„Habemus papam” już w kinach
28 października 2011 | 12:22 | im / ms Ⓒ Ⓟ
O papieżu, który nie wierzył w siebie – film włoskiego reżysera Nanniego Morettiego pt. „Habemus papam” od dziś jest na ekranach polskich kin.
Przewrotna historia fikcyjnego konklawe, która dotyka ironią instytucję Kościoła, Watykan i jego rzecznika, choć kontrowersyjna w założeniu, spotkała się we Włoszech z pozytywnym przyjęciem także wśród mediów katolickich.
Po śmierci papieża – reżyser wykorzystuje tu archiwalne zdjęcia z pogrzebu Jana Pawła II – przychodzi czas na konklawe. Wybrany kardynał wygląda na przerażonego, a przed pierwszym obowiązkiem – pozdrowieniem tłumów zebranych na Placu św. Piotra z balkonu – dostaje ataku paniki i ucieka kryjąc się w Kaplicy Sykstyńskiej. Zdezorientowani duchowni, nie mogąc poradzić sobie z rozkojarzonym i wystraszonym papieżem, wzywają psychoanalityka, który zaleca wielomiesięczną terapię.
Rzecznik Stolicy Apostolskiej, by przyśpieszyć terapię, wywozi papieża – którego imię pozostaje tajemnicą – z Watykanu na spotkanie z innym psychoanalitykiem. Papież wykorzystuje chwilę nieuwagi ochroniarzy i ucieka. By ucieczka następcy św. Piotra nie wyszła na jaw, rzecznik zamyka w komnatach papieskich gwardzistę ze straży watykańskiej i nakazuje mu poruszać firanką. Zatroskanym kardynałom przekazuje zaś fałszywe komunikaty o coraz lepszej kondycji papieża. W tym czasie – w cywilnym ubraniu – Ojciec Święty spaceruje po Rzymie układając mowę pozdrowienia wiernych i szukając odpowiedzi na własną niemoc. Mimo wysiłków rzecznika Watykanu, by ukryć skandal, katastrofa wisi w powietrzu.
„Pokazałem własną wersję określonego świata – Watykanu – podkreśla sam reżyser, który deklaruje brak wiary. – Film opowiada o moim Watykanie, moim konklawe i moich kardynałach”. Kardynałowie sportretowani są w prześmiewczy sposób, choć z dozą sympatii – wśród zaaferowanych swoimi chorobami i słabostkami staruszków nie ma czarnych charakterów, intryg, knowań czy skandali obyczajowych.
Stworzone przez Morettiego postaci mają dobre intencje i wiarę. Sam papież (w tej roli Michel Piccoli) jest pełnym lęków duchownym, ale nie przeżywa kryzysu wiary w Boga, ani w Kościół jako instytucję, lecz kryzys wiary w swoje możliwości. Czuje, że nie podoła obowiązkom następcy św. Piotra, traci pamięć.
Reżyser wyśmiewa się z metody pracy rzecznika Watykanu – opierającej się na lakonicznych komunikatach i przemilczaniu. W tej roli Jerzy Stuhr, który w wywiadach zdradza, że postać Rajskiego została napisana specjalnie dla niego. Lojalny wobec Kościoła rzecznik stara się wszelkimi sposobami uchronić Watykan przed skandalem.
Ośmieszani są też psychoanalitycy – w roli profesora psychiatrii występuje sam Moretti – reżyser pokazuje ich jako osoby zafiksowane na wybranej metodzie interpretowania problemów pacjenta. W zderzeniu ze skostniałą instytucją kościelną, gdzie wszystko tłumaczone jest z perspektywy wiary, świat naukowego podejścia do człowieka wypada równie nieporadnie i zabawnie.
Film – choć wzbudza też kontrowersje ze względu na podjęty temat rozterek papieża – został dobrze przyjęty we Włoszech. Wydawane przez jezuitów czasopismo „La Civiltà cattolica” oraz Radio Watykańskie chwalą kinową produkcję. Film przypadł też do gustu telewizji włoskich biskupów TV2000. Zdaniem recenzenta telewizyjnego, na szczególną uwagę zasługuje scena, która ukazuje kardynałów w Kaplicy Sykstyńskiej, jak modlą się, by nie zostać wybranym. Z kolei Komisja oceny filmów episkopatu Włoch uznała „Habemus papam” za obraz „złożony i powierzchowny”, wytykając reżyserowi, że zbytnio troszczy się o rozrywkę ze szkodą dla refleksji.
W swoich omówieniach krytycy skupiają się na pytaniach egzystencjalnych, które stawia reżyser – o kondycję człowieka, świata i wiary.
Film wchodzi do kin 28 października, dystrybutorem w Polsce jest Gutek Fil.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.


