Drukuj Powrót do artykułu

Zginęli za to, że byli kapłanami. 9 męczenników salezjańskich

26 maja 2026 | 19:02 | maj | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample fot. niebo.salezjanie.pl

Byli wybitnymi postaciami – nauczycielami, wychowawcami i duszpasterzami o szczególnych zdolnościach. To oni kształtowali życie salezjańskie w Polsce. Zginęli dlatego, że byli kapłanami – w okrutnych cierpieniach i poniżeniu. 6 czerwca w Krakowie odbędzie się beatyfikacja ks. Jana Świerca i 8 towarzyszy – salezjanów.

Sześciu z tej grupy salezjańskich męczenników aresztowanych zostało 22 i 23 maja 1941 r. w placówkach na krakowskich Dębnikach. Trafili do tej samej karnej kompanii w Auschwitz. To w tej kompanii 27 czerwca 1941 r., dzień po przybyciu do obozu, doznali śmiertelnych obrażeń. Czterech (ks. Jan Świerc, ks. Ignacy Dobiasz, Ks. Franciszek Harazim i ks. Kazimierz Wojciechowski) zakatowanych zostało w czasie pracy i zmarło tego samego dnia. Piąty (ks. Ignacy Antonowicz) odszedł po 3 tygodniach agonii w obozowym szpitalu a szósty, ks. Ludwik Mroczek, naoczny świadek męczeństwa współbraci – po kilku miesiącach, w wyniku strasznej infekcji, która rozwinęła się w ranach.

Trzej kolejni księża aresztowani zostali w różnych okolicznościach w innych placówkach salezjańskich. Ks. Włodzimierz Szembek ofiarował się za współbrata. Ks. Karol Golda wbrew hitlerowskiemu prawu wyspowiadał niemieckiego żołnierza. Obaj zginęli w Auschwitz. Ks. Franciszek Miśka jako jedyny z tej grupy zamordowany został w Dachau.

Niektórzy z tych męczenników byli już starszymi kapłanami i należeli do grona pierwszych polskich salezjanów, którzy swoje powołanie odkrywali jeszcze w szkołach salezjańskich w Turynie. Byli też wśród nich zupełnie młodzi, wybitni księża, przed którymi – wydawało się – dopiero rozpoczynało się kapłańskie życie.

Publikujemy sylwetki męczenników salezjańskich:

 

Ks. Jan Świerc – zawód: „ksiądz katolicki”

 

 Wśród pierwszych następców Księdza Bosko

Jan Świerc urodził się 29 kwietnia 1877 r. w Królewskiej Hucie (dziś Chorzowie) na Górnym Śląsku. Był synem Mateusza i Franciszki z domu Rether, ludzi głęboko wierzących. Już jako nastolatek, w 1894 r. wyjechał do Turynu, gdzie w 1897 r. ukończył gimnazjum salezjańskie, po czym zdecydował się wstąpić do zgromadzenia. Pierwsze śluby złożył 3 października 1899 r. Studiował filozofię i teologię w Turynie. Został sekretarzem bł. Michała Rua, ówczesnego przełożonego Zgromadzenia i pierwszego następcy św. Jana Bosko. Pomagał też ks. Wiktorowi Grabelskiemu w redagowaniu „Wiadomości Salezjańskich” w języku polskim. 6 czerwca 1903 r. w katedrze w Turynie z rąk kard. Augustyna Rychelmy otrzymał świecenia kapłańskie.

W Polsce… i w Ameryce

Po święceniach wrócił do Polski. Powierzano mu wiele zadań. Przygotowywał nowicjat w nowo otwartym domu salezjańskim w Daszewie, w 1905 r. został dyrektorem szkoły w Oświęcimiu (tam znajdowała się pierwsza placówka salezjańska na ziemiach polskich) a w 1911 r. kierownikiem zakładu wychowawczego im. Lubomirskich w Krakowie. W czasie I wojny światowej opiekował się rannymi żołnierzami i uchodźcami wojennymi.

Już w 1918 r. otworzył pierwszy zakład salezjański na terenie zaboru rosyjskiego – w Kielcach. Został tam dyrektorem i proboszczem. W 1923 r. zorganizował pierwszą pielgrzymkę polskich salezjanów i współpracowników do Rzymu. W 1924 przez 7 miesięcy pełnił posługę misyjną w Ameryce.

Od 1925 r. pracował jako proboszcz i dyrektor salezjańskiej placówki w Przemyślu a od 1934 r. we Lwowie, gdzie powstała nowa placówka. Po poważnej chorobie podjął działalność w 1938 r. jako proboszcz parafii św. Stanisława Kostki w Krakowie na Dębnikach i dyrektor salezjańskiej wspólnoty.

Aresztowanie

23 maja 1941 r., w wigilię uroczystości Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, głównej patronki Zgromadzenia Salezjańskiego, do domu salezjanów na Dębnikach wkroczyło gestapo. 11 księży i jeden brat, wśród nich ks. Jan, zostało aresztowanych pod zarzutem działalności antypaństwowej. W więzieniu przy Montelupich doświadczyli okrutnych przesłuchań. 26 czerwca zostali przewiezieni do Auschwitz.

Męczeństwo i śmierć

Zaraz po przybyciu do obozu ks. Jan wraz z innymi salezjanami trafił do karnej kompanii na bloku śmierci. Zapytany przez kapo o zawód odpowiedział „ksiądz katolicki”. Ta informacja wywołała wściekłość, obelgi i bicie do krwi.

Następnego dnia kompania wyruszyła do pracy na żwirowisku. Rozbijano kilofem kamienie i żwir, ładowano na taczki i wożono do głębokiego na 8 metrów dołu. Pracę trzeba było wykonywać biegiem. Księża i Żydzi pracowali pod nadzorem kapo zwanego „Krwawym Franzem”. Ks. Jan, już 64-letni, nie nadążał za pozostałymi. Kapo popędzał go w okrutny sposób. Bicie przerodziło się w tortury. Ks. Jan jęczał „Jezu, Jezu…” co dodatkowo wywoływało wściekłość oprawcy. Jedno z uderzeń spowodowało, że kapłan stracił oko. Jego ostatnie słowa brzmiały: „O Jezu mój, zmiłuj się nade mną”.

Krwawy Franz zamordował ks. Jana Świerca łamiąc mu kręgosłup i miażdżąc głowę kamieniem.

 

Ks. Ignacy Dobiasz – nauczyciel i spowiednik; to on przewodniczył pogrzebowi Karola Wojtyły seniora, ojca papieża

 

Zdolny chłopiec

Urodził się 14 stycznia 1880 roku w Ciochowicach na Śląsku w wielodzietnej rodzinie Ignacego i Joanny z Jaroszków. Miał sześcioro rodzeństwa. Rodzina zaszczepiła mu miłość do pracy i do Pana Boga. Był uzdolniony. Z pomocą rodziców i księdza proboszcza wyjechał do Włoch do szkoły salezjańskiej do Turynu (jechał z kolegami, z tabliczką na piersiach: „Ks. Bosco Turyn”).  Po ukończeniu gimnazjum wstąpił do salezjanów. Po studiach filozoficznych, teologicznych i agronomicznych oraz praktyce pedagogicznej, 28 czerwca 1908 r. przyjął święcenia kapłańskie.

Nauczyciel i spowiednik

Po święceniach wrócił do Polski. Pracował kolejno: w Oświęcimiu jako katecheta szkół miejskich, w Daszawie, w Przemyślu, w Krakowie, w Warszawie i w końcu ponownie w Krakowie, gdzie w seminarium uczył łaciny i teologii moralnej oraz był wikariuszem ks. Inspektora (prowincjała).

Uczył i spowiadał. Nie tylko młodzież ale i starszych współbraci. Ludzie chętnie otwierali się przed nim. Cierpliwy, wyrozumiały, z dużą znajomością ludzkiego wnętrza, był jednym z najlepszych spowiedników. Posługiwał w konfesjonale  przez wiele godzin, dobrowolnie pozbawiając się nieraz regularnego posiłku i odpoczynku. W ostatnich latach życia pracował w Krakowie mieszkając w domu salezjańskim na Dębnikach. Tam pozostawił sobie szczególną pamięć.  To on 21 lutego 1941 r. przewodniczył uroczystościom pogrzebowym Karola Wojtyły seniora, odprowadzając zmarłego ojca przyszłego papieża na miejsce pochówku na Cmentarzu Rakowickim.

Aresztowanie, tortury i śmierć

Został aresztowany wraz z innymi współbraćmi salezjanami 23 maja 1941 r. Był już starszym kapłanem, miał 61 lat. Trafił do więzienia Montelupich, gdzie przez miesiąc znosił przesłuchania i tortury, a 26 czerwca 1941 r. został deportowany do Auschwitz.

Następnego dnia wraz z innymi salezjanami trafił do karnej kompanii pracującej na żwirowisku pod nadzorem sadystycznego kapo „Krwawego Franza”. Miał pracować w biegu krusząc kamienie i zwożąc je do 8 – metrowego dołu. Nie był w stanie wykonywać tej pracy wystarczająco szybko. Stał się kolejną ofiarą kapo, który wcześniej zamordował już ks. Jana Świerca.

Krwawy Franz okładał go kijem, wepchnął do dołu a gdy ks. Ignacemu udało się jakoś wydostać – zaczął bić aż do śmierci.

Tego dnia zginęło jeszcze dwóch salezjanów – ks. Franciszek Harazim i ks. Kazimierz Wojciechowski.

 

Ks. Franciszek Harazim – talent literacki

 

Franciscus Silesius

Urodził się 22 sierpnia 1885 r. w Osinach na Śląsku, w rodzinie rolników – Karola i Marii z domu Sojka, którzy uczyli swoje dzieci pobożności i pracy. Franciszek był bardzo utalentowany. W wieku 16 lat przyjęty został do szkoły salezjańskiej w Oświęcimiu, gdzie uczyło się też dwóch jego braci. W 1907 r. wstąpił do zgromadzenia a w 1915 r. we Włoszech przyjął święcenia kapłańskie.

Pracował w szkole w Oświęcimiu i w Salezjańskim Instytucie Teologicznym w Krakowie. Od 1922 do 1927 r. był dyrektorem gimnazjum w Aleksandrowie Kujawskim, po czym powrócił do Krakowa jako radca, wykładowca i wychowawca w seminarium salezjańskim. W 1938 r. został mianowany profesorem w domu w Krakowie-Łosiówce. Został zapamiętany jako przełożony taktowny, delikatny i pokorny. Nie wynosił się nad innych. Przez współbraci był szanowany i poważany, przez młodych lubiany i słuchany. Liczono się z jego zdaniem. Był duchowym filarem Zgromadzenia Salezjańskiego w Polsce.

Miał wielki talent literacki. To on jest autorem tekstów do granego przez pokolenia salezjanów Misterium Męki Pańskiej, do którego muzykę napisał ks. Antoni Hlond (Chlondowski) salezjanin. Ks. Franciszek podpisywał się pod swoimi dziełami jako Franciscus Silesius.

Męczeństwo

Aresztowany został 23 maja 1941 r. w Krakowie wraz z innymi współbraćmi salezjanami. Rozmawiał z gestapo spokojnie i rzeczowo a nawet negocjował, co budziło irytację okupantów. Po miesiącu spędzonym w więzieniu w Krakowie, 26 czerwca 1041 r. znalazł się w Auschwitz.

Następnego dnia wraz z grupą salezjanów trafił do kompanii karnej pracującej na żwirowisku pod nadzorem kapo Krwawego Franza. Więźniowie zwozili kamienie do rowu. Ks. Franciszek został zrzucony do niego wraz z naładowaną taczką. Leżąc w dole z połamanymi rękami i nogami, był bity przez kapo ciężkim drągiem. Według relacji świadka, w trakcie bicia oprawcy szydzili z niego i prowadzili z nim „dysputy religijne”. Przed śmiercią został rozgrzeszony przez współbrata. Zgodził się na to kapo, pod warunkiem, że spowiedź odbędzie się na głos.

Ks. Franciszek Harazim został zabity razem z ks. Kazimierzem Wojciechowskim, drewnianą belką, którą oprawcy położyli na ich gardłach a potem stanęli na niej.

 

Ks. Kazimierz Wojciechowski – kochany przez młodzież

 

Wesoły chłopiec

Urodził się 16 sierpnia 1904 roku w Jaśle jako syn Andrzeja i Marii z Bosków. Był żywym, wesołym chłopcem, zawsze zadowolonym. W piątym roku życia stracił ojca. Jako ośmiolatek trafił do Zakładu Salezjańskiego im. Lubomirskich w Krakowie a następnie do szkoły w Oświęcimiu. Po ukończeniu czwartej klasy gimnazjum wstąpił do salezjanów. Po studiach filozoficznych w Krakowie odbył praktykę pedagogiczną w Lądzie nad Wartą.

Sport, muzyka, zabawy, duszpasterstwo

Uczył matematyki, śpiewu, muzyki i gry na instrumentach. Towarzyszył chłopcom w zabawach. – Pamiętam przechadzki środowe, jak wtedy wszyscy się bawili. Odchodziła piłka nożna, karabinierzy, podchody – wspominał jeden z uczniów.  – Ksiądz Kazimierz umiał zachęcać do grania, czy to przy pomocy cukierków, czy pokazując nowy instrument dla naszego zespołu. A gdy brakowało kogoś z nas, sam brał dowolny instrument i grał brakującą partię… zorganizował także piękny chór – opowiadał inny.

Uczył w wielu salezjańskich placówkach – w Antoniewie, Warszawie, Aleksandrowie Kujawskim, w Oświęcimiu. Kochał muzykę i sport, potrafił tworzyć wśród młodych świetną atmosferę.

Po ukończeniu studiów teologicznych 19 maja 1935 r. przyjął święcenia kapłańskie w Krakowie i dalej pracował jako nauczyciel – w Daszewie i w Krakowie w dębnickich szkołach powszechnych. Miał posłuch, był bardzo lubiany, poświęcał młodym czas również poza szkołą. Po wybuchu wojny pozostał w Krakowie, gdzie pomagał uchodźcom i potrzebującym.

Solidarność z braćmi

Mógł uniknąć aresztowania. Gdy gestapo przyszło 23 maja 1941 r. do domu salezjanów na krakowskich Dębnikach, ks. Kazimierza akurat tam nie było. Został ostrzeżony przez parafian, gdy wracał do domu. Nie zrezygnował jednak z powrotu. Czuł odpowiedzialność za swoich braci. Wraz z innymi salezjanami po miesiącu więzienia na Montelupich 26 czerwca 1941 r. trafił do Auschwitz.

Zamordowany został już następnego dnia podczas pracy na żwirowisku w karnej kompanii, do której trafił. Nadzorujący więźniów znęcali się nad salezjanami. Zamordowany został ks. Jan Świerc i ks. Ignacy Dobiasz. Ks. Kazimierz Wojciechowski był okrutnie poganiany, bity i wyśmiewany. Kapo uderzeniem łopaty powybijał mu zęby. Zginął razem z ks. Franciszkiem Harazimem. Gdy leżeli na ziemi, kapo i blokowy położyli im na szyjach drewnianą belkę, po czym stanęli na niej, wyśmiewając wiarę swoich ofiar.

 

Ks. Ignacy Antonowicz – kapelan wojsk, profesor, spowiednik

 

Los na loterii

Ignacy Antonowicz urodził się 14 lipca 1890 roku we Więcławicach w powiecie włocławskim jako syn Jakuba i Jadwigi Valerius. Był jednym z pierwszych wychowanków salezjańskiego gimnazjum w Oświęcimiu, gdzie przebywał od 1901 do 1905 r. Były to początki dzieła. Brakowało środków finansowych. Salezjanie z wielkim wysiłkiem zorganizowali loterię fantową, która miała wspomóc zakład, przedsięwzięciu jednak groziło fiasko. Uczniowie modlili się o wsparcie do św. Józefa. Po modlitwie wybrali spośród siebie małego Ignasia Antonowicza, który miał ciągnąć los. Wylosował największą wygraną, dzięki czemu salezjańską placówkę udało się utrzymać.

Dwa doktoraty i Krzyż Walecznych

W salezjańskiej szkole w Oświęcimiu zrodziło się powołanie Ignacego Antonowicza. Wstąpił do zgromadzenia i wyjechał na studia do Włoch, gdzie uzyskał dwa doktoraty. Święcenia kapłańskie przyjął w Rzymie w 1916 r.

Po święceniach wykładał teologię dogmatyczną we Włoszech. Od 1918 roku był kapelanem armii generała Józefa Hallera, z którą powrócił do Polski a następnie kapelanem 51 Pułku Piechoty Strzelców Kresowych, który walczył w wojnie polsko – bolszewickiej. W 1921 r. otrzymał Krzyż Walecznych.

W wolnej Polsce pracował jako katecheta, profesor, wykładowca i dyrektor placówek salezjańskich. Posiadał wybitne wykształcenie i fenomenalną pamięć ale cechowała go przede wszystkim prostota i odpowiedzialność za innych. Cieszył się powszechnym szacunkiem. Był też cenionym kierownikiem duchowym. Aresztowany został, gdy wracał z posługi duchowej jako spowiednik sióstr zakonnych.

Męczeństwo

23 maja 1941 roku podzielił los kilkunastu salezjanów krakowskich. Aresztowany został na terenie Salezjańskiego Instytutu Teologicznego, jako jego dyrektor. Po pobycie w więzieniu na Montelupich 26 czerwca 1941 r. przewieziony został do Auschwitz.

Następnego dnia, pamiętnego 27 czerwca, wraz ze współbraćmi trafił do karnej kompanii dowodzonej przez kapo zwanego Krwawym Franzem. Znęcał się on kolejno nad pracującymi księżmi. Po zamordowaniu ks. Jana Świerca, Ignacego Dobiasza, Franciszka Harazima i Kazimierza Wojciechowskiego, kolejną ofiarą miał być ks. Antonowicz. Według relacji świadków jego twarz była tak spuchnięta i posiniaczona od bicia, że nie można wręcz było jej rozpoznać. Tortury zostały nieoczekiwanie przerwane nagłym przybyciem komendanta.

Wkrótce kompania zakończyła pracę i wróciła do obozu. Niestety jednak przyszedł czas na apel, podczas którego kapo znów zaczął znęcać się nad ks. Antonowiczem. Zupełnie już wyczerpanemu człowiekowi kazał bez przerwy padać i powstawać na ziemię. Na koniec poszczuł go psem, który pogryzł i strasznie poszarpał jego ciało. Nieprzytomnego księdza odwieziono na „rewir”. Jego agonia trwała 3 tygodnie. Zmarł 21 lipca 1941 r.

 

Ks. Ludwik Mroczek – świadectwo cierpienia

 

Sierota pod opieką salezjanów

Urodził się w Kętach 11 sierpnia 1905 roku w rodzinie, która zaszczepiła w nim głęboką wiarę i wielką pracowitość. Był najmłodszy z jedenaściorga rodzeństwa. Gdy miał 10 lat, umarł jego ojciec a ciężar utrzymania domu spadł na matkę.

W wieku 12 lat chłopiec rozpoczął naukę w szkole salezjanów w Oświęcimiu. Cztery lata później został przyjęty do nowicjatu Zgromadzenia Salezjańskiego, a po jego ukończeniu złożył pierwszą profesję zakonną. Studia filozoficzne odbył w Krakowie, po czym udał się na praktykę pedagogiczną do Kielc, a w następnym roku do Oświęcimia.

W latach 1928-1933 studiował teologię w Wyższym Seminarium Duchownym diecezji przemyskiej. W Przemyślu też otrzymał święcenia kapłańskie 29 czerwca 1933 roku z rąk ks. Biskupa Franciszka Bardy.

Prosta praca wśród młodzieży

Po prymicjach oddał się z całym zapałem pracy wśród młodzieży w dziełach salezjańskich: najpierw w Przemyślu – w sierocińcu, następnie we Lwowie i ponownie w Przemyślu.

Podczas wojny pracował rok w Częstochowie, a później w Krakowie w seminarium na Łosiówce, nieopodal salejańskiej parafii na Dębnikach. Był kierownikiem Oratorium, katechetą oraz seminaryjnym bibliotekarzem. Pełnił prostą, codzienną posługę: Msza św., katecheza i spotkanie z młodymi, których potrafił umiejętnie zachęcać do korzystania z sakramentów. Młodzież go kochała.

Aresztowanie

Miało to miejsce 22 maja 1941 r., w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, dzień przed aresztowaniem grupy salezjanów w parafii na Dębnikach. Ks. Ludwik odprawiał Msze św. w kaplicy na Łosiówce, gdy przyjechało gestapo. Czekali w zakrystii. Kapłan oskarżony został fałszywie o przynależność do organizacji wojskowej.

Najpierw trafił do więzienia Montelupich w Krakowie, a następnie wraz z innymi salezjanami został przewieziony do Auschwitz. 27 czerwca 1941 r. podczas pracy na żwirowisku, sam okrutnie pobity, był naocznym świadkiem męczeńskiej śmierci czterech współbraci.

Tytan cierpienia

W ranach , które powstały wskutek pobicia, rozwinęła się infekcja. Ksiądz zachorował na flegmonę. Rany nie goiły się, ropnie pojawiały się na całym ciele. Ból był niewyobrażalny. Ks. Mroczek korzystał z pomocy obozowych lekarzy – współwięźniów, którzy pomagali jak mogli, przy braku opatrunków i odpowiednich środków. W nieludzkich warunkach przeszedł kilka zabiegów. Według relacji świadków, to, w jaki sposób znosił swoje cierpienie, budowało innych i było dla nich prawdziwym chrześcijańskim świadectwem. Dziękował za pomoc tym, którzy się nim opiekowali, był też gotowy służyć posługą sakramentu pojednania. Zmarł 5 stycznia 1942 r. na sali obozowego szpitala.

 

Ks. Włodzimierz Szembek – gotowy na śmierć za współbrata

 

Proste życie mimo wielkich bogactw

Był arystokratą. Przyszedł na świat 22 kwietnia 1883 roku w podkrakowskiej miejscowości Poręba Żegoty, jako syn hrabiego Zygmunta i Klementyny z Dzieduszyckich, która pobożnie wychowała swojego syna. Był znawcą muzyki i poliglotą, posługiwał się 10 językami. W 1907 r. uzyskał dyplom inżyniera rolnictwa na UJ w Krakowie.

W wieku 24 lat został plenipotentem i administratorem 3 tys. – hektarowej posiadłości matki na Podkarpaciu. Spędził tam 20 lat. Jak wspominał miejscowy proboszcz, mimo wielkiego bogactwa wybierał życie skromne i proste. Jeździł trzecią klasą, w swoim majątku przesiadywał ze służbą, nie tworzył dystansu między ludźmi. Był zaangażowany w apostolat świecki, hojnie obdarowywał potrzebujących. Wspierał zgromadzenia zakonne, zakłady dla sierot, placówki wychowawcze. Prowadził głębokie życie religijne. Był znany z cierpliwości i uprzejmości. Otaczano go powszechnym szacunkiem.

Późne powołanie

Dojrzewało powoli. Miał już 44 lata, gdy pojechał do salezjanów do Oświęcimia, by upewnić się, że to jest właśnie jego droga. 10 sierpnia 1929 r. złożył śluby zakonne. Po studiach teologicznych przyjął święcenia kapłańskie 3 czerwca 1934 r. z rąk krewnego – abp Adama Sapiehy.

Pracował jako sekretarz inspektorialny, potem był ekonomem w Kopcu koło Częstochowy, a następnie w Krakowie w Wyższym Seminarium Duchownym Towarzystwa Salezjańskiego. Wybuch II wojny światowej zastał go w Skawie koło Rabki.

Ofiarował się za współbrata

Gestapo wkroczyło do domu salezjańskiego w Skawie 9 lipca 1942 r. Chciano aresztować przełożonego wspólnoty, 72-letniego ks. Walentego Kozaka, który miał być zabrany jako zakładnik w miejsce zbiegłego wychowanka. Ks. Włodzimierz zgłosił się, by pójść zamiast niego. Choć tego dnia aresztowano obu salezjanów, ks. Walentego szczęśliwie wypuszczono po dwóch tygodniach. Ks. Szembek trafił do więzienia w Nowym Targu a następnie w Zakopanem.

Cierpienie za zbawienie dusz

W Zakopanem spędził ponad miesiąc. Stawiano mu zarzut oszukiwania ludzi przez głoszenie kazań. Był brutalnie przesłuchiwany. Przywiązywano go do słupa w kajdanach, poniżano, bito, łamano mu żebra i poddawano torturom. Współwięzień z tego okresu twierdził, że kapłan wracał z przesłuchań pogodny, bez smutku i strachu, bez złości do wrogów oraz bez przekleństw. Co więcej – kazał modlić się za oprawców, bo tak postępował Chrystus. Ofiarowywał swoje cierpienia za zbawienie dusz.

Z Zakopanego – z wyłamanymi stawami barkowymi, popękanymi żebrami i gangreną nogi – przewieziono ks. Szembeka do Tarnowa, a później do Auschwitz. Przeznaczony został do ciężkiej pracy przy ciągnięciu walca ugniatającego plac obozowy.

Zmarł z wyniszczenia i tortur 18 września 1942 r.

 

Ks. Karol Golda – wyspowiadał niemieckiego żołnierza

 

Chciał chodzić do salezjańskiej szkoły

Urodził się 23 grudnia 1914 r. w Tychach jako syn Ludwika i Anny z domu Świerczek. Mając 13 lat zetknął się z wychowankami szkoły salezjańskiej z Oświęcimia. Urzekły go opowiadania o wspólnym życiu w internacie i w szkole. Postanowił więc, za wszelką cenę, dostać się do tej szkoły, co mimo początkowych niepowodzeń ostatecznie mu się udało. Odznaczał się pobożnością, sumiennością i serdecznym stosunkiem do kolegów. Był także dobrym sportowcem.

Do nowicjatu salezjańskiego został przyjęty już w wieku 16 lat. Po latach formacji i nauki otrzymał piękne świadectwo: „Kleryk Karol Golda – odznacza się dobrym duchem, bardzo uzdolniony, lubi matematykę i filozofię, gotów jest do każdej pomocy i każdej pracy”.

Świetny wychowawca

Po maturze został wysłany praktykę wychowawczą do Daszawy do pracy wśród chłopców. Okazał się świetnym wychowawcą. Zamiłowanie do sportu gromadziło wokół niego dziesiątki młodych. Potrafił ich zorganizować, rozruszać najbardziej powolnych i ociężałych. Wszędzie był obecny, nad wszystkim czuwał. Ospałych zachęcał, zbyt żywych umiał uspokoić i to w taki sposób, że nikt nie protestował. Potrafił przekazywać uwagi tak, że każdy je przyjmował z życzliwością.

Wobec wybitnych zdolności skrócono mu praktykę i wysłano na studia teologiczne na Uniwersytet Gregoriański w Rzymie. Tam też, 18 grudnia 1938 r. przyjął święcenia kapłańskie. Do kraju powrócił w lipcu 1939 r.

Tajne nauczanie

Wybuch wojny zastał go w Poznaniu. Pracował następnie w Lądzie. Nie miał już szans wyjechać na dalsze studia do Rzymu – nie uzyskał zgody władz niemieckich. W tym czasie przełożeni mianowali go kierownikiem tajnego nauczania dla grupy kleryków w Oświęcimiu. Sumiennie wypełniał to zadanie, angażował się w pracę kapłańską i charytatywną, m.in. przygotowując paczki dla więźniów powstającego w Oświęcimiu obozu koncentracyjnego. Kochał życie zakonne i jego rodzinną atmosferę.

„przestępstwo” spowiedzi

Wiele czasu spędzał w konfesjonale. Znał 4 języki obce. Przychodzili do niego bardzo różni ludzie, również Niemcy. Nie odmawiał, choć był świadom konsekwencji. Księżom polskim nie było wolno udzielać posług kapłańskich Niemcom. Regulamin wojskowy z czasów Hitlera zabraniał też żołnierzom przystępować prywatnie do sakramentów świętych.

Wśród korzystających z posługi ks. Goldy był jeden młody żołnierz z Bawarii, katolik, który przed wojną chciał wstąpić do seminarium. Nie udało się to z powodu sprzeciwu i nacisków ojca.  „Przestępstwo” spowiedzi zostało wyśledzone. Spowiednik trafił do Auschwitz a penitent – na front wschodni.

Zginął w obronie tajemnicy spowiedzi

Ks. Karol Golda został aresztowany 31 grudnia 1941 r. w szkole salezjańskiej w Oświęcimiu. Przez ok. miesiąc był przesłuchiwany w więzieniu w Katowicach, następnie przewieziono go do Auschwitz. W pierwszych dniach maja sądzony był we Wrocławiu, gdzie oskarżono go o zhańbienie munduru niemieckiego podczas spowiedzi. Następnie trafił do bunkra w bloku 11, zwanego Blokiem Śmierci. Zamordowany został 14 maja 1942 r. Wśród otoczenia, również SS-manów, utrzymywało się przekonanie, że zginął, ponieważ nie chciał zdradzić tajemnicy spowiedzi.

 

Ks. Franciszek Miśka – odpowiedzialność za innych

 

Szczególna atmosfera domu rodzinnego

Urodził się w Świerczyńcu koło Bierunia Starego na Górnym Śląsku 5 grudnia 1898 r. jako piąte dziecko Jana i Zofii z d. Pilorz. Rodzice mieli w sumie 11 dzieci. Uczyli wiary, patriotyzmu, ciężkiej pracy i dobroci dla innych. Prowadzili koło Towarzystwa Czytelni Ludowych. Warto wspomnieć, że w czasie II wojny światowej rodzina ks. Franciszka ukrywała osoby ścigane przez gestapo i więźniów zbiegłych z Auschwitz.

Franciszek uczęszczał do gimnazjum salezjańskiego w Oświęcimiu a w 1916 r. został przyjęty do nowicjatu w Pleszewie. Studiował w Krakowie i w Turynie, gdzie 10 lipca 1927 r. przyjął święcenia kapłańskie.

Duszpasterz i katecheta

Pracował jako ceniony katecheta i dyrektor sierocińca w Przemyślu. Następnie trafił do Wilna, po czym został dyrektorem dużego dzieła salezjańskiego w Jaciążku. W 1936 r. objął stanowisko przełożonego małego seminarium i proboszcza w Lądzie nad Wartą. Pełnił też obowiązki kapelana wojskowego. Był cenionym duszpasterzem, troszczył się o tych, co potrzebowali pomocy.

Nie chciał opuścić współbraci

6 stycznia 1941 władze niemieckie zamieniły zakład salezjański w Lądzie na więzienie kapłanów i kleryków z kilku diecezji oraz grupy salezjanów. Jednym z więźniów był bp Michał Kozal, przyszły męczennik i błogosławiony. Gestapo mianowało ks. Franciszka Miśkę przełożonym, odpowiedzialnym za karność i zachowanie więźniów. Ksiądz miał też możliwość opuścić to miejsce, Niemcy proponowali mu wyjazd w zamian za współpracę. Odmówił, chciał zostać przy uwięzionych. Znał język niemiecki, potrafił mediować – organizował pomoc materialną i duchową. Dbał, jak mógł, często własnym kosztem, o współbraci. Podnosił na duchu. Dzięki niemu działało w Lądzie tajne seminarium duchowne. Wiemy, że nie zawahał się gdy poproszono go o udzielenie sakramentu chrztu świętego synowi żołnierza Wehrmachtu – za co wówczas groziła kara śmieci. Wiemy też, że w tym czasie był dwa razy wywożony do Inowrocławia i Gniezna, gdzie bito go do krwi i utraty przytomności.

Dachau – praca do śmierci

Wszyscy więźniowie z Lądu zostali etapami wywiezieni do obozu koncentracyjnego w Dachau. 30 października 1941 r. znalazł się tam również ks. Franciszek Miśka. Zmuszany był do ciężkiej pracy i doznawał ogromnej przemocy. Podczas przenoszenia ciężkich kotłów z jedzeniem, nieszczęśliwie złamał rękę. Mimo urazu i pogarszającego się stanu zdrowia nadal pełnił posługę kapłańską – organizując życie duchowe więźniów. Zmarł 30 maja 1942 r. w baraku szpitalnym obozu. Przed śmiercią modlił się i pocieszał innych, dodając otuchy swoim współwięźniom.

 

Na podstawie: salezjanie.pl, misericordia.eu

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.