Kard. Pizzaballa: Słowo Jezusa rodzi życie
20 marca 2026 | 14:10 | st | Jerozolima Ⓒ Ⓟ
Fot. Łaciński Patriarchat Jerozolimy„Słowo Jezusa stwarza życie. Nie tylko mówi o życiu, jak często słyszymy w Ewangelii św. Jana, ale rodzi życie: kiedy Bóg przemawia, to, co umarło, staje się zdolne do słuchania” – stwierdza w komentarzu do fragmentu Ewangelii (J 11,1-45) na V Niedzielę Wielkiego Postu, roku A (22 marca 2026) łaciński patriarcha Jerozolimy, kard. Pierbattista Pizzaballa OFM.
W opisie spotkania Jezusa z Samarytanką (J 4,5-42) widzieliśmy, że Jezus siedzi przy studni w Sychar, zmęczony podróżą. Powiedzieliśmy też, że nie chodzi tu o zmęczenie fizyczne, lecz o zmęczenie związane z Jego misją: Jezus jest zmęczony nie tylko podróżą, która prowadzi Go z Judei do Galilei, ale także inną podróżą – tą, która z łona Ojca wysłała Go w drogę w poszukiwaniu zagubionej ludzkości, aby sprowadzić ją z powrotem do domu.
W dzisiejszym fragmencie (J 11,1-45) widzimy, dokąd prowadzi ta długa podróż Jezusa – do konfrontacji ze śmiercią, która jest jednym z dwóch bohaterów 11. rozdziału Ewangelii św. Jana. Z powodu tej konfrontacji, tej walki, Jezus jest dziś nie tylko zmęczony: jest również poruszony i wzruszony (J 11,33).
Konfrontacja ze śmiercią jest konieczna i nieunikniona: jeśli Jezus przyszedł, aby wypełnić przymierze Boga ze Swym stworzeniem, wszystko musi zostać zbawione; a zbawienie to nie miałoby żadnego sensu, gdyby śmierć pozostała poza nim. Jeśli bowiem śmierć nie zostałaby pokonana, oznaczałoby to, że istnieje miejsce w naszym życiu, gdzie komunia z Bogiem zostaje zerwana, gdzie droga między Nim a nami zostaje przerwana. To właśnie ta konfrontacja ze śmiercią, ujawni nam naprawdę, kim jest Jezus, czy On jest rzeczywiście posłanym przez Ojca, który przynosi nam dobrą nowinę o zbawieniu.
Oprócz śmierci, jak już powiedzieliśmy, występuje w tym fragmencie jeszcze jeden bohater, a jest nim miłość.
Termin ten pojawia się już w wersecie 3, kiedy siostry Łazarza wysyłają do Jezusa wiadomość: „oto choruje ten, którego Ty miłujesz”. Nieco później czytamy, że Jezus miłował Martę, jej siostrę i Łazarza (J 11,5). A potem, w wersecie 36, kiedy Jezus wybucha płaczem, obecni wołają: „Oto jak go miłował!” . Mamy więc te dwa elementy: śmierć i miłość. Wydawałoby się, że są one ze sobą nie do pogodzenia, że tam, gdzie pojawia się śmierć, miłość musi koniecznie ustąpić, musi przestać istnieć.
Zobaczmy więc, jak przebiega to starcie między miłością a śmiercią.
Opowieść nie zaczyna się przed grobowcem, ale daleko stąd, kiedy Jezus otrzymuje wiadomość o chorym przyjacielu.
Jezus nie spieszy od razu: nie idzie go uzdrowić, jak to czynił wcześniej w przypadku innych chorych. Uzdrowił bowiem wielu, a wielu z nich było nieznajomymi. Jednak w obliczu chorego przyjaciela Jezus zwleka i pozwala, by śmierć ujawniła się w całej swojej mocy.
Kiedy to już się stało, kiedy wydaje się, że nie ma już nic do zrobienia, Jezus wyrusza w drogę do Betanii; a kiedy tam dociera, Łazarz nie żyje już od czterech dni (J 11, 17). Śmierć wydaje się zwyciężyć, a miłość okazuje się miłością daremną, niezdolną do ocalenia przed śmiercią.
Tak właśnie myślą siostry, które wychodzą na spotkanie Jezusa. Obie bowiem powtarzają Mu te same słowa: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł” (J 11, 21.32). Co oznacza: gdybyś był tam, gdzie pojawiła się śmierć, gdzie śmierć przyszła po Łazarza, on by nie umarł, zwyciężyłaby miłość, a nie śmierć.
Jednak Jezus nie ogranicza się do pocieszania sióstr po stracie brata: chce pokazać, że Jego miłość jest w stanie dotrzeć do niego nawet w śmierci. Opowieść Jana długo rozwodzi się nad drogą, którą Jezus pokonuje, by dotrzeć do grobu Łazarza (J 11,34-38): nie idzie do łoża Łazarza, by go uzdrowić, ale idzie do grobu Łazarza, by go wskrzesić. Wchodzi w głąb śmierci, schodzi w najciemniejszą otchłań, w której zagubił się człowiek, i stamtąd go wyciąga.
Nie jest to spektakularny cud, cudowne wydarzenie: jest to ostatnie i najważniejsze objawienie Boga, to, dzięki któremu nie ma miejsca w ludzkim życiu, do którego nie mógłby wkroczyć Bóg.
Śmierć opuszcza swoją ofiarę, ponieważ Słowo Jezusa stwarza życie. Nie tylko mówi o życiu, jak często słyszymy w Ewangelii św. Jana. Ale rodzi życie: kiedy Bóg przemawia, to, co umarło, staje się zdolne do słuchania.
Oto więc, co czyni miłość: pokonuje śmierć nie gestem mocy, ale wchodząc w nią, dając się poruszyć, wypowiadając słowo, które woła po imieniu, aby wyrazić relację, która nie zrywa się nawet w grobie.
+Pierbattista Pizzaballa
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

