Ks. Jan Żelazny: trzecia wojna światowa już się rozpoczęła
09 stycznia 2026 | 14:49 | Rozmawiał Tomasz Królak (KAI), tk | Warszawa Ⓒ Ⓟ
Fot. BP KEPBoli mnie hipokryzja całego świata zachodniego. Skąd, przy wszystkich embargach bierze się wciąż nowa broń w rękach różnego typu bojowników w Syrii, regionie Sahelu, ale i całej Afryce? – pyta w rozmowie z KAI ks. dr hab. Jan Żelazny. Wiele różnego typu rządów autorytarnych próbuje wykorzystać kwestie religijne do wzmocnienia swojego poparcia – zauważa dyrektor Sekcji Polskiej Pomocy Kościołowi w Potrzebie. Stawia także tezę, że trzecia wojna światowa de facto już się rozpoczęła.
Ks. Żelazny, który niedawno powrócił z Syrii, opowiada o rodzajach wsparcia, jakiego jego organizacja udziela kurczącej się populacji chrześcijan w tym kraju i całej Ziemi Świętej. Kreśli także dość pesymistyczny obraz współczesnego młodego pokolenia. – Oni chcą użyć, tu i teraz, a widać to w szkołach, na uniwersytetach, także wśród młodych pracowników – mówi duchowny.
Zauważa jednocześnie, że przy dość powszechnych atakach na chrześcijaństwo, to właśnie wypływające z tej religii wartości młodzi ludzie wymieniają jako te najbardziej przez nich pożądane. „Kiedy walił się świat zachodni, powstawały klasztory, przeniosły kulturę i wartości na następne pokolenia” – przypomina ks. Żelazny. Dziś, jak podkreśla, trzeba budować i wzmacniać enklawy żyjących wedle chrześcijańskich zasad. I przypomina słowa Chrystusa: “Nie bój się, mała trzódko”.
Tomasz Królak (KAI): Niedawno wrócił Ksiądz z Syrii, w której chrześcijanie od lat są prześladowani, a ubiegłoroczny upadek reżimu Baszara al-Asada, sytuacji tej, niestety, nie zmienił. Jakie są Księdza refleksje po powrocie z tego kraju? Co tam się dzieje obecnie?
Ks. dr hab. Jan Żelazny: Na skutek wojny domowej chrześcijanie stali się jeszcze skromniejszą mniejszością. Emigracja objęła większość z nich, z 15 procent pozostało około 2, co zmieniło także ich pozycję we wszystkich rozmowach, układach, itd. Nie są już liczącą się, mocną grupą ludnościową. Problem chrześcijan polega na tym, że władzę oficjalnie odjęli sunnici, którzy byli marginalizowani i dyskryminowani przez reżim. W tej chwili oni po prostu odgrywają się na wszystkich: na druzach, na alawitach, na chrześcijanach może nawet nie do końca, ale prawo sunnickie i władza muftich są w tym momencie absolutne.
KAI: Na czym to polega?
Po pierwsze, chrześcijanie zostali usunięci z administracji państwowej. To spowodowało, że wielu z nich nie ma pracy. Co prawda nie ma narzuconego prawa szariatu, ale w tym względzie trzeba być bardzo ostrożnym. Chrześcijanie może nie są prześladowani, ale żyją w niepewności o to, co będzie dalej. Władze zapewniają, że po zamachu, który miał miejsce 23 czerwca ub. roku w kościele św. Eliasza w Damaszku [w samobójczym ataku zginęły 22 osoby; syryjskie władze obarczyły winą za atak grupę terrorystyczną „Państwo Islamskie” – KAI] chrześcijanie będą otoczeni opieką. Byliśmy w tym kościele. Przed świątyniami stoją rządowe straże. Mają chronić wierzących, ale na pewno jest to dziwne i nienormalne, że idąc do kościoła przy wejściu napotyka się na gości z karabinami… No, ale tak to wygląda.
Wśród chrześcijan dominuje niepewność co do tego, czy i w jaki sposób odgrywanie się przez sunnitów na innych grupach wyznaniowych dotknie także ich. Państwo do końca nie działa, bo oficjalnie sankcje jeszcze się nie skończyły. Powoduje to potężną zapaść w służbie zdrowia, co bardzo mocno dotyka także chrześcijan. Służba publiczna praktycznie nie funkcjonuje, w szpitalach jest sprzęt sprzed 20-30 lat i często się psuje albo już w ogóle nie działa. Koszty życia są bardzo wysokie, pensje dla tych, którzy mają pracę (ponad połowa chrześcijan jej nie ma), wynoszą około 100 dolarów. Bardzo dobra pensja w tej chwili to 150 dolarów, a koszt operacji to 2000 dolarów, paczki lekarstw – 100-300.
Kolejny wielki problem to kwestia edukacji. Państwo nie chce przywrócić szkół wyznaniowych. Zostały one zlikwidowane jeszcze za ojca poprzedniego prezydenta, ale była możliwość prowadzenia tych placówek w różny sposób. Kilka z nich działa, odwiedziliśmy je i będziemy chcieli im pomagać. To jest o tyle istotne, że wykształcenie w szkole publicznej jest po prostu niewiele warte, poza tym w tej chwili jest przede wszystkim indoktrynacją sunnicką. Chrześcijanie walczą o wychowanie zgodne z ich przekonaniami i na odpowiednim poziomie. Jest to bowiem kwestia ich tożsamości religijnej i narodowej, ale także sprawa przyszłości.
Jak wspomniałem, na skutek emigracji w Syrii pozostało około 2 proc. chrześcijan, ale ich struktura generacyjna jest szczególna – to głównie ludzie starsi, zaledwie 2 procent stanowią dzieci. Stało się to dlatego, że ludzi w wieku rozrodczym już prawie nie ma, ci zaś, którzy pozostali nie chcą zakładać rodzin, bojąc się o przyszłość. I to jest w tej chwili bardzo duży problem wewnątrz wspólnoty chrześcijańskiej.
KAI: Która – jak wynika z tego, co Ksiądz mówi – jest po prostu skazana na wymarcie…
Tego się wszyscy obawiają. Staramy się im pomóc. W Syrii byłem wraz z dyrektorem Caritas z Łodzi. Chcemy pomóc m.in. szkołom i nauczycielom. Chodzi o to, by czesne było na tyle niskie, żeby do szkół prowadzonych przez siostry zakonne, na przykład w Damaszku, można było przyjąć wszystkie dzieci. To bowiem jest dla rodziców argumentem za tym, żeby w ogóle mieć dzieci. Tym bardziej, że na Bliskim Wschodzie prowadzi się edukację od trzeciego roku życia dziecka, więc szkoła umożliwia rodzicom podjęcie pracy zawodowej. To jest pierwsze pole naszej pomocy.
Angażujemy się także w inicjowanie centrów kultury, spotkań, odpoczynku, które mają dać poczucie normalności. Na przykład w Homs takie centrum prowadzą jezuici. Przychodzi tam zresztą także młodzież muzułmańska. Ludzie są tego spragnieni – uczą się tam, grają śpiewają pieśni – religijne i nie tylko.
Tamtejsi studenci – i to jest kolejne poważne wyzwanie – mają duże problemy techniczne w tym, żeby się kształcić, bo ubóstwo powoduje, że po prostu brakuje miejsca do nauki. W domach nie ma prądu, choć organizacje pomocowe starają się temu zaradzić. Teraz jest zima, a więc panuje mgła, nie działają systemy fotowoltaiczne, w domach jest zimno i nie ma światła. Dlatego przy kościołach przygotowano specjalne miejsca do nauki dla młodzieży i studentów. Widzieliśmy to w Homs: po mszy świętej z jednej kaplicy wynoszone są ławki, włącza się piecyki olejowe i światło, żeby młodzież mogła się uczyć. Podobnie wygląda to we wspomnianym kościele przy parafii świętego Eliasza w Damaszku. Te miejsca są oblężone – do południa przez studentów, a po południu, po powrocie z normalnej szkoły na zajęcia wyrównawcze przychodzi młodzież, bo tam niewiele się nauczyła.
Nasza pomoc ma wspierać tworzenie i utrzymanie tego typu centrów, ale i innych podobnych miejsc. Na przykład w Aleppo franciszkanie prowadzą ośrodek Persan, który jest rodzajem centrum rekreacyjnego. To zadaszone miejsce, do którego można przyjść z rodziną, żeby coś zjeść, zrobić urodziny, imieniny, a chłopak może zaprosić dziewczynę na kawę. Jest tam basen wybudowany przez Polaków. To są ich idee, ich inicjatywy.
KAI: A wy pomagacie im je zrealizować.
Tak, bo oni mówią: musimy dać młodym ludziom normalność, możliwość spotkania, bo wtedy zostaną w kraju. Jeśli chłopak pozna ładną dziewczynę, obydwoje przekonają się, że mogą razem spędzać czas, to może założą rodzinę, pozostaną w Syrii.
KAI: Takie centra sprzyjają po prostu integracji społecznej, nawiązywaniu normalnych więzi w nienormalnych warunkach.
W sytuacji po ponad 16 latach wojny domowej.
KAI: Kierując się na południowy zachód od Syrii, przybywamy do Izraela i obszaru nazywanego Ziemią Świętą. Od lat sytuacja jest tam trudna, ale w ostatnich miesiącach – jeszcze się pogorszyła.
Zacznę od sprostowania. Ziemia Święta to także część Syrii i Libanu. Wspomniałem na przykład o Damaszku – to miejsce, gdzie się nawrócił święty Paweł.
Jeśli chodzi o Strefę Gazy, to problem jest w pewnym sensie podobny do tego, z jakim zmaga się Syria: formalnie, w tej chwili nie ma wojny, ale panuje poczucie niepewności. Kiedy zaczęła się wojna z Palestyńczykami w Strefie Gazy, chrześcijanie uważali, że zanik ruchu pielgrzymkowego ma charakter czasowy. Ale ta niepewna sytuacja trwa już trzeci rok. Cała ekonomia i struktura działania chrześcijan oraz ich życia została zagrożona. Wyobraźmy sobie, że w Polsce lockdown trwa już trzeci rok. Na początku mamy zapasy w naszych lodówkach, nawet fajnie, że zrobimy domowe porządki, itd. Potem zaczyna się problem, zaczynamy wyprzedawać rzeczy, a potem…
Problem w Ziemi Świętej polega na tym, że zostaje zawieszone normalne funkcjonowanie ekonomiczne: hotelików, restauracji, pamiątkarstwa, wszystkiego. Jacyś pielgrzymi w tej chwili w Ziemi Świętej są, moi koledzy byli zachwyceni, bo było pusto. W całym hotelu przebywało 40 osób. No, to niech pan utrzyma hotel na 200 osób goszcząc jedną piątą i to przez kilka dni w miesiącu. Niepewność jest wielkim problemem. Jeżeli nawet ktoś ma inną pracę, na przykład w Taybeh na Zachodnim Brzegu Jordanu, gdzie chrześcijanie uprawiają ziemię, to napotyka tam billboardy zrobione przez izraelskich osadników: Nie ma tu dla was przyszłości. W tym roku były próby podpalenia tamtejszego kościoła świętego Jerzego.
Tak więc, ci ludzie nie mają pewności, co będzie dalej, trwają w zawieszeniu. A jeszcze jeśli przez gaj oliwny, będący źródłem utrzymania rodziny, ktoś przegoni stada bydła, to powstaje pytanie, czy się cokolwiek uda zebrać i sprzedać. Najbardziej bolesne jest to, że owo zawieszenie trwa już kolejny rok – kolejny rok sytuacji, w której nie wiadomo, co będzie dalej. Jednocześnie chrześcijanie mają propozycję błyskawiczną: sprzedaj, co masz i wyjedź do Europy. Europa da ci wizę. Europa pozwoli ci się osiedlić.
KAI: Można założyć, że taka opcja będzie coraz poważniej brana pod uwagę.
Z pewnością. Choć na razie mówią, że nie chcą opuszczać swojej ziemi. Dlaczego mam zostawiać Jezusa – pyta mnie jeden z wytwórców pamiątek z drzewa oliwnego. Nie chcę Go zostawiać, chciałbym normalnie żyć w miejscu, w którym od pokoleń żyła moja rodzina.
KAI: Kiedy myślę o Pomocy Kościołowi w Potrzebie, to jednym z pierwszych skojarzeń są właśnie tworzone w Ziemi Świętej wyroby z drzewa oliwnego, które można u Was kupić.
Dajemy pracę 50 rodzinom, dzięki temu są w stanie utrzymać się w tej trudnej ekonomicznej sytuacji. Ale towarzyszy nam niepokój, o to, że w pewnym momencie popyt na te rzeczy się skończy. I co wtedy? Oni też mają tego świadomość i proponują nam różne nowe rzeczy. Próbujemy pomóc, zresztą nie tylko im. Sprzedajemy rzeczy z Libanu wykonane z drzewa cedrowego, w Syrii z kolei robią je z drzewa orzechowego, właśnie rozmawialiśmy z nimi o współpracy.
Sytuacja wśród chrześcijan na Zachodnim Brzegu Jordanu – w Betlejem czy Jerozolimie – jest w tym momencie bardzo trudna. Nie dlatego, że toczą się działania wojenne, ale dlatego, że ciągle nie ma perspektywy na normalne życie.
KAI: Opublikowany w listopadzie ub. roku przez Pomoc Kościołowi w Potrzebie raport “Wolność religijna na świecie”, oprócz konkretnej wiedzy dotyczącej sytuacji różnych religii (np. tego, że w 62 krajach doszło do poważnych prześladować wyznawców różnych religii) jest, w mojej ocenie, także papierkiem lakmusowym, pokazującym moralny stan świata. Można odnieść wrażenie, że robi się on coraz gorszy. Widzi to Ksiądz podobnie?
Wszyscy obawiamy się wybuchu trzeciej wojny światowej, ale moja prywatna teza jest taka, że ona już wybuchła. Tyle, że nie wygląda tak, jak pierwsza i druga. To jest wojna interesów, wojna, w której nie liczą się ci najsłabsi. Konflikty religijne bardzo często są konfliktami, które toczą się w miejscach, że tak to nazwę, biznesowo atrakcyjnych. Tam, gdzie są metale, jak na przykład w prowincji Goma w Demokratycznej Republice Kongo. Zbiegają się tam interesy wszystkich wielkich państw tego świata i tam toczy się wojna, w którą zaangażowana jest także Rwanda.
Boli mnie hipokryzja całego świata zachodniego. Skąd, przy wszystkich embargach bierze się wciąż nowa broń w rękach różnego typu bojowników w Syrii, regionie Sahelu, ale i całej Afryce? Skąd się tam wzięła, jak tam trafiła?
KAI: Za sprawą zaangażowania wielkiego biznesu państwowego.
Tak, zachodniego, chińskiego, amerykańskiego. Wszystkie te kraje rozgrywają swoje własne sprawy, często niestety wykorzystując także napięcia religijne. Mamy kwestie interesów ekonomicznych zogniskowanych w takich krajach jak Mozambik, Nigeria, Demokratyczna Republika Kongo.
Poza tym, na przykład na terenie Nigerii, pojawiają się pierwsze konflikty związane ze zmianami klimatycznymi. W środkowej Nigerii żyje muzułmańska społeczność pasterskiego ludu Fulani. Na skutek wysychania Sahelu, co jest procesem trwającym od bardzo wielu lat, ich pastwiska stają się coraz to mniejsze, więc naciskają na osiadłych chrześcijan, atakując ich, usuwając, eksterminując z ich terenów, bo to jest po prostu walka o przestrzeń życiową. Wiele różnego typu rządów autorytarnych próbuje wykorzystać kwestie religijne do wzmocnienia swojego poparcia, jak ma to miejsce na przykład w Mjanmie, czyli dawnej Birmie. W tym buddyjskim kraju problemy spotykają i chrześcijan, i muzułmanów. W pobliskich Indiach władze utrzymują, że tylko religie autochtoniczne mają pełnię praw, dlatego walczą z muzułmanami a także z chrześcijanami, co jest w ogóle bardzo dziwną rzeczą, bo chrześcijaństwo trwało w Indiach nieprzerwanie od I wieku po Chrystusie. Tymczasem wprowadzono przepisy dotyczące zakazów uczenia, prozelityzmu, ograniczenia w pozwoleniach na budowę kościołów, itd. A czy słyszał pan kiedyś o sankcjach dla takich wielkich państw, jak choćby Chiny? Tymczasem tam nie wolno rodzicom mówić o Bogu do 18 roku życia dziecka. Oficjalne prawo w państwie, które jest członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ i podpisało jej deklarację, w artykule 18 mówiącą o swobodzie publicznego i prywatnego głoszenia wiary.
Mówi się dziś powszechnie o wojnie hybrydowej. Otóż, hybrydowość tej wojny dotyka także kwestii związanych z przekonaniami ludzi, w tym z wyznawaną przez nich religią.
KAI: Nawiązując do tezy o III wojnie światowej, która się rozpoczęła, rozumiem, że w przeciwieństwie do pierwszej i drugiej nie musi oznaczać obecności obcych wojsk na zdobytym terytorium, bo dane państwo czy region można podbić wykorzystując presje militarne czy ekonomiczne i drenować czerpiąc maksimum kapitału, czy tak?
Dokładnie, rękoma różnego typu sił na danym terenie. Przypominam, że w Polsce, zanim zaczęły się rozbiory, to przez długi okres, prawie 100 lat, była ona kontrolowana przez ambasadorów. Formalnie rzecz biorąc byliśmy niezależnym krajem, a de facto podlegaliśmy wszechstronnej kontroli i byliśmy niszczeni przez wojny, jakie na terenie Polski toczyły Rosja razem ze Szwecją.
KAI: We wspomnianym już raporcie pada stwierdzenie, że globalne zagrożenia dla wolności religijnej wynikają przede wszystkim z umacniania się autorytaryzmu oraz wzrostu ekstremizmu religijnego i nacjonalistycznego. Nic chyba nie wskazuje na to, by miał nastąpić odwrót od tych tendencji, obecnych zresztą pod różnymi szerokościami geograficznymi?
Zajmuję się naukowo pierwotnym Kościołem wschodnim, jestem patrologiem. Uderzyły mnie prace dotyczące genezy wielkich zmian. Zazwyczaj cywilizacje zaczynają odczuwać problem, kiedy zanika klasa średnia, bo ona jest czynnikiem stabilizującym. Zresztą, chrześcijaństwo od początku było religią klasy średniej, wbrew hasłom o niewolnikach, etc. Widać to dokładnie, kiedy przeanalizuję się kim byli pierwsi biskupi czy pierwsi znani nam męczennicy. Kiedy klasa średnia zanika, to zamożni stają się nieprzyzwoicie bogaci, a ubodzy – nieprzyzwoicie biedni. Otóż, z tego, co wiem, to ten proces właśnie niesamowicie przyspieszył w skali globalnej.
Pyta pan, czy procesy wzrostu ekstremizmu religijnego i nacjonalistycznego mogą ulec zahamowaniu. Osobiście obawiam się czegoś innego, a mianowicie upadku naszego dzisiejszego systemu. Bo po raz kolejny w historii obserwujemy w bardzo wielu krajach, także europejskich, wzrastającej pauperyzacji klasy średniej.
Przez 25 lat pomagałem duszpastersko we włoskim Reggio di Calabria. Wiem, jak wyglądały latem wolne wieczory Włochów, jeżdżących sobie z północy na południe. Widziałem oblężone restauracje i pizzerie. I wiem jak bardzo w ciągu ostatnich lat to się zmieniło.
KAI: Czy da się krótko wyjaśnić – dlaczego?
Nie wiem. W tym momencie mogę się “bawić” tylko w mojego profesora Tischnera to znaczy opisać to, co widzę. W każdym razie podobny proces ubożenia dostrzegam we Francji czy w Niemczech. Nie chodzi bynajmniej o to, że nagle przedstawiciele średniej klasy zaczęli żebrać o jedzenie. Ale nie chodzą już tak często do restauracji, kupują w dyskoncie.
Jest jeszcze walka o to, żeby utrzymać stan obecny, ale de facto proces się już zaczął. Wiadomo powszechnie, że coraz to więcej dóbr tego świata należy do coraz to mniejszej grupy osób. A to ma swoje konsekwencje.
Obawiam się, że w tym momencie znaleźliśmy się już na pewnej równi pochyłej. Ale wierzę w Pana Boga, wierzę w nadzieję. Ale też w coś jeszcze: w możliwość enklaw – miejsc, w których ludzie świadomie rezygnują z pewnych rzeczy, żeby utrzymać inne wartości. Oni stają się potem rozsadnikami czegoś nowego.
KAI: Jednak to, co zdaje się dziś dominować jest hasło: zaróbmy jeszcze więcej, bogaćmy się. Lata temu Jan Paweł II przypominał, że ludzka powinnością jest przede wszystkim być, aniżeli “mieć”. Spoglądając jednak w rejony wielkiej polityki wydaje się, że zasady, etyka czy prawo międzynarodowe przechodzą do lamusa. Maski spadły, liczy się biznes…
Tak. Na pewno odeszliśmy daleko od cywilizacji miłości. Co do Jana Pawła II to uważam, że jego analiza była prawdziwa kilkanaście lat temu. W tej chwili jeśli chodzi o młode pokolenie pojawił się nowy problem. Pojawiło się pokolenie, które żyje tu i teraz. Oni nawet nie chcą mieć: oni chcą użyć. Tu i teraz, horyzont znika. Widać to w szkołach, na uniwersytetach, także wśród młodych pracowników.
W momencie, kiedy ludzie nie mają przed sobą normalnych perspektyw, kiedy poczucie bezpieczeństwa zostało zachwiane, to – obserwowano to we wszystkich ekstremalnych sytuacjach, oblężonych twierdzach, czasach zaraz, itd. – pojawia się bardzo duża grupa ludzi, która chce tego “tu i teraz”.
KAI: Ale może to świadczyć także o jakimś ogromnym braku nadziei.
Tak, to jest kwestia braku nadziei: nie myślę o przyszłości, ona dla mnie nie istnieje. Pismo Święte przynosi opis zachowania arystokracji judejskiej tuż przed wojną z Nabuchodonozorem. Pili, zabijali, używali na zakrapianych imprezach z dodatkowymi atrakcjami. Bo świat się kończy, a po nas już tylko potop. Coś takiego obserwuje się we wszystkich podobnych sytuacjach.
Odbiegnę nieco od tematu: swego czasu, gdy byłem duszpasterzem akademickim w Jordanowie, usłyszałem opowieść o parze młodych ludzi, od 10 lat zatrudnionych w jakimś gospodarstwie rolnym w Holandii. Pracowali przez cały miesiąc, żeby przyjechać na weekend do Polski, poimprezować, wydać wszystkie pieniądze, popić, popalić i nie wiadomo co jeszcze robić, spłukać się ze wszystkiego i wrócić do Holandii.
KAI: I tak oto, wychodząc od określonego punktu na mapie czyli Syrii, zdiagnozował Ksiądz moralną kondycję świata. Gdyby nie to, że jesteśmy chrześcijanami, można by się załamać…
Tak, ale możemy stworzyć te enklawy. Kiedy walił się świat zachodni, powstawały klasztory, przeniosły kulturę i wartości na następne pokolenia.
KAI: A co dziś należałoby robić?
Według mnie przede wszystkim stawiać na różnego typu wspólnoty, na tworzenie przestrzeni dla młodych ludzi, dla dzieci; przestrzeni, w których mogą się kształcić, w których będą żyły innymi wartościami. Myślę o przestrzeniach, w których nie tylko będziemy się modlili, ale w których się spotkamy na kawie, w których będziemy mieli basen, skoczymy do wody, będziemy sobie spokojnie pływali i wspólnie spędzali czas wolny, a jednocześnie żyli w grupie podzielających wartości rodzinne. A młodzi ludzie, w ten sposób “poukładani”, będą to wspominać jako coś, co było dla nich najpiękniejsze. Bo, co ciekawe, przy dość powszechnych atakach na chrześcijaństwo, to właśnie wypływające z tej religii wartości młodzi ludzie wymieniają jako te najbardziej przez nich pożądane.
KAI: Chrześcijanie zaś nie powinni załamywać rąk nad światem, tylko nieustannie i z ufnością próbować go przekształcać, zaczynając oczywiście od siebie.
Chrystus mówi o nas, że mamy być zaczynem. Działalność “ Pomoc Kościołowi w Potrzebie w krajach, w których jesteśmy: w Syrii, w Libanie, w Ziemi Świętej jest dla mnie czymś takim. To są wspólnoty ludzi dobrej woli, które także w Polsce działają, żeby im pomóc. To są właśnie owe zaczyny – ci, którzy tworzą małe rzeczy. Chrystus mówi: “Nie bój się, mała trzódko”. Dlatego, że to właśnie ten zaczyn powoduje, że na koniec całe ciasto jest zakwaszone.
KAI: Z dzisiejszej perspektywy, patrząc na świat, trudno być optymistą, ale chrześcijanin nie powinien kalkulować w taki sposób. Ma być zaczynem – i tyle.
Tak. I naprawdę zaufać Panu Bogu. Podczas ostatniego wyjazdu do Syrii miałem swoje własne doświadczenie wiary. Wyjechałem z początkiem ataku kolki nerkowej, co jest bardzo nieprzyjemne. Kryzys dopadł mnie już trzeciego dnia, kiedy byliśmy w kościele pw. św. Tekli w Maluli. Zdegustowany sytuacją modliłem się. Dość dziwnie, bo mówię tak: “Tekla, ja tutaj przyjechałem wykonać konkretną robotę: chcę pomóc Twoim krewnym, chcę pomóc tutejszym ludziom. Ty też weź się do roboty”. I wie pan, że do tej pory mnie nie zabolało?
KAI: Tekla wzięła się do roboty.
Nieraz brakuje nam zaufania i wiary, tymczasem odpowiedź bywa błyskawiczna. Człowiek nawet nie zdąży dokończyć swojej myśli, a góra już została przeniesiona…
***
Ks. dr hab Jan Żelazny (ur. 1965) jest patrologiem. Od lat zajmuje się pomocą dla chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Od 1996 roku etatowy pracownik Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, później tamtejszego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II. 25 października 2024 r. mianowany został dyrektorem Polskiej Sekcji Pomocy Kościołowi w Potrzebie (PKWP).
PKWP to międzynarodowa organizacja działająca od 1947 r. Jej misja opiera się na trzech filarach: informowaniu o sytuacji chrześcijan i stanie wolności religijnej, modlitwie za prześladowanych oraz finansowaniu projektów pomocowych.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

