Drukuj Powrót do artykułu

Wiara męczenników nie przestaje intrygować japonistów

17 stycznia 2026 | 16:36 | o. Paweł Janociński OP | Tokio Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Ilya Chunin / Unsplash

Czy powstanie katolików w Shimabarze (1637–1638) miało charakter religijny czy ekonomiczny? Chrześcijański czy chłopski? Dyskusje na ten temat wśród historyków toczą się do dziś. Niektórzy z nich zauważają niezwykły hart ducha wśród  pokonanych katolików i w ogóle wśród setek ówczesnych męczenników za wiarę, co mogło spowodować zamknięcie kraju na wszelkie wpływy z zagranicy przez kolejne 200 lat. Tak sądzi japonista Michael Hoffman, w artykule na łamach dziennika “The Japan Times” z 17 stycznia br.

Bunt wybuchł około Bożego Narodzenia 1637 roku. Przez dziesięciolecia tlił się pod powierzchnią w kontekście prześladowań na tle religijnym i nagłego zwrotu w polityce  ówczesnych władców kraju. Pierwsi europejscy misjonarze katoliccy przybyli do Japonii w 1549 roku. Zostali przyjęci życzliwie, oni i ich przesłanie o życiu wiecznym w lepszym świecie. Ich pierwszym miejscem lądowania było południowe Kiusiu. Japonia była wówczas chaosem niezależnych lenn, pozostających w nieustannej wojnie między sobą. Panowie domen, zwani daimyo, pragnęli handlu z Europą i broni palnej z Europy. Misjonarze, z którymi się jednano, byli użytecznymi pośrednikami. Jeśli pojednanie oznaczało nawrócenie – “niech i tak będzie” , sądzili japońscy arystokraci. W ciągu dwóch pokoleń części południowej wyspy Kiusiu, do której najpierw dotarli  katoliccy misjonarze, stały się bardziej chrześcijańskie niż buddyjskie.

Japonia, jaką znamy dzisiaj, narodziła się 21 października 1600 roku. Decydująca bitwa rozegrała się pod Sekigaharą, na terenie dzisiejszej prefektury Gunma. Trwała zaledwie jeden dzień, lecz do nocy kraj był już zjednoczony. Czterysta lat wojen domowych z przerwami dobiegło końca. Pozostała jeszcze jedna, ostatnia bitwa. Po niej, w 1615 roku, wyłonił się siogunat Tokugawów, który rządził Japonią aż do jej przymusowego „otwarcia” w 1867 roku przez chrześcijański Zachód, na czele z państwem, które w 1600 roku jeszcze nie istniało: Stanami Zjednoczonymi Ameryki.

Siogun Tokugawa Ieyasu (1543–1616), umacniając swój kruchy nowy rząd wojskowy – bakufu, podjął wówczas kluczową decyzję. Chrześcijaństwo musi zniknąć. Było „złą sektą”, lojalną wobec Królestwa Niebieskiego, a nie wobec Japonii Tokugawów. Europejskie potęgi podporządkowywały sobie całą Azję. Czy chrześcijanie nie byli ich narzędziami, lub co najmniej chętnymi wspólnikami? Zamiast podzielić los Indii, Chin czy Filipin, Japonia miała zamknąć swoje bramy, stać się „krajem zamkniętym” (sakoku). Zdecydowano, że “cudzoziemcy – precz, a  wyznawanie obcych religii zakazane  pod karą okrutnej śmierci”.

Chrześcijaństwo zostało zmiażdżone w Shimabarze. Była to potworna rzeź, masakra, „jedna z największych w całej krwawej historii Japonii” — pisze Ivan Morris w “The Nobility of Failure: Tragic Heroes in the History of Japan” (Szlachetność Porażki: Tragiczni Bohaterowie w Historii  Japonii). Użycie przez niego słowa „holokaust” wiąże to wydarzenie z jedną z największych tragedii w dziejach  świata. 

Nawiązując do tych krwawych wydarzeń, Hoffman zadaje pytanie: “Czy władze naprawdę mogły uważać chrześcijaństwo za tak złe, że jego wykorzenienie usprawiedliwiało zadawanie cierpień przekraczających ludzką wytrzymałość, w kontekście zdumiewającej odwagi, a nawet radości, z jaką chrześcijańscy męczennicy, liczeni w tysiącach przyjmowali swój los?”

Relacja naocznego świadka dotarła do nas m.in. dzięki brytyjskiemu kupcowi Richardowi Cocksowi (1565–1624). W zapisie dziennika z października 1619 roku zanotował on, że widział „pięćdziesiąt pięć osób w każdym wieku i obu płci spalonych żywcem na suchym korycie rzeki Kamo w Kioto; wśród nich małe dzieci pięcio- lub sześcioletnie, trzymane w ramionach matek, wołające: ‘Jezu, przyjmij ich dusze!’”.

Zadziwiające okrucieństwo przejawiali także poborcy podatkowi, co także leżało u przyczyn powstania w Shimabarze. Morris cytuje współczesny opis kary wymierzonej dłużnikowi podatkowemu z Shimabary w grudniu 1637 roku: „Córka naczelnika wioski została pojmana, młoda i piękna, jak była, obnażona, a całe jej ciało przypalono rozżarzonymi do czerwoności żelazami. Ojciec, sądząc, że dziewczyna będzie jedynie przetrzymywana jako zakładniczka do czasu spłaty długu, pogodził się z rozłąką; lecz gdy usłyszał o barbarzyńskim traktowaniu, jakiemu ją poddano, oszalał z rozpaczy”.  „Powstanie wybuchło w Shimabarze 17 grudnia 1637 roku i niczym płomień w suchym chruście” – pisze Morris – „szybko ogarnęło resztę półwyspu (Shimabara), a następnie przez cieśniny dotarło na wyspy Amakusa”. 

Opór lokalnych daimyo został złamany. Rozpoczęły się walki, które autor artykułu tak opisuje: “Atakujący potrafili  przeciwstawic swoja siłę sile katolików, strategię strategii, odwagą odwadze, lecz nie świętość. O świętości, świętości w działaniu, nie wiedzieli nic. Powstańcy zajęli stary, opuszczony zamek i uczynili go swoją kwaterą główną. Atak za atakiem był odpierany. Rebelianci mieli broń palną, a wśród nich byli niskiego szczebla samuraje, którzy potrafili się nią posługiwać. Posiłki bakufu z odległego Edo, nowej stolicy (dzisiejszego Tokio), nadciągały powoli. Gdy w końcu dotarły, przez długi czas niewiele to zmieniało. Liczby przeciw duchowi. Wysokie morale obrońców rozbrzmiewa w licznych pieśniach bojowych i paszkwilach, które wyśmiewały bezradność wojsk bakufu, a także w ich porywających deklaracjach. Oświadczenia te wystrzeliwano do obozu wroga w formie ‘listów strzał’ – wiadomości przytwierdzonych do lecących strzał. (…) Raz po raz obrońcy podkreślali w swoich `listach strzałach`, że nie mają żadnych żądań materialnych i że jedynym powodem, dla którego zamknęli się w zamku Hara, była chęć ucieczki przed prześladowaniami i swobodnego praktykowania chrześcijaństwa. Ich cele – tłumaczyli – nie są z tego świata. (…) Myśleli o przyszłym życiu i poświęcali się, wiedząc, że ich cierpienia na tym świecie zostaną nagrodzone radością w Niebie”.

W kwietniu 1638 roku wszystko było skończone. Następująca po tym rzeź była przerażająca. „Napastnicy systematycznie podpalali chaty i okopy, a ich mieszkańcy ginęli w płomieniach setkami. Inni, w tym wielkie liczby kobiet z dziećmi, rzucali się w ogień, byle nie dostać się żywcem w ręce wroga”.

Jeden z lokalnych daimyo pozostawił nam taką uwagę: „Dla ludzi tak niskiego stanu był to w istocie godny pochwały sposób umierania. Słowa nie są w stanie wyrazić mojego podziwu” – kończy swój artykuł Michael Hoffman, który jest także autorem  książki “Cipangu, Golden Cipangu: Essays in Japanese History” (Cipangu, Złote Cipangu: Eseje z Historii Japonii). Cipangu to jedno z ówczesnych określeń Japonii. 

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.