Drukuj Powrót do artykułu

Ryszard Derdziński: sprawa beatyfikacji J.R.R. Tolkiena utknęła w martwym punkcie

24 marca 2026 | 14:33 | Joanna Operacz | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Wikipedia

11 lat temu miłośnicy twórczości J.R.R. Tolkiena zwrócili się do angielskich biskupów o wszczęcie procesu beatyfikacyjnego autora „Władcy Pierścieni”. Ryszard Derdziński, który był zaangażowany w tę sprawę, przyznaje, że na razie nie ma widoków na rozpoczęcie procesu. Jednym z powodów może być sprawa syna pisarza, ks. Johna Tolkiena, oskarżonego o molestowanie nieletnich. 25 marca przypada Dzień Czytania Tolkiena.

Tolkien był skomplikowaną postacią, miał trudne życie, naznaczone sieroctwem, biedą, traumą I wojny światowej i problemami rodzinnymi. Zmagał się z depresją, a jednocześnie był serdeczny i wesoły, wysoko cenił dobry humor. Był też gorliwym katolikiem, co da się także dostrzec w jego utworach – uważa Ryszard Derdziński, popularyzator twórczości J.R.R. Tolkiena i tłumacz jego tekstów. Gdyby Tolkien został beatyfikowany, mógłby być patronem pisarzy, ludzi kochających Eucharystię albo… miłośników krzyżówek.

Joanna Operacz (KAI): Był Pan w grupie osób, które w 2015 roku starały się o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego J.R.R. Tolkiena. Na jakim etapie jest ta sprawa?

Ryszard Derdziński: To była inicjatywa księdza Daniele Pietro Ercoli, włoskiego kapłana mieszkającego w Wielkiej Brytanii. Ja zaangażowałem się w nią jedynie w internecie i wspomagałem ją w Polsce, np. przetłumaczyłem modlitwę o beatyfikację Tolkiena. Niestety, wszystko utknęło w martwym punkcie. I raczej nie wygląda na to, żeby miało się to kiedyś zmienić.

Po pierwsze pojawiła się wątpliwość, która diecezja powinna prowadzić proces beatyfikacyjny. Tolkien spędził większość życia i zmarł w Oksfordzie, a wychowywał się w Birmingham, które leży w innej diecezji. Biskup tej pierwszej diecezji odesłał do biskupa tej drugiej, a biskup drugiej diecezji – do biskupa pierwszej.

Po drugie, wydaje się, że jakąś rolę odegrała tu pewna bariera psychologiczna. Kościół katolicki w Wielkiej Brytanii ma, jak wiadomo, specyficzny status. Jeszcze do niedawna był prześladowany. Tamtejszym katolikom, zwłaszcza biskupom i księżom, może się wydawać, że proces beatyfikacyjny Tolkiena mógłby wywołać zarzuty, że katolicy postanowili zawłaszczyć popularnego pisarza. Chyba uważają, że kiedy ta postać jest bardziej „przezroczysta” i „nienarzucająca się”, może łatwiej wpływać na sposób myślenia czytelników, a nawet przyprowadzać niektórych do Kościoła.

– Zdaje się, że przeszkodą w beatyfikacji jest też historia najstarszego syna pisarza, księdza Johna Tolkiena, który został skarżony o molestowanie chłopców. Diecezja poszła na ugodę i wypłaciła odszkodowanie. Później ksiądz ponoć powiedział, że w dzieciństwie sam był molestowany przez przyjaciela ojca, który nocował u nich w domu.

Pewien mężczyzna napisał książkę o tym, że jako dziecko był molestowany przez księdza Johna Tolkiena na obozie skautowskim. Sprawa została upubliczniona pod koniec życia księdza, a prasa opisywała ją już po jego śmierci. Skoro Kościół wypłacił odszkodowanie, to widocznie uznał oskarżenia za zasadne. Z drugiej strony – ks. John nie może się bronić, nie możemy poznać jego wersji wydarzeń. Jeśli nie chcemy rozgłaszać plotek, musimy po prostu zamilknąć.

Trudno sobie wyobrazić, że jakiś ojciec pozwala robić krzywdę swojemu dziecku – a zwłaszcza taki ojciec jak profesor Tolkien. Ale wyobrażam sobie, że ta sprawa może być dużą przeszkodą w rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego.

– Tolkien był z jednej strony człowiekiem bardzo rodzinnym i wierzącym, ale z drugiej strony bardzo umartwionym pod tym względem. Jego dzieci chyba niespecjalnie poszły drogą wiary?

Z czworga dzieci córka Priscilla, najmłodsza z rodzeństwa, była do końca życia praktykującą katoliczką. Tak samo było też z Michaelem, drugim z kolei synem; ale on niestety dość wcześnie zmarł.

Początkowo wydawało się, że najmłodszy syn, Christopher, najbardziej wstąpił w ślady ojca. Później jednak panowie przez wiele lat nie korespondowali ze sobą i chyba nie mieli żadnego kontaktu po tym, jak Christopher w latach 60. opuścił żonę i Kościół, i ożenił się z sekretarką ojca, która była Żydówką. Ich dzieci i wnuki związały się zapewne bardziej z judaizmem niż z katolicyzmem.

Profesor Tolkien miał bardzo piękne i owocne katolickie życie, ale w losach części jego potomków raczej tego nie widać.

– Zapytam z punktu widzenia rodzica. Kiedy Pan czyta zapiski pisarza i rozmawia z ludźmi, którzy go znali, to gdzie widzi Pan jego błąd? Żona Tolkiena, która przed ślubem przeszła na katolicyzm, też była niezbyt praktykująca.

Edith Tolkien chyba nigdy nie była do końca przekonana do Kościoła. Profesor w listach do dorosłych już dzieci, zwłaszcza do Michaela, wyrzuca sobie, że zaniedbywał je w dzieciństwie. Skądinąd wiemy, że był bardzo przywiązany do rodziny, pisał dla dzieci listy „od świętego Mikołaja”, a niektóre z jego utworów, np. „Hobbit” powstały najpierw jako historie opowiadane własnym dzieciom.

Tolkien jednak miał wyrzuty sumienia, że za dużo czasu poświęcał kolegom, spotkaniom Inklingów i pisaniu. Może jego synowie i córka w jakichś ważnych momentach życiowych nie mieli z nim takiego kontaktu, jakiego potrzebowali?

– Czy w listach do najstarszego syna, księdza Johna, jest jakiś ślad tych problemów, które wyszły na jaw wiele lat po śmierci Tolkiena?

Niestety, nie bardzo mamy dostęp do tej korespondencji. Jeśli za życia profesora pojawiły się jakieś plotki o nieodpowiednim zachowaniu jego syna, powinny one zostawić ślad także w listach pisanych do innych dzieci. Nie wiadomo jednak, czy takie listy nie istnieją czy nie zostały ujawnione.

Po Tolkienie zostało wiele zapisków, do których nie mamy wglądu. Na przykład pamiętniki, które pisał on na różnych etapach życia, znajdują się w archiwum Biblioteki Bodlejskiej w Oksfordzie, ale żeby je przeczytać, trzeba mieć specjalne pozwolenie od rodziny. Do tej pory udało się to tylko wąskiemu gronu badaczy.

Jest wiele innych rzeczy, których nie wiemy o Tolkienie, np. prawie zupełnie nie znamy jego poglądów politycznych. Wiadomo, że interesował się światem, który go otaczał, a więc także polityką. Był konserwatystą i na pewno głosował na partię konserwatywną, chociaż nie kochał tak bardzo Imperium Brytyjskiego i nie odpowiadała mu kolonialna, imperialna polityka jego kraju. Na pewno był wielkim wrogiem socjalizmu i komunizmu. Jak musiał wybierać między generałem Franco a republiką w Hiszpanii, wybierał Franco. Miał prawicowe poglądy.

Pod względem ideowym najbliżsi byli chyba z synem Michaelem, a ten zostawił po sobie bardzo bogaty księgozbiór, który trafił na różne aukcje. Dzięki temu wiemy, że czytał naprawdę hardkorowe rzeczy. Miał na przykład książkę o światowym spisku iluminatów, opisującą, jak stowarzyszenia wolnomularskie stoją za wszelkimi rewolucjami i za tym, co się dzieje współcześnie w świecie. Jego ojciec też zapewne ją czytał, bo C.S. Lewis wspominał, że pewnego razu Tolkien wkroczył na spotkanie Inklingów ze zdaniem, że teraz już wie wszystko o spiskach komunistycznych.

Jest to mało znana rzecz, ale rodzina ojca Tolkiena była powiązana nie tylko z różnymi odłamami protestanckimi, ale także z masonerią, np. jego dziadek i wuj byli masonami średniego stopnia. Gdyby Tolkien zechciał nawiązać z nimi relacje, na pewno zostałby przyjęty z otwartymi ramionami. Na ten temat i wiele innych tematów, którymi się interesował, jest embargo spadkobierców. Cóż, wiadomo, że książki Tolkiena najlepiej się sprzedają, kiedy autor jest bardziej „uniwersalny”.

– Sam Tolkien był człowiekiem skromnym i szarmanckim, i często podkreślał, że nie na wszystkim się zna.

Tak. Gdyby zależało mu na głoszeniu np. poglądów politycznych, pewno by to robił. On jednak w listach do czytelników wolał dystansować się od takich tematów.

Natomiast z rozmowach z przyjaciółmi i rodziną lubił czasem rzucić coś wyrazistego czy nawet szokującego, żeby pobudzić dyskusję. Na przykład kiedyś powiedział, że nienawidzi Szekspira. Tak naprawdę chodził na jego sztuki, a we „Władcy Pierścieni” znajdziemy elementy szekspirowskie, ale to zdanie się do niego przykleiło. I dzisiaj przeciętny czytelnik jego biografii pewno powie, że Tolkien nie lubił Szekspira.

– Autorka książki „Wiara Tolkiena” Holy Ordway przytacza słowa jego córki, że ojciec nie rozmawiał nią i jej braćmi o Bogu, kiedy byli mali. Jak to możliwe?

Wydaje się to dziwne, prawda? Przecież często porusza ten temat w listach, także tych pisanych do dzieci. Chociaż teraz sobie uświadomiłem, że właściwie Tolkien pisze nie tyle o samym Bogu, co o Kościele, wierze, modlitwie… Nie stwierdza: „Pan Jezus jest królem mojego życia”. Może to wynikało z wiktoriańskiego wychowania, które odebrał w czasach, kiedy bardzo się liczył rytuał, forma itd.? Lubił mówić o Maryi i świętych, ale może myślał, że temat samego Boga to już zbyt dużo?

Ciekawostka – podobno Tolkien nie lubił modlić się na różańcu, ale w pewnym momencie powiedział sobie, że skoro Matka Boża ukochała różaniec, a on kocha Ją, musi się również przekonać do różańca.

Biografka Tolkiena pisze, że miał on skłonność do depresji. To kolejny mało znany fakt z życia człowieka, który sam o sobie mówił, że jest hobbitem, i wysoko cenił poczucie humoru i pogodę ducha.

Miał trudne życie. Najpierw przeprowadzka z Afryki do Anglii, potem śmierć ojca i bieda, w którą popadli, kiedy matka wraz z synami przeszła do Kościoła katolickiego i rodzina się od nich odcięła. Wreszcie śmierć matki, kiedy Tolkien miał 12 lat. Potem przyszła wojna, która go straumatyzowała i na której zginęło wielu jego przyjaciół. A wreszcie utrata C.S. Lewisa jako przyjaciela, na którym się zawiódł, gdy ten ożenił się z rozwódką.

Dzisiaj pewno byśmy powiedzieli, że Tolkien chorował na depresję. Ale może to właśnie spowodowało, że tworzył takie niezwykłe rzeczy? Każdy wielki twórca ma jakieś problemy psychologiczne albo nawet psychiczne.

– Każdy?

Ktoś, kto prowadzi proste, łatwe życie, raczej nie zajmuje się twórczością, bo nie ma impulsu, który by go pobudzał do wyrzucenia z siebie pewnych rzeczy. To taka moja teoria.

– Tolkien cierpiał też na skrupulanctwo, także w sprawach duchowych.

Tak, np. przez wiele lat uważał, że nie może przystąpić do Komunii, jeśli tego dnia nie pójdzie do spowiedzi – choć był entuzjastą dekretu Piusa X zalecającego częstą Komunię świętą.

Jako nastolatek miał specjalny notatnik, w którym zapisywał pocałunki z Edith. Oj lubił tabelki, lubił… Kiedy tłumaczyłem książkę „Natura Śródziemia”, stanąłem przed w związku z tym z niezłym wyzwaniem. Znalazły się w niej tabele, w których Tolkien zapisał mnóstwo danych dotyczących elfów – ile miały lat, kiedy przyszły na świat ich dzieci itd. Musiałem bardzo uważać, żeby to wszystko dobrze poprzepisywać.

Skrupulanctwo niestety miało zły wpływ na jego twórczość, np. Tolkien nie umiał dokończyć „Silmarilionu”, bo ciągle zagłębiał się w jakieś szczegóły.

– Jak godził to wszystko z pogodą ducha i serdecznością, z której przecież był znany?

Tolkien był wylewny, otwarty i towarzyski, bardzo lubił rozmawiać z ludźmi. Jeden z jego przyjaciół wspominał, że po niedzielnych Mszach zostawał w kościele i wtedy podchodziły do niego obce dzieci, a on wyjaśniał im różne rzeczy, opowiadał historie z życia Świętej Rodziny. Jego osobowość musiała być bardzo złożona, bo człowiek ze skłonnością do depresji chyba raczej się tak nie zachowuje.

– Tolkien napisał kiedyś, że poczucie humoru to rdzeń moralności. Może pogoda ducha to także – przynajmniej w jakimś zakresie – kwestia naszego wyboru?

Tolkien wychował się w duchowości księży filipinów. Założyciel tego zgromadzenia, św. Filip Nereusz był bardzo wesołym człowiekiem; uważał, że jego misja ewangelizacyjna w Rzymie polega między innymi na wprowadzaniu radosnej atmosfery. Jednym z ulubionych świętych profesora Tolkiena był też Tomasz Morus, który napisał modlitwę o dobry humor i dużo mówił o radości.

Niestety, zdaje się, że Tolkien mniej czuły i serdeczny bywał dla swojej żony. Z drugiej strony, Edith chyba nie miała łatwego charakteru. Niania, która opiekowała się dziećmi Tolkienów, wspominała po latach profesora jako miłego, uczynnego i niemal pozbawionego wad, a jego żonę jako wyniosłą i małostkową.

Tolkien w jednym z listów wspominał, że w młodości niemal porzucił praktyki religijne. Naprawdę tak było czy trochę przesadził?

Działo się to wtedy, kiedy młoda rodzina przeprowadziła się do Leeds. Tam wreszcie Tolkien mógł rozwinąć skrzydła na uczelni, ale jednocześnie miał małe dzieci i trudności finansowe. W takiej sytuacji czasami priorytetem stają się sprawy materialne. Pewno doszła do tego jeszcze trauma wojenna. Może pojawiły się pytania do Boga, dlaczego do tego dopuścił?

Nie wiemy jednak, co dokładnie znaczy ten zapisek. Może to był głęboki kryzys, a może np. Tolkien chodził codziennie do kościoła, ale nie przystępował często do Komunii świętej albo nieczęsto się spowiadał?

– Tolkien do końca życia odmawiał codziennie brewiarz po łacinie i bardzo martwiło go to, co działo się w Kościele po Soborze Watykańskim II. Czy można go nazwać tradycjonalistą?

– Wnuczek Tolkiena wspominał, że jego dziadek pod koniec życia chodził na Msze święte w nowym rycie, odprawiane po angielsku, ale miał przy sobie łaciński modlitewnik i odpowiadał po łacinie. W ogóle dużo się modlił po łacinie, np. odmawiał akty strzeliste. Holly Ordway zamieściła je na końcu swojej książki, można z nich korzystać.

Tolkien kochał starą Mszę i wiele razy, szczególnie w rozmowach z synem Michaelem, dawał wyraz swojemu zaniepokojeniu tym, co widział w Kościele. Jednak nie przystąpił do lefebrystów. Nie miał podejrzenia, że szatan zawładnął Watykanem, a papieże odstąpili od prawdziwej wiary. Uważał, że trzeba być wiernym Kościołowi takiemu, jaki jest. Dlatego po reformie liturgicznej nie tylko nadal chodził na Msze w kościele św. Grzegorza w dzielnicy Headdington, ale nawet – jako już starszy pan – został lektorem. Pewno miał jakiś z tym dyskomfort, ale był wierny. Uważał, że łódź Piotrowa ma słabsze miejsca, ale jej sternikiem jest Chrystus i to On jest najważniejszy.

Tolkien uważał, że jego matka oddała życie za wiarę katolicką – że to była jej ofiara, żeby on mógł być zbawiony. Mówił, że udało mu się wyjść z Egiptu i nie chciałby już tam wracać.

– Tolkien twierdził, że z „Władcy Pierścieni” można wydedukować, że on sam jest „chrześcijaninem, a dokładnie: rzymskim katolikiem”. A jednak miliony ludzi czyta tę książkę i wcale nie dedukuje.

Faktycznie, niektórzy czytelnicy Tolkiena odnajdują w tej powieści inspiracje dla swoich wręcz neopogańskich przekonań. A niektórych nawet niestety doprowadziła ona w kierunku fascynacji złem. Najbardziej znaną taką postacią był satanista i poganin, lider zespołu heavy metalowego z Norwegii, który nawet podpalał kościoły i dopuścił się zabójstwa. Ten człowiek przyjął pseudonim jednego z orków z „Władcy Pierścieni”. Obecnie bardzo wielu tokienistów na zachodzie doszukuje się w książce i filmie wątków homoseksualnych, na przykład między Samem i Frodo, Legolasem i Gimlim. Ludzka fantazja nie zna granic i w popkulturze wszystko może zostać przeinaczone albo przejęte przez wrogie siły.

Ale jeśli czyta się „Władcę Pierścieni” z otwartym sercem, dostrzeże się w niej katolickiego ducha. Wiele osób nawróciło się dzięki Tolkienowi.

Ja sam poznałem Tolkiena dlatego, że najpierw fascynowały mnie runy, smoki i krasnoludy. Dopiero później, jako licealista, przeczytałem jego biografię. Tak na mnie podziałał szlachetny duch profesora Tolkiena, że chciałem być taki jak on. Jak każdy człowiek, nie był on idealny – miał swoje zalety i wady, łatwiejsze i trudniejsze momenty – ale jego postawa była piękna.

– Gdzie ten katolicyzm we „Władcy Pierścieni” widać najbardziej?

Na przykład w postaciach kobiecych, takich jak Galadriela i Varda, czyli Elantári, ewidentnie widać inspirację wizerunkiem Matki Bożej. Są też wątki eucharystyczne, np. lembasy, czyli chleb elfów. „Lembas” oznacza „chleb na drogę”, czyli wiatyk. Co ciekawe, kiedy jeden z czytelników napisał o tym Tolkienowi, pisarz odpowiedział, że dopiero teraz to sobie uświadomił. Po prostu zawarł w swojej powieści rzeczy, które były dla niego najważniejsze, i nadał im kształt fantazji.

– Kolejna ciekawa myśl – zło u Tolkiena pojawia się czasem jako efekt dążenia do czegoś, co mogłoby być dobre, tylko niestety zostaje osiągnięte na własnych zasadach.

Profesor napisał w jednym z listów, że gdyby Gandalf przyjął Pierścień, to kierowany litością i miłością mógłby zniszczyć świat, narzucając mu swoją wolę. Jak w tym powiedzeniu, że piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami.

„Władca Pierścieni” to epopeja dla naszych czasów. Na każdym etapie życia można w niej znaleźć jakąś inspirację do przemyśleń. To nie jest system zamknięty.

– Jednak lansowana przez Tolkiena koncepcja mitu oraz „prawdziwego mitu”, jakim jest chrześcijaństwo, się nie przyjęły?

Tu bym się nie zgodził. Ta idea jest rozwijana – zapewne niezależnie – w teologii katolickiej, np. przez św. Jana Pawła II. W liście do artystów papież napisał, że kreatywność to jest jeden z tych darów, w których najbardziej widać, że zostaliśmy stworzeni na Boże podobieństwo. Trzeba dawać swobodę fantazji, bo możemy wtedy tworzyć piękne i dobre rzeczy, które doprowadzą ludzi do Boga. Kreatywność to iskra Boża, która uświadamia nam, że nie jesteśmy zwierzętami – wbrew temu, co zakłada satanizm i materializm. Żyjemy w tym świecie, ale możemy poza niego wykraczać.

– W Polsce chyba udało się spopularyzować katolicki wydźwięk twórczości Tolkiena?

Chyba tak. Było ryzyko, że stanie się inaczej, zwłaszcza kiedy pojawiła się histeria związana z „Harrym Potterem”. Ktoś mówił, że „Władca Pierścieni” jest zagrożeniem duchowym, bo pojawia się tam magia, czyli coś przeciwnego Bogu. Musieliśmy wdawać się w dyskusję, wyjaśniać. Takie pogłoski mogłyby zrodzić nieufność i Tolkien może nie byłby dzisiaj tak obecny w lekturach szkolnych oraz w wydawnictwach i mediach katolickich.

Wśród fanów Tolkiena jest kilku księży, którzy wykorzystują jego twórczość w pracy duszpasterskiej. Wśród osób prowadzących nasze forum Elendilich jest osoba konsekrowana. Ja też od trzech lat prowadzę z księdzem Dominikiem Ochlakiem rekolekcje na spotkaniach Niniwy organizowanych przez ojców oblatów. „Władca Pierścieni” pomaga tam młodzieży zrozumieć pewne aspekty drogi chrześcijanina. Na ostatnich takich rekolekcjach 30 czy 40 młodych ludzi z całej Polski miało na sobie piękne stroje tolkienowskie, a nie miało w rękach telefonów, i prowadziło naprawdę głębokie dyskusje.

Jak się Panu podoba ekranizacja „Władcy Pierścieni” Petera Jacksona z 2000 r.? Myślę, że w wielu miejscach te filmy nawet lepiej niż powieść pokazują idee Tolkiena, znane np. z jego listów.

Zgadzam się. Jako tłumacz Tolkiena pewno jestem purystą, więc niektóre wątki bym zmienił albo inaczej uwypuklił. Na przykład elfowie obu płci u Petera Jacksona są eteryczni, delikatni; a w Tolkiena mężczyźni tej rasy są jeszcze bardziej męscy niż mężczyźni ludzcy. Ale rozumiem, że w filmie potrzebne było jakieś ustereotypowienie poszczególnych postaci.

Dzisiaj mamy takie szalone czasy, że podobny film pewno by nie powstał. Teraz trzeba by uwzględnić inkluzywność, dodać wątki LGBT i strzec się narzucania jakiejkolwiek moralności. Kolejne ekranizacje dzieł Tolkiena były dużo gorsze.

Czy to już jest upadek naszej cywilizacji? Chyba tak. Profesor Tolkien pewno by tak powiedział.

– Wracając do początku naszej rozmowy – myśli pan, że J.R.R. Tolkien jest dobrym kandydatem na ołtarze?

Odpowiem po katolicku. Wydaje mi się, że on jest w niebie. Jeżeli Bóg chce, żeby został beatyfikowany, to tak się stanie.

– Gdyby proces beatyfikacyjny jednak się kiedyś rozpoczął, potrzebny byłby cud wymodlony za wstawiennictwem kandydata na ołtarze. Może Pan doświadczył czegoś podobnego?

Profesor najwyraźniej czuwa nad moimi badaniami genealogicznymi. Było tu tyle „zbiegów okoliczności”, że czuję jego opiekę i patronat – łącznie z tym, że okazało się, że jesteśmy z Tolkienem spod tej samej haplogrupy Y-DNA i mamy wspólnego męskiego przodka, który żył w czasach rzymskich.

Może dziwnie to zabrzmi, ale Tolkien czasem mi się śni i coś mi przekazuje. Myślę, że to dlatego, że zaangażowałem się – razem z wieloma innymi osobami – w opiekę nad jego spuścizną.

– Czyim patronem mógłby zostać?

Mógłby być patronem pisarzy i wszystkich, którzy cenią sobie kreatywność; albo patronem ludzi, którzy kochają Eucharystię – bo uważał, że Eucharystia to najcenniejszy dar od Boga, i starał się to głosić jako swoje najważniejsze przesłanie. Mógłby też zostać patronem ekumenizmu – ale w zdrowej formie, nie takiego, który zakłada, że wszyscy jesteśmy tacy sami i nikt nie potrzebuje nawracać się na chrześcijaństwo.

Podzielę się z Czytelnikami KAI jeszcze jedną ciekawostką. Tolkien najbardziej lubił czytać kryminały, szczególnie autorstwa Agaty Christie (a więc nie „poważne” książki naukowe czy historyczne), i rozwiązywać krzyżówki. Poza paleniem fajki to były jego ulubione zajęcia. Jeśli ktoś też to lubi, może poczuć wspólnotę z Tolkienem.

***

Ryszard Derdziński  (ur. 1974) – tłumacz, badacz i popularyzator twórczości J.R.R. Tolkiena. Redaktor portalu Elendilion – Tolkienowski Serwis Informacyjny.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.