Szlak Solidarności – rozmowa z Marcinem Frybesem, pomysłodawcą przedsięwzięcia
05 grudnia 2014 | 09:44 | tw / br Ⓒ Ⓟ
5 grudnia w Warszawie nastąpi inauguracja miejskiego Szlaku Wolności i Solidarności, upamiętniającego wybrane miejsca związane z historią „Solidarności”, w tym z jej religijnym wymiarem. O szczegółach opowiada autor koncepcji i scenariusza Szlaku, Marcin Frybes, socjolog, działacz opozycji w PRL.
KAI: Co to jest Szlak Solidarności?
– Jest to forma upamiętnienia „Solidarności” i opozycji demokratycznej przede wszystkim poprzez wskazanie wybranych miejsc z nią związanych – na razie w Warszawie, potem także w innych miastach. Warto upamiętnić miejsca pokazujące, że coś się nam wtedy udało, że gdzieś drukowano przez całe lata osiemdziesiąte, gdzieś w prywatnych mieszkaniach spotykali się ludzie, dyskutowali, grali na gitarach, knuli. Na razie Szlak przybiera formę strony internetowej, później – mamy nadzieję – pojawią się także elementy w realnej przestrzeni miasta.
Towarzyszą temu inne działania, przede wszystkim edukacyjne, skierowane do młodzieży. Szlak operuje przede wszystkim obrazem – zdjęciami udostępnionymi przez Ośrodek „Karta”. Towarzyszą im krótkie teksty rozwijające to, co widać na zdjęciach – chętni mogą skorzystać z tekstów nieco dłuższych. Oprócz młodzieży adresatami Szlaku mają być także turyści zagraniczni.
KAI: Kto jest autorem tekstów towarzyszących zdjęciom?
– Bardzo różni ludzie. Chodzi o to, by były one zróżnicowane.
KAI: Skąd wziął się ten pomysł?
– Pojawił się w 2006 roku, kiedy Bartłomiej Walas, ówczesny szef ośrodka Polskiej Organizacji Turystycznej w Paryżu, promującego Polskę wśród Francuzów, zaproponował mi wymyślenie czegoś, co ściągnęłoby do Polski jako turystów ludzi zaangażowanych w pomoc dla nas w okresie stanu wojennego. Razem z historykami z Archiwum Solidarności – Andrzejem Friszke, Janem Skórzyńskim, Markiem Kunickim-Goldfingerem – zaczęliśmy wymyślać szlak, który nazywał się wtedy „Śladami waszych i naszych solidarności”. Pomysł spotkał się z zainteresowaniem Ministerstwa Kultury, ale potem to się zmieniło, więc zająłem się czym innym. Do pomysłu wróciłem ponad rok temu, kiedy zainteresowały się nim władze Warszawy.
Nawiązaliśmy rozmowy z różnymi partnerami, którymi są Muzeum Historii Polski, Ośrodek „Karta”, Dom Spotkań z Historią, Centrum Edukacyjne IPN, Stowarzyszenie Wolnego Słowa, Fundacja Bronisława Geremka, Media Kontakt Mirosława Chojeckiego, „Liberté” i – mamy nadzieję – także KAI. Te wszystkie rozmowy pozwoliły nam udoskonalić koncepcję i powiększyć liczbę punktów. Obecnie szlak składa się z około trzydziestu punktów.
KAI: Czy ta liczba jest już zamknięta?
– Nie, ciągle można zgłaszać nowe propozycje. Na kształt szlaku mają wpływ warsztaty dla młodzieży, które stały się kolejną częścią całego przedsięwzięcia. Kancelaria Prezydenta, do której zwróciliśmy się o patronat głowy państwa, postawiła warunek, żeby miało ono charakter edukacyjny. W związku z tym wprowadziliśmy warsztaty dla młodzieży.
KAI: Na czym one polegają?
– Chodzę do szkół – gimnazjów i liceów – i mówię o szlaku, opowiadając przy okazji historię „Solidarności”. Generalnie wiedza uczniów na ten temat jest niewielka, choć są wyjątki. Jeżeli jednak opowiada się tę historię w kategoriach anegdot, wesołych historyjek, to do młodzieży taka historia trafia. Na historię, że „Jasio Narożniak zrobił glinę w wała”, jak śpiewał Jan Kelus, młodzież reaguje bardzo żywo, podobnie jak na opowieści o drukowaniu bibuły.
KAI: Problem w tym, że władza jednak zabijała…
– Dlatego jest na przykład mowa o Grzegorzu Przemyku, wybranym dlatego, że to był ich rówieśnik.
KAI: To nie jest wesoła historyjka.
– Historyjki niekoniecznie muszą być śmieszne. Chodzi o to, by były realne, z konkretnymi ludźmi.
Młodzież w ogóle nie jest zainteresowana słowem pisanym, tylko obrazami. Nauczycielka historii w jednej ze szkół uświadomiła mi, że jeśli rozdam uczniom teksty prezentacji poszczególnych punktów, w najlepszym wypadku zrobią z nich samolociki. „Jeżeli Pan im nie pokaże czegoś w internecie i na obrazie, to w ogóle nie Pan o czym z nimi rozmawiać” – usłyszałem. I to jest moja lekcja z tych już kilkunastu warsztatów, które odbyłem: młodzież chwyta to, co jest obrazem, a słowo – przy okazji.
Spotkałem się z dość dużym zainteresowaniem dyrekcji i nauczycieli historii szkół warszawskich. Pomagał mi w tym Wojciech Starzyński, twórca Społecznego Towarzystwa Oświatowego. Proszę tylko, żeby przed moim przyjściem odbyła się lekcja historii, uświadamiająca młodzieży, że „Solidarność” to nie są czasy starożytne i że to się dzieje w Polsce… Wtedy przychodzę i próbując wciągnąć uczniów.
KAI: Do czego wciągnąć?
– Dyskutowaliśmy z nimi o doborze miejsc: które do nich przemawiają, a które nie. W ten sposób część miejsc wypadło, a inne zostały potwierdzone – tak jak w przypadku szpitala na Banacha, z którego porwano Janka Narożniaka. Dzieci zaczynają w tym uczestniczyć i mówią, że coś nazwaliby albo napisaliby inaczej, albo że któreś zdjęcie do nich nie przemawia.
Do młodzieży skierowany jest też konkurs.
KAI: Czego on dotyczy?
– Ma trzy kategorie. Pierwsza polega na zrobieniu zdjęcia lub serii zdjęć, dotyczących określonego etapu szlaku. Druga kategoria, wprowadzona w wyniku rozmów podczas warsztatów, dotyczy znalezienia przez ucznia w archiwach domowych zdjęć z tamtego okresu i opisania ich. Ich rodzice chodzili przecież na manifestacje, ukrywali osoby z „Solidarności”. I kategoria trzecia: zrobić telefonem filmik na ten temat. 12 grudnia będzie ogłoszenie wyników, przewidziane są ciekawe i atrakcyjne nagrody, niekoniecznie związane z „Solidarnością”. Młodzież będzie miała okazję pokazać, co potrafi, a przy okazji się czegoś nauczyć.
KAI: Czy szlak ograniczy się do Warszawy?
– Podobne inicjatywy pojawiły się w innych miastach. W Gdańsku jest szlak zrobiony przez Danutę Kobzdej i Fundację „Centrum Solidarności”, w Krakowie – przez Region Małopolska „Solidarności”, w Lublinie jest szlak stanu wojennego – jest więc wokół czego budować. Docelowo prowadzę rozmowy na temat podobnego szlaku – autonomicznego, ale wpisującego się w tę koncepcję – jeszcze we Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi, Szczecinie.
KAI: Dawni opozycjoniści są dziś wyjątkowo podzieleni. Niektórzy posuwają się do wykluczania z historii „Solidarności” tych, z którymi aktualnie im nie po drodze….
– Mam z tego punktu widzenia tę zaletę, że dla wielu ludzi z dawnej opozycji i z „Solidarności” jestem socjologiem z Paryża, który ich bada od 1989 roku. To mi pozwala na utrzymywanie przyjaźni z ludźmi o bardzo różnych poglądach. Przy tym szlaku współpracowałem choćby z Wojciechem Borowikiem, Mirosławem Chojeckim, Marcinem Gugulskim – nikt mi nie odmówił współpracy. Naszym zamiarem jest zachować „ekumeniczność” w ramach tego szlaku – poprzez dobór miejsc i osób. Jest piękne zdjęcie z 1984 roku, gdzie obok siebie modlą się Leszek Moczulski, Anna Walentynowicz, Zbigniew Romaszewski i Jacek Kuroń. Trzeba młodzieży pokazać, że wtedy ci ludzie byli obok siebie. Moim celem jest pokazanie ogromnej różnorodności tego ruchu, co zresztą młodzież bardzo zainteresowało. Taka była „Solidarność” – była zrywem narodowym, w którym wszyscy się odnaleźli.
KAI: A co będzie na Szlaku na temat Kościoła, który przecież odegrał ogromną rolę w historii opozycji antykomunistycznej?
– Kościół jest tematem bardzo ważnym: miejsca związane bezpośrednio z nim i z religijnością stanowią około jednej czwartej Szlaku, począwszy od symbolicznego pierwszego etapu, którym jest plac Zwycięstwa, dziś plac Piłsudskiego, i słynna Msza święta Jana Pawła II z 1979 roku. Są kościoły – św. Stanisława Kostki, na Deotymy, na Żytniej, Powązki. To jest naturalne, bo Kościół w latach osiemdziesiątych odgrywał niesłychanie istotną rolę jako przestrzeń wolności, co zresztą dla młodzież jest czasami pewnym zaskoczeniem. Ale taka była prawda i nieprzypadkowo bohaterami szlaku są Jan Paweł II, kardynał Stefan Wyszyński, ks. Jerzy Popiełuszko, ks. Stanisław Małkowski, ks. Jan Sikorski czy ks. Wiesław Niewęgłowski.
Punktów na szlaku jest już za dużo, aby je obejść w ciągu jednego dnia. Dlatego planujemy opracować trasy tematyczne. Wśród nich powinna być oczywiście trasa pod roboczym tytułem „Kościoły «Solidarności»”.
KAI: Jakie jeszcze działania mają towarzyszyć Szlakowi Solidarności?
– Kolejnym etapem miało być zrobienie wersji filmowej – we współpracy ze stowarzyszeniem „Przyszłość Mediów”. Ten etap trzeba było odłożyć na przyszłość – z braku środków.
Chcielibyśmy też, aby Szlak zaistniał także w realnej przestrzeni miasta w postaci interaktywnych ławeczek w poszczególnych jego punktach. Do zdobycia funduszy na nie postanowiliśmy wykorzystać tworzenie tzw. budżetów partycypacyjnych, w których to obywatele decydują o przeznaczeniu części samorządowego budżetu. Pomysł bardzo się spodobał burmistrzom i szefom rad, ale mniej obywatelom, i przegrał w demokratycznym głosowaniu… Zanim więc pojawią się ławeczki, trochę czasu upłynie, natomiast cała akcja pozwoliła nam przetrzeć ścieżki na poziomie dzielnic, które są tym pomysłem żywotnie zainteresowane. Będziemy startować w przyszłym roku. Mobilizacja kilkuset osób wokół tego pomysłu spowodowała, że zaczął on żyć własnym życiem.
Rozmawiał Tomasz Wiścicki
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.


