Prof. Przybysz: Jak wychować dzieci w cyfrowym świecie? Nie telefon jest problemem, ale brak granic
25 marca 2026 | 14:17 | Łukasz Kasper | Warszawa Ⓒ Ⓟ
Fot. Alicja Kościesza (KAI)Nadmierne korzystanie ze smartfonów przez dzieci i młodzież coraz wyraźniej odbija się na ich zdrowiu psychicznym, relacjach i zdolności do krytycznego myślenia – alarmuje prof. Monika Przybysz, medioznawca z Instytutu Edukacji Medialnej Wydziału Teologicznego UKSW. W rozmowie z KAI wskazuje, że kluczowym problemem nie jest sama technologia, lecz brak zasad, snu i mądrego towarzyszenia dorosłych. Wyjaśnia, dlaczego „smartfon pod poduszką” jest jednym z najgroźniejszych nawyków, czemu szkolne zakazy nie wystarczą oraz jak rodzice, szkoły i Kościół mogą pomóc młodym odzyskać równowagę między światem online i offline.
Ministerstwo Edukacji Narodowej kończy prace nad zmianą legislacyjną, która zakłada wprowadzenie od 1 września 2026 r. w szkołach podstawowych zakazu używania telefonów komórkowych. Zmiany mają być wdrożone drogą ustawową. Plany te to reakcja na niepokojące dane. Zgodnie z badaniami zleconymi przez MEN, aż 71 proc. nastolatek i nastolatków uważa, iż są uzależnieni od telefonów, a 60 proc. odczuwa chroniczne zmęczenie. Z kolei 44 proc. osób w wieku 13-16 lat nie wie, jak rozróżnić prawdę od fałszu w internecie, a 47 proc. z nich natknęło się na szkodliwe treści w mediach społecznościowych.
O wpływie smartfonów i mediów społecznościowych na kondycję psychiczną i fizyczną oraz postrzeganie rzeczywistości przez dzieci i młodzież KAI rozmawiała z dr hab. Moniką Przybysz, medioznawcą z Instytutu Edukacji Medialnej Wydziału Teologicznego UKSW. Ekspertka wyjaśnia też, w jaki sposób Kościół może włączyć się w działania profilaktyczne i czy „cyfrowy detoks” warto realizować w Wielkim Poście?
KAI: Jakie konsekwencje psychiczne i społeczne są związane ze zbyt częstym korzystaniem ze smartfonów?
Prof. Monika Przybysz (UKSW): Badania coraz wyraźniej pokazują, że nadmierne używanie smartfonów przez dzieci i nastolatki łączy się z pogorszeniem kondycji psychicznej. Przez ostatnie 25 lat aż o ok. 70% wzrosła częstotliwość występowania objawów depresyjnych i stanów lękowych. To bardzo dużo. Pojawiają się coraz częściej problemy z regulacją emocji i obniżone poczucie własnej wartości. A to buduje się dziś bardzo trudno, bowiem do budowania wartości siebie człowiek musi słyszeć rozwijające komunikaty, podejmować dobre działania i mieć poczucie sprawczości. We wszystkich tych trzech sferach życia natomiast pojawiają się problemy. Poniżające słowa pełne nienawiści, oparte również na mechanizmie strachu, to nie są budujące słowa. Brakuje sensownych inicjatyw opartych o wolontariat, w których może się rozwijać empatia. A o sprawczości w sieci dzieci mogą zapomnieć – ten świat ma własne mechanizmy algorytmiczne oparte na kontroli uwagi, zysku i hazardzie, który ma przedłużyć czas spędzany w sieci i przykuć uwagę. Szczególnie niepokojące są dane sugerujące, że im wcześniej dziecko dostaje własny smartfon (przed 12.–13. rokiem życia), tym większe ryzyko gorszych wskaźników dobrostanu – od zaburzeń nastroju po problemy ze snem i otyłość. Z perspektywy społecznej widzimy rosnącą samotność „w tłumie” – dzieci są fizycznie w grupie, ale psychicznie w aplikacjach, co utrudnia budowanie głębokich relacji, empatii i umiejętności rozwiązywania konfliktów twarzą w twarz. Dochodzi do tego ryzyko cyberprzemocy i ciągłego porównywania się z innymi, co u młodych dziewcząt szczególnie mocno wiąże się z lękiem, obniżonym nastrojem i problemami z obrazem ciała i akceptacją własnego zmieniającego się wyglądu.
Czy widać różnice w kondycji psychicznej i umiejętnościach społecznych młodych ludzi w zależności od sposobu i czasu korzystania ze smartfonów?
– Tak, obserwujemy dwie różne historie: jedna dotyczy dzieci, które używają smartfona głównie „bezmyślnie” – do scrollowania, gier i mediów społecznościowych godzinami. Druga grupa– tych, które korzystają z niego głównie jako narzędzia: do kontaktu, nauki, rozwijania pasji. W badaniach to właśnie długi, niekontrolowany czas ekranowy, szczególnie połączony z brakiem wsparcia w domu, koreluje z gorszym zdrowiem psychicznym, a nie samo posiadanie urządzenia. Wyzwaniem jest dla nas, opiekunów, wspieranie dzieci w tworzeniu dobrych nawyków w korzystaniu z ekranów i tym jest właśnie higiena cyfrowa – zasadami korzystania z technologii w mądry sposób, sprzyjający rozwojowi. Młodzi, które mają uporządkowane zasady (brak telefonu w nocy, przy stole, na lekcjach, ograniczenia wiekowe treści) i obecnych dorosłych, zwykle funkcjonują psychicznie lepiej, niż rówieśnicy w „wolnej amerykance cyfrowej”. Przykładowo – nastolatek, który codziennie do późna siedzi na TikToku, śpi gorzej i częściej zgłasza obniżony nastrój niż jego kolega z podobnym czasem ekranowym, ale używający głównie aplikacji edukacyjnych i komunikatorów w określonych porach.
Co jest dziś na tyle niepokojące, że wymaga natychmiastowej profilaktyki?
– Wymieniłabym trzy obszary, które naprawdę wymagają pilnego działania. Pierwszy najpilniejszy to troska o sen. „Smartfon pod poduszką” to najgorsze z rozwiązań i mocno szkodliwe dla każdego człowieka. Badania pokazują, że korzystanie ze smartfona wieczorem i w nocy jest powiązane z poważnymi zaburzeniami snu, a w konsekwencji z gorszym zdrowiem psychicznym, wynikami w nauce i regulacją emocji. To jest prosty, ale kluczowy punkt interwencji: zero telefonów w sypialni dzieci. Ale także zero komputerów, tabletów i telewizorów. Rodzice często zabierają dziecku to najmniejsze urządzenie „za karę”, ale młody człowiek zaloguje się do tych wszystkich aplikacji także na telewizorze podłączonym do internetu. Kiedy więc pozwalamy dziecku grać, wówczas do końca 16. roku stawiamy komputer nie w jego sypialni, ale w salonie, korytarzu lub innym miejscu, w którym za jego plecami będzie czujny dorosły spoglądający na ekran. Druga pilna kwestia to trudności w mowie, koncentracji i relacjach. U młodszych dzieci, które bardzo wcześnie dostają telefon zamiast rozmowy i zabawy, eksperci sygnalizują opóźnienia w rozwoju językowym i emocjonalnym, a także trudności z koncentracją i uczeniem się. Długotrwałe „bycie online” kosztem realnych kontaktów ogranicza trening empatii, odczytywania mowy ciała i rozwiązywania konfliktów twarzą w twarz – to wszystko są umiejętności, które wymagają praktyki. I wreszcie trzecia sprawa to rozróżnianie rzeczywistości od fałszu. Badacze Standford History Education Group pokazali coś przerażającego – aż 82% uczniów szkół średnich nie odróżnia reklamy od artykułu prasowego, a w raporcie OECD czytamy, że 10% uczniów szkół podstawowych i średnich potrafi odróżnić faktów od opinii. Dzieci i młodzież żyją w środowisku nasyconym dezinformacją, teoriami spiskowymi i treściami skrajnie emocjonalnymi. Bez edukacji medialnej młodzi mają duży problem z odróżnianiem wiarygodnych informacji od fake newsów. To zagraża nie tylko ich dobrostanowi psychicznemu, ale też zdolności do odpowiedzialnego uczestnictwa w życiu społecznym i religijnym. Często jednak rzucamy hasłem „trzeba uczyć krytycznego myślenia”, ale co to w praktyce oznacza? To przynajmniej osiem kompetencji: interpretacja informacji, analiza argumentów, ocena wiarygodności, wnioskowanie, uzasadnianie, refleksja nad myśleniem, formułowanie pytań, rozwiązywanie problemów. Tego właśnie musimy dziś uczyć na lekcjach religii, katechezie parafialnej i wszędzie, gdzie możemy.
Czy starsze pokolenia, dorastające w świecie jeszcze analogowym, lepiej bronią się przed szkodliwym wpływem smartfonów niż pokolenie Alpha?
– Starsze pokolenia mają przewagę „dzieciństwa analogowego”. Pamiętają świat bez smartfona, potrafią doświadczać nudy, relacji i pracy bez ciągłych powiadomień. A to jest ogromnie ważny zasób. Ale nie oznacza to automatycznie większej odporności, bo wielu dorosłych także przejawia nawyki problemowego korzystania z telefonu: kompulsywne sprawdzanie, doomscrolling [długotrwałe przeglądanie negatywnych wiadomości w internecie, nawet jeśli wywołują one niepokój i stres – KAI], korzystanie ze smartfona jako jedynego regulatora emocji. Pokolenie Alpha jest z kolei zanurzone w świecie cyfrowym od pierwszych lat życia, przez co smartfon bywa dla nich „przedłużeniem ciała” i podstawowym środowiskiem socjalizacji. Bez mądrego towarzyszenia dorosłych rodzi to większe ryzyko uzależnień behawioralnych, ale jednocześnie – przy dobrej edukacji – daje szansę na wysokie kompetencje cyfrowe i krytyczne myślenie. Problemem nie jest sama generacja, lecz brak przewodników, scrollujących w domu i oddalonych mentalnie od porzuconych emocjonalnie dzieci.
Czy zakazy smartfonów w szkołach realnie poprawiają dobrostan uczniów? Rząd pracuje obecnie nad takim rozwiązaniem w polskich szkołach.
– Badania są dość zniuansowane. Część analiz pokazuje, że restrykcje dotyczące telefonów mogą sprzyjać lepszym wynikom edukacyjnym, mniejszej liczbie zachowań problemowych (np. bullyingu) i lepszej koncentracji na lekcjach. Nauczyciele mówią wręcz o „odzyskaniu klasy”. A na pewno wiemy, że w szkołach, w których te zakazy istnieją – jest głośno, jest interakcja między uczniami, są na przerwach budowane relacje rówieśnicze. Z drugiej strony, same szkolne zakazy nie przekładają się na poprawę zdrowia psychicznego, poziomu lęku czy depresji. Dużym problemem jest sposób funkcjonowania dzieci w domu i korzystania z urządzeń cyfrowych w rodzinie. Tu trzeba budować świadomość rodziców, prowadzić działania edukacyjne i uczyć dobrych nawyków cyfrowych. W szkołach powinien być przedmiot związany z edukacją medialną albo przynajmniej higieną cyfrową w czterech jej obszarach: stawiania granic i kontroli używania urządzeń cyfrowych, bezpiecznego używania internetu i urządzeń ekranowych, tworzenia i odbierania treści w internecie oraz zachowań prozdrowotnych związanych z używaniem sieci i samych urządzeń. Innymi słowy, zakaz może być sensownym narzędziem porządkowym – pomaga chronić uwagę, budować bardziej żywe relacje w przerwach, zmniejszyć pokusę cyberprzemocy w czasie zajęć. Ale bez równoległej edukacji i pracy z rodziną łatwo pozostaje działaniem symbolicznym – dzieci po prostu nadrabiają czas ekranowy po szkole, a ich nawyki i przekonania dotyczące technologii się nie zmieniają. Jestem więc głęboko za wprowadzeniem zasad, a nie zakazów.
Jakie alternatywy dla odgórnych zakazów w obszarze edukacji medialnej i kompetencji cyfrowych?
– Zamiast (albo obok) samych zakazów, potrzebujemy kultury mądrego używania. Kilka kluczowych kierunków dotyczą działań długoterminowych. Po pierwsze chodzi o mądre programy edukacji medialnej w szkołach, które uczą krytycznego myślenia, rozpoznawania manipulacji, fake newsów, mechanizmów algorytmów i ekonomii uwagi – wprost na przykładach z TikToka czy Instagrama. Potrzebni są jednak to tego specjaliści. Druga pilna kwestia to praca nad samoregulacją: dzieci powinny rozumieć, jak technologie projektują nawyki, i uczyć się planowania czasu, „stref offline” w ciągu dnia, a także reagowania na własne sygnały przeciążenia. Kwestia trzecia to włączanie rodziców. Warsztaty dla rodziców o tym, jak stawiać granice, jak rozmawiać o treściach, jak samemu być wzorem higieny cyfrowej, zamiast tylko odbierać telefon jako „karę” – to są tylko przykłady pilnie potrzebnych działań. Jednak ja od 8 latach jeżdżę po szkołach (z przerwami w pandemii na spotkania online) i odwiedziłam już setki szkół. Ze smutkiem muszę powiedzieć, że w dużych miastach rodzice nie zawsze są zainteresowani spotkaniami w tym zakresie. Przychodzą na takie spotkania, często mimo licznych działań promocyjnych, rodzice przekonani o tym i już posiadający sporą wiedzę. Zaś ci, których byśmy chcieli widzieć na takich spotkaniach stosują mechanizm wyparcia. Bo gdy się ma wiedzę, za nią musi iść działanie. A nie każdy chce zmieniać cokolwiek w swoim zachowaniu, działaniu, strategii rodzinnej.
Jaką rolę powinien odgrywać Kościół w kształtowaniu zdrowych nawyków cyfrowych?
– Kościół ma wyjątkową pozycję jako wspólnota wychowawcza. Może mówić o technologii nie tylko w kategoriach szkody, ale też powołania, cnoty umiarkowania i wolności wewnętrznej. W literaturze widać, że religijność i duchowość potrafią chronić przed niektórymi uzależnieniami behawioralnymi, w tym od internetu, poprzez silniejsze normy rodzinne i wspólnotowe. To znaczy, że dobrze prowadzona formacja wiary może faktycznie sprzyjać zdrowszej relacji z mediami. Kościół może także tworzyć bezpieczne przestrzenie rozmowy o psychice, samotności, presji porównań – zamiast moralizowania o „złym TikToku” – pokazując, że Ewangelia dotyka realnych, cyfrowych dylematów młodych. Coraz więcej wspólnot na świecie prowadzi rekolekcje, warsztaty czy kampanie dotyczące uzależnień cyfrowych, łącząc treści duchowe z bardzo konkretnymi narzędziami regulacji korzystania z mediów. Ja dość często bywam w różnych parafiach i widzę tam duże zatroskanie kapłanów, którzy dowiadują się o wielu problemach w trakcie spowiedzi, a także starają się organizować takie spotkania edukujące w zakresie higieny cyfrowej.
Czy polskie parafie i duszpasterstwa są na to przygotowane?
– Świadomość problemu rośnie, ale potencjał jest wciąż w dużej mierze niewykorzystany. Mamy pojedyncze inicjatywy – rekolekcje o wolności od uzależnień behawioralnych, warsztaty o higienie cyfrowej, kampanie promujące „post od ekranów” – natomiast brakuje systemowego podejścia i włączenia tego tematu do standardowej pracy duszpasterskiej z dziećmi i młodzieżą. Znam również parafie organizujące cykle spotkań o zdrowiu psychicznym online, warsztaty dla rodziców o granicach cyfrowych, a nawet programy szkoleniowe dla liderów wspólnot młodzieżowych z zakresu obecności w sieci. Takie rozwiązania można dość łatwo zaadaptować w Polsce, o ile pojawi się decyzja, by temat uznać za priorytetowy. Neokatechumenat, z którym współpracuję od 3 lat w Warszawie przeprowadza w jednej z takich wspólnot regularnie spotkania dla młodych i dla rodziców. Również Ruch Światło-Życie jeszcze w pandemii rozpoczął takie szkolenia online dla liderów.
Jak łączyć ewangelizację w nowych mediach z ostrzeganiem przed ich nadużywaniem?
– Kluczem jest spójność przekazu i stylu życia. Jeśli wspólnota jest obecna w mediach społecznościowych, powinna transparentnie mówić o własnych granicach. Nie musi publikować całej aktywności, może zachęcać do wyłączenia powiadomień, promować „czas offline” w rodzinie, zamieszczać wartościowe filmy i materiały wspierające rodziców w tym zakresie. Kościół może też uczyć młodych rozeznawania: co mnie buduje, a co mnie niszczy, które treści sprzyjają mojej wierze, relacjom i odpoczynkowi, a które tylko napędzają lęk i porównywanie się. Przykładowo, profil parafii na Instagramie może nie tylko wrzucać ogłoszenia, ale też krótkie treści edukacyjne o higienie cyfrowej, o cnotach związanych z używaniem mediów, o tym, jak praktykować „post od scrollowania” w Wielkim Poście. W ten sposób Kościół jest „w sieci”, ale nie „pod siecią”.
Jakie konkretne działania profilaktyczne mogą podejmować parafie i szkoły katolickie?
– Kilka prostych, ale skutecznych kroków w niektórych wspólnotach już istnieje. Stałe elementy programu to wprowadzenie do katechezy i lekcji wychowawczych modułów o higienie cyfrowej, cyberprzemocy, dezinformacji i uzależnieniach behawioralnych – z aktualnymi przykładami z popularnych platform. To może być na tzw. „słówku” w szkołach katolickich, czyli krótkich formacyjnych spotkaniach rozpoczynających dzień. Druga sprawa to „Regulaminy cyfrowe” wspólnot, czyli jasno określone zasady robienia zdjęć, publikowania treści z rekolekcji czy wyjazdów, poszanowanie prywatności. Ponadto, warsztaty dla rodziców i liderów, a więc szkolenia o stawianiu granic, o tym jak reagować na objawy uzależnienia cyfrowego, gdzie szukać specjalistycznej pomocy. Wreszcie, przestrzenie offline, a więc organizowanie wydarzeń, podczas których telefony są świadomie odkładane (np. „wieczór bez ekranów”, wyjazdy formacyjne z ograniczonym dostępem do sieci), połączone z rozmową o tym doświadczeniu.
Jak Kościół może wspierać rodziców w stawianiu granic, bez moralizatorstwa?
– Rodzice potrzebują nie tyle kolejnych kazań o „złym internecie”, ile konkretnych narzędzi i wsparcia, gdy czują się bezradni wobec buntu dziecka. Kościół może tworzyć grupy wsparcia dla rodziców, w których wymieniają się doświadczeniami, uczą się komunikacji bez przemocy, wspólnie wypracowują domowe zasady korzystania ze smartfonów – z szacunkiem dla wolności, ale też z troską o dobro dziecka. Istotne jest też, by kapłani i duszpasterze potrafili mówić językiem realnego doświadczenia, czyli zamiast potępiania technologii, pokazywanie, jak cnota umiarkowania, odpoczynek, troska o ciało i sen wpisują się w chrześcijańską wizję człowieka. Religijność, jeśli jest dobrze przeżywana, może pomagać w budowaniu wewnętrznej motywacji do ograniczania nadmiernego korzystania z sieci – a nie tylko zewnętrznego posłuszeństwa zakazom.
Post, rekolekcje i praktyki religijne mogą inspirować „cyfrowy detoks”? Co zrobić, by nie było to jedynie chwilowe doświadczenie?
– Tak, to ogromna szansa. Tradycja postu, wyciszenia i rekolekcji bardzo dobrze koresponduje z ideą ograniczania bodźców cyfrowych i odzyskiwania uwagi. W wielu wspólnotach już praktykuje się „post od social mediów” w Wielkim Poście, a rekolekcje wyjazdowe stają się okazją do częściowego lub pełnego odłożenia telefonów. Żeby nie było to tylko chwilowe przeżycie, potrzebne są trzy elementy. Po pierwsze przygotowanie – młodzi powinni rozumieć, po co to robią i czego mogą się nauczyć o sobie bez telefonu. Po drugie, towarzyszenie – w czasie detoksu warto pomóc nazwać emocje, nudę, lęk przed „byciem poza obiegiem”. I wreszcie kontynuacja – po powrocie do codzienności dobrze jest zaprosić do konkretnych, trwałych postanowień: np. „brak telefonu w sypialni”, „godzina offline dziennie”, „niedziela bez social mediów”. Jednym z celów rekolekcji może być właśnie wypracowanie osobistego „regulaminu cyfrowego” w świetle wiary. Młody człowiek sam formułuje, jakie zasady pomogą mu bardziej kochać Boga, ludzi i siebie, zamiast być niewolnikiem powiadomień.
—
Dr hab. Monika Przybysz jest profesorem na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Wykłada w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa. Jest medioznawcą, specjalistką ds. public relations, crisis management, reklamy i marketingu medialnego. Kieruje sekcją public relations w Polskim Towarzystwie Komunikacji Społecznej.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

