Drukuj Powrót do artykułu

Ks. Andrzej Perzyński: „alternatywne magisterium” ks. Waldemara Chrostowskiego

09 lutego 2026 | 16:33 | tk | Łódź Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Diana Polekhina/Unsplash

Oficjalne stanowisko Magisterium jest jasne: Bóg nie odwołał swoich darów, a żydowska lektura Pisma pozostaje dla katolików cenna i pouczająca – podkreśla ks. prof. Andrzej Perzyński w odpowiedzi na twierdzenia ks. prof. Waldemara Chrostowskiego, zawarte w ubiegłotygodniowym wywiadzie dla KAI. – Każda próba głoszenia innej nauki – nawet podparta profesorskim autorytetem – pozostaje jedynie prywatną opinią, która w tym przypadku niebezpiecznie oddala się od serca katolickiej wiary – pisze wykładowca teologii dogmatycznej w WSD w Łodzi oraz członek Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów.

Publikujemy tekst ks. prof. Andrzeja Perzyńskiego przekazany KAI:

„Alternatywne magisterium” ks. Waldemara Chrostowskiego

Ostatni wywiad ks. prof. em. Waldemara Chrostowskiego dla Katolickiej Agencji Informacyjnej, poświęcony m. in. dialogowi chrześcijańsko‑żydowskiemu w Polsce, nie jest jedynie kolejnym głosem krytycznym w wewnątrzkościelnej debacie. Jego wymowa sięga znacznie dalej. Padają w nim tezy, które – przedstawiane z pozycji autorytetu naukowego i duchownego – pozostają w wyraźnym napięciu z oficjalnym nauczaniem Kościoła katolickiego po Soborze Watykańskim II.

Nazwanie przez ks. Chrostowskiego dialogu chrześcijańsko-żydowskiego w Polsce – „parodią” przekracza czerwoną granicę zwykłej przyzwoitości i naukowej rzetelności. To niedopuszczalna inwektywa, która przekreśla elementarną kulturę dialogu i w sposób niegodny uderza w dziesięciolecia duszpasterskich wysiłków Kościoła w Polsce. Problem dotyczy nie tylko tonu wypowiedzi, lecz ich zgodności ze stanem faktycznym i z Magisterium Kościoła.

W niniejszym tekście nie chodzi o osobistą polemikę z ks. Chrostowskim, ani o kwestionowanie jego dorobku naukowego. Chodzi o coś znacznie poważniejszego: o wskazanie zasadniczych sprzeczności między jego tezami a tym, czego Kościół katolicki naucza dziś oficjalnie o judaizmie, Biblii i trwałości Przymierza. W wielu miejscach mamy bowiem do czynienia nie z interpretacją dopuszczalną w ramach katolickiej teologii, lecz z próbą budowania alternatywnego magisterium, stojącego w opozycji do drogi obranej przez Kościół po Soborze Watykańskim II.

Fundament sporu – Przymierze i „rodowód” judaizmu

W centrum kontrowersji wywołanych wywiadem dla KAI znajduje się fundamentalne pytanie: czy Bóg pozostał wierny swojemu ludowi? Ks. Chrostowski w swojej wypowiedzi zdaje się sugerować teologiczną cezurę, która w nauczaniu Kościoła po 1965 roku nie istnieje.

Ksiądz Profesor buduje narrację, według której judaizm rabiniczny nie jest kontynuacją biblijnego Izraela, lecz jedynie „reakcją przeciw Chrystusowi”, powstałą w opozycji do rodzącego się Kościoła. W tej wizji współczesna wiara żydowska jawi się jako twór wtórny, niemalże „pomyłka” historii zbawienia, naznaczona ogromnym potencjałem antychrześcijańskości.

Ta teza uderza w sam fundament nauczania św. Jana Pawła II. Przypomnijmy przełomowe słowa z Moguncji (1980), gdzie papież nazwał Żydów „Ludem Bożym Starego Przymierza, które nigdy nie zostało przez Boga odwołane”. Jeśli Przymierze trwa, to dzisiejszy judaizm nie może być redukowany do „reaktywnego filtra”. Jest on żywą, autonomiczną odpowiedzią na Boże wezwanie, co potwierdza Katechizm Kościoła Katolickiego (nr 839), jasno odróżniając wiarę żydowską od religii pogańskich: „w odróżnieniu od innych religii niechrześcijańskich wiara żydowska jest już odpowiedzią na Objawienie Boże w Starym Przymierzu”.

Co więcej, współczesna biblistyka katolicka, reprezentowana przez dokument Papieskiej Komisji Biblijnej (PKB) z 2001 roku (z przedmową kard. J. Ratzingera), „Naród żydowski i jego Święte Pisma w Biblii chrześcijańskiej” kreśli zupełnie inny obraz historyczny niż ten przedstawiony w wywiadzie. Zarówno chrześcijaństwo, jak i judaizm rabiniczny to dwa nurty, które wyrosły z tego samego pnia po katastrofie zburzenia Drugiej Świątyni w 70 roku. To nie „reakcja nienawiści”, lecz dwie drogi interpretacji wspólnego dziedzictwa. Sugerowanie, że cała tradycja Talmudu jest jedynie „anty-Ewangelią”, to nie tylko ryzykowne uproszczenie historyczne, ale przede wszystkim próba powrotu do zarzuconej przez Kościół „teologii zastąpienia” (supersesjonizmu).

W tym miejscu widać najwyraźniej, jak „alternatywne magisterium” ks. Chrostowskiego próbuje unieważnić dorobek dialogu ostatnich dekad. Podczas gdy oficjalne dokumenty jak ten z 2015 r.  „Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” (Rz 11, 29). Refleksje o kwestiach teologicznych odnoszących się do relacji katolicko-żydowskich z okazji 50. rocznicy „Nostra aetate” (art. 4)” (Komisja ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem) podkreślają, że judaizm nie jest dla nas „inną religią”, lecz „inną formą tego samego dziedzictwa”, w wywiadzie słyszymy o potrzebie separacji i rzekomej samowystarczalności chrześcijaństwa. To nie jest spór o niuanse – to spór o to, czy uznajemy, że Bóg dotrzymuje słowa danego Izraelowi.

Spór o Biblię – czyja to jest Księga?

Kolejnym filarem „alternatywnego magisterium” ks. Chrostowskiego jest próba radykalnego odcięcia chrześcijaństwa od jego żydowskich korzeni w sferze Pisma Świętego. To tutaj polemika nabiera szczególnego ciężaru, gdyż dotyka samej istoty i znaczenia Biblii, którą czytamy w Kościele.

Ks. Chrostowski stawia zdumiewającą tezę: „Nie otrzymaliśmy Starego Testamentu od Żydów! Otrzymaliśmy go od Jezusa Chrystusa i od Kościoła apostolskiego”. Sugeruje tym samym, że między Biblią Izraela a Biblią Kościoła istnieje nieprzekraczalna przepaść.

Z punktu widzenia egzegezy katolickiej i historii zbawienia, twierdzenie to balansuje na granicy anachronizmu. Jezus, św. Piotr czy św. Paweł nie posługiwali się „Starym Testamentem” jako zbiorem odrębnym od Pism Żydowskich – oni czytali Tanach jako swoją jedyną, świętą księgę. Pierwszy Kościół był ruchem wewnątrzżydowskim, a próba odebrania Żydom „prawa własności” do ich Pism ignoruje fakt, że to właśnie wewnątrz tej tradycji narodziło się chrześcijańskie odczytanie obietnic.

Oficjalne nauczanie Kościoła, wyrażone w dokumencie Papieskiej Komisji Biblijnej z 2001 r. (nr 11), mówi coś wręcz przeciwnego: „(…) Relacja pomiędzy Pismem a Tradycją tak w judaizmie, jak i w chrześcijaństwie jest zgodna pod względem formy. W tym punkcie jest nawet coś więcej niż zgodność, ponieważ obie te religie mają swój udział we wspólnym dziedzictwie „Świętego Pisma Izraela””. Nie doszło do żadnej „konfiskaty” ani „wywłaszczenia”. Przeciwnie, dokument ten podkreśla, że bez Starego Testamentu Nowy Testament byłby księgą niezrozumiałą, pozbawioną korzeni.

Jeszcze głębszy rozdźwięk pojawia się w kwestii interpretacji. Ks. Chrostowski twierdzi, że żydowska lektura Pisma jest prowadzona „przeciw Chrystusowi” i jest skażona „filtrem antychrystologicznym”.

Tymczasem Magisterium Kościoła w tym samym dokumencie PKB z 2001 r. stwierdza, że lektura żydowska Biblii jest lekturą możliwą, która pozostaje w ciągłości z Pismami Świętymi Izraela. Jest ona analogiczna do lektury chrześcijańskiej. Kościół nie tylko uznaje tę lekturę za prawomocną, ale wręcz zachęca chrześcijan, by uczyli się od żydowskiej egzegezy, która pomaga lepiej zrozumieć sens dosłowny słowa Bożego.

Zamiast postulowanego przez Kościół „wzajemnego wzbogacania”, Ks. Profesor proponuje retorykę walki o tekst. To podejście ryzykowne, gdyż prowadzi wprost do neoseparatyzmu: budowania teologicznej samowystarczalności, która odcina „dziką oliwkę”, jaką jest Kościół, od „korzenia dobrej oliwki”, o którym pisał św. Paweł w Liście do Rzymian. Jeśli – jak twierdzi ks. Chrostowski – nie otrzymaliśmy Pism od Żydów, to znaczy, że nie jesteśmy w nie wszczepieni. A to już nie jest polemika z „parodią dialogu”, lecz z teologią samego Apostoła Narodów.

Od braterstwa do „degrengolady” – kryzys języka i etyki

Ostatnim etapem demontażu posoborowego nauczania w wywiadzie ks. Chrostowskiego jest próba zdyskredytowania samej formy i uczestników dialogu w Polsce. Tutaj język naukowy ustępuje miejsca retoryce oskarżeń, która uderza w fundamenty chrześcijańskiej etyki i elementarnej przyzwoitości.

Ks. Profesor bagatelizuje historyczną formułę Jana Pawła II o „starszych braciach w wierze”, sprowadzając ją niemal do błędu w druku czy niefortunnego niuansu. Jednocześnie osoby zaangażowane w dialog oskarża o szukanie „profitów”, a obecny skład Rady Episkopatu ds. Dialogu Religijnego o doprowadzenie do „degrengolady”.

To uderzenie w intencje i moralność oponentów – klasyczne argumenty ad personam – jest szczególnie bolesne w ustach duchownego i profesora. Zamiast merytorycznej analizy dokumentów, otrzymujemy insynuacje.

Tymczasem ciągłość nauczania papieskiego w tej kwestii jest nienaruszalna: od metafory „starszych braci” Jana Pawła II, przez „ojców w wierze” Benedykta XVI, aż po „braci i siostry” Franciszka. To nie są pomyłki, lecz świadoma ewolucja języka, który ma opisywać rzeczywistość duchowego pokrewieństwa, a nie – jak chciałby ks. Chrostowski – jedynie historyczną wrogość.

Czyje to Magisterium?

Analiza wywiadu prowadzi do smutnego wniosku: mamy do czynienia z próbą sformułowania neoseparatyzmu teologicznego. To wizja Kościoła samowystarczalnego, który nie potrzebuje dialogu, bo już na starcie uznał drugą stronę za „reakcję przeciw Chrystusowi”.

Choć ks. Chrostowski obficie cytuje Biblię, czyni to w sposób, który ignoruje kluczowy postęp teologiczny dokonany przez Kościół w ciągu ostatnich 60 lat. Dokumenty Stolicy Apostolskiej mówią o „braterskim dialogu” i „wzajemnym szacunku”, podczas gdy w wywiadzie słyszymy o „parodii” i „antychrześcijańskim filtrze”.

To nie jest tylko spór o słowa czy konfrontacyjny styl wypowiedzi. To fundamentalny spór o to, czy wierzymy w Kościół, który – zgodnie z „Nostra aetate” – „karmi się korzeniem dobrej oliwki”, czy też w Kościół, który ten korzeń postanowił odciąć i wyrzucić. Oficjalne stanowisko Magisterium jest jasne: Bóg nie odwołał swoich darów, a żydowska lektura Pisma pozostaje dla katolików cenna i pouczająca. Każda próba głoszenia innej nauki – nawet podparta profesorskim autorytetem – pozostaje jedynie prywatną opinią, która w tym przypadku niebezpiecznie oddala się od serca katolickiej wiary.

ks. Andrzej Perzyński

***

Autor jest księdzem archidiecezji łódzkiej (ur. 1958), od 30 lat wykładowcą teologii dogmatycznej w WSD w Łodzi, profesorem zwyczajnym na Wydziale Teologicznym UKSW w katedrze Dialogu Międzyreligijnego i Ekumenizmu. Jest także członkiem Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.