Drukuj Powrót do artykułu

Przeor Taizé: największym zagrożeniem jest obojętność Zachodu

20 marca 2026 | 14:50 | st | Rzym Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Vatican Media

 „Wielu z nas w Europie łatwo jest powiedzieć, że to, co się dzieje, jest dalekie od naszego codziennego życia. Albo nawet mieć wrażenie, że może istnieć coś w rodzaju „czystej wojny”. Ale jak możemy pozostać obojętni na cierpienie ludzi w Iranie, Libanie, a nawet w Izraelu? Myślę, że największym zagrożeniem jest w tej chwili również obojętność Zachodu”- powiedział w rozmowie z M. Chiarą Biagioni z włoskiej agencji katolickiej SIR przeor ekumenicznej Wspólnoty z Taizé, brat Matthew. 21 marca zostanie on przyjęty na audiencji przez Ojca Świętego Leona XIV.

M. Chiara Biagioni, SIR: Kilkakrotnie podróżował Brat do krajów ogarniętych wojną. Czy może nam Brat powiedzieć, jaki wpływ mają wojny na ludzi młodych?

Brat Matthew: W 2024 roku, w Boże Narodzenie, byłem w Libanie. Udało nam się tam pojechać, ponieważ po pierwszej serii bombardowań ogłoszono zawieszenie broni. Pamiętam rozmowy z tamtejszymi młodymi. Bardzo mnie poruszyło to, że znalazłam się w kraju, w którym nadzieje rozpalają się, by potem znów zgasnąć. W takiej sytuacji bardzo trudno  wierzyć w jakikolwiek proces pokojowy. Ponieważ przez lata było zbyt wiele rozczarowań.

A jak wygląda sytuacja na Ukrainie?

– Tam jest inaczej, ponieważ trwa tam nieustanna wojna. Byłem w Zaporożu w Boże Narodzenie 2025 roku. Wśród młodych ludzi widać silną odporność, która konkretnie przekłada się na utożsamienie z walką o wolność. Rozmawiałem z 30-letnią kobietą. Powiedziała mi: „Ponad jedną trzecią życia spędziłam w stanie wojny” (warto pamiętać, że wojna na Ukrainie zaczęła się w 2014 roku). Jej troje dzieci urodziło się w czasie wojny. Cały ten czas spędzony w ciągłym stanie agresji ma oczywiście ogromny wpływ na ludzi. Strach przed bombardowaniami pozostaje w pamięci na zawsze. Są to traumy, które przekazywane są również następnemu pokoleniu. Gdy nadejdzie kres wojny lub zawieszenie broni, konieczne będzie leczenie traumy, które potrwa przez pokolenia. Będzie to wymagało uwagi i słuchania. A na Ukrainie już widać osoby, które są do tego przygotowane i które już rozpoczęły tę pracę.

Jak można wykorzenić ziarna przemocy, które są zasiewane i wykorzystywane do usprawiedliwiania wojny?

– W tym okresie dużo myślałem o doświadczeniu brata Rogera, który opuścił swoją rodzinną Szwajcarię, aby udać się do wioski Taizé. Po II wojnie światowej w dolinie Taizé znajdował się obóz niemieckich jeńców wojennych, a on uzyskał pozwolenie na przyjęcie tych niemieckich jeńców na Boże Narodzenie.

Kiedy po raz pierwszy przybyłem do Taizé, były to lata 80., ale trauma II wojny światowej wciąż trwała. Brat Roger zawsze nam powtarzał: nigdy nie ma narodu, który można by obwiniać. Są przywódcy, którzy wykorzystują sytuację, ale ich wina nie może nigdy spoczywać na całym narodzie. Myślę, że jest to kluczowe również dzisiaj: ziarna przemocy grożą utrwaleniem się, gdy demonizujemy całe narody.

Nie możemy na to pozwolić. To prawda, że w czasie wojny musimy być blisko tych, którzy cierpią najbardziej. Ale kiedy nadejdzie pokój, będziemy musieli być gotowi pomóc również tym, którzy znajdują się po drugiej stronie, w przezwyciężeniu ich traumy i poczucia winy. Bardzo często są ludzie, którzy walczą o sprawiedliwość uciskanie przez reżimy opresyjne.  Jak możemy pozostać blisko tych, którzy nie zgadzają się z tym, co się dzieje? Jak możemy budować mosty – jak często mówi papież Leon – gdy nadejdzie czas pokoju? To jest wielkie pytanie.

W świetle tego wszystkiego, jakie jest dzisiaj zaangażowanie Taizé?

– Myślę, że są dwie rzeczy, które możemy uczynić: modlitwa i obecność. Co tydzień mamy regularną modlitwę o pokój, która odbywa się w każdy piątek o ósmej wieczorem wokół krzyża. Ta inicjatywa rozpoczęła się w 2014 roku po apelu papieża Franciszka o pokój na Bliskim Wschodzie. Od tamtej pory ją kontynuujemy. Jest to modlitwa w milczeniu. Często bowiem brakuje nam słów, by jasno wyrazić to, co czujemy w obliczu tych sytuacji. Jest to również modlitwa solidarności z tymi, którzy są skazani na milczenie z powodu tego, co się dzieje.

W modlitwach tych uczestniczy bardzo wielu młodych ludzi, co jest znakiem, że również wśród młodzieży w Europie Zachodniej istnieje pragnienie pokoju. Inną rzeczą, którą możemy zrobić, są regularne wizyty w miejscach ogarniętych wojną, gdzie pozostajemy przez dwa lub trzy tygodnie. Dzieje się tak nie tylko na Ukrainie, ale także w Palestynie, w Mjanmie… Fakt, że ktoś przyjeżdża z zewnątrz, aby ich odwiedzić, dodaje im odwagi. Nie mamy żadnych rozwiązań do zaproponowania. Nie powstrzymuje nas to jednak przed wyjazdem i przebywaniem z ludźmi. Za każdym razem dostrzegamy, jak wiele pracy za kulisami – również we współpracy między różnymi Kościołami – nie trafia na pierwsze strony gazet. Myślę, że taka jest rola chrześcijan. Jesteśmy powołani, by być zaczynem w cieście. Coś bardzo, bardzo małego, ale co zmienia sytuację.

Rozmawiała M. Chiara Biagioni, SIR

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.