Postulator procesu salezjańskich męczenników: do męczeństwa człowiek dojrzewa przez całe życie
31 maja 2026 | 13:49 | Maria Czerska | Warszawa Ⓒ Ⓟ
Fot. Oleg Marusic/REPORTERW życiorysach tych wszystkich niezwykłych ludzi występuje taki szczególny moment, kiedy udaje im się w sercu pokonać strach – mówi ks. Jarosław Wąsowicz SDB, wicepostulator w procesie salezjańskich męczenników, którzy 6 czerwca w Krakowie zostaną wyniesieni na ołtarze. Ks. Wąsowicz w rozmowie z KAI podkreśla, że tym, co szczególnie porusza w sylwetkach tych kapłanów, jest heroiczna wierność. – Ich historia pokazuje, że męczeństwa nie da się zaimprowizować, to jest owoc konkretnych wyborów, konkretnej życiowej drogi – zaznacza.
Maria Czerska (KAI): Ks. Jan Świerc, ks. Ignacy Dobiasz, ks. Franciszek Harazim, ks. Kazimierz Wojciechowski, ks. Ignacy Antonowicz, ks. Ludwik Mroczek, ks. Władysław Szembek, ks. Karol Golda, Ks. Franciszek Miśka. 6 czerwca w Krakowie zostaną wyniesieni na ołtarze. Kim są ci nowi błogosławieni?
– To są salezjanie, duchowi synowie ks. Bosco, znamienici wychowawcy młodzieży, męczennicy dwóch obozów koncentracyjnych – Auschwitz i Dachau. Przed wojną byli w większości zaangażowani w salezjańskie dzieła wychowawcze, jako nauczyciele, wykładowcy, dyrektorzy szkół. Ks. Franciszek Miśka był budowniczym naszych zakładów w Jaciążku, potem dyrektorem w Lądzie. Ks. Antonowicz był dyrektorem w Oświęcimiu i w Aleksandrowie Kujawskim, wykładowcą w seminarium. Bardzo ciekawa jest postać ks. Harazima, wybitnego literata, autora słynnej salezjańskiej „Męki Pańskiej”, która do dzisiaj wystawiana jest w naszych zakładach, czy ks. Szembeka, arystokraty, który wstąpił do zgromadzenia już w późniejszym wieku, pod wpływem lektury książki o swoim kuzynie, ks. Auguście Czartoryskim.
Będą beatyfikowani jako męczennicy, ale warto też spojrzeć na nich przez pryzmat ich wcześniejszych dokonań, właśnie jako wychowawców ludzi młodych. Przypomnijmy, że ta beatyfikacja będzie miała miejsce w sanktuarium św. Jana Pawła II w Krakowie. To jest podkreślenie ich związku z Karolem Wojtyłą. W okresie wojny mieszkał on razem z ojcem właśnie na terenie naszej salezjańskiej parafii w Dębnikach, z którą związana była większość z tych przyszłych błogosławionych. Znał ich.
To na Dębnikach właśnie doszło do aresztowania dużej grupy salezjanów. To wydarzenie poruszyło wielu ludzi. Papież to wspominał, wielokrotnie odwoływał się do ich męczeństwa. Zachęcał też salezjanów, by rozpoczęli proces beatyfikacyjny. Warto zauważyć, że to właśnie Janowi Pawłowi II zawdzięczamy to, że w Kościele na ołtarze zaczęli być wynoszeni męczennicy II wojny światowej – ofiary zarówno narodowego socjalizmu, jak i komunizmu. Ojciec Święty, który sam doświadczył wojny, widział, w jaki sposób kapłani (i nie tylko) byli mordowani za wiarę.
Na czym polegało męczeństwo za wiarę w przypadku tych dziewięciu księży?
– Polscy duchowni i w ogóle Kościół w Polsce był programowo prześladowany zarówno przez jednego, jak i drugiego okupanta. Zawsze wtedy, kiedy walczono z polskością i poddawano naród eksterminacji, walczono też z Kościołem i z duchowieństwem. Nieprzypadkowo duchowni znaleźli się w dużej liczbie wśród tych, którzy zostali rozstrzelani w ramach Intelligenzaktion na początku wojny. Potem, zwłaszcza na terenach wcielonych do Trzeciej Rzeszy, przyjęto całą strategię eliminacji duchowieństwa. Dlatego najwięcej księży poniosło męczeńską śmierć na Śląsku, w tzw. kraju Warty, czy na Pomorzu, czyli na terenach wcielonych bezpośrednio do Trzeciej Rzeszy.
Oba systemy – nazizm i komunizm – były bezbożne. Próbowały w ogóle wyrzucić Boga z ludzkich serc. Stąd też szczególna nienawiść była skierowana w stronę duchowieństwa i w ogóle ludzi związanych z Kościołem. Warto pamiętać, że w gronie męczenników II wojny światowej są nie tylko księża czy siostry zakonne, ale również świeccy, jak choćby wychowankowie salezjańscy z Poznania, których nazywamy Poznańską Piątką. To było pięciu chłopaków, którzy zostali aresztowani za działalność w Narodowej Organizacji Bojowej i skazani na śmierć, ale podczas drogi męczeństwa odwoływali się do duchowej drogi do świętości ks. Bosco. Zostawili piękne świadectwo. Potrafili nawet pościć w więziennych warunkach, żeby móc jeszcze raz się w życiu wyspowiadać i przyjąć Komunię świętą.
W życiorysach tych wszystkich niezwykłych męczenników, którzy zostaną 6 czerwca wyniesieni na ołtarze, występuje szczególny moment, kiedy udaje im się w sercu pokonać strach i stają się gotowi na przyjęcie męczeństwa. Moglibyśmy wiele o tym opowiadać. Bardzo ciekawy jest chociażby przypadek ks. Karola Goldy. On był najmłodszy w tej grupie księży, nie miał jeszcze 30 lat. Można powiedzieć, że jakoś próbował uciekać i wymykać się machinie zła. Wojna zastała go w Poznaniu, potem trafił do klasztoru w Lądzie, gdzie Niemcy utworzyli obóz internowania. Wyjechał stamtąd, bo Ślązacy czy Kaszubi, czyli ci, którzy pochodzili z terenów wcielonych do Rzeszy, mieli taką możliwość, o ile podpisali dokument, że nie będą występować przeciwko państwu niemieckiemu. On ciągle uciekał. Ostatecznie znalazł się w Oświęcimiu, gdzie wbrew hitlerowskiemu prawu wyspowiadał niemieckiego żołnierza. Za to trafił do obozu Auschwitz i poniósł męczeńską śmierć.
Inna jest historia ks. Szembeka, który sam zgłosił się na ochotnika zamiast starszego współbrata, który miał być aresztowany. Wypowiedział nawet takie zdanie: „Szkoda, że dopiero teraz, kiedy już tak wielu księży cierpi…”.
Każdy z nich to jest niezwykłe świadectwo wiary. Te historie pokazują też, że męczeństwa nie da się zaimprowizować. Do tego człowiek dojrzewa przez całe swoje życie, poprzez różne wybory, poprzez wierność powołaniu, poprzez wierność Kościołowi, przykazaniom Pana Jezusa. I wreszcie przychodzi moment, kiedy potrafi dać wierne świadectwo.
Czym te tragiczne wydarzenia były dla rozwijającego się na świecie zgromadzenia salezjanów?
– Męczeństwo jest wpisane w naszą historię i w naszą drogę do świętości. Już ks. Bosco w swoich snach widział kielich przepełniony krwią. I rzeczywiście, kiedy popatrzymy na całą plejadę świętych i błogosławionych z rodziny salezjańskiej, to znajdziemy w nich wielu takich, którzy w różnych miejscach świata, w różnych kontekstach politycznych, oddawali życie za wiarę. Jest cała grupa męczenników z Hiszpanii z czasów tzw. wojny domowej. Wśród 108 męczenników II wojny światowej jest ks. Józef Kowalski zakatowany w Auschwitz za to, że nie podeptał różańca. Jest błogosławiona Poznańska Piątka. Mamy misjonarzy salezjańskich zamordowanych przez komunistów w Chinach.
To, co się wydarzyło w czasie II wojny światowej, było wielką ofiarą. Przed wojną byliśmy zgromadzeniem, które bardzo prężnie rozwijało się w Polsce. Wybuch wojny to przerwał. Prześladowanie trwało też po wojnie. Komuniści zamykali wszystkie nasze szkoły, licea, zakłady wychowawcze. Jestem przekonany, że to, że przetrwaliśmy to owoc męczeństwa naszych braci, ich przelanej krwi.
Od samego początku w zgromadzeniu pielęgnowaliśmy pamięć o tych męczennikach. Zaraz po zakończeniu wojny, kiedy jeszcze wychodził miesięcznik „Pokłosie Salezjańskie” systematycznie przedstawiano ich sylwetki. Ukazywano okoliczności ich śmierci. Na życzenie Prymasa Stefana Wyszyńskiego dwóch salezjanów, ks. Jan Woś i ks. Wiktor Jacewicz, podjęło się dzieła opisania martyrologium duchowieństwa polskiego. Poświęcili wiele lat swego życia zbieraniu dokumentów, które stały się podstawowym źródłem do opracowania, które ukazało się w pięciu grubych tomach pod koniec lat 70. i na początku 80. XX w. , z wyszczególnieniem wszystkich duchownych, którzy stali się ofiarami represji – z imienia i nazwiska, z każdej diecezji, z każdego zgromadzenia.
Pielęgnowaliśmy pamięć, która dziś pozwala nam cieszyć się z tej beatyfikacji. To jest też wypełnienie testamentu Jana Pawła II, który w Tertio Milennio Adveniente, czyli dokumencie wprowadzającym nas w trzecie tysiąclecie chrześcijaństwa, przypomniał, że wiek XX stał się na nowo czasem męczenników. Podkreślał, że ich świadectwo nie może być zapomniane i zachęcał episkopaty wszystkich krajów świata do zbierania materiałów nt. życiorysów i męczeńskiej śmierci naszych braci. To jest ważne też w kontekście naszej obecnej rzeczywistości. Chrześcijanie w świecie wciąż są mordowani. Mówią o tym liczne raporty. Chrześcijanie różnych wyznań oddają dziś życie za Jezusa w wielu krajach świata.
Co tych dziewięciu księży ma nam do powiedzenia dziś? Jest coś, co Księdza szczególnie porusza w ich historii?
– Męczennik to świadek. Oni są świadkami heroicznej wierności. Wierność to coś, czego dzisiejszy świat zupełnie nie ceni. Słyszymy przecież wciąż, że nie warto być wiernym, nie warto dotrzymywać obietnic, złożonych przysiąg. To przecież nie ma znaczenia… cóż szkodzi skłamać? A jednak wierność pociąga. Oni jej uczą. Pokazują, że są takie wartości, którym warto być wiernym, za które nawet można oddać życie. To bardzo mocna lekcja.
To właśnie mnie osobiście porusza. Dziś wierność Panu Jezusowi też kosztuje. Codziennie stajemy wobec wyzwania wierności Bogu, Jego przykazaniom – wszystkim, również tym, które są dla nas niewygodne. Katecheza świata jest zupełnie inna. Codziennie czujemy tę walkę! Dlatego potrzebujemy świadków, którzy dochowali wierności w ekstremalnych warunkach.
Porusza mnie to, że są ludzie, którzy nie zdradzą, nawet płacąc wysoką cenę. Pan Jezus obiecał: kto wytrwa, będzie zbawiony. Żadna siła nie jest w stanie nas odłączyć od miłości Pana Boga. To on jest Panem naszego życia. On nawet ze zła, z cierpienia wyprowadza dobro. Ci ludzie mieli być zamordowani. Pamięć o nich miała zniknąć. Dziś ich biografie są przywoływane. To wielkie zwycięstwo i świadectwo, że oni wciąż żyją i mają nam swym życiem wiele do powiedzenia.
Któraś z tych postaci jest Księdzu szczególnie bliska?
– Bardzo trudno jest kogoś wybrać, bo wszystkie te postaci są fascynujące. To byli ludzie, którzy stali w pierwszym szeregu naszego salezjańskiego zaangażowania na rzecz dzieci i młodzieży. Może największym sentymentem darzę ks. Franciszka Miśkę, bo to jego osoba była przedmiotem mojej szczególnej pracy jako postulatora. Fascynowało mnie odnajdywanie małych cząstek biografii, z których wyłaniał się ten piękny salezjanin, wielki wychowawca, a potem męczennik.
Dla mnie ta beatyfikacja jest wyjątkowa. Byłem postulatorem w tym procesie, zostałem nim jako młody ksiądz i to było niezwykłe doświadczenie w moim życiu, wielka przygoda, nie tylko duchowa ale też historyczna, naukowa. W toku tego procesu uczyłem się warsztatu historyka i z tej perspektywy doprowadzenie procesu do końca było moim najważniejszym celem.
Mógłby Ksiądz opowiedzieć coś o samym procesie? Jak on przebiegał?
– Oficjalnie rozpoczął się we wrześniu 2003 r. w diecezji pelplińskiej jako proces drugiej grupy Męczenników II wojny światowej. W grupie tej znalazły się 122 osoby. Postulatorem w tym procesie był ks. Wiesław Mazurowski, towarzyszyło mu jednak kilkunastu wicepostulatorów, w tym gronie również ja ( w sposób szczególny zajmowałem się postacią ks. Franciszka Miśki) i ks. Michał Szafarski z ramienia naszego zgromadzenia. Proces zakończony został w 2010 r. na etapie diecezjalnym, po czym akta zostały przekazane do Rzymu. Ten proces trwa do dziś. W międzyczasie jednak niektóre diecezje i zgromadzenia zaczęły wyłączać z niego swoich kandydatów. Tak się m.in. stało w przypadku bł. Rodziny Ulmów. My również poszliśmy tym śladem. Prace szczęśliwie doprowadził do końca ks. Pierluigi Cameroni, postulator generalny ds. kanonizacyjnych Rodziny Salezjańskiej. Dekret o męczeństwie naszych braci salezjanów został zatwierdzony przez papieża Leona 24 października 2025 r.
Proces napotykał na jakieś trudności?
– Jeśli były trudności to bardziej natury technicznej. Kościół w Polsce był już dobrze przygotowany do tego procesu, m.in. ze względu na wcześniejsze doświadczenia związane z procesem 108 Męczenników II wojny światowej. W niektórych przypadkach problemem było dotarcie do dokumentów, jak np. w Dachau. Pamiętam, że pojechałem tam przedstawiając się jako postulator z wszystkimi pismami od Episkopatu, ale usłyszałem, że żadnych dokumentów nie ma. Trzy dni później pojechałem z kolegą, który dobrze znał niemiecki i powiedział, że szuka informacji o wujku do drzewa genealogicznego. Wszystkie materiały się znalazły.
Sam proces jeszcze na etapie diecezjalnym zawierał wiele interesujących motywów, jak choćby motyw nienarodzonego dziecka w przypadku Rodziny Ulmów, dziecka uznanego za męczennika za wiarę. W ramach tego procesu mniej więcej raz w miesiącu spotykaliśmy się w gronie postulatorów, by dzielić się doświadczeniem i dyskutować o problemach. Było to bardzo owocne. Niekiedy brakowało informacji. Trzeba było szukać, budować te biografie z małych fragmentów, niejako po nitce do kłębka odtwarzać historie życia tych niezwykłych ludzi. Bardzo cennych informacji dostarczyły nam oczywiście rodziny naszych salezjańskich męczenników. Mamy kontakt z wszystkimi rodzinami. Współpracowaliśmy z nimi i dzięki tej współpracy udało nam się odtworzyć wiele informacji biograficznych, zwłaszcza jeśli chodzi o okres dzieciństwa czy młodości naszych współbraci. W rodzinach zachowało się wiele dokumentów czy starych fotografii.
Jakiego rodzaju inicjatywy towarzyszą beatyfikacji?
– W całej Polsce mamy cykl różnych wydarzeń promujących te postaci. Powstaje film z przeznaczeniem dla młodzieży, specjalne wystawy itp. Beatyfikacja będzie ważnym wydarzeniem dla całego naszego zgromadzenia, obecnego w 136 krajach świata. To będzie też okazja, by pokazać tę szczególną drogę, jaką przeszli salezjanie w Kościele w Polsce.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

