Betlejem: odwołane pielgrzymki, opustoszałe ulice, brak pracy
04 kwietnia 2026 | 16:36 | rj, Avvenire | Betlejem Ⓒ Ⓟ
Fot. Siostry Elżbietanki z BetlejemKruche ożywienie gospodarcze, które nastąpiło po zawieszeniu broni, zostało zniweczone przez kolejną wojnę. Ulice Betlejem są opustoszałe, a hotele i sklepy pozamykane z powodu braku turystów i pielgrzymów. To bardzo odczuwalny brak, gdyż od nich zależy 70 procent gospodarki miasta narodzin Jezusa, straty wynoszą 2,5 miliona dolarów dziennie.
Strach przed przyszłością
„Panuje poczucie beznadziei i ogromny strach przed przyszłością” – mówi Hassan, mający sklep z lokalnym rękodziełem nieopodal Bazyliki Narodzenia. „W ciągu ostatniego miesiąca miałem jednego klienta” – wyznaje sklepikarz. Mimo braku turystów każdego ranka otwiera swój sklep, bo bez tego, jak mówi, nie miałby siły żyć. „Odkąd zaczęła się wojna z Iranem, poświęcam się sprzątaniu. Czasu nie brakuje. W całym sklepie nie ma odrobiny kurzu – opowiada Hassan. – Już wcześniej – po 7 października 2023 roku – miałem klienta co dwa dni, teraz mam jednego na miesiąc, jeśli się uda”. Mężczyzna wyznaje, że choć nie ma złudzeń, iż coś sprzeda, wychodzi rano z domu, by swymi myślami nie przytłaczać rodziny. „Dzieci mają lekcje online” – dodaje, wskazując, że ta sytuacja odbija się na wszystkich.
Mrok niepewności nad mieszkańcami Betlejem
Atak Izraela i Stanów Zjednoczonych na Iran zdusił w zarodku kruche ożywienie gospodarcze w Betlejem. Masakra Hamasu i trwająca ponad dwa lata izraelska ofensywa na Strefę Gazy opróżniły z pielgrzymów i turystów to jedno z najbardziej charakterystycznych miast Ziemi Świętej. Od zawieszenia broni w październiku ubiegłego roku jednak stopniowo niektóre grupy, zwłaszcza z Europy Wschodniej, odzyskały odwagę, by zarezerwować pobyt. W Boże Narodzenie ponownie pojawiły się iluminacje, a zapalenie tradycyjnej choinki przerwało długą ciemność. Muzułmanie i chrześcijanie powitali „powrót światła” oklaskami i okrzykami radości. Była to iskierka nadziei dla całej ludności Betlejem, gdzie chrześcijanie stanowią mniej niż 20 proc. z 22 tysięcy mieszkańców. Teraz nad miastem znów pojawił mrok niepewności.
Solidarni w cierpieniu
„Wszyscy, niezależnie od wyznawanej religii, od dziesięcioleci dzielimy to samo cierpienie. To uczyniło nas jedną rodziną” – opowiada Stephanie Saldaña, która wraz z mężem, księdzem obrządku syro-katolickiego Frederikiem Massonem, prowadzi „Pilgrim House”, mieszczący się we wnętrzu wielowiekowego klasztoru. „Na początku roku mieliśmy pięć grup – dodaje. – Łącznie mniej niż dwieście osób, największa grupa liczyła około sześćdziesięciu pielgrzymów”. To niewielkie liczby w porównaniu z prawie dwoma milionami odwiedzających rocznie Betlejem, odnotowywanymi przed pandemią. „Dla nas było to jednak jak powiew świeżego powietrza – opowiada Saldaña. – Potem jednak wybuchła kolejna wojna i grupy jedna po drugiej, które zarezerwowały pobyt na Wielkanoc, odwołały rezerwacje. Nie pojawiły się też żadne nowe zapytania na lato. Teraz już ich nie będzie, bo wycieczki do Ziemi Świętej organizuje się z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem”.
Czekając na pokój
Nawet „Walled Off” – najbardziej kultowy hotel w mieście i na Zachodnim Brzegu, musiał ponownie zamknąć swoje podwoje, zaledwie po ich ponownym otwarciu. Weranda jest opustoszała: nikt nie siedzi przy kutych żelaznych stolikach, obserwując mural Banksy’ego namalowany na murze podziału. Rośliny są jednak zadbane. To zasługa dwunastu pracowników – z łącznej liczby pięćdziesięciu zatrudnionych przed kryzysem – których administracja zdołała nie zwolnić. „To oni dbają o porządek oraz zajmują się bezpieczeństwem i konserwacją. Wszyscy czekamy na wznowienie działalności” – wyjaśnia Wisam Salaam, który w 2017 roku wraz z brytyjskim artystą założył hotel. Mężczyzna wskazuje, że mur i punkty kontrolne muszą w końcu zniknąć, inaczej w regionie nigdy nie będzie pokoju i sprawiedliwości.
Kolejne rodziny opuszczają Betlejem
Codzienny opór mieszkańców Betlejem staje się coraz trudniejszy. Nie chodzi jedynie o to, że są przytłoczeni lękiem o przyszłość wynikającym z braku środków na życie. Izrael odcina im możliwość wyjazdu i znalezienia pracy. Zezwolenia na wjazd do Izraela są „zamrożone” od 7 października 2023 r. Nawet na terytoriach palestyńskich przemieszczanie się stało się ryzykowne. „Od dwóch miesięcy nie mogę pojechać do Ramallah” – mówi Stephanie Saldaña, urodzona w USA, ale obecnie Palestynka z wyboru. Wskazuje, że do bólu związanego z warunkami materialnymi dochodzi ponadto cierpienie duchowe. „Misją chrześcijan w Ziemi Świętej – podkreśla – jest przyjmowanie pielgrzymów. Kiedy ich nie ma, tracimy sens naszej obecności”. W ciągu ostatnich trzydziestu miesięcy dwieście chrześcijańskich rodzin opuściło Betlejem. Według lokalnych źródeł co najmniej tyle samo wyjechało muzułmanów. Wraz z bezrobociem, które wzrosło do 31 procent, mieszkańcy Betlejem czują, jak ziemia usuwa się im spod stóp.
Traktowani jak ciało obce we własnym domu
„Moich czterech braci mieszka w Stanach Zjednoczonych. Najmłodszy wyjechał dwa lata temu, krótko po wybuchu wojny w Strefie Gazy” – opowiada Hassan. Wyznaje, że to dzięki ich pomocy wciąż udaje mu się przetrwać. „Gdyby to zależało tylko ode mnie, poszedłbym za nimi. Ale mam pięcioro dzieci i nie jest łatwo je wykorzenić i przenieść” – wyznaje mężczyzna. Hassan wskazuje, że „problemem jest nie tylko konflikt, ale to, co nastąpi po nim: żadne z rozważanych rozwiązań nie uwzględnia Palestyńczyków. Jesteśmy traktowani jak ciało obce we własnym domu”.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

