Drukuj Powrót do artykułu

Kard. Pizzaballa: Bóg jest Tym, który przychodzi

16 stycznia 2026 | 16:20 | st | Jerozolima Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. OMAR AL-QATTAA/AFP/East News

Fragment Ewangelii  II niedzieli zwykłej roku A (J 1,29-34) – 18 stycznia 2026 r. pomaga nam sobie uświadomić, że Bóg jest Tym, który przychodzi i co trzeba uczynić, aby uświadomić sobie tę obecność – stwierdza w swoim komentarzu łaciński patriarcha Jerozolimy kard. Pierbattista Pizzaballa OFM.

Okres Bożego Narodzenia pozwolił nam świętować i kontemplować Boga, który przychodzi. Słowo Boże przychodzi w ciele naszego ubóstwa, wkracza w dzieje, podejmuje inicjatywę, aby być z nami i takim jak my.

Ale Bóg nie przychodzi tylko w Boże Narodzenie i nie przychodzi jedynie w wydarzeniu Wcielenia. Wręcz przeciwnie! Wcielenie Słowa zapoczątkowuje dla ludzkości nowy czas, okres, w którym Bóg przychodzi i w którym przychodzi nieustannie.

Dlatego bardzo ważne jest, że pośród pierwszych słów, które znajdujemy w Ewangelii tej pierwszej niedzieli po Chrzcie Pańskim (J 1,29-34), znajduje się właśnie termin „przyjść” (J 1,29): Jan Chrzciciel widzi Jezusa przychodzącego do niego. „Przyjść” jest czasownikiem programowym, czasownikiem, który ujawnia tożsamość Boga: Bóg jest Tym, który przychodzi.

Przede wszystkim, na początku jest ten ruch Boga ku nam, jest Jego przyjście do nas. Nie ma Boga, który pozostawałby daleki, Boga, który czeka, aż my pójdziemy do Niego. Jeśli Bóg się zbliża, to możemy Go spotkać i tak właśnie dzieje się w przypadku Jana Chrzciciela: kiedy Jezus się do niego zbliża, rozpoznaje Go i przyjmuje.

Jeśli „przyjść” jest czasownikiem Boga, to „zobaczyć” jest czasownikiem człowieka, ludzkości: Jan widzi Jezusa, który do niego przychodzi.

Oba te czasowniki są ważne, oba są niezbędne, aby spotkanie mogło nastąpić. Jeśli Bóg nie przychodzi, człowiek sam nie może nic zrobić. Ale jeśli Bóg przychodzi, a człowiek Go nie rozpoznaje, nie widzi, to nawet przyjście Boga jest bezowocne, bez spotkania. Bóg może przyjść na próżno, jeśli człowiek Go nie przyjmuje.

Cóż to jednak znaczy widzieć Boga? Jak Jan widzi przychodzącego Pana?

W gruncie rzeczy Jan Chrzciciel nie widzi nic niezwykłego: widzi człowieka jak każdego innego, który zbliża się do niego, tak jak wielu innych w tamtych czasach. Św. Jan ewangelista mówi nam, że Jan Chrzciciel, widząc jedynie człowieka, widzi znacznie więcej i znacznie dalej. Widzi Baranka Bożego, który gładzi grzechy świata (J 1,29). Widzi kogoś, kto choć przyszedł po Nim, w istocie był przed Nim, to znaczy był od zawsze (J 1,30). Widzi kogoś, na kim spoczywa Duch Święty i na kim Duch pozostaje, kogoś, kto będzie chrzcił w Duchu Świętym (J 1,33).

Jak Jan Chrzciciel może to wszystko widzieć?

Pytanie to jest uzasadnione, biorąc pod uwagę, że sam Jan Chrzciciel dwukrotnie w kilku wersetach stwierdza, że przed tym spotkaniem nie znał Jezusa (J 1,31.33). Jan może widzieć i rozpoznawać Jezusa, ponieważ żyje zanurzony w Słowie Bożym: widzi, ponieważ najpierw usłyszał.

Dwie wskazówki prowadzą nas do tej refleksji.

Pierwsza z nich jest taka, że jego słowa są przesiąknięte Pismem Świętym: znajdujemy w nich baranka z 12 rozdziału Księgi Wyjścia, odniesienie do Mądrości z 8 rozdziału Księgi Przysłów oraz wiele proroczych obietnic, które mówią o Duchu, który zstępuje i trwa. Jan nie widzi więcej dlatego, że ma jakiś szczególny dar, lecz dlatego, że kiedy widzi nadchodzącego Jezusa, rozbłyskuje w nim Pismo Święte i oświeca jego wzrok.

Ale słuchanie Jana dotyczy nie tylko Pisma Świętego.

Werset 33 pozwala nam zrozumieć, że Jan Chrzciciel słucha Boga, który przemawia do jego serca, tak jak dzieje się to w przypadku każdego proroka, którego Pan powołuje i posyła: „Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie…” (J 1,33).

Jan jest przede wszystkim człowiekiem słuchania, a ponieważ słucha, jest w stanie pojąć znaki, jakie Bóg daje, aby się objawić. A decydującym znakiem tego początku objawienia nie jest jakiś fenomen, nie jest to cud, nie jest to przemowa. Jest to coś niezwykle dyskretnego, jak Duch, który zstępuje i spoczywa (J 1,33). Wielokrotnie w historii zbawienia Duch zstępował na kogoś, powierzając mu specjalną misję. Nowością, którą Jan dostrzega w Jezusie, jest to, że tym razem zstąpienie Ducha jest ostateczne, nie ma już odwrotu: Duch zstępuje i spoczywa na Jezusie.

Spojrzenie Jana Chrzciciela, oświecone Słowem, rozpoznaje, że to spoczywanie jest znakiem, że Jezus jest Synem Bożym, znakiem, że nowe przymierze się wypełnia, znakiem, że Bóg gładzi grzech świata (J 1,29).

+ Pierbattista Pizzaballa

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.