Drukuj Powrót do artykułu

Ks. Michał Pabiańczyk: kandydatom do kapłaństwa brakuje dziś jedności, którą mogliby w nas, starszych, zobaczyć

07 maja 2026 | 17:42 | maj | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. esimrothlc / Cathopic

Różnorodność, delikatność, potrzeba tożsamości, doświadczenie bogactwa Kościoła a jednocześnie pewna chwiejność i brak autonomii w spotkaniu ze światem. O tym, co dziś charakteryzuje kandydatów do kapłaństwa mówi ks. dr Michał Pabiańczyk, ojciec duchowny w Wyższym Międzydiecezjalnym Seminarium Duchownym w Częstochowie. Zauważa, że przyszłym księżom brakuje jedności, głębokiej wiary i przykładu życia, które mogliby zobaczyć w Kościele wokół nich. Podkreśla, że dla wspierania powołań kluczowa jest modlitwa, wspólnota i mówienie raczej o pięknie Boga niż o otaczającym nas złu.

Maria Czerska (KAI): Jacy są dziś kandydaci do kapłaństwa? Czy inni niż alumni sprzed lat?

Ks. dr  Michał Pabiańczyk: Na wstępie, trzeba podkreślić, że każdy, kto przychodzi do seminarium jest inny. Trudno tych ludzi „zaszufladkować”. Natomiast jeśli szukamy jakichś wspólnych cech dzisiejszych kandydatów do kapłaństwa, można powiedzieć, że z jednej strony mają bardzo szeroką perspektywę spojrzenia na Kościół, doświadczenie religijne i dobry dostęp do różnych duchowych treści, z drugiej – pewien brak poczucia jedności wiary i swoistego kręgosłupa moralnego, który pozwalałby być im jednostką autonomiczną w spotkaniu ze światem.

Co Ksiądz przez to rozumie?

– Po pierwsze, kandydaci do kapłaństwa mają dziś bardzo dobry dostęp do treści duchowych – do książek, do konferencji w internecie ale też do rekolekcji, domów rekolekcyjnych itp. Mają świetne rozeznanie obecnego „rynku religijnego”. Każdy z nich przychodzi też z własnym doświadczeniem religijnym, uformowanym przez kontakt z jakąś duchowością – jezuicką, franciszkańską , z książkami, mediami katolickimi itp. Zwykle zwiedzili już kawał świata, byli w kilku miejscach zagranicą. Myślę, że w tym względzie różnią się od kandydatów, których jeszcze pamiętam sprzed 20 lat.

Po drugie, jeszcze 20 -30 lat temu rzeczywistość była dużo bardziej jak w westernie: czarno – biała, z dobrymi i złymi. Z innej perspektywy podchodziło się też do oceny zjawisk. Człowiek budował sobie wewnętrzny moralny kręgosłup i był w stanie dużo bardziej samodzielnie oceniać różne rzeczy, z którymi się spotykał, w odniesieniu do swoich wewnętrznych kryteriów. Dziś jest inaczej. Młodzi, w tym kandydaci do kapłaństwa, nie mają wypracowanego tego wewnętrznego punktu odniesienia. Bardziej polegają na ocenach z zewnątrz, wśród zewnętrznych autorytetów, czasem tego, co można znaleźć w internecie. Potrzebują podpowiedzi, komentarza. Stąd te oceny są dużo bardziej chwiejne. Skądinąd ta postawa chwiejna jest też postawą otwartą. Może to być postawa również otwarta na  Ewangelię.

Wspomniał Ksiądz o braku poczucia jedności wiary. Na czym to polega?

– Dla współczesnych seminarzystów dość charakterystyczne jest to, że mają swoich influencerów. Polegają na nich, nieraz bezkrytycznie. Jedni są „od Pawła”, drudzy „od Apollosa”, trzeci „od Kefasa”. Czasem to wygląda, jakby byli nie w Kościele ale w jakiejś części Kościoła, tej „właściwej”. Może to prowadzić w kierunku nieświadomego burzenia jedności w imię pozornej prawdy.

Wiele się dziś mówi o tym, że pokolenie młodych to pokolenie „płatków śniegu”. Każdy jest wyjątkowy ale jednocześnie kruchy i delikatny. Łatwo się roztapia. W tej wyjątkowości jest kruchość i słabość. Młodzi to wiedzą. Nie są pewni do końca siebie, mają problem z tożsamością. Kim ja właściwie jestem w świecie? W Kościele? Kim mogę być? Przecież w zasadzie mogę być wszystkim. Jak znaleźć odpowiedź na to pytanie, gdy szukam jej często na zewnątrz?

Gdyby mnie ktoś zapytał, czego brakuje teraz tym chłopakom w seminariach, powiedziałbym: Brakuje im jedności, którą mogliby w nas, starszych, zobaczyć. Brakuje naszej głębokiej wiary i przykładu życia. Na etapie, na którym się znajdują, bardzo potrzebny im jest taki punkt odniesienia, zwłaszcza, gdy na swoje pytania szukają odpowiedzi na zewnątrz. Oni potrzebują autorytetów. Gdy nie widzą jedności i głębokiej wiary, to jest to dla nich bardzo trudne, zwłaszcza  w kontekście pokoleniowych problemów z tożsamością.

Z jakich rodzin pochodzą kandydaci na księży?

– W Polsce ok. 30 proc. małżeństw się rozpada. Podobnie ta statystyka wygląda i w przypadku rodzin seminarzystów. Niemożliwe jest, by problemy rodzinne nie powodowały echa w danym człowieku. Dziecku nie jest obojętne, czy rodzina jest cała czy podzielona. Taki człowiek musi się z tym zmierzyć. To z pewnością wyzwanie i sytuacja trudna dla przyszłego księdza. Z drugiej strony może być też pewną szansą. Jeśli człowiek ma takie doświadczenia i uporał się jakoś z takim problemem, jako duszpasterz może mieć większe zrozumienie dla sytuacji, w jakiej znajduje się wielu wiernych i może być w stanie lepiej im pomóc przechodzić przez tego rodzaju kryzys.

W jakim wieku są kandydaci na księży? Czy mamy dziś do czynienia ze zjawiskiem późnych powołań?

– Nie, to jest pewien mit. Są chłopaki prosto po maturze, są i starsi. Zdarza się, że przychodzą po studiach albo np. po 2 latach jakichś studiów. Najczęściej jednak przed „trzydziestką”. Jeśli zestawimy liczbę kleryków w łódzkim seminarium „35 +” – 12 osób (wg. danych z października 2025 r. ) z ogólną liczbą kleryków w Polsce – ok. 1500 osób, widzimy, że starsi kandydaci nie stanowią większości w ujęciu procentowym.

Badania przeprowadzone w ostatnich latach wśród w USA wskazują, że wśród młodych księży narasta konserwatyzm a coraz mniej z nich określa siebie jako „postępowych”. Jak to jest wśród kandydatów do kapłaństwa w Polsce?

– Pewien konserwatyzm widać ogólnie wśród młodych ludzi w kontekście politycznym. Wybierają osoby wyraziste, jednoznaczne. Widać, że wobec narastającego kryzysu tożsamości szukają jasnych wzorów.

Jeśli chodzi o kandydatów do kapłaństwa, wydaje mi się, że tzw. nowoczesność nie jest dla nich kusząca. Nie szukają jej, niektórym może się nawet wydawać śmieszna. Nie chodzi tu jednak o jakiś konserwatyzm źle rozumiany, skrajny, nie chodzi też o  tradycjonalizm. Zupełnie nie. Młodzi potrzebują natomiast jasnych zasad, ponieważ im ich brakuje. Potrzebują jednoznaczności, bez „tak, ale…” Jest to w pewnym sensie odbiciem wspomnianego kryzysu tożsamości i braku jedności między nami w Kościele. Otacza ich niepewność a oni potrzebują pewności, choćby w tym swoim ludzkim wyborze. Wszędzie mówi się: „możesz być taki, możesz być inny, możesz być taki jak chcesz”. A oni mówią: „nie, nie chodzi mi o to, by być takim księdzem jakim chcę. Chcę wiedzieć, jaki ksiądz ma być”.

Nie jest dziś łatwo dokonywać wyboru, podejmować wiążące decyzje, zwłaszcza takie jak decyzja o tym, by być księdzem …

– To, jak dokonujemy wyborów w świecie, zwłaszcza dziś, różni się od wyboru religijnego – a takim wyborem jest wybór powołania, nie tyko zresztą kapłańskiego. Podejmowanie decyzji w świecie można scharakteryzować w pięciu punktach. Po pierwsze, chcemy, by to był wybór pewny – to i nic innego. Po drugie, zależy nam na minimalizowaniu strat, które wiążą się z tym wyborem. Po trzecie, wybór powinien być jakoś doprecyzowany, mierzalny, chcę wiedzieć, co się z nim wiąże. Po czwarte – odwracalność, w razie czego mogę zmienić zdanie. Wreszcie po piąte – co ja z tego będę miał?

W wyborze religijnym wszystko jest na odwrót. Zamiast pewności jest ufność. Zamiast minimalizowania strat – gotowość poświęcenia wszystkiego dla tego wyboru. Nie wiem dokładnie,  z czym mój wybór się wiąże, podejmuję decyzję na zawsze i bezinteresownie.

Podjęcie wyboru religijnego wymaga pewnej pracy, oczyszczenia. Apostołowie też przechodzili tę drogę. Z czasem ufność się poszerza, bezinteresowność się poszerza. Dziś, wydaje się, jest z tym trochę trudniej, bo dziś bardzo mocno wybrzmiewa pytanie o to, czy będę mógł się poprzez ten wybór zrealizować i o to, czy mogę się w razie czego wycofać. Kiedyś było dużo bardziej oczywiste, że droga kapłańska jest na zawsze i że to jest rezygnacja z siebie. Bardzo trudno jest dziś człowiekowi powiedzieć, że ma zrezygnować ze wszystkiego, gdy on wszędzie słyszy, że może być kim chce i że „będzie mógł wszystko”, gdy będzie „miał”. W wyborze religijnym nierzadko „będę mógł”, gdy zrezygnuję.

Liczby jednoznacznie wskazują, że w Polsce spada liczba kandydatów do kapłaństwa. Czy zabraknie nam księży? A może jednak to jest naturalna konsekwencja zmian demograficznych a i potrzeby duszpasterskie będą mniejsze wobec zmniejszającej się liczby praktykujących wiernych?

– Myślę, że musimy się liczyć z trudnościami. Jeśli chodzi o nowe powołania, demografia z pewnością jest nie bez znaczenia, jednak, gdy spojrzymy na dane statystyczne widzimy, że spadek liczby powołań jest jednak większy niż spadek liczby urodzeń. Nawet jeśli liczba wiernych w kościołach spada i może się okazać, że na jednego księdza przypada tyle samo lub nawet mniej praktykujących co niegdyś, to przecież nie jest to tylko matematyka. Pozostaje pytanie o średnią wieku tych księży, o możliwości duszpasterskiej pracy z młodzieżą, gdy np. w dekanacie nie ma ani jednego młodego księdza, o katechezę…

W wielu przestrzeniach zwłaszcza związanych z pracą organizacyjną, czy finansami, bardzo dobrze mogliby się sprawdzić świeccy. Młodzi księża są z pewnością na to otwarci. Nie mieliby nic przeciwko, by zajmować się przede wszystkim duszpasterstwem. Pytanie, czy znajdą się świeccy, którzy zechcieliby w tych również ważnych przestrzeniach organizacyjnych księży wspomóc. W wielu krajach, np. afrykańskich, to bardzo dobrze działa. W Polsce przyzwyczailiśmy się trochę, że ksiądz ogarnia wszystko. Być może to będzie musiało się zmienić.

Jak wspierać powołania?

– Po pierwsze modlitwą. Do tego przede wszystkim zaprasza nas Pan Bóg. Druga sprawa – wspólnota. Młody człowiek, nie tylko młody ksiądz, czuje się dziś samotny i bardzo potrzebuje środowiska, w którym może mieć oparcie. Trzecia sprawa – koncentracja na dobrej a nie złej nowinie. Znamienny jest dla mnie przykład św. Franciszka z Asyżu, który działał w czasach głębokiego kryzysu Kościoła. Franciszek nie uciekał od zdrowej, krytycznej oceny tej sytuacji, tylko, że on tak zachwycił się Bogiem, że po prostu nie chciał i nie umiał mówić o czymś innym. Nie naprawiał Kościoła przez krytykę. Nie wchodził w polemikę osądzającą i potępiającą. Raczej mówił o pięknie Boga. Głosił Ewangelię słowem i sposobem życia. To właśnie stało się źródłem odnowy i zarzewiem ogromnej liczby powołań.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.