta czego się uczą, jak poszła klasówka. Cenią Panią za cierpliwość.

– Staram się moim uczniom towarzyszyć. Bardzo ich szanuję i oni mnie też. To jest ten mój wielki kapitał. Angażuję ich w rożne projekty. Mamy debaty, dyskusje. Spieramy się. Uczymy się słuchać tych, którzy mają inne zdanie. A to wielka sztuka…

KAI: 25 lat lekcji religii w szkołach. W wielu kręgach toczy się dyskusja po co, co to dało, ile kosztowało…

– Gdyby nie religia w szkole, wielu młodych, a dziś nawet już dorosłych ludzi, nigdy nie zetknęłoby się z Kościołem. Konsumpcjonizm, powierzchowność, hedonizm, życie „na dziś” i od razu. To nie sprzyja życiu duchowemu. Katecheza ma przecież doprowadzić człowieka do Boga, znaleźć mu drogę.

Ci, którzy mówią, że to kosztuje, niech odpowiedzą na pytanie, jakie byłoby nasze społeczeństwo gdyby tej religii nie było. Ilu ludzi znalazło siebie, Boga, stało się lepszymi i szczęśliwszymi. To jest nieweryfikowalne.

Rozmawiała Jolanta Roman-Stefanowska

 

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.