Drukuj Powrót do artykułu

Kuriozalne zarzuty w sprawie Komisji Majątkowej

31 grudnia 2011 | 10:29 | gp / pm Ⓒ Ⓟ

Na szereg kuriozalnych zarzutów zawartych w akcie oskarżenia w sprawie działalności Komisji Majątkowej zwrócił uwagę w rozmowie z KAI ks. prof. Dariusz Walencik z Uniwersytetu Opolskiego, ekspert w sprawach majątkowych Kościoła.

W piątek, 30 grudnia, prokuratura w Gliwicach zakończyła śledztwo w tej sprawie, a akt oskarżenia trafi do Sądu Okręgowego w Katowicach.

Ks. prof. Walencik zastrzegł, że swoją opinię wydaje na podstawie doniesień medialnych. Jednak, jak zauważa, depesza PAP na ten temat i artykuł w katowickim dodatku „Gazety Wyborczej” pt. „Oskarżona Komisja Majątkowa: łapówki i działanie przeciwko Skarbowi Państwa”, różnią się w treści. Zdaniem eksperta tytuł publikacji w „Gazecie” nie oddaje prawdy, gdyż sugeruje, że wszyscy członkowie tego gremium są oskarżeni, podczas gdy akt oskarżenia dotyczy 8 osób (7 członków komisji i protokolantki), a w okresie działania komisji jej członkami były 54 osoby, a kilkanaście kolejnych pełniło funkcję sekretarzy i protokolantów.

Nieprecyzyjne jest także sformułowanie o łapówkach, gdyż zarzut korupcji dotyczy tylko jednej osoby. Osobę tę miał skorumpować, wedle prokuratury, główny oskarżony, Marek P. Osoba ta nie orzekała jednak w sprawie Towarzystwa Pomocy dla Bezdomnych im. św. Brata Alberta, a właśnie jeden z głównych zarzutów wobec byłego esbeka dotyczy zawyżenia wyceny gruntów w Zabrzu, będących rekompensatą dla Towarzystwa. Zdaniem ks. prof. Walencika kilka spraw wrzucono tu do jednego worka.

Za zupełne kuriozum uznaje kościelny ekspert zarzuty stawiane członkom komisji, dotyczące poświadczenia nieprawdy w dokumentach oraz działania na szkodę Skarbu Państwa. Prokuratura zarzuca im, że nie podjęli starań, aby zweryfikować podane przez Marka P., zawyżone wyceny gruntów, bądź w ogóle się z nimi nie zapoznali, ponieważ nie były one przez Marka P. dostarczone do Komisji. Tylko na nieruchomościach przekazanych Kościołowi w Zabrzu Skarb Państwa miał stracić 28 mln. zł.

Jeśli w orzeczeniu padają kwoty z operatów, to jak mogło ich nie być? – pyta retorycznie ks. prof. Walencik i podkreśla, że fakt nieodnalezienia w MSWiA konkretnych operatów szacunkowych, nie dowodzi, że członkowie komisji nie mieli ich w rękach, gdy wydawali orzeczenia. Jest to raczej świadectwo bałaganu, jaki panował w biurze i archiwum komisji. To, że był on faktem, potwierdziło i sprawozdanie końcowe z działalności komisji, i raport z kontroli w MSWiA. Prowadzenie biura i archiwum spoczywało zgodnie z prawem na MSWiA, które posiadało informację o wyjątkowym nieładzie w dokumentacji i nic z tym nie zrobiło.

Jak podkreśla ks. prof. Walencik nie było zadaniem Komisji Majątkowej weryfikowanie wysokości operatu, czyli stwierdzanie, czy rekompensata była prawidłowo wyliczona. To rzeczoznawca odpowiada za rzetelność swej opinii, bo on posiada w tym zakresie specjalistyczną wiedzę. Jeśli przekazana komisji opinia budziła wątpliwości któregoś z uczestników postępowania, to mógł on przedstawić swoje zastrzeżenia i złożyć zamówiony przez siebie kontroperat. Nawiasem mówiąc, komisja nie miała w budżecie środków na zamawianie własnych ekspertyz. Zwykle zamawiały je – co zrozumiałe – instytucje kościelne, starające się o zwrot upaństwowionego majątku. Ale bywało i tak, że operaty zamawiały gminy i inni uczestnicy postępowania przed komisją, np. Agencja Nieruchomości Rolnych.

Poza tym skoro zespół orzekający rozstrzygał sprawę na posiedzeniu bez udziału uczestników postępowania, to po odbyciu narady i podjęciu rozstrzygnięcia sporządzenie tekstu tego rozstrzygnięcia (czynność techniczna) mogło dokonać się także drogą obiegową. Żaden przepis prawa nie nakazywał członkom zespołu orzekającego w takim przypadku jednoczesnego podpisania podjętego rozstrzygnięcia. Co więcej, orzeczenie czy ugoda nie podpisana przez obu współprzewodniczących Komisji Majątkowej, nie opatrzona klauzulą wykonalności i nie opatrzona okrągłą pieczęcią MSWiA (wszystkie przesłanki musiały być spełnione łącznie) nie ma żadnego znaczenia prawnego. Jest tylko wersją roboczą, propozycją, szkicem rozstrzygnięcia danej sprawy. Tym samym, jeżeli na orzeczeniu czy ugodzie widnieją wszystkie wymagane w dniu nadania mu klauzuli wykonalności podpisy, w tym obu współprzewodniczących komisji, orzeczenie jest opatrzone klauzulą wykonalności i okrągłą pieczęcią MSWiA, to dokument ten odpowiada rzeczywistości.

Dlatego zarzut poświadczenia nieprawdy przez współprzewodniczących komisji, jej członków i protokolantki jest – zdaniem eksperta – chybiony. Co więcej, analogiczna sprawa, tylko dotycząca gruntów w Białołęce została umorzona. Tam prokuratura nie doszukała się w orzeczeniu żadnej nieprawidłowości, a orzeczenie podpisało tych samych pięć z ośmiu oskarżonych w Gliwicach osób. „To co? Mamy dwa różne prawa? Jedno obowiązujące w Białołęce, a drugie w Gliwicach? – dziwi się ekspert kościelny.

„Nie będę bronił Marka P. Bo nawet gdyby był niewinny, to korzystanie z jego usług, ze względu na jego przeszłość, było największym błędem instytucji kościelnych i należy się dzisiaj do tego błędu przyznać – podkreśla ks. prof. Walencik.

„Natomiast będę bronił Komisji Majątkowej, bo zarzuty kierowane wobec jej członków są absurdalne. Poza tym ich ewentualną winę trzeba udowodnić. Nie skazujmy tych ludzi bez prawomocnego wyroku na śmierć cywilną i medialną” – apeluje kościelny ekspert.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.