Drukuj Powrót do artykułu

Dr Marcin Loch: łacina nie umarła wraz z Rzymianami

09 czerwca 2026 | 19:14 | Dawid Gospodarek, dg | Poznań Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Eduardo Olszewski / Unsplash

Dlaczego nowa encyklika papieża Leona XIV nie została jeszcze opublikowana po łacinie? Czy współczesne słowa mają odpowiedniki w tym starożytnym języku? Co to znaczy, że łacina wciąż jest żywym językiem? Czy cieszy się dziś zainteresowaniem? Dr Marcin Loch, filolog klasyczny, w rozmowie z KAI opowiada o aktualnej sytuacji języka łacińskiego. „Świat się zmienia, dziś mamy więcej możliwości i lepsze metody nauki – nauka łaciny nie musi być tym, czym była sto czy trzydzieści lat temu” – mówi dr Loch.

Dawid Gospodarek (KAI): Nowa encyklika papieża Leona XIV, mimo że tradycyjnie ma łaciński tytuł, wciąż nie doczekała się opublikowania oficjalnej łacińskiej wersji. Zwraca się na to uwagę zwłaszcza przy różnych problemach z tłumaczeniami na inne języki. Przypomnij, skąd tradycja pisania dokumentów papieskich po łacinie?

Marcin Loch: Tradycja publikowania dokumentów papieskich – dekretów, przywilejów, encyklik, listów apostolskich – wywodzi się z czasów, gdy łacina była rzeczywistym językiem najpierw imperium rzymskiego, później powszechnym językiem ewangelizacji, nauki i dyplomacji. Była tym, czym dla współczesnego człowieka jest język angielski.

Kiedy i dlaczego łacina zaczęła tracić ten status?

Wskutek przemian kulturowych i społecznych, w których wielką rolę odgrywały stopniowo renesans i reformacja – a więc zwrócenie się w kierunku małych ojczyzn i języków miejscowych – następnie rewolucja francuska wraz z sekularyzacją szkół i uniwersytetów, a później rewolucja przemysłowa i bunt mas robotniczych. Wszystko to w jakiś sposób związane było z odwracaniem się od dotychczasowych elit. W XVIII wieku łacina straciła status języka dyplomacji na korzyść języka francuskiego, w XIX wieku powoli przestawała być językiem nauki, a w XX przestała być nawet językiem Kościoła.

Co masz na myśli, mówiąc, że łacina przestała być językiem Kościoła? Chodzi o posoborowe zmiany liturgiczne? Nawet papież Franciszek nazywał ją skarbnicą wiedzy i myśli… 

Nie chodzi tu bynajmniej tylko o dopuszczenie do użytku języków narodowych w liturgii, ale o pewną mentalność i powstanie przekonania, że znajomość łaciny – a więc możliwość czerpania i świadomego przeżywania dorobku intelektualnego i kulturowego dwóch tysiącleci – należy włożyć do lamusa. Że jest jakąś przeszkodą, językiem na tyle trudnym, że jego znajomość należy pozostawić jedynie specjalistom. Z tym właśnie mierzymy się obecnie.

Czy dawni papieże rzeczywiście sami pisali dokumenty po łacinie? 

Dawniej na ostateczny kształt encyklik i listów papieskich publikowanych po łacinie, nawet jeśli ich napisanie bywało powierzone odpowiednim osobom, mieli wpływ papieże, ponieważ na tyle dobrze znali ten język, że potrafili nanieść czy zasugerować lub nawet wręcz domagać się poprawek. Dziś już tak nie jest. Dokumenty od dawna redagowane są w językach narodowych – często włoskim, angielskim lub francuskim – i dopiero później tłumaczone na łacinę. Tak było chociażby z Katechizmem.

Trzeba tu jednak wspomnieć Benedykta XVI…

Tak, rzeczywiście chlubnym wyjątkiem był papież Benedykt XVI, który swemu przywiązaniu do łaciny dawał wyraz w czynie – to właśnie za jego pontyfikatu strona internetowa Stolicy Apostolskiej została udostępniona w języku łacińskim, umieszczono na niej najważniejsze teksty w tym języku, m.in. Wulgatę i dokumenty papieskie. W miejsce Opus Fundatum Latinitas powołanego przez Pawła VI ustanowił Academia Pontificia Latinitatis (choć niestety przyniosło to skutek odwrotny do zamierzonego). Warto wspomnieć, że Benedykt XVI, o ile wiem, własnoręcznie napisał swoją rezygnację – jest to więc dokument napisany oryginalnie po łacinie i autentyczne świadectwo dobrej znajomości tego języka przez papieża.

A Leon XIV – czy nawiązuje jakoś do tej tradycji?

Leon XIV musi zwracać się do wiernych, odwołując się do tego, co znają i rozumieją. Stąd chętnie nawiązuje choćby do twórczości Tolkiena. To w pełni zrozumiałe. Świat się zmienia – dawniej wspólnym punktem odniesienia była twórczość wielkich pisarzy antyku: poezja Horacego uczyła filozofii życia, Wergiliusz był ważniejszy od Homera, Cezar uczył strategii, Cyceron i Kwintylian – sztuki wymowy. Dziś punktem odniesienia dla wielu stały się kultowe seriale i książki. Omnia mutantur.

Kiedyś łacina miała realny wkład nie tylko w życie Kościoła ale i w rozwój nauki, dziś tej roli już nie spełnia.

Dokładnie. Kiedyś upowszechnienie odkryć wiązało się z ich opisem i publikacją po łacinie – Newton zredagował w tym języku swoje najważniejsze dzieła i sformułował prawa dynamiki, to po łacinie Huygens zrewolucjonizował pomiar czasu, a Kopernik i Galileusz ogłaszali swoje odkrycia. Dziś taką rolę pełni język angielski – to w nim powstają nowe definicje odkrywanych zjawisk, nazwy wynalazków, jednostek chorób, produktów, gier, programów czy usług.

Czy łacina jest w stanie nadążyć za współczesnością? „Laudato si’” Franciszka o kryzysie klimatycznym możemy przeczytać po łacinie. Ale może w tym tkwi problem z tłumaczeniem nowej encykliki, która porusza też temat sztucznej inteligencji… Jak nazywa się po łacinie smartfon?

Oczywiście jest w stanie, jednak na tyle, na ile potrzebują tego współcześni jej użytkownicy (a są tacy!) i na ile nowe terminy zyskają aprobatę w użyciu. Znajdowanie łacińskich nazw dla współczesnych rzeczy nie jest łatwe, ale nie jest niemożliwe – wymaga jedynie czasu. Pamiętajmy, że nawet w języku polskim nie mamy wielu rodzimych terminów, którymi moglibyśmy nazwać np. weekend czy smartphone. Dziś często zapożyczamy nazwy nowych zjawisk i produktów z języka angielskiego. Kiedyś zapożyczano je z łaciny. Myślę, że gdyby to dziś wynaleziono żarówkę, używalibyśmy jej angielskiej nazwy i nikt nie pokwapiłby się, by wymyślić jakiś polski termin – tak jak to się stało ze smartphonem, smartwatchem czy laptopem. Łacina nie lubi takich obcych wtrętów – jeśli już, zapożycza je z greki. W ten sposób smartfon to sophophonum, facebook to prosopobiblion. Czasami do użytku wchodzą dosłowne przekłady (dopóki ktoś nie wymyśli czegoś lepszego), w ten sposób AI to Artificialis Intelligentia – skądinąd źródłosłów terminu angielskiego, selfieipsulum (od znanego wiernym z doksologii zaimka ipse), Twitter bywał nazywany pipiatorium (od pipiare – to tweet, czyli jakby „miejsce ćwiergolenia”).

Gdzie można znaleźć takie współczesne wyrazy?

Istnieje przeszło 20 słowników i innych publikacji zawierających terminy dla nazwania przedmiotów i zjawisk współczesnego użytku. Co ważne, autorzy tych słowników przeważnie nie wymyślają słownictwa – oni je zbierają. Łacina nie wymarła wraz z Rzymianami; z powszechnego użytku zaczęła wychodzić stosunkowo niedawno, stąd większość zjawisk znanych ludzkości mniej więcej do czasów II Soboru Watykańskiego ma już swoje nazwy potwierdzone uzusem.

Pierwszym słownikiem tego typu jest dzieło kardynała Bacciego – Lexicon eorum vocabulorum quae difficilius Latine redduntur – choć autor próbował być bardziej cycerońskim od samego Cycerona i wymyślał nowe, bardzo opisowe terminy dla rzeczy, których proste nazwy można znaleźć już u Cycerona. Wartym uwagi jest Lexicon auxiliare Latinum Christiana Helfera – znajdziemy w nim 60 stronic bibliografii, a każdy termin opatrzony jest dokładnym adresem źródła. Niestety od ostatniego wydania minęło około 30 lat. Z nowszych pozycji polecam niedokończony słownik Davida Morgana dostępny online pod adresem neolatinlexicon.org, wciąż aktualizowany projekt Petera Lichtenbergera – Lexicon Latinum Hodiernum – oraz ilustrowany słownik Roberta Maiera Visuelles Wörterbuch Latein-Deutsch.

W przygodzie z łaciną wykorzystywana jest dziś też sztuczna inteligencja…

Tak, ona może okazać się tutaj bardzo przydatna – jest w stanie szybko przeanalizować ogrom istniejących tekstów łacińskich w poszukiwaniu wyrazów o zdefiniowanym znaczeniu. Pamiętajmy jednak, że AI jest tutaj narzędziem w ręku specjalistów, nie wykonawcą ani specjalistą samym w sobie.

Można dziś serio mówić o łacinie jako o żywym języku?

Poniekąd tak. Łacina jest używana na co dzień w środowisku specjalistów i amatorów antyku, historii czy poliglotów. Na YouTube (in TuTubo) znajdziemy ponad 70 kanałów prowadzonych po łacinie. Istnieje też EPHEMERIS. Nuntii Latini universi – redagowany po łacinie dziennik internetowy. Jakość artykułów jest czasem dyskusyjna, ale to miejsce, gdzie publikowane są współczesne nowości. Większość tych inicjatyw skupia się jednak na kulturze i literaturze łacińskiej oraz ich recepcji we współczesnym świecie.

Czy tematy poruszane przez papieży mogą być wciąż właściwie omówione po łacinie?

Te tematy od dawna już nie stanowią przedmiotu dyskusji wśród tych, którzy na co dzień posługują się łaciną – współcześni użytkownicy skupiają się raczej na szeroko rozumianej przeszłości. Rzadko rozmawiają o smartfonach, zagrożeniach płynących ze zmian klimatycznych czy o sztucznej inteligencji. Ale i tu są wyjątki. Poza tym często nie doceniamy bogactwa istniejącego słownictwa – podobnie jak nie znamy wszystkich wyrazów w naszych własnych językach ojczystych – nie znamy nazw roślin, gatunków drzew czy ryb. Nie oznacza to, że tych nazw nie ma, wystarczy poszukać.

Jak oceniasz zastąpienie łaciny językami narodowymi w liturgii?

O ile możemy pytać o zasadność publikowania encyklik po łacinie w XXI wieku, o tyle postulaty zastąpienia łaciny językami ludowymi w liturgii wiążą się z brakiem zrozumienia, czym ona jest. Oznaczają odrzucenie wielowiekowego dziedzictwa pokoleń, na które składają się nie tylko teksty świętych obrzędów, będące często perełkami łacińskiej stylistyki, majstersztykiem pełnym wyrafinowanej językowej finezji, jaką trudno oddać w jakimkolwiek innym języku, ale także całe bogactwo form muzycznych różnych epok.

Sam Sobór Watykański II doceniał i podkreślał rolę łaciny w liturgii, jednak późniejsze reformy posunęły się dalej. Jak to odbierasz? 

W mojej ocenie zastąpienie łaciny językami narodowymi jest owocem pewnej krótkowzroczności i niewłaściwie zdefiniowanego problemu. Łacinę – tak jak podczas rewolucji francuskiej – potraktowano jako przeszkodę, którą należy usunąć. Nie przewidziano, że można do niej podejść inaczej. Tymczasem świat się zmienia, dziś mamy więcej możliwości i lepsze metody nauki – nauka łaciny nie musi być tym, czym była sto czy trzydzieści lat temu.

Czy wierni sami dostrzegają tę wartość?

Wierni to dostrzegają – szkoda, że nie robią tego biskupi, rektorzy seminariów, władze uniwersytetów czy Ministerstwo Edukacji. Ludzie sami zabiegają o to, by uczyć się łaciny, dzięki internetowi sami znajdują dobre materiały do nauki, organizują nauczycieli i kursy, sami odkrywają to, co zniknęło z powszechnej praktyki. A Kościół, zamiast objąć ich życzliwą opieką i wsparciem, spycha gdzieś na obrzeża pełne niebezpieczeństw.

* * *
Dr Marcin Loch – filolog klasyczny, organizował Letnie Szkoły Żywej Łaciny w Poznaniu (Schola Aestiva Posnaniensis), od paru lat prowadzi szkołę Schola Latina – Ad Fontes, gdzie uczy łaciny online oraz dostarcza najlepsze materiały do nauki tego języka. Z zamiłowania łacinnik, organista i zegarmistrz.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.