Magdalena Bogdan, prezes Fundacji św. Józefa: każdą osobę traktujemy indywidualnie
06 lutego 2026 | 17:26 | Dawid Gospodarek | Warszawa Ⓒ Ⓟ
„Każdą osobę traktujemy bardzo indywidualnie. Często dzwonimy, dopytujemy o szczegóły. Nawet jeśli sprawa nie wpisuje się ściśle w zapisy statutowe, nie odmawiamy automatycznie pomocy, zwłaszcza że taki jest obecnie szerszy kierunek działań Kościoła” – mówi Magdalena Bogdan. Prezes zarządu Fundacji św. Józefa KEP w rozmowie z KAI opowiada o wyzwaniach stojących przed systemem ochrony małoletnich, finansowaniu pomocy dla skrzywdzonych oraz o tym, dlaczego księża nie powinni obawiać się solidarności.
Dawid Gospodarek (KAI): Została Pani prezesem zarządu Fundacji św. Józefa KEP, znając już tę rzeczywistość i system pomocy osobom skrzywdzonym.
Magdalena Bogdan: Tak, jestem w systemie ochrony od kilku lat, pełniłam funkcję delegatki ds. ochrony dzieci i młodzieży przy Zakonie Ojców Dominikanów, jestem z wykształcenia psychologiem i psychoterapeutką, więc temat osób skrzywdzonych jest mi bliski.
Czego się Pani spodziewała, co zastała, co może Panią zaskoczyło?
Zaskoczyła mnie przede wszystkim skala wyzwań przed jakimi staje Fundacja Św. Józefa KEP. Oczywiście pracy przy Zakonie Dominikanów towarzyszyły różne wyzwania i związane z nimi sprawy, pomagałam przy nich, miałam z tej racji wyobrażenie o tego rodzaju pomocy. Jednak w Fundacji skala potrzeb i wyzwań okazała się nieporównywalnie większa. Przeżyłam zderzenie z liczbą wniosków o pomoc i różnorodnością spraw, przy jednoczesnej małej liczbie osób, które się tym zajmują.
Przypomnijmy, czemu służy Fundacja. Jakie są jej główne cele?
Głównym celem jest pomoc osobom wykorzystanym seksualnie w Kościele. Mówimy tu o pomocy wszechstronnej: terapeutycznej, psychiatrycznej, często także prawnej. Osoby skrzywdzone często miały trudności z własnym rozwojem na skutek traumy, dlatego zdarzają się także wnioski o stypendia edukacyjne. Osobiście bardzo cieszę się z takich próśb, bo pokazują one, że ktoś przezwycięża wewnętrzny impas i chce iść naprzód.
Drugim ważnym filarem jest wspieranie całego systemu ochrony, w tym szkół i prewencji. Myślę, że przy tej okazji warto wspomnieć o szkoleniach dla delegatów, kuratorów, osób odpowiedzialnych za prewencję, warsztatach psychologicznych dostępnych dla osób z systemu ochrony oraz działalności Centrum Ochrony Dziecka przy Ignatianum, z którym Fundacja współpracuje.
Czy możemy spodziewać się zmian w jej funkcjonowaniu?
Aktualny jest temat „bezbronnych dorosłych” i nowe wytyczne, co wiąże się z pewną przebudową systemu ochrony w Polsce. To olbrzymie wyzwanie.
Druga sprawa – obecnie pomoc osobom ze statusem pokrzywdzonego jest niemal natychmiastowa. Trudniej jest w przypadku osób, które takiego statusu nie mają, a doświadczyły nadużycia władzy lub krzywdy w mniej jasnych, mniej „ostrych” granicach.
Wspomniała Pani o statusie osoby skrzywdzonej. Jak wygląda pomoc w sytuacjach trudnych procesowo – gdy sprawa jest dawna, sprawca nie żyje, a dowody są niejasne?
Dla Fundacji status osoby skrzywdzonej nie oznacza konieczności posiadania prawomocnego wyroku kościelnego. Wystarczy, że ktoś zgłosił krzywdę i sprawa jest rozpatrywana – to już otwiera drogę do ubiegania się o pomoc. Oczywiście problemem są sprawy z udziałem osób zmarłych, bo prawo jest, jakie jest. Jednak jeśli zeznania są wiarygodne, pomoc jest udzielana. Jako Fundacja postulujemy zasadę pomocniczości: najpierw pomoc powinna wyjść z diecezji, a następnie z Fundacji.
Kto może ubiegać się o granty Fundacji?
Przede wszystkim instytucje działające w ramach kościelnego systemu ochrony. Dużym beneficjentem, wpisanym statutowo, jest Centrum Ochrony Dziecka. Jednak wszystkie osoby zaangażowane w system mogą składać wnioski na rozwój, szkolenia czy warsztaty. Oferta jest bardzo szeroka.
A co z organizacjami formalnie niezwiązanymi z Kościołem instytucjonalnym?
Fundacja pomaga wewnątrz Kościoła, więc w przypadku organizacji zewnętrznych mówimy raczej o partnerstwie w konkretnych inicjatywach. Jesteśmy bardzo otwarci na taką współpracę, na przykład realizowaliśmy wspólne projekty z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę.
Marta Titaniec informując, że nie będzie już ubiegała się o kolejną kadencję prezeski Fundacji, wspominała o niezrozumieniu Fundacji przez niektórych biskupów, którzy ją przecież powołali. Obserwuję, że również wielu księży wyraża frustrację, że „muszą płacić na coś”, czego nie rozumieją. Jak wyjść naprzeciw tym napięciom?
Mam wrażenie, że tu napięcie i niezrozumienie wynika przede wszystkim z lęku przed rzeczywistym zajęciem się tym tematem. W Kościele dużo mówi się o osobach skrzywdzonych, ale rzadko wchodzi się w to głębiej. Z perspektywy terapeutycznej wiem, że łatwo jest mówić o czymś ogólnie, ale wejście w czyjś ból i emocjonalne zaangażowanie budzi opór. Paradoksalnie, osoby wrażliwe mogą mieć ten opór większy, bojąc się wzięcia na barki kolejnego ciężaru.
Bardzo szanuję panią Martę Titaniec i jestem pod wrażeniem ogromu pracy, jaki wykonała w Fundacji, od początku ją kształtując. Pewne napięcia są naturalne, gdy spotykają się ze sobą mocne osobowości, myślę, że pani Marta była właściwą osobą na właściwym miejscu, tworzyła niejako Fundację od podstaw, oczywiście wraz z Radą Fundacji i innymi osobami. Każde dzieło, gdy rozpoczyna swoją misję potrzebuje silnej osobowości, która nie zniechęci się przeciwnościami. Teraz nastąpił „nowy rozdział”, to pozwoliło podjąć dialog z wieloma osobami, które wcześniej z różnych względów były zamknięte. Konflikty i tarcia o strefy wpływów są i będą – czuję to, wchodząc z zewnątrz. Staram się zrozumieć punkty widzenia różnych stron. Jeśli druga strona poczuje się zrozumiana, chętniej zrozumie też cele Fundacji.
Jak tłumaczy Pani sens solidarności księżom, którzy mówią: „dlaczego mam płacić za nieswoje winy, skoro nikogo nie skrzywdziłem”?
Powiem szczerze – nie chciałabym być dziś w skórze księży. Czasami przejście w sutannie przez miasto to akt bohaterstwa, więc rozumiem ich poczucie przytłoczenia. Bliskie jest mi jednak podejście rozróżniające winę od odpowiedzialności.
Porównam to znów do terapii: proces terapeutyczny polega na braniu współodpowiedzialności. Ja biorę swoją część, pacjent swoją – tylko wtedy możemy iść dalej. Tu chodzi o wzięcie odpowiedzialności za szerszy kontekst Kościoła. Jesteśmy za niego wszyscy odpowiedzialni i z tego wynika ta solidarność. Bez wzięcia na siebie choćby cząstki tego ciężaru nie da się budować relacji – tak jak w małżeństwie czy przyjaźni. Każdy musi wziąć „swoje”.
Poza tym, jak wspomniałam, Fundacja to też szkolenia i szereg możliwości wspierających m.in. księży, którzy chcą dobrze posługiwać i w sytuacji zagrożenia reagować na przemoc.
Wspomniała Pani o finansach. Wiemy, że nie wszystkie diecezje wywiązywały się ze zobowiązań. Jak to wygląda teraz?
Jesteśmy na początku roku, a termin wpłat mija z końcem stycznia, część diecezji wpłaca środki z opóźnieniem. Skala wpłat w styczniu jest podobna do zeszłorocznej. Czekamy jeszcze na sporo diecezji, ale nie niepokoi mnie to bardzo, bo ten schemat powtarza się co roku.
Czy w działania Fundacji i tworzenie systemu bezpieczeństwa da się angażować same osoby skrzywdzone?
Na pewno się da i powinno się to robić. Wyzwaniem jest to, jak to zrobić z troską, by nie wystawiać tych osób na ponowne zranienie. Jeśli jednak ktoś jest gotowy, to przestrzeń jest otwarta. Wczoraj wymieniałam maile z osobą skrzywdzoną, która sama zgłosiła chęć zaangażowania. Odpisałam, by zastanowiła się, w czym czułaby się najlepiej. Możliwości są różne: od świadectwa na rekolekcjach, przez opowiadanie o działaniu Fundacji w lokalnych środowiskach, po samo informowanie, że takie miejsce pomocy w ogóle istnieje.
Fundacja pomaga głównie ofiarom przestępstw seksualnych. A czy jest przestrzeń na pomoc osobom skrzywdzonym w inny sposób, np. w relacjach wspólnotowych?
Tak, jest taka możliwość. Każdą osobę traktujemy bardzo indywidualnie. Często dzwonimy, dopytujemy o szczegóły. Nawet jeśli sprawa nie wpisuje się ściśle w zapisy statutowe, nie odmawiamy automatycznie pomocy, zwłaszcza że taki jest obecnie szerszy kierunek działań Kościoła. Dowodem na to jest coroczna nowelizacja Regulaminu Grantowego, który jest wcześniej konsultowany w różnych gremiach systemu ochrony a następnie, po zatwierdzeniu przez Zarząd, publikowany.
Wiele mówi się o powstawaniu komisji badających nadużycia w Kościele – ogólnopolskiej i diecezjalnych. Czy ich działanie wiąże się z Fundacją?
Na ten moment nie ma żadnych umów ani konkretnych ustaleń. Słyszy się o prawdopodobnym współfinansowaniu komisji przez Fundację, dla mnie jednak kluczowe jest zapewnienie stabilności finansowej samej Fundacji. Nie może dojść do sytuacji, w której zabraknie pieniędzy dla osób pokrzywdzonych, bo nasze rezerwy pochłonie komisja.
Wpływy z diecezji maleją – są o około milion złotych mniejsze niż pierwotnie zakładano, w stosunku do liczby inkardynowanych księży i zakonników. To pole do negocjacji z Konferencją Episkopatu Polski, rodzą się bowiem dwa pytania. Pierwsze: czy możemy finansować komisję, a drugie – czy musimy finansować komisję? Na pierwsze pytanie można odpowiedzieć jeśli nastąpi powrót do pełnej solidarności we wpłatach. Natomiast na drugie pytanie warto poszukać odpowiedzi w kontekście celów szczegółowych, jakie powstająca komisja chce zrealizować i w jakim okresie. Na pewno, niezależna komisja ogólnopolska jest rozwiązaniem bezpieczniejszym finansowo i organizacyjnie niż wiele komisji lokalnych. Komisje lokalne mogą pracować latami, mieć zróżnicowane cele szczegółowe i zasoby kompetencyjne, co generuje duże ryzyko przede wszystkim finansowe, ale nie tylko. Poza tym statut Fundacji Św. Józefa KEP wskazuje jasno, a tym samym wyznacza nam granicę, bowiem nie każde działanie komisji historycznej wpisuje się w nasze cele statutowe.
Jakie ma Pani oczekiwania wobec takiej komisji?
Z pierwszego wykształcenia jestem historykiem, więc rzetelność i prawda historyczna są dla mnie kluczowe. Trzeba zatrudnić specjalistów, którzy potrafią badać archiwa i rozmawiać z ludźmi, by rozliczyć przeszłość na tyle, na ile to możliwe. Drugim oczekiwaniem jest stworzenie klimatu zaufania. Jeśli powstanie miejsce, gdzie można bezpiecznie opowiedzieć o krzywdzie, ofiary odważą się mówić. Zwłaszcza, że zdarza się, że ich zaufanie do lokalnych struktur diecezjalnych niestety zostało nadwyrężone. Gdy zostaną spełnione warunki, o których wspomniałam, wówczas działanie komisji będzie sprzyjać oczyszczaniu Kościoła, zrozumieniu szkodliwych mechanizmów, wzmocni rozumienie potrzeby prewencji. Wówczas Fundacja będzie mogła realnie pomóc konkretnym osobom, ale jednocześnie korzystając ze swojego doświadczenia i doświadczenia poprzedników działających w Fundacji będzie mogła dzielić się swym doświadczeniem w innych krajach. Chcę tu przypomnieć słowa bpa L.M. Ali Herrery, sekretarza Papieskie Komisji ds. Ochrony Małoletnich, podczas spotkania szkoleniowego na Górze Świętej Anny w maju ubiegłego roku, kiedy wyraził uznanie dla Kościoła w Polsce, który w tak profesjonalny sposób wypracował i wypracowuje pomoc skrzywdzonym i przeciwdziałanie wszelkiego rodzaju przemocy w Kościele.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.


