Bp Artur Ważny: Tylko prawda daje wolność – nie milczenie
20 lutego 2026 | 12:52 | Dawid Gospodarek, dg | Sosnowiec Ⓒ Ⓟ
Fot. Karol Porwich/East NewsRaport jest przerażający, bo za każdą liczbą stoi konkretne, złamane życie – mówi bp Artur Ważny o pierwszym dokumencie niezależnej komisji „Wyjaśnienie i Naprawa”, badającej przypadki wykorzystywania seksualnego małoletnich w diecezji sosnowieckiej. Opowiada o bólu Osób Skrzywdzonych, lęku księży, potrzebie wspólnoty i osobistej presji, z jaką mierzy się w Kościele, który stał się symbolem kryzysu. Omawia też kwestię ogólnopolskiej niezależnej komisji.
Dawid Gospodarek (KAI): Za nami publikacja pierwszego, częściowego raportu powołanej przez Księdza Biskupa niezależnej komisji. Czy mógłby Ksiądz Biskup powiedzieć, co było w nim najtrudniejsze?
Bp Artur Ważny: Miałem mocne przekonanie, że ten raport powinien się pojawić i powinien być opublikowany. Przede wszystkim ze względu na Skrzywdzonych. W rozmowach ze świeckimi i z księżmi widziałem też, że jest pewne napięcie, niepokój – co to będzie, czy przeżyjemy, czy damy radę, czy ten raport nas zmiażdży? Ja go poznałem wcześniej. On objawia ogrom cierpienia, krzywdy, zmiażdżenia losów niewinnych dzieci. Raport jest przerażający, porażający. Bo wiemy, jak wyglądają te połamane historie ludzkie. Znam te historie z wielu rozmów. Nie są dla mnie statystyką. Każda z tych pięćdziesięciu osób to osobny dramat, osobne życie przecięte bólem. I choć ta prawda jest ciężka jak kamień, wiem jedno: tylko ona daje wolność. Nie milczenie. Nie zamiatanie pod dywan. Prawda w miłości.
Zastanawiałem się jak to zostanie przyjęte. Jak ludzie odczytają nasz głos. Czy usłyszą w nim szczerość czy tylko komunikat. Tuż przed naszą rozmową spotkałem się z księżmi i świeckimi. Byliśmy na pogrzebie brata – cenionego proboszcza. Tylko dwa lata starszy ode mnie. Kościół nie pomieścił ludzi. Przyszli nie z obowiązku, z wdzięczności. Ludzie dziękowali za jego życie. Za obecność. Za to, że był z nimi naprawdę. A potem – ku mojemu zdumieniu – dziękowali również za mnie. Choć nie mam żadnego udziału w ich doświadczeniu jego pięknej posługi. Mówili, że modlą się, abym ten trudny czas przeżył z ufnością. Wzruszam się, bo widać było, że ludzie chcą nas kapłanów wspierać. Wiedzą, że to dla nas też nie jest łatwe. Czy idziemy dziś ciemną doliną? Możliwe, nawet na pewno, ale nie jest to ślepa uliczka. To droga krzyżowa, która skończy się zmartwychwstaniem. Tak wierzę.
Jak prezentację raportu przyjęli księża?
Bardzo mi zależało na tym, żeby księża pierwsi usłyszeli treść raportu. Zanim stanie się nagłówkiem. Komisja się zgodziła. Przeżyliśmy to razem. Przyszło ponad pięćdziesięciu księży. Nie wszyscy mogli, to było w porze lekcji i różnych zajęć.
Czekanie było trudne. Było w nim napięcie. Niepokój. A jednak kiedy raport ujrzał światło dzienne, przyszła też pewna ulga. Doświadczamy, że rzeczywiście prawda, nawet jeśli jest bolesna, trudna i okrutna, daje wolność. Prawda powiedziana w miłości, nie po to, żeby oskarżać. To daje wolność.
Mocno czuję, że coś się otwiera. Jakby powietrze po burzy stało się lżejsze, choć ziemia wciąż jest mokra od łez. To pozwala nam stanąć bliżej tych, którzy zostali skrzywdzeni. Uczy solidarności, która nie jest tylko wzruszeniem.
Wiemy, że odnotowana w raporcie liczba pięćdziesięciu osób poszkodowanych w dzieciństwie czy młodości przemocą seksualną ze strony księży, nie jest pełna. Jest więcej tych osób. W dniu prezentacji raportu dziennikarka robiła na jego temat sondę uliczną i trafiła na starszą panią, która pierwszy raz opowiedziała o doznanej krzywdzie ze strony księdza, nie zgłaszała się do komisji ani kurii. Jak dotrzeć do takich osób, też do osób starszych?
Nad komunikacją i próbą dotarcia do Osób Skrzywdzonych, pracowaliśmy ponad rok i wciąż pracujemy. Ogłoszenia komisji były też w kościołach i lokalnych mediach. To trudne zadanie. Przemoc seksualna to krzywda, której często towarzyszą mechanizmy wyparcia, ukrycia, zablokowania. Jest pewna dynamika, proces, który musi się odbyć, by ona została ujawniona. Potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, zaufania i wsparcia.
Ta praca wciąż trwa. Niczego nie zamykamy. To nie jest raport, który stawia kropkę. Od początku mówiliśmy jasno: to jest otwarcie, nie zakończenie. Dwukropek, nie koniec.
Jeśli są osoby, które dotąd milczały, a będą chciały się odezwać – jesteśmy. Chcemy pomóc. Chcemy towarzyszyć.
Chociaż, daj Boże, żeby te statystyki na nas się nie sprawdziły, bo czasem bywa tak, że rzeczywistość od statystycznych prognoz się różni. Natomiast mamy świadomość, że może być inaczej. Jeśli ta pani już powiedziała o swojej krzywdzie, ufam, że może się odważy o tym nam powiedzieć. Wtedy będziemy mogli ją wesprzeć i działać dla sprawiedliwości wobec jej krzywdy.
Ksiądz Biskup jest już siedem kwartałów w Sosnowcu. Trwają badania, audyty, jest praca komisji. Spotyka się Biskup z księżmi. Z raportu wiemy, że władze diecezji na wiele zgłaszanych spraw nie reagowały dobrze. Czy Ksiądz Biskup dostrzegł jakieś układy, grupy wpływu, sieci zależności, czy po prostu struktury zła?
Wydaje mi się, że ten raport nie potwierdza tego, że były pewne mechanizmy, przynajmniej w sferze dotyczącej krzywdzenia dzieci. Te badane wydarzenia działy się w różnym czasie i w różnych miejscach. Wiemy, że wiele z tych krzywd miało miejsce nawet długo przed powstaniem diecezji. Ciężko tu dostrzec jakiś mechanizm zorganizowany.
Mam nadzieję, że ten raport będzie też takim memento, że krzywdy nie wolno umniejszać. Niech uczy odpowiedzialności i odwagi reagowania.
Dla mnie przede wszystkim jest też apelem, wołaniem do Osób Skrzywdzonych, że mogą otworzyć się na spotkanie z nami. Po to, żeby potwierdzić tę krzywdę, żeby im pomóc ją wydobyć, nazwać, wykrzyczeć. Po to, żeby ich życie trochę odmienić. Bo dla wielu to jest wielka trauma i niejednokrotnie po prostu złamane życie.
Nawet jeśli nie widać takiego systemowego mechanizmu, to za tym ukrywaniem, czy bagatelizowaniem, złym procedowaniem spraw stały konkretne osoby, konkretni pracownicy kurii. Czy z tymi osobami też Ksiądz Biskup będzie rozmawiał?
Jeśli się potwierdzi, że za konkretnymi sprawami stali konkretni ludzie, którzy je dokonywali, to mam nadzieję, że komisja to wyjaśni. Możliwe, że ten raport sprawy otworzy na nowo. Nic nie będzie zamiatane pod dywan. Twarze skrzywdzonych ludzi ukazane w tym dokumencie, zobowiązują do takiego rozumienia Kościoła, który ma być znakiem i narzędziem spotkania ludzi z Bogiem i ze sobą wzajemnie. Możliwe, że to pragnienie, żeby ten znak był idealny, sprawiało, że albo się wyrzucało grzesznika z Kościoła, tak by nie brudził tego znaku, albo się ukrywało rany zadane z wysokości, które ten znak mogły zabrudzić. Teraz wszyscy jesteśmy niestety ofiarami tego podejścia, a najbardziej ci, którzy byli krzywdzeni.
Trochę zaskakującym wątkiem raportu była kwestia bałaganu w archiwum…
Tak, my już to porządkujemy od samego początku. Jest już zatrudniony kompetentny archiwista, który się tym zajmuje, trwają naprawdę intensywne prace, by wszystko było zgodnie ze standardami. Nie wiem, skąd się wziął ten bałagan. Możliwe, że w jakimś stopniu z tego, że diecezja powstała stosunkowo niedawno i nie miała specjalnego miejsca na wiele rzeczy. Dom katechetyczny stał się kurią i częścią archiwum. To archiwum było przenoszone. Brakowało też pewnie specjalistów. Dzięki tym zmianom udało się nawet w ostatnich dniach znaleźć ten słynny korespondencyjny dziennik elektroniczny.
W raporcie wskazano na samotność księży, też jako pewne źródło problemów. Zaleca się życie wspólnotowe. Jak to robić? Jak też przepracować mentalność księży diecezjalnych do życia wspólnotowego? Wielu księży jest też poranionych tą sytuacją, presją, generalizowaniem.
To jest moje największe wyzwanie. Bardzo zależy mi na bliskich relacjach z księżmi i budowaniu więzi. Przez te siedem kwartałów trzykrotnie odwiedziłem księży w dekanatach. Budowanie zaufania wymaga czasu, a dopiero w atmosferze zaufania można mówić o problemach i słabościach, nie bagatelizować trudności, które przeżywają bracia księża. Nie chodzi o to, by chronić wizerunek, ale by pomagać, wspierać i edukować, aby korygować problemy u źródła. Reagować odpowiedzialnie. To jest poważne wyzwanie, dlatego myślimy o nowym modelu i reformie naszej formacji.
Komisja wskazuje na rolę wykwalifikowanych i godnych zaufania ojców duchownych w dekanatach. Czy ma Ksiądz odpowiednią kadrę?
To moje marzenie. Z początkiem roku mianowaliśmy nowych ojców duchownych, choć nie znam jeszcze wszystkich księży na tyle dobrze, więc korzystam z wiedzy innych. Dekanaty są małe, po 7-10 parafii, więc trudno znaleźć kogoś odpowiedniego, kto nie pełniłby już innych funkcji. Teoretycznie każdy ksiądz powinien być dobrym kandydatem, ale znamy swoje słabości. Chcemy budować i umacniać przestrzenie w których człowiek nie zostaje sam. Takie jak nasz dom rekolekcyjny, Dom Świętego Józefa dla księży emerytów czy wspólnota „Betlejem”, gdzie wsparcie znajdują osoby w kryzysie bezdomności. Mamy w Sosnowcu Karmel, co tydzień są miejsca adoracji, spowiedzi, spotkań z księżmi. Marzy mi się miejsce, może nawet u mnie w domu, gdzie księża mogliby przyjechać, pogadać, napić się herbaty czy kawy, porozmawiać. Diecezja nie jest rozległa, więc to możliwe. Bardzo pomagają nam też zgromadzenia zakonne, z którymi mamy świetne relacje.
Sosnowiec stał się symbolem kryzysu w Kościele. Jak Ksiądz Biskup radzi sobie osobiście z tą presją? Czy czuje Ksiądz wsparcie innych biskupów?
Kluczowa jest formacja osobista. Niedawno w moim kalendarium pojawiła się informacja o moich osobistych rekolekcjach, co wzbudziło zainteresowanie ludzi. To sygnał, jak ważne jest dbanie o własną duchowość. Pomagają mi też wyjazdy z posługą do innych miejsc w Polsce – to pozwala „odetchnąć innym powietrzem” i zatęsknić za Sosnowcem. I żeby za mną zatęsknili.
Czuję ogromne wsparcie, zwłaszcza modlitewne. Ludzie piszą na Facebooku, wysyłają SMS-y z kaplic wieczystej adoracji w środku nocy. Dziś dowiedziałem się, że zmarły ksiądz ofiarował swoje cierpienie za mnie. To piękne historie, które dają duchową moc. Gdziekolwiek jestem, pojawiają się „Margaretki” modlące się w mojej intencji. Jeśli chodzi o biskupów – przy okazji publikacji raportu kilku odezwało się z wyrazami wsparcia i podziękowaniami. I ja im dziękuję.
Jak wygląda kwestia zadośćuczynienia i odszkodowań w diecezji?
Nasza wola jest jednoznaczna, choć temat oczywiście nie jest łatwy. Kwestie odszkodowań dotyczą dóbr materialnych całej diecezji, więc chciałbym, aby w tym procesie uczestniczyli też świeccy. To nie są częste sytuacje. Mamy zespół, który rozmawia z Osobami Skrzywdzonymi i w miarę możliwości staramy się reagować na ich potrzeby, również materialne. Każda sytuacja jest inna.
Najczęściej ludzie proszą o wsparcie finansowe terapii, co realizujemy. Dążymy też do tego, aby w zadośćuczynieniu uczestniczyli sprawcy. Mamy sytuację, gdzie pewien kapłan, który nie przebywa w więzieniu, chce włączyć się w naprawianie krzywd i partycypować w kosztach. To szansa na jego pokutę.
Co po tych siedmiu kwartałach daje Księdzu Biskupowi nadzieję na przyszłość w Sosnowcu?
Nadzieję dają mi tacy księża, jak ks. Roman, którego pogrzeb właśnie przeżywaliśmy – oddani sercem, budujący wspólnotę. Widzę potencjał w księżach, którzy radzą sobie w trudnych warunkach. Przede wszystkim nadzieją są świeccy – ich modlitwa i kreatywność, kompetencje i miłość do Kościoła. Tworzymy nową diecezjalną radę duszpasterską, ludzie są podekscytowani i chcą się angażować. Sieć relacji i wspólnot niesie ten Kościół. Kościół ma w sobie taką siłę, że się odradza, że jest młody, kiedy ewangelizuje. I jest takie pragnienie ewangelizacji. Jesteśmy w przededniu synodu diecezjalnego, który ma pomóc nam stworzyć nowy styl życia naszego Kościoła jako domu dla nas wszystkich.
Księdzu Biskupowi udało się szybko zorganizować niezależną komisję, podczas gdy prace komisji ogólnopolskiej trwają bardzo długo, co budzi frustrację. Skąd te różnice prędkości?
Dużą rolę odgrywa kontekst eklezjalny. W Sosnowcu sytuacja była tak trudna, że byłem zdeterminowany – pewnych rzeczy nie dałoby się zrobić bez wyjaśnienia przeszłości. Pojawiają się głosy krytyczne, ale proces ruszył i nie można go zatrzymać. Ale odwlekanie, szukanie nowych argumentów, rodzi tylko więcej lęku. My po prostu zaczęliśmy i wszystko poszło w ruch.
Ważny jest też kontekst osobisty. Spotkania z Osobami Skrzywdzonymi zmieniają serce i umysł. Trudno byłoby mi głosić Dobrą Nowinę, mając świadomość, że w diecezji są ludzie z połamanymi życiorysami, którymi nikt się nie zajął. Wierzę, że nasza komisja może być impulsem do zmian również na poziomie ogólnopolskim.
Jak zapewnić realną niezależność takiej komisji?
Przewodniczący komisji postawił warunek: pełna niezależność. Powiedział: „Jeśli poczuję, że ją tracę, kończymy współpracę”. Nadto sami członkowie komisji współtworzyli jej statut i regulamin, nie był im on narzucony. Podjąłem to ryzyko i dałem im dostęp do wszystkiego. Członkowie komisji, w tym osoby świeckie, mieli wgląd w teczki personalne księży, co dla wielu było trudne, ale wiąże ich tajemnica i przysięga. To kwestia zaufania i umowy dżentelmeńskiej oraz prawnej. Poznałem tych ludzi i wiem, że można na nich liczyć. Takich profesjonalistów mamy w Polsce więcej.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

