Drukuj Powrót do artykułu

E. Habsburg: tradycyjna Msza Łacińska jest „całkowitym przeciwieństwem dzisiejszego świata”

30 maja 2026 | 22:54 | o. jj | Nowy Jork Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Wikipedia

Były ambasador Węgier przy Stolicy Apostolskiej, Eduard Habsburg-Lothringen, który napisał nową książkę o odkrywaniu Mszy Łacińskiej, wspomina swoje pierwsze, wprowadzające w zakłopotanie spotkanie ze starym rytem i wyjaśnia, dlaczego postanowił pomóc innym podejść do niego ze zrozumieniem i spokojem.

W wywiadzie dla katolickiego portalu National Catholic Register opowiada o motywach napisania książki, “Discovering the Latin Mass: A Travel Guide for the Curious” (Odkrywanie Mszy Łacińskiej: przewodnik dla ciekawych).  Pisze w niej o tym , jak wielki wpływ Tradycyjna Msza Łacińska (TLM) wywarła na życie jego i jego rodziny oraz dlaczego uważa, że zyskuje ona popularność wśród młodych ludzi. Dzieli się również swoją opinią na temat tego, dlaczego tradycyjna liturgia budzi tak silne emocje, zarówno wśród jej zwolenników, jak i przeciwników. 

National Catholic Register: Panie Ambasadorze, co chciałby Pan osiągnąć dzięki książce “Odkrywanie Mszy Łacińskiej”, co skłoniło Pana do jej napisania?

Eduard Habsburg-Lothringen: Napisałem tę niewielką książkę, ponieważ nie miałem pod ręką podobnego przewodnika, gdy po raz pierwszy trafiłem na tradycyjną Mszę łacińską i byłem całkowicie zdezorientowany, a nawet zirytowany. Nikt nie przygotował mnie na różnice występujące niemal w każdym aspekcie liturgii, dlatego początkowo nie potrafiłem jej docenić. Mam więc nadzieję, że dzięki tej broszurze ludzie będą lepiej przygotowani do swojego pierwszego uczestnictwa w Mszy Łacińskiej i nie będą od razu budować wokół niej muru uprzedzeń. 

Do kogo przede wszystkim skierowana jest ta publikacja? Czy można zabrać ją na Mszę, aby łatwiej śledzić przebieg liturgii?

Nie jest to przede wszystkim książka dla osób już uczestniczących w tradycyjnej Mszy Łacińskiej. Jest przeznaczona dla tych, którzy chcieliby jej spróbować, ponieważ o niej słyszeli, albo po prostu są ciekawi tej formy rytu rzymskiego. Jest też skierowana do ludzi, których Msza Łacińska bardzo drażni i którzy być może chcieliby pozbyć się niektórych swoich uprzedzeń. Tak, można zabrać tę książkę na pierwsze dwie czy trzy Msze. W środkowej części wyjaśniam różne elementy liturgii i zamieściłem kilka rysunków pokazujących na przykład, że gdy ministrant stoi po prawej stronie, a kapłan pośrodku, można rozpoznać, w której części Mszy się znajdujemy. Jest więc do tego idealna. 

Jaki wpływ tradycyjna Msza Łacińska wywarła na Pańskie życie? Jak ważna była jako rodzicowi, zwłaszcza w wychowaniu dzieci w wierze katolickiej?

Dziękuję za to pytanie. Najsilniejsze wrażenie zrobiło na mnie to, co Msza Łacińska uczyniła dla moich dzieci. Wszyscy byliśmy katolikami od urodzenia. Regularnie chodziliśmy na Msze św, modliliśmy się, odbywaliśmy pielgrzymki i tak dalej. Jednak kiedy około pięciu lub sześciu lat temu odkryliśmy Mszę Łacińską, cała rodzina, nawet ci, którzy odwiedzali nas w Rzymie tylko sporadycznie, rozpoczęła zupełnie nową drogę pogłębiania wiary, relacji z Chrystusem i zrozumienia liturgii. Przede wszystkim zauważyłem, że życie liturgiczne zaczęło przenikać codzienność. Widzę dziś znacznie większą wierność codziennej modlitwie, odmawianiu różańca, nowennom i innym praktykom. To naprawdę przemienia życie. Odkryłem coś, co dało całej naszej rodzinie nowy początek w wierze. 

Przez stulecia rodzina Habsburgów odgrywała ważną rolę w zachowaniu dawnej liturgii. Czy postrzega Pan swoją rolę podobnie, jako pomoc wiernym w poznaniu i pokochaniu Mszy Łacińskiej, a przez to w zachowaniu katolickiej cywilizacji Europy?

Myślę, że jest jeszcze zbyt wcześnie, aby przewidywać, jaką rolę odegra ponowne odkrycie tradycyjnej Mszy Łacińskiej w Europie. Liczby są nadal niewielkie, a zdecydowana większość katolików uczestniczy w Novus Ordo, czyli dzisiejszej formie Mszy. Widzę jednak swoją rolę jako swego rodzaju ambasadora tradycyjnej Mszy Łacińskiej wobec tych, którzy o niej nie słyszeli, chcieliby ją poznać lub przezwyciężyć swoje uprzedzenia. Zacząłem pisać tę broszurę niemal natychmiast po zakończeniu misji dyplomatycznej przy Stolicy Apostolskiej. Jako dyplomata trzeba zachowywać dużą powściągliwość wobec własnych preferencji, zwłaszcza liturgicznych. Teraz mogę znacznie swobodniej mówić o tym, co noszę w sercu. 

Wśród młodych ludzi widać coraz większe zainteresowanie Mszą Łacińską. Jak wyjaśnia Pan tę popularność, zwłaszcza w obliczu ostatnich działań Watykanu ograniczających jej sprawowanie?

To prawda. Młodzi ludzie są bardzo przyciągani przez tradycyjną Mszę Łacińską. Widzimy to w całej Europie i na świecie, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, Anglii, Francji, a także w Austrii, Niemczech i na Węgrzech.

Dlaczego tak się dzieje? Nie wiem tego na pewno, ale moim zdaniem dlatego, że jest ona całkowitym przeciwieństwem dzisiejszego świata. Jest bardzo pełna czci i bardzo cicha, naprawdę bardzo cicha. To właśnie cisza najbardziej przyciągnęła mnie i moją rodzinę. Jest też bardzo uduchowiona. Myślę, że jeśli młodzi ludzie chcą dziś być katolikami, chcą przeżywać tę wiarę w sposób głęboki i znaczący. Tradycyjna Msza Łacińska daje zarówno poczucie, jak i rzeczywistość bardzo głębokich korzeni.

„Obcość” języka łacińskiego oraz pełne czci gesty mówią człowiekowi, że to, co się dzieje, jest czymś bardzo poważnym i świętym. Uważam, że właśnie tego młodzi ludzie szukają, jeśli chcą budować swoje życie na czymś trwałym. 

Dlaczego Msza Łacińska wywołuje tak silne emocje, zarówno wśród jej zwolenników, jak i przeciwników?

Jeśli chodzi o przeciwników, sądzę, że agresywny sprzeciw wobec tradycyjnej Mszy Łacińskiej wynika głównie z dwóch czynników. Pierwszym są prawdopodobnie uprzedzenia sięgające lat 50. i 60. XX wieku. Kilka pokoleń księży, a dziś także biskupów, wychowano w przekonaniu, że jest to coś należącego do przeszłości, coś, co porzuciliśmy, aby otworzyć się na współczesną liturgię. Uczono ich, że nie należy się tym zbytnio zajmować, ponieważ jest to coś mechanicznego, staroświeckiego, zakurzonego i przestarzałego. Kiedy więc inni próbują dziś to odkrywać na nowo, reagują agresywnie.

Drugim czynnikiem, i to uważam za bardzo niefortunne, jest sposób, w jaki niektórzy nowo nawróceni katolicy, często występujący przed kamerami internetowymi, przedstawiają siebie jako rzeczników tradycji i Mszy Łacińskiej. Czasami wydaje im się, że muszą mówić bardzo głośno i agresywnie, aby udowodnić, że są „naprawdę” katoliccy. Tworzy to obraz tradycjonalistów jako ludzi surowych, osądzających i nieprzyjaznych. Jestem niemal pewien, że wiele działań podjętych przeciwko Mszy łacińskiej w ostatnich latach wynika właśnie z takiego wrażenia. Internet może być wspaniałym miejscem do mówienia o wierze, ale robienie tego z szacunkiem, miłością i zrozumieniem dla innych form życia katolickiego jest znacznie bardziej pomocne. 

Czy uważa Pan, że uczestnicy Mszy Łacińskiej są „resztą”, twórczą mniejszością, o której mówił kardynał Joseph Ratzinger?

To prawda, że w skali światowej w tradycyjnej Mszy Łacińskiej uczestniczy stosunkowo niewielka liczba katolików. Mówię „stosunkowo”, ponieważ gdy porównamy ich liczbę z liczbą osób regularnie chodzących na Mszę, zwłaszcza także w dni powszednie, w wielu krajach Europy Zachodniej, liczba uczestników Mszy Łacińskiej wydaje się znacznie większa, niż mogłoby się wydawać. Jednak w porównaniu z całkowitą liczbą ochrzczonych katolików nadal jest to niewielka grupa. Czy wierzę, że to właśnie ona stanie się bastionem i małą resztą? Nie sądzę.

Uważam, że to, o czym mówił Benedykt XVI, odnosi się zarówno do tych, którzy uczestniczą w tradycyjnej Mszy Łacińskiej, jak i do tych, którzy uczęszczają do parafii, gdzie współczesna liturgia jest sprawowana pobożnie i z należną czcią oraz gdzie życie katolickie kwitnie. Razem tworzą oni tę „małą resztę” i obie grupy rosną bardzo szybko. Jeśli spojrzymy na liczbę osób ochrzczonych, bierzmowanych lub powracających do Kościoła katolickiego w ciągu ostatnich czterech czy pięciu lat, możemy zauważyć, że coś dzieje się w Kościele, coś dzieje się w całym świecie zachodnim. Patrzę na przyszłość Kościoła z nadzieją, że staniemy się czymś więcej niż tylko tą bardzo małą resztą, o której kiedyś mówił Benedykt XVI.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.