Ks. prof. Mazurkiewicz dla KAI: Ukazanie piękna małżeństwa podstawowym zadaniem Synodu
08 października 2014 | 10:16 | Marcin Przeciszewski / br Ⓒ Ⓟ
Wśród katolików, także i duchownych, co podkreślają również episkopaty europejskie, mamy do czynienia z poważną ignorancją odnośnie tego, czym jest małżeństwo – mówi ks. prof. Piotr Mazurkiewicz z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. W wywiadzie dla KAI kreśli podstawowe wyzwania, wobec których staną ojcowie synodalni obradujący w Watykanie.
KAI: W niedzielę rozpoczęły się obrady III Nadzwyczajnego Zgromadzenie Ogólnego Synodu Biskupów. Jego temat brzmi: „Wyzwania duszpasterskie związane z rodziną w kontekście ewangelizacji”. Obrady synodu zostały przewidziane na dwa lata. Świadczy to chyba o wielkiej wadze, jaką do tego synodu przywiązuje papież Franciszek?
Ks. Prof. Piotr Mazurkiewicz: Zwołanie tego synodu to osobista decyzja papieża. Warto podkreślić, że pierwszy synod jaki odbywa się z jego inicjatywy został poświęcony rodzinie. Fakt, że również synod zwyczajny w przyszłym roku będzie kontynuacją tej tematyki, jest czymś dotąd w Kościele niespotykanym. Widać, że refleksję nad rodziną papież Franciszek sytuuje w centrum swej posługi, gdyż encyklika „Lumen fidei”, podobnie jak i adhortacja „Evangelii gaudium” były kontynuacją działań rozpoczętych przez Benedykta XVI.
KAI: Dlaczego tak się dzieje?
– Podstawowym powodem jest kryzys rodziny, który ma charakter globalny, choć w różnych kulturach różnie się on przejawia. Jest to kryzys rodziny jako podstawowej instytucji życia społecznego. Małżeństwo bowiem nigdy nie jest prywatną sprawą.
Kryzys ten nie omija również Kościoła katolickiego. Związany jest on z postępującymi procesami sekularyzacji. Wizja małżeństwa i rodziny staje się coraz bardziej świecka. Jesteśmy świadkami coraz bardziej zsekularyzowanego myślenia człowieka o sobie samym i o rodzinie. Procesy te dotyczą również chrześcijan i katolików. Skutkują przyjmowaniem przez nich wzorców oferowanych przez kulturę masową, a opierających się na paradygmacie indywidualizmu, nieskrępowanej wolności, używania życia, itp. Jakby doczesność była jedyną perspektywą życia człowieka.
Towarzyszy temu – co podkreślają również europejskie episkopaty – nieznajomość nauczania Kościoła na temat małżeństwa, rodziny, czystości przedmałżeńskiej i małżeńskiej. Nieznajomość nauczania Kościoła dotyczy zarówno świeckich, jak i niektórych duchownych.
KAI: Czego ona dotyczy, szczególnie jeśli chodzi o duchownych?
– Jak czytamy w „Instrumentum laboris”, często duchowni nie znają podstawowych dokumentów Kościoła nt. życia małżeńskiego, choćby encykliki „Humanae vitae”. Niektórzy kapłani, promując swój własny punkt widzenia a nie nauczanie Kościoła, powodują konfuzję wśród wiernych. Nieznajomość nauczania Kościoła przez świeckich powoduje, że są niejako skazani na poszukiwanie „po omacku” odpowiedzi, jak sobie radzić w małżeństwie i życiu rodzinnym.
Jedną z najważniejszych spraw jest głębsze zrozumienie, w czym tkwi istota małżeństwa jako sakramentu. Chrześcijanie wzorce życia powinni czerpać nie tyle „ze świata”, co z Ewangelii. Tymczasem nawet wśród katolików mamy do czynienia z postępującą laicyzacją miłości.
Jan Paweł II mówi o sakramentalności małżeństwa – w szerszym znaczeniu – od momentu stworzenia. Sakrament małżeństwa został ustanowiony poprzez fakt stworzenia człowieka jako mężczyzny i kobiety na „obraz i podobieństwo” Boga. Ludzkie ciało, przeniknięte niewinnością, w szczególny sposób sprzyjało „uwidocznieniu” oblubieńczej miłości Boga. Utraciwszy pierwotną niewinność człowiek nie przestał być na „obraz i podobieństwo”. Nie utracił zatem, jako mężczyzna i kobieta, zdolności do bycia sakramentem miłości Boga. Św. Paweł wyjaśniając w Liście do Efezjan istotę chrześcijańskiego małżeństwa podkreśla, że relacja między mężem a żoną ma być przez chrześcijan rozumiana na podobieństwo relacji pomiędzy Chrystusem a Kościołem.
Innymi słowy, patrząc na miłość między mężem a żoną, ludzie mają odkrywać naturę miłości Chrystusa do Kościoła. Mają odkrywać, że sami zostali wybrani i umiłowani przez Boga przedwieczną miłością. Podjęcie się tego zdania przez chrześcijańskich małżonków nie jest czymś, na co można się zgodzić lub nie. Jest konsekwencją sakramentu chrztu i bierzmowania. Aby móc sprostać sakramentalnemu zadaniu, małżonkowie nie tylko powinni być gotowi świadczyć o miłości Chrystusa, ale także uczyć się miłości od Chrystusa. Analogia – jak podkreśla Jan Paweł II – działa tu w obu kierunkach. Z jednej strony pozwala ona bliżej zrozumieć istotę związku Chrystusa z Kościołem, z drugiej zaś pozwala głębiej wniknąć w istotę małżeństwa, do jakiego powołani są chrześcijanie. Małżonkom bowiem zadane jest być znakiem, ale zarazem św. Paweł każe im uczyć się tego sakramentu, podglądając oblubieńczą jedność Chrystusa i Kościoła. „Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić” (Ef 5,25‒26). Chrześcijanie wstępując w sakrament małżeństwa podejmują zobowiązanie o charakterze ściśle religijnym. Małżonkowie winni być znakiem miłości Chrystusa do Kościoła, miłości, która nie cofa się przed wydaniem siebie za drugiego człowieka i za Kościół. Miłość małżeńska jest włączeniem się we współzbawianie świata, w którego centrum jest krzyż Chrystusa.
Wydaje się, że świadomość podjętej przez chrześcijańskich małżonków sakramentalnej misji nie zawsze jest wystarczająca. Powoduje to, że mówiąc o małżeństwie skupiamy się nadmiernie na statystykach i socjologii. Tymczasem kryzys jest głównie kryzysem teologicznym. Jest związany z laicyzacją ludzkiej miłości.
Pewne uwagi można jednak poczynić także na gruncie nauk socjologicznych. Na przykład, ubocznym skutkiem spadku zainteresowania instytucją małżeństwa jest malejąca liczba rozwodów. Osoby żyjące w drugim lub trzecim związku nie należą na ogół do grona regularnie uczestniczących w niedzielnej Mszy świętej. Według „Instrumentum laboris” raczej mamy do czynienia najpierw z zaprzestaniem praktyk religijnych, a dopiero później z rozkładem małżeństwa. Choć każdy przypadek jest indywidualny. Kościół nie powinien jednak koncentrować się przede wszystkim na statystykach, ale na nauczaniu Jezusa Chrystusa i Jego trosce o duszę każdego człowieka.
KAI: No właśnie, narrację medialną nt. synodu zdominowała kwestia Komunii św. dla osób rozwiedzionych, a żyjących w ponownych związkach. Trwa publiczna debata na ten temat, w szczególności pomiędzy kardynałami Kasperem a Müllerem oraz tymi, którzy przyłączają się do reprezentowanych przez nich kierunków myślenia. Jak Ksiądz Profesor mógłby się odnieść do tej kwestii? O jakich ewentualnie rozwiązaniach i w jakich granicach, można tutaj mówić?
– Współczesny kryzys rodziny choć jest głęboki, ale nie jest jednak głębszy niż np. w imperium rzymskim. Wówczas został on przezwyciężony dzięki propozycji, jaką przyniosło chrześcijaństwo. Chrześcijańska wizja małżeństwa i rodziny zatem może być na tyle znacząca i atrakcyjna, by spowodować istotną ewolucję w postrzeganiu rodziny.
We współczesnej Europie wielkim wyzwaniem jest duszpasterstwo osób nie żyjących w sakramentalnych związkach małżeńskich. Chodzi nie tylko o osoby żyjące w nowych związkach, ale także o te, które nie podejmują żadnych prawnych zobowiązań, nawet cywilnych. Mamy przecież społeczeństwo „singli”. Stąd pytanie, jak ukazywać piękno małżeństwa i rodzicielstwa? Jak mówić dzisiaj o wielkim zaufaniu Boga, który wciąż wierzy, że człowiek potrafi miłować aż do końca, aż do „wydania samego siebie” za drugiego człowieka, w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli. Wierzymy przecież, że Ewangelia odpowiada na najgłębsze pragnienia ludzkiego serca.
KAI: To jest więc podstawowe pytanie stojące przed synodem?
– Gdy w „Instrumentum laboris” mowa jest o ignorancji katolików, towarzyszy temu stwierdzenie, że jeśli nauka ta jest przekazywana w sposób głęboki, chętnie jest przyjmowana. Natomiast opór rodzi się najczęściej w sytuacji braku głębokiej wiary lub zbyt powierzchownej interpretacji nauczania Jezusa. W adhortacji „Evangelii gaudium” papież Franciszek pisze, że wszyscy zostaliśmy stworzeni do tego, co proponuje nam Ewangelia. W jednostkach i narodach już istnieje to oczekiwanie, choćby nieświadome. Entuzjazm misjonarza zaś wypływa z przekonania, że odpowiada się na to oczekiwanie. Podobnie jest z chrześcijańską wizją małżeństwa i rodziny. Najważniejsze dziś dla Kościoła pytanie nie odnosi się do tego, jak przykroić Ewangelię do współczesnych realiów socjologicznych, ale jak pomóc ludziom żyć pięknem Ewangelii.
KAI: Odnieśmy się jeszcze do argumentów „za udzielaniem” komunii rozwiedzionym i żyjącym w nowych związkach. Mowa jest często o miłosierdziu przeciwstawianym dyskryminacji czy o tym, że Kościoły prawosławne błogosławią powtórnym związkom.
– Zacznijmy od prawosławia. Za każdym razem, gdy dochodziło do zjednoczenia z prawosławiem w ramach tej czy innej unii, kwestia ta była regulowana po katolicku. Prawosławny model nie jest do zaakceptowania. Wynika to z faktu, że niektóre elementy tej praktyki nie wynikają z Ewangelii, ale ze świeckiego prawa cesarstwa bizantyjskiego. Nauka o nierozerwalności małżeństwa jest w Ewangelii tak jednoznaczna, że Kościół nie ma prawa jej podważać. Zostało to bardzo mocno wyartykułowane w sporze z anglikanami. Próba uczynienia dzisiaj z nas prawosławnych czy anglikanów pozbawiona byłaby jakiegokolwiek sensu. Papież Franciszek stawia to bardzo jasno.
Druga fundamentalna sprawa, to mylenie współczucia i miłosierdzia. Współczucie jest zrozumieniem pewnych emocjonalnych stanów drugiej osoby i emocjonalnym towarzyszeniem jej. Oczywiste jest, że człowiekowi cierpiącemu, także na skutek rozpadu małżeństwa, należy okazać współczucie. Miłosierdzie jest czymś innym. Oznacza, że życzymy człowiekowi dobrze – w sensie absolutnym. Chcemy więc by osiągnął zbawienie. A jeśli znajduje się w sytuacji grzechu ciężkiego, to miłosierdzie nakazuje poszukiwać drogi wyprowadzenia go z tego stanu, czyli nawrócenie. Miłosierdzie podnosi człowieka.
Oczywiście, również sakrament Eucharystii ma walor leczniczy, ale podstawowy w tym wypadku jest sakrament pojednania. Jednak jeśli ktoś nie ma chęci wyjścia z grzechu ciężkiego, to „blokada” ma miejsce po jego stronie, a nie po stronie Kościoła. Kościół musi szanować wolny wybór człowieka, wierząc, że – niezależnie od tego, na czym polega jego grzech – w każdej chwili swojego życia może on rozpocząć drogę ku świętości. W „Instrumentum laboris” zwraca się jednak uwagę, że pragnienie przystępowania do Komunii św. niekiedy motywowane jest nie tyle głęboką wiarą, co chęcią wyzwolenia się z poczucia winy. Chodzi wówczas o uzyskanie subiektywnego poczucia, że Kościół usankcjonował nowy związek i nie trzeba nic już zmieniać.
W przypadku Kościoła nie chodzi tylko o przynależność w znaczeniu socjologicznym. Sama fizyczna przynależność do Kościoła nie gwarantuje zbawienia. „Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie!», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7, 21). Również regularne przystępowanie do sakramentów świętych nie gwarantuje zbawienia, jeśli nie towarzyszy temu autentyczny wysiłek ku nawróceniu. Ludwik z Granady pisze: „Podobnie jak człowiek powinien postanowić unikać grzechów w przyszłości, tak konieczne jest zerwanie z obecnymi grzechami śmiertelnymi. W przeciwnym razie spowiedź nie będzie spowiedzią, tylko świętokradztwem i obrazą sakramentu, a zatem zarówno spowiadający się, jak i rozgrzeszający byliby świętokradcami znieważającymi sakrament”. Trzeba być bardzo ostrożnym, aby rzucona grzesznikowi „tratwa ratunkowa” nie okazała się „młyńskim kołem”.
Wydaje mi się, że dyskusja na synodzie potoczy się w inną stronę. W „Instrumentum laboris” jest mowa o potrzebie usprawnienia procedur, w ramach których rozstrzyga się o ważności bądź nieważności zawartego małżeństwa. Jeśli sąd kościelny ma jasność w konkretnej sprawie, nie ma powodu, by przeciągać procedury.
Druga podstawowa sprawa, to odpowiedź na pytanie jak towarzyszyć duszpastersko tym osobom, aby nie czuły się na marginesie wspólnoty kościelnej? Bycie w stanie grzechu ciężkiego nie jest równoznaczne z ekskomuniką. Nie ustają ich zobowiązania chrzcielne czy obowiązki, jakie mają jako katoliccy rodzice. Ludzi tych trzeba otoczyć troską i pomóc im w życiu wiarą. Istotną rolę odgrywa także stworzenie „emocjonalnego zaplecza”. Można ich zachęcić do uczestnictwa w różnych grupach modlitwy, czy zaangażowania się w działalność charytatywną. To stwarza realne miejsce we wspólnocie Kościoła. Dokument roboczy synodu wiele uwagi poświęca potrzebie otwartości na każdego człowieka, przyjmowania wobec niego postawy raczej matki niż sędziego.
Inną kwestią jest powierzanie im misji nauczania. Doświadczenie niektórych krajów pokazuje, że ludziom znajdującym się w nieuregulowanej sytuacji, zamiast Ewangelii zdarza się głosić swoją wizję życia małżeńskiego.
Jest wreszcie kwestia wychowania dzieci po katolicku. O ile ludzie często oddalają się od Kościoła z powodu niezrozumienia istoty małżeństwa, o tyle troska o dzieci wyrażona w prośbie o sakrament chrztu czy pierwszej Komunii często jest powodem ponownego zbliżenia się do niego. Jest to okazja do nawiązania z nimi kontaktu, ale także do udzielenia im pomocy, by mogli sprostać zadaniu przekazywania wiary swoim dzieciom.
KAI: Płonne więc są obawy, że Synod zmieni nauczanie Kościoła w tej płaszczyźnie?
– W kwestii nierozerwalności małżeństwa z pewnością nic się nie zmieni. Nie widzę też możliwości zmiany stanowiska odnośnie udzielania Komunii św. osobom rozwiedzionym, żyjącym w powtórnych związkach.
Moje osobiste stanowisko nie jest jednak istotne. Wierzymy, że synod nie jest zwykłym zebraniem grupy „starszych panów”, lecz biskupów wraz z papieżem, oraz że są oni prowadzeni przez Ducha Świętego. Duch Święty będzie podpowiadał, jak odpowiedzieć na współczesne wyzwania w zgodzie z nauczaniem Chrystusa. W Katolickiej Nauce Społecznej obowiązuje zasada: widzieć, oceniać, działać! Szczera dyskusja ma pomóc w lepszym zrozumieniu aktualnego kontekstu; światło Ewangelii we właściwej jego ocenie. Dopiero trzecim krokiem jest decyzja o właściwych formach działania.
Problemy duszpasterstwa rodzin synod biskupów rozpatrywać będzie nie tylko w kontekście europejskim, ale przede wszystkim globalnym. Oceni na ile pewne zjawiska czy oczekiwania są wyzwaniami jedynie europejskimi. Nie możemy zapominać, że mieszkańcy Europy stanowią dzisiaj zaledwie około 10% globalnej populacji i około 24% wszystkich katolików. Trzeba mieć też świadomość, że niektóre rozwiązania przyjęte w jednym kręgu kulturowym, mogą przynieść odwrotne skutki w innym. W Afryce, na przykład, Kościół wciąż boryka się z problemem poligamii, którą sporadycznie wciąż się spotyka wśród praktykujących katolików. Nie przystępują oni jednak do Komunii św. Udzielanie w Europie Komunii osobom, które żyją w poligamii konsekutywnej mogłoby być odebrane w Afryce, jako ponowne zalegalizowanie poligamii, tym razem przez Kościół. Narzucanie zaś europejskich opinii niejednokrotnie odbierane jest jako przejaw nowej formy kolonializmu.
KAI: W jakiej więc mierze współczesny kryzys rodziny ma charakter globalny, czy dotyczy głównie kultury euro-atlantyckiej?
– Dotyczy wszystkich kultur, ale różnie przejawia się w różnych kulturach. W świecie zachodnim wynika on z sekularyzacji i prywatyzacji wizji małżeństwa i rodziny. Wiąże się z tym mentalność antykoncepcyjna, tzn. oddzielenie współżycia seksualnego od płodności. Dochodzi do tego lęk przed podejmowaniem trwałych decyzji, co skutkuje „życiem we dwoje na próbę”, bez zobowiązań. Młodzi nie spieszą się z zawarciem małżeństwa. Jeśli w nie wstępują, często nie są właściwie przygotowani. Biorą ślub, ale nie chcą mieć dzieci. Gdy mają już dzieci, nie radzą sobie z ich wychowaniem. Gdy przychodzą kryzysy, nie potrafią ich rozwiązywać.
Na Zachodzie dochodzi do tego wątek kryzysu demograficznego. Ponadto polityka państwowa często jest polityką antyrodzinną, zarówno w znaczeniu ekonomicznym, jak i prawnym. Chodzi tu np. o prawa zrównujące związki małżeńskie ze związkami osób jednej płci. Jest to sygnał, że państwo nie ceni sobie instytucji małżeństwa, jako trwałego związku jednej kobiety i jednego mężczyzny. Dokument roboczy synodu mówi też o niebezpieczeństwie ideologii zwanej teorią gender, która podważa tak istotną dla małżeństwa zasadę komplementarność płci.
Zupełnie inaczej problemy rodziny wyglądają w Chinach, gdzie polityka jednego dziecka spowodowała brak około 100 mln. kobiet, a proporcje między płciami zostały poważnie naruszone. W Rosji z kolei obserwujemy olbrzymi kryzys męskości, a odpowiedzialność za prowadzenie życia rodzinnego przerzuca się najczęściej na kobietę. Jeszcze inne problemy występują w Ameryce Południowej, gdzie do dzisiaj daje się odczuć skutki instytucji niewolnictwa. Właścicielom niewolników nigdy nie zależało na promocji więzi rodzinnych.
KAI: Pytanie, na ile te kultury zostały przeorane przez chrześcijaństwo i proponowaną przez nie wizję rodziny?
– Chrześcijaństwo zawsze nakładało się na kultury lokalne. Europa jest w tej uprzywilejowanej sytuacji, że chrześcijaństwo rozwija się tu od 2 tys. lat. Natomiast jej problemem jest odchodzenie od chrześcijańskiego dziedzictwa. Od 200 lat mamy tu także do czynienia ze świadomymi próbami odchrystianizowania kontynentu. Pierwszą formą zakwestionowania norm Dekalogu w prawie państwowym był Kodeks Napoleona, wprowadzający rozwody. Była to też pierwsza próba przedefiniowania społecznej roli małżeństwa. Odtąd Europa boryka się z tym problem.
KAI: Obecnie następują też dalej idące próby zakwestionowania definicji rodziny jako związku mężczyzny i kobiety, którego celem jest wychowanie dzieci.
– Początków tego zjawiska należy upatrywać w tzw. rewolucji seksualnej 1968 r., ale gwałtowne przyspieszenie tego procesu nastąpiło po upadku komunizmu. Są to wyzwania, które pojawiły się głównie na przestrzeni ostatnich 25 lat: eutanazja, sztuczne zapłodnienie „in vitro”, zmiana płci „na życzenie”, macierzyństwo zastępcze, legalizacja związków osób jednej płci.
Pierwszym krajem, który wprowadził eutanazję była w 1999 r. Albania, a trzy lata później Holandia i Belgia. (W Holandii jednak eutanazja praktykowana była od lat siedemdziesiątych XX w.). Są to zjawiska na tyle nowe, że nie doświadczyliśmy jeszcze wystarczająco głęboko ich konsekwencji. Mam nadzieję, że doświadczanie tragicznych konsekwencji, uruchomi instynkt samoobrony tak pojedynczych społeczeństw jak i całej ludzkości.
KAI: Na czym Ksiądz buduje tę nadzieję?
– Można odwołać się do tego, co mówiła w kwietniu w Warszawie prof. Chantal Delsol z Paryża. Jej zdaniem część zmian, jakie następują w kręgu kultury Zachodu, to powrót do swego rodzaju pogaństwa. Chodzi o formy życia społecznego, jakie istniały w Europie przed chrześcijaństwem, bądź jakie istnieją do dzisiaj w ramach innych cywilizacji. Były one wynikiem poszukiwania „po omacku” tego, co odpowiada naturalnej godności człowieka. Godność ludzka nie była w nich wystarczająco szanowana z uwagi na poligamię, rozwody, niewolnictwo, ale życie społeczne było możliwe.
Czym innym jest nihilizm, którego przejawem są zjawiska, jakie pojawiły się w demokratycznej Europie w latach dziewięćdziesiątych. Proponuje on „przewartościowanie wszystkich wartości” i taką zmianę prawa oraz instytucji społecznych, jakich nie zna dotychczasowa historia ludzkości. Jednym z przykładów jest próba prawnego uznania związków osób jednej płci i przyznania im wszystkich przywilejów małżeńskich. Choć zjawisko homoseksualizmu nie jest niczym nowym, nigdy nie było społeczeństwa ufundowanego na związkach, które z natury są niepłodne.
Pyta Pan o nadzieję. Odpowiedzią Kościoła zawsze było ukazywanie źródeł nadziei. Chrześcijaństwo mówi przecież o zmartwychwstaniu. „Jest wiele rzeczy strasznych, jednak dobro zawsze powraca, wyrasta i szerzy się – czytamy w „Evangelii gaudium”. Codziennie w świecie rodzi się piękno, wskrzeszone i umocnione nawałnicami historii. Wartości pojawiają się ponownie w nowych formach i rzeczywiście człowiek odrodził się wiele razy z sytuacji, które wydawały się nieodwracalne”. W dokumencie przedsynodalnym natomiast zwraca się uwagę za potrzebę ukazywania piękna i atrakcyjności życia małżeńskiego i rodzinnego (via pulchritudinis). Właściwą odpowiedzią na kryzys jest ukazywanie piękna, na widok którego ludzkie serce rozpromienia się radością. Chrystus proponuje człowiekowi to, czego już wcześniej, choć nieświadomie, pragnie jego serce.
KAI: Porozmawiajmy teraz o duszpasterstwie rodzin. Czy jest ono adekwatne do wyzwań jakie stawia czas? Na czym powinna polegać jego odnowa, pogłębienie, reforma?
– Dwie sprawy są najważniejsze: jakość nauczania o małżeństwie, ale także przykład życia ludzi świeckich. Młodzi ludzie niekiedy nie decydują się na małżeństwo, gdyż mają poczucie, że przerasta to ich siły. Stąd istotne jest ukazywanie, że małżeństwo jest co prawda wyzwaniem niełatwym – na dobre i na złe – ale, że jest to wyzwanie piękne, nadające smak i sens życiu.
Podstawowe pytanie stojące przed rozpoczynającym się Synodem Biskupów nie dotyczy kwestii Komunii św. dla rozwiedzionych, lecz tego, jak ludzi zachwycić pięknem życia małżeńskiego i jak ich właściwie doń przygotować. Jak sprawić, by ci co żyją w małżeństwie postrzegali je jako powołanie na drogę ku szczęściu – drogę ku świętości.
KAI: Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Marcin Przeciszewski
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.


