Ks. Jan Żelazny: Chcemy służyć Kościołowi na Bliskim Wschodzie
30 stycznia 2026 | 15:23 | Rozmawiał Tomasz Królak (KAI), tk | Warszawa Ⓒ Ⓟ
Fot. BP KEPŚwiadczymy pomoc charytatywną, która jednocześnie służy długofalowej misji Kościoła – zauważa w rozmowie z KAI ks. dr hab. Jan Żelazny, dyrektor Sekcji Polskiej międzynarodowej organizacji Pomocy Kościołowi w Potrzebie (PKWP), która została założona w 1947 roku. Jutro mija 20. rocznica inauguracji działalności PKPW w naszym kraju. Ks. Żelazny mówi o genezie organizacji, filozofii jej działania dziś oraz o specyfice Sekcji Polskiej. „Myślę, że naszym największym dziełem jest to, że nasi bracia są mniej zapomniani” – mówi duchowny, przybliżając realia życia chrześcijan na Bliskim Wschodzie.
Ks. Żelazny wyjaśnia powody szczególnego zaangażowania Sekcji Polskiej PKWP we wspieranie Kościoła w tym regionie. „Początek naszej działalności zbiegł się z wojną w Libanie i w Syrii i niesamowitą odpowiedzią Polaków, która trwa do dziś. Jesteśmy wspominani jako jedna z głównych nacji, która pomagała Syrii od początku wojny” – wskazuje duchowny.
Zauważa, że darczyńcy przekazują pieniądze Sekcji Polskiej na wspieranie chrześcijan na Bliskim Wschodzie pomimo tego, że tak wiele ofiarowali i wciąż ofiarują Ukrainie, co bardzo dobrze świadczy o ofiarności polskiego społeczeństwa.
Tomasz Królak (KAI): Historia organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie sięga roku 1947, w Polsce działa od lat 20. Co było iskrą, która uruchomiła Sekcję Polską?
Ks. dr hab. Jan Żelazny: Na samym początku, kiedy ojciec Werenfried van Straaten rozpoczynał swoje dzieło, pomoc kierowana była do tych, którzy w związku z II wojną światową byli zmuszeni do opuszczenia swoich domów na terenach dzisiejszych ziem zachodnich.
Rok po przełomie politycznym 1956 roku ojciec Werenfried spotkał się z kardynałem Wyszyńskim pojawiła się kolejna rzecz, gdyż polskie siostry klauzurowe wróciły do swoich klasztorów, ale nie zwrócono im ich majątku, a więc przybyły do zniszczonych, zrujnowanych klasztorów, bez żadnego utrzymania. Ojciec Werenfried na prośbę kardynała Wyszyńskiego podjął wówczas decyzję o pomocy dla sióstr kontemplacyjnych w Polsce. Co ciekawe, jest to jedyny spośród zapoczątkowanych przez o. Werenfrieda projektów, który jest kontynuowany do dzisiaj, obecnie zajmuje się nim polska sekcja PKWP.
Do roku 1989 Kościół w Polsce był jednym z największych odbiorców pomocy z Kirche in Not, jak brzmi oryginalna nazwa naszej organizacji. Warto sobie uświadomić, że wśród kościołów wybudowanych w Polsce po wojnie nie ma takiego, w którym by nie było kilka cegieł kupionych przez Pomoc Kościołowi w Potrzebie; że większość wykładowców korzystała ze stypendiów lub innej pomocy materialnej; że ze wsparcia PKWP korzystały diecezje, kościoły, seminaria. W gruncie rzeczy pomocą objęto każdy wymiar życia Kościoła w Polsce.
KAI: Mówiąc wprost, gdyby nie to wsparcie bylibyśmy – materialnie, ale zapewne nie tylko – w zupełnie innym miejscu.
Tak. W latach dziewięćdziesiątych Jan Paweł II, który uczynił PKWP organizacją papieską, postawił sprawę jasno: zmieniły się czasy, zmieniła się sytuacja – czy jesteśmy tylko tymi, którzy biorą, czy potrafimy także dawać? A ponieważ wielu księży polskich korzystało ze wsparcia organizacji – jako studenci czy uczestnicy różnych zagranicznych konferencji, KEP powołała Sekcję Polską Pomocy Kościołowi w Potrzebie, która swoją oficjalną działalność rozpoczęła 31 stycznia 2006 r. W ten sposób Polska dołączyła do grona 23 krajów, w których działa organizacja, z misją, by wesprzeć misję ewangelizacyjną Kościoła wszędzie tam, gdzie Kościół jest prześladowany lub wspomóc potrzeby misyjne Kościoła.
W 2011 roku papież Benedykt XVI dokonał kolejnej zmiany. Z jego woli Pomoc Kościołowi w Potrzebie stała się fundacją papieską, włączoną w cały system pomocy charytatywnej Ojca Świętego. Mamy zajmować się tymi miejscami, gdzie chrześcijanie są prześladowani i wesprzeć Kościół w tych miejscach, w których jego działanie jest utrudnione także z uwagi na braki materialne. Z tym, że, można powiedzieć, różnica między Caritas a nami jest taka, że kładziemy większy nacisk na pomoc pastoralną.
Sekcja Polska PKWP jest kościelną osobą prawną rozpoznaną przez państwo i kontynuuje swoją działalność jako część Międzynarodowej Papieskiej Fundacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Ja jestem jednym z 23 dyrektorów, biorę udział we wszystkich spotkaniach. Każdy z naszych projektów przechodzi przez centralny system weryfikacji, co nie oznacza, że nie realizujemy naszych projektów. Natomiast centralny rejestr jest po to, żebyśmy nie dublowali tych samych rzeczy i by uniknąć nadużyć, które mogłyby się pojawiać. Ponadto, w ten sposób Ojciec Święty może ukierunkowywać naszą działalność, wskazując konkretnie najważniejsze potrzeby, którym następnie służymy.
KAI: Wspomniał Ksiądz, że różnica między PKWP a Caritas polega na tym, że mocniej akcentujecie pastoralny wymiar pomocy. Na czym to w praktyce polega?
Posłużę się kilkoma przykładami. Kiedyś Pomoc Kościołowi w Potrzebie pomagała naszym seminariom, dziś Sekcja Polska PKWP utrzymuje kleryków seminarium syrokatolickiego w Charfeh w Libanie. To nie jest pomoc polegająca na ratowaniu umierających z głodu, czym często zajmuje się Caritas, lecz wsparcie młodych ludzi z terenu Iraku czy Syrii, którzy nie mogą liczyć na pomoc materialną rodzin, a dzięki pieniądzom przekazywanym przez nas kontynuują w Libanie przygotowania do kapłaństwa.
Kiedyś, dzięki Pomocy Kościołowi w Potrzebie polscy księża mogli studiować za granicą, dziś część duchownych z Nigerii, z Kamerunu czy Ghany studiuje w Polsce – na UKSW i KUL. Takie możliwości będą prawdopodobnie także i w Krakowie. A wszystko to dzięki PKWP.
KAI: Potrzeba niejedno ma imię. Czasami jest nią worek ryżu, kiedy indziej czy w innym rejonie świata – stypendium umożliwiające kształcenie. Caritas i PKWP owocnie się uzupełniają.
Co nie znaczy, że nie zajmujemy się pomocą materialną. W tym momencie pomagamy na przykład w Ziemi Świętej, przygotowywaliśmy paczki żywnościowe i kontynuujemy tego typu pomoc, ale jednocześnie razem z innymi wspieramy działalność szkół. Nie na zasadzie indywidualnych stypendiów dla dzieci, tylko fundując stypendia dla nauczycieli, żeby obniżyć czesne. Jest to praca dla Kościoła i z myślą o jego późniejszej misji, bo jeżeli nie damy młodym ludziom możliwości studiowania, to będziemy mieli gorzej wykształconych chrześcijan, a to znaczy, że oni na tym terenach nie mają szansy na przetrwanie, co z kolei może prowadzić do ostatecznego wyludnienia się Ziemi Świętej. Świadczymy zatem pomoc charytatywną, która jednocześnie służy długofalowej misji Kościoła.
KAI: Jakie są dziś główne priorytety Sekcji Polskiej PKPW, kogo wspieracie szczególnie? Wiele miejsc na świecie wymaga pomocy, więc musieliście dokonać trudnego zapewne wyboru.
Na dwudziestolecie naszego działania w Polsce, w dwudziestu miejscach na świecie, do których kierujemy pomoc, dwudziestu księży odprawi tego dnia mszę świętą w intencji wszystkich darczyńców – bo to dzięki nim możemy działać – prosząc o błogosławieństwo dla naszego dzieła.
Wspieramy polskich misjonarzy i realizujemy wiele projektów z myślą o ich pracy. Kiedy przyjeżdżają do Polski wykorzystując urlop m. in. na przeprowadzenie badań lekarskich przychodzą do nas pytając o możliwości wsparcia. Pomagamy im pisać aplikacje do centrali PKWP, żeby ich projekty zostały zatwierdzone. Tak więc jesteśmy obecni tam gdzie są polscy misjonarze lub polskie siostry zakonne. Pomagamy w Ziemi Świętej, gdzie opiekunem bazyliki Narodzenia w Betlejem jest Brat Ananiasz, a w Domu Pokoju pracuje siostra Szczepana.
Pomagamy w Libanie, gdzie dzięki moim kontaktom mamy pod opieką miejsca związane z Polską, jak klasztor w Ghazir, w którym tworzył Juliusz Słowacki, czy Uniwersytet św. Józefa w Bejrucie, który założył jezuita Stanisław Ryłło. Poprzez tych ludzi nasza pomoc idzie dalej. W Syrii z kolei naszym oparciem jest były konsul honorowy Polski. Taką drogą idziemy, to znaczy pomagamy wykorzystując kontakty z ludźmi, którzy są na miejscu, są wdrożeni w lokalne realia i nimi żyją.
Nasze duże wychylenie na Bliski Wschód ma wiele powodów. Początek naszej działalności zbiegł się z wojną w Libanie i w Syrii i niesamowitą odpowiedzią Polaków, która trwa do dziś. Jesteśmy wspominani jako jedna z głównych nacji, która pomagała Syrii od początku wojny. Chcemy tę pomoc kontynuować realizujemy różne projekty. Kiedyś była to “Kropla mleka dla Aleppo”, potem program “Rodzina rodzinie” prowadzona bezpośrednio przez Caritas. Chcemy być tam dalej obecni i pomagać. Jesteśmy po to, żeby stanąć obok cierpiących, żeby wiedzieli, że nie są sami.
Stąd nasze wezwanie do modlitwy i cała kampania informacyjna, bo to jest pierwszym zadaniem PKWP. Tak sformułował papież Benedykt, bardzo mocno podkreśla to papież Leon: Macie być głosem tych, którzy tego głosu nie mają.
KAI: Jaka jest kwotowa wartość pomocy udzielonej przez polską sekcję PKWP w 2025 roku?
Podsumowanie wydatków w 2025 roku jeszcze trwa, w 2024 roku na ponad 5300 projektów, zrealizowanych w 137 krajach, przekazaliśmy 141 500 mln euro.
Natomiast roczny budżet Pomocy Kościołowi w Potrzebie na cały świat wynosi ok. 140 mln euro. Wszystko to pochodzi z darów czy spadków i co roku środki te przeznaczane są w całości na pomoc Kościołowi prześladowanemu. I tak funkcjonujemy już kilkadziesiąt lat.
KAI: Wspomniał Ksiądz o darczyńcach, zapewne wśród nich są takie osoby czy instytucje, które robią to systematycznie? Jakimi sposobami pozyskujecie środki służące realizacji Waszych projektów?
Przy pomocy wielu różnych form, bowiem potrzeby są różne i różnie też możemy dotrzeć do ludzi. Poważnym źródłem zasilania jest coroczna zbiórka przeprowadzana w kościołach w drugą niedzielę listopada w Dniu Solidarności z Kościołem Prześladowanym.
Mamy także wpłaty od indywidualnych darczyńców. Nasze oddziały regionalne w parafiach organizują różne eventy, kiermasze, w czasie których rozprowadzane jest na przykład rękodzieło wykonane przez chrześcijan W Ziemi Świętej, Libanie oraz wkrótce przez Syryjczyków. Przy tego typu okazach są zbierane różnego typu datki. Pozyskujemy też środki poprzez SMSy (o treści RATUJE pod numer 72405) przy różnego typu kampaniach, dzięki czemu konkretne kwoty przychodzą na nasze konto.
Weszliśmy we współpracę z portalem “Siepomaga” czyli systemem charytatywnych zbiórek online, dzięki czemu każdy może przeznaczyć naszej organizacji część swoich dochodów. Mamy więc różne drogi, którymi docieramy do ludzi prosząc ich o pomoc.
KAI: Jak ocenia Ksiądz stopień otwartości polskiego społeczeństwa na temat Kościoła prześladowanego. Czy porusza to nasze serca, umysły, i co, za tym idzie, portfele?
Bezdyskusyjnie. Jestem dyrektorem Sekcji Polskiej PKWP niewiele ponad rok, przy każdej z kilku przeprowadzonych w tym czasie kampanii udało się nam zebrać więcej środków niż zakładaliśmy. Za każdym razem odpowiedź była o wiele większa, udawało się zrobić o jedną piątą paczek więcej, niż planowaliśmy.
KAI: Spektakularną pomocą Polacy wykazali się przyjmując setki tysięcy uchodźców z Ukrainy, a świat zdumiewał się, że nie trzeba było wznosić specjalnych obozów z namiotami, bo wszyscy zostali “wchłonięci” przez kościelne i państwowe instytucje lub przyjęci w prywatnych domach.
Warto zauważyć, że ludzie przekazują nam pieniądze pomimo tego, że wciąż przecież pomagają Ukrainie. I to też świadczy o ofiarności polskiego społeczeństwa. Pomimo tego, że tak wiele ofiarowaliśmy Ukrainie, nie zamknęliśmy się na innych.
KAI: Czym jest Ksiądz najbardziej usatysfakcjonowany jeśli chodzi o 20 lat dotychczasowej działalności Sekcji Polskiej PKWP?
Przede wszystkim tym, że, jak mi się wydaje, przebiliśmy się z informacją, że taki problem, to znaczy Kościół prześladowany – w ogóle istnieje. Niesamowitą rzeczą jest coroczny Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym, która to inicjatywa też zaistniała w polskiej świadomości i wciąż ją buduje. Udało się wywołać refleksję na temat pomocy dla Ziemi Świętej, szeroko pojętej, bo Syria i Liban to też Ziemia Święta – w końcu Paweł nawrócił się w Damaszku, a Pan Jezus był w Tyrze i w Sydonie. Udało nam się zwrócić uwagę wiernych w Polsce na naszych żyjących tam współbraci, przez co stali się nam bliscy. Proszę zwrócić uwagę jaką popularnością cieszy się w naszym kraju Święty Szarbel. oraz, jak wielu Polaków odwiedziło i mimo wszystko chce odwiedzić Ziemię Świętą. Uważam, że w tym wszystkim jest duży wkład Pomocy Kościołowi w Potrzebie.
Przypominam sobie piękny album fotograficzny “Zapomniani bracia”, poświęcony chrześcijanom Orientu, Bliskiego i Środkowego Wschodu. Myślę, że największym dziełem Sekcji Polskiej jest to, że zapomniani są mniej zapomniani.
KAI: W jakim kierunku będziecie zmierzać przez kolejne lata? Co teraz chciałby Ksiądz osiągnąć?
Kiedy zostałem tu dyrektorem rozpoczęliśmy przygotowanie katechez, które teraz są dostępne na naszej stronie. Chcemy dotrzeć do katechetów. Chcemy, żeby dwa razy do roku była katecheza dotycząca Kościoła prześladowanego, przybliżają współczesnych świadków wiary. Nie mówimy bowiem o świadkach z starożytności, o ludziach sprzed dwóch tysięcy lat, lecz pokazujemy współczesnych świadków – młodych ludzi i ich ukazujemy ich rówieśników, wyznawców żyjących w naszych czasach, a którzy potrafili wybrać swoje życie z Chrystusem i to życie, także po ludzku, wygrali. I tak, na przykład, nie mówimy: trzeba chronić życie. Mówimy o Racheli, która została porwana i zmuszona do małżeństwa. Wraca do domu i mówi, że Bóg dał jej życie i ona tego życia nigdy nie zabije. W związku z tym rodzi dziecko poczęte z gwałtu i je wychowuje je. I to jest świadek. Nie znam tego z opowieści – mogę pokazać jej zdjęcie, udostępnić maila, można z nią porozmawiać.
Mogę też bardzo konkretnie pokazać, co to znaczy, że koniecznie trzeba być wiernym Chrystusa do końca, bo znam młodych ludzi, którzy byli torturowani, a pozostali wierni. To, co powinna zrobić Pomoc Kościołowi w Potrzebie to sprawić, by ci prawdziwi świadkowie wiary byli obecni w naszej świadomości; byśmy ich zobaczyli; by byli obecni. I to jest nasze zadanie.
KAI: Co Ksiądz myśli, gdy słyszy pojawiające się niekiedy twierdzenia o tym, że Kościół w Polsce jest prześladowany?
Zgadzam się z tym i nie zgadzam. Jeden z dziennikarzy zapytał abp. Galbasa o to, co sądzi o uchodźcach. Arcybiskup odpowiedział, że samo słowo uchodźca niewiele mówi, bo uchodźcy są różni. Podobnie jest w kwestii prześladowań: co to znaczy prześladowanie? Nie uważam, by pewne, obserwowane w Polsce sytuacje były normalne, ale na pewno nie mogę tego porównywać z prześladowaniem w Syrii.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

