Drukuj Powrót do artykułu

O. Góra: jestem żołnierzem o zadaniach zleconych przez Jana Pawła II

09 lutego 2008 | 20:28 | s.z//mam Ⓒ Ⓟ

Czuję się żołnierzem, który ma do wykonania zadanie zlecone przez Jana Pawła II – mówi dominikanin o. Jan Góra, duszpasterz akademicki w Poznaniu, twórca ośrodka na Jamnej i spotkań młodzieży na Lednicy. Dziś kończy 60 lat.

KAI: Co by Ojciec dzisiaj robił, gdyby nie był zakonnikiem?

O. Jan Góra: Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. Tak utożsamiam się z tym, co robię, że nie widzę siebie w innym miejscu czy w innej roli. Wszedłem w to rękami, nogami, głową, sercem, że nie jestem w stanie wyobrazić sobie: co ja bym robił, gdybym nie robił tego, co robię.

KAI: Nigdy Ojciec nie myślał, żeby rzucić zakon i kapłaństwo?

– Nigdy, nigdy, wręcz przeciwnie. Ja bym się nie umiał odnaleźć poza życiem klasztornym. Gdybym odszedł z zakonu, umarłbym następnego dnia z głodu, z zimna i ze strachu. Przecież ja sobie jeść nie umiem sam zrobić, ubrać się nie potrafię. Jestem nieudacznik życiowy i dlatego Pan Bóg powołał mnie do zakonu.

KAI: Potępia Ojciec tych, którzy odchodzą ze stanu duchownego?

– Broń Boże! Po prostu współczuję im. Bo to musi być wielki smutek, gdy ktoś po kilkudziesięciu latach doszedł do wniosku, że nie jest na właściwej drodze. Mało komu starcza na tyle odwagi, żeby powiedzieć: zgrzeszyłem, zawiodłem, więc mówi zazwyczaj, że się pomylił. To jest wielka bieda. Dlatego tak bardzo mi kogoś takiego żal.

KAI: Czuje się Ojciec enfant terrible polskiego Kościoła?

– Czuję się żołnierzem, który ma do wykonania zadanie zlecone mu przez Jana Pawła II. Papież powiedział mi: „Jak ryba chwyciła haczyk, to ciągnij”. I ja nie mam innego wyjścia. Wszystko to, co zrobiłem, opiera się na zawierzeniu Panu Jezusowi. Tak powstała Jamna, Hermanice i tak powstała Lednica – na osobistym, wewnętrznym zawierzeniu Panu Jezusowi.

Byłbym enfant terrible, gdybym się zgrywał, zabawiał, był przekorny, starał się być na siłę dowcipny. Ale to, co robię nie jest przeciwko komukolwiek, to nie jest dla robienia dowcipów, tylko to jest służba i jakaś próba wierności temu powołaniu, którym mnie Pan Jezus obdarzył. Tak to widzę.

KAI: Czy ktoś się Ojca boi? Jeśli tak, to dlaczego?

– Nikt nie ma potrzeby się mnie bać. Dlatego, że ja nikomu nie zagrażam, nie sięgam po nie swoje, nie wchodzę na cudzy teren, z nikim nie rywalizuję, nie oceniam i nie komentuję pracy współbraci. Dlatego nie ma potrzeby się mnie bać. Wytwarzam produkt niszowy i robię to, czego nikt nie robi. I dzięki temu w stosunku do innych działań nie jestem konkurencyjny, ale komplementarny.

KAI: A Ojciec się kogoś boi?

– Samego siebie się boję. Boję się możliwości grzechu, możliwości słabości, tego, że może mi przejść ochota tego, co robię.

KAI: Nie wszyscy lubią Jana Górę. Czemu?

– Przede wszystkim nie wiem, że nie wszyscy mnie nie lubią, bo ja lubię wszystkich. Nie umiałbym wskazać człowieka, którego nie lubię. Lubię wszystkich ludzi, a wielu kocham. Nie umiem też wskazać kogoś, kto ma mnie nie lubić i nie bardzo wiedziałbym za co, bo krzywdy nikomu nie zrobiłem. Tym się więc nie blokuję.

KAI: Jakie ma Ojciec największe słabości?

– Pazerność. Pazerność na czas, chęć przyspieszania, katowania siebie i drugich wymaganiami, wyciskania z siebie i z drugich soków.

KAI: Są tacy, co twierdzą, że Jan Góra opowiada przede wszystkim o sobie i siebie reklamuje, a Pana Boga – przy okazji.

– Tak mogą sądzić ludzie o słabej wrażliwości i małej wyobraźni. Ja nie mówię o sobie, tylko mówię o swoim spotkaniu z Panem Bogiem. Wiem jedno: że w zależności od tego, z jakiej głębi pochodzi moja opowieść, na tym samym poziomie otrzymuję odpowiedź zwrotną. Dzięki temu, że udało mi się przekroczyć język teologii, jakiego się nauczyłem w seminarium, potrafię się posługiwać językiem doświadczenia i egzystencji, który jest bliższy ludziom i może dlatego mnie słuchają.

Może to i ułomność w pewnym sensie, że nie powtarzam i nie streszczam wykładów ani podręczników. Ale mówię o tym, czego doświadczam, czym żyję, co mnie boli, zachwyca, a przede wszystkim o Bogu, który wypełnia moje serce i wszystkie moje myśli od rana do wieczora, a nawet i w nocy.

KAI: Jaki byłby Kościół, gdyby każdy duchowny był na miarę Jana Góry? Byłby lepszy, czy gorszy?

– Byłby nie do zniesienia i nie do wytrzymania. Jeżeli mnie samemu ze sobą jest tak ciężko, to aż strach pomyśleć, co by było, gdyby wszyscy byli tacy sami.

KAI: A co Ojca denerwuje w Kościele?

– Nic. Kościół jest moim domem, matką i ojczyzną. On mnie wychował i wykształcił, jak dom rodzinny. Ja się w Kościele dobrze czuję.

KAI: I niczego by Ojciec nie zmienił?

– Od tego jest Konferencja Episkopatu Polski. Ufam naszym pasterzom.

KAI: Dzieło życia jest już za Janem Górą, czy przed nim?

– Chwilami, gdy tracę wiarę i dopada mnie zwątpienie, wtedy myślę, że to wszystko jest już za mną. Ale gdy przychodzi nowy powiew wiary – myślę, że w zasadzie wszystko jest dopiero przede mną. Ponieważ nurtują mnie takie myśli: jak przekazać entuzjazm młodzieży, jak zgromadzić taką wspólnotę ludzi, która by zechciała żyć Lednicą, czyli permanentnym wyborem Chrystusa? To mnie pochłania i przeraża.

Nie mam ambicji zakonotwórczych, wspólnototwórczych. Nie daj Boże, żebym chciał być jakimś ojcem założycielem, a jednocześnie zastanawiam się, czy nie powinna powstać taka wspólnota, która pomoże współczesnym ludziom, wśród dzisiejszego wielkiego magazynu idei i produktów, wybierać Pana Jezusa jako wartość najwyższą i opcję fundamentalną. Taka wspólnota, która będzie pomagała wybierać pośród wielu towarów coś, co jest czymś więcej niż towarem: samego Jezusa.

KAI: O czym Ojciec marzy?

– Marzę o tym, żeby być z ludźmi, którym bliskość z Jezusem jest do szczęścia potrzebna i konieczna. Chcę znajdować się wśród ludzi, dla których Jezus jest najwyższym dobrem i którzy zrobią wszystko, aby Jezus był najwyższym dobrem, nie tylko jako deklaracja, ale jako życie. To mnie pochłania. Cóż może być wspanialszego od tego, że Jezus jest naszym naczelnym dobrem?

KAI: Jaki prezent chciałby Jan Góra dostać na urodziny?

– Ludzkie serca. Najwspanialszą rzeczą na świecie i największym dobrem i darem na tej ziemi są moje relacje z ludźmi, moje mieszkanie w ich sercach. Więcej nie mogę chcieć.

KAI: Jakie powziął Ojciec postanowienia wielkopostne?

– Nie przywiązuję wielkiej wagi do krótkodystansowych planów ani postanowień. Ja jestem ciężki samolot bombowy, potrzebuję długiego pasa startowego i długiego pasa do lądowania. I dlatego moim oddechem są spotkania lednickie.

Oczywiście, że ujmę sobie pokarmu. Oczywiście, że jestem w trakcie procesu odchudzania się, zrzuciłem dwadzieścia kilogramów i oczywiście zamierzam robić to nadal. Oczywiście, że pracuję nad sobą. Ale nie są to kwestie, które zawracałyby mi w głowie i w sercu.

Rozmawiał Stanisław Zasada

Jan Wojciech Góra urodził się 8 lutego 1948 roku w Prudniku na Opolszczyźnie. W wieku 18 lat wstąpił do zakonu dominikanów, gdzie w 1972 roku złożył śluby wieczyste, a dwa lata później przyjął święcenia kapłańskie. W 1977 roku został duszpasterzem młodzieży w Poznaniu, a w 1987 – duszpasterzem akademickim w tym mieście. Twórca oraz animator ośrodków w Hermanicach i na Jamnej. Był pomysłodawcą wzniesienia Bramy III Tysiąclecia nad Jeziorem Lednickim, gdzie od 1997 roku w wigilię Zesłania Ducha Świętego na całonocnym czuwaniu modlitewnym gromadzą się dziesiątki tysięcy osób z kraju i zagranicy.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.