Drukuj Powrót do artykułu

Barcelona: papież na czuwaniu modlitewnym na Stadionie Olimpijskim

10 czerwca 2026 | 01:57 | rj, vatican.va, pb, st | Barcelona Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Alessandra Tarantino/Associated Press/East News

Noce naszego życia, wiary i historii są przestrzenią odrodzenia, z którego wyłania się nowe życie. Mówił o tym Leon XIV podczas wieczornego czuwania modlitewnego na Stadionie Olimpijskim w Barcelonie. Uczestniczyło w nim 40 tys. ludzi.

Po drodze Ojciec Święty pobłogosławił 21 karetek pogotowia, 9 samochodów osobowych i jeden pick-up, zorganizowane przez siostrę Lucię Caram. Pojazdy te pojadą jako pomoc na Ukrainę.

W oczekiwaniu na Leona XIV wierni słuchali programu artystycznego, w czasie którego śpiewali m.in. Alfred García i Álvaro Soler.

Po przyjeździe na stadion papież objechał płytę stadionu papamobilem, pozdrawiając wiernych. W głębi stadionu grupa Los Castellers de Vilafranca utworzyła tradycyjną „ludzką wieżę”. Była wysoka na siedem metrów, a na jej szczycie znajdował się siedmioletni chłopiec.

Do wieży nawiązał, witając Leona XIV, arcybiskup Barcelony kard. Juan José Omella Omella. Stwierdził, że gdy współpracujemy ze sobą, może się zdarzyć wiele cudów i wszystko może się zmienić. Zaznaczył, że ludzie młodzi są zarówno dniem dzisiejszym, jak i przyszłością Kościoła. Odnosząc się doi jutrzejszego poświęcenia przez papieża Wieży Jezusa na bazylice Sagrada Família, wyraził przekonanie, że będzie to znak, iż Barcelona stanie się „miastem Boga”.

Odśpiewano hymn do Ducha Świętego „Veni Sancte Spiritus”. Przed ołtarz wprowadzono krucyfiks – „znak naszego zbawienia”, podczas gdy chór śpiewał pieśń: „Tú, el único Rey que tiene que reinar” (Ty jesteś jedynym królem, który ma panować). Po modlitwie i krótkim filmie wideo o „krzyżach świata” wysłuchano trzech świadectw, zakończonych pytaniami, na które papież odpowiadał po katalońsku i hiszpańsku.

Pytania i odpowiedzi

Pierwsze pytanie brzmiało: „Ojcze Święty, dorastamy, słysząc, że jedynym celem życia jest produkowanie, odnoszenie sukcesów i troska o własny wizerunek. Sam próbowałem tak żyć, ale znalazłem jedynie ogromną pustkę. Szukając odpowiedzi, przeżyłem głęboką przemianę i w minioną Wielkanoc przyjąłem chrzest. Teraz, gdy ta droga jest dla mnie nowa, pytam: jak możemy wznosić wzrok ku temu, co naprawdę ważne, skoro społeczeństwo popycha nas, byśmy nieustannie patrzyli w dół albo tylko na samych siebie? Jak możemy odkryć nasze prawdziwe powołanie pośród tego nurtu?”.

W odpowiedzi Leon XIV zauważył, że „wielu ludzi młodych i dorosłych odkrywa na nowo wiarę chrześcijańską, być może po takim okresie życia, w którym nieco oddalili się od Boga”. Wskazał, że „pośród radości, sukcesów i porażek, uświadamiamy sobie, że potrzebujemy innej wody – takiej, która zdoła ugasić nasze najgłębsze pragnienie”. „Nasze pragnienie prawdy i szczęścia potrzebuje szerszego horyzontu. A ten niepokój jest darem, który dał nam sam Bóg: zostaliśmy stworzeni na miarę nieskończoności. Dlatego każdy skończony horyzont, każdy krok, każde osiągnięcie, choć nas zaspokaja, zarazem popycha nas naprzód i zaprasza, byśmy szukali dalej – byśmy szukali, idąc naprzód, ale przede wszystkim szukali, «schodząc w głąb siebie», to znaczy docierając do głębi” – stwierdził papież.

Zwrócił uwagę, że „bałwochwalczy kult zysku i wydajności, przymus nieustannego produkowania i odnoszenia zwycięstw, a także kult własnego wizerunku, są jedynie środkami znieczulającymi, które usypiają nasze sumienie i przystosowują je do pewnej wizji społeczeństwa”. A kiedy ludzie „uczą się zatrzymywać, doceniać to, co ważne, na nowo przeżywać wartość czasu i myśleć o własnym życiu, pozwalając, by oświecała je Ewangelia, rozwijają także krytyczne spojrzenie na system społeczny, który nie stawia osoby w centrum i na różnych poziomach rodzi sytuacje niesprawiedliwości oraz egzystencjalnego ubóstwa”. Dlatego zachęcił do pielęgnowania zdrowego niepokoju, gdyż „mimo trudności miejscem, w którym Bóg staje się obecny i gdzie mamy odnajdywać Jego ślady, jest zawsze ta rzeczywistość, w której się znajdujemy”.

Drugie pytanie brzmiało: „Ojcze Święty, w świecie, w którym o różnych sprawach mówi się, krzycząc, są takie aspekty życia, które pozostają przemilczane, skrywane ze wstydu – jak depresja, cicha choroba dotykająca wiele osób, młodych i dorosłych, niosąca ze sobą ciemność, osamotnienie i niezmierzony ból. Czasami ten ból jest tak przytłaczający, że myśl o zniknięciu wydaje się jedynym wyjściem. Ja sama przez lata w milczeniu walczyłam, by wyjść z tej choroby, aż pewnej piątkowej nocy przegrałam tę walkę i próbowałam odebrać sobie życie. Jestem tutaj, ponieważ Bóg dał mi drugą szansę, za którą będę Mu wdzięczna na zawsze. Jest jednak wielu innych, którzy nadal zmagają się z tą ciemnością. Dlatego z całego serca pytam: gdzie możemy dostrzec Boga, gdy ciemność jest absolutna i nie mamy już sił? Jak możemy ufać Bogu, kiedy wydaje się, że nic – nawet my sami – nie ma już wartości?”.

W odpowiedzi papież przyznał, że „zdrowie psychiczne jest coraz bardziej zagrożone w kontekście społeczeństw, które uważają się za rozwinięte”. „To znak, że jest coś głęboko błędnego w pewnej wizji rozwoju, która poddaje ludzi presji, oczekiwaniom i napięciom naruszającym podstawową równowagę życia. Dlatego potrzebny jest system ochrony zdrowia, który wśród swoich priorytetów uwzględni także ten niewidzialny i powszechny rodzaj cierpienia, dotykającego również ludzi młodych” – stwierdził Leon XIV.

Przypomniał, że „umierając na krzyżu, Jezus dzieli nasze cierpienie i objawia nam oblicze Boga współczującego, który dźwiga nasze boleści, cierpi razem z nami, płacze naszymi łzami i pozostaje u naszego boku ze swoją obecnością pełną miłości i miłosierdzia”. „Krzyż Jezusa mówi nam jednak, że Bóg nas nie opuszcza; że w chwili bólu i skrajnej samotności On pozostaje ukrzyżowany razem z nami; że On przyjmuje nie tylko nasze łzy, lecz także krzyk naszego cierpienia, którego inni nie słyszą – krzyk, który Jezus uczynił swoim na krzyżu, mówiąc: «Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?»” – podkreślił Ojciec Święty. Zaproponował, by „kiedy Bóg wydaje się nieobecny (…) raz jeszcze powierzyć Mu ciężary, które nosimy w sercu – nawet krzycząc do Niego, nawet protestując jak Hiob – pewni, że w jakiś sposób On staje się obecny i jest blisko, także wtedy, gdy pozornie milczy”. Zapewnił, że „Bóg nie chce cierpienia; niesie je razem z nami i zaprasza nas, byśmy wytrwale Mu ufali. Pamiętajmy o tym, co mówił Papież Franciszek: z Bogiem życie zawsze się odradza” – zachęcił Leon XIV.

Trzecie świadectwo-pytanie brzmiało: „Dobry wieczór, Ojcze Święty. Pochodzę z rodziny z bardzo biednej dzielnicy Barcelony. Kiedy byłam mała, mój ojciec próbował zabić moją matkę. Ocalała, ponieważ stanął w jej obronie pewien chłopak, który zginął. Mój ojciec trafił do więzienia, a moja matka pogrążyła się w świecie narkotyków. Gdy miałam dziesięć lat, opieka społeczna przejęła nade mną pieczę i trafiłam do ośrodka dla małoletnich San José de la Montaña. Na początku było trudno, ponieważ zbudowałam wokół siebie mur, aby się chronić, i nie pozwalałam nikomu do siebie się zbliżyć. Stopniowo jednak po raz pierwszy doświadczyłam rodzinnej miłości i moje serce zaczęło się otwierać. Tam opowiedziano mi o Jezusie, zaczęłam się modlić i przyjęłam chrzest. W okresie dorastania wiele razy buntowałam się jednak przeciw Bogu. Zaproszono mnie na rekolekcje i tam po raz pierwszy doświadczyłam miłości Boga. Minęło już jednak kilka miesięcy, a mnie wciąż trudno przebaczyć ojcu. Czasem podnoszę oczy ku niebu i pytam Boga: gdzie byłeś, kiedy byłam małą dziewczynką? Ojcze Święty, jak mogę przebaczyć mojemu ojcu, który omal nie pozbawił mnie matki? Jak mogę naprawdę pojednać się z Bogiem?”.

Odpowiadając, Leon XIV zaznaczył, że zamiast pytać, „gdzie był Bóg”, powinniśmy raczej „pytać o człowieka i o ludzkość – o to, jak czasem stajemy się więźniami zła, aż do przemocy wobec innych; o to, jak nie potrafimy pielęgnować miłości i szanować innych w ich godności i wolności”. Nie możemy bowiem „przypisywać Bogu tego, co zostało powierzone naszej odpowiedzialności; nie możemy wyobrażać sobie, że Bóg z góry odpowiada na nasze potrzeby w sposób automatyczny albo cudownie powstrzymuje bieg zła”. „On obdarzył nas rozumem i wolą, dał nam sumienie, przyodział nas w godność i wolność, a przede wszystkim wyszedł nam na spotkanie, aby w swoim Synu, Jezusie Chrystusie, wskazać nam drogę, którą mamy podążać, aby nasze życie było w pełni ludzkie, a w naszym społeczeństwie panowały sprawiedliwość, pokój i braterstwo. Dał nam swojego Ducha właśnie po to, aby miłość była kluczem do wszystkich naszych ludzkich relacji. Jeśli istnieje przemoc, jeśli triumfuje egoizm, jeśli nawet miłość między członkami rodziny przemienia się w nienawiść, pytania powinniśmy postawić samym sobie, mechanizmom naszego społeczeństwa, kulturze indywidualizmu, pokusie przemocy – a nie Bogu” – tłumaczył papież.

Odnosząc się do kwestii przebaczenia stwierdził, że jest to „potężne lekarstwo przeciw złu, które uzdrawia nasze wewnętrzne rany”. Przypomniał, że „Jezus wzywa nas do przebaczenia, a my doświadczamy, że nie jesteśmy do niego zdolni”. „Jednak tak nie jest. O przebaczenie powinniśmy przede wszystkim prosić Pana; nieustannie prosić – może przez całe życie – aby Pan poszerzał w nas przestrzeń miłości właśnie tam, gdzie zostaliśmy zranieni; aby pomagał nam pojednać się z samymi sobą i z tą częścią naszej historii, która została naznaczona cierpieniem; aby powoli przemieniał urazę w miłosierdzie i współczucie” – wskazał Ojciec Święty. Przyznał, że „to długa droga, proces wymagający wielkiej cierpliwości, praca, którą musimy podjąć nad sobą”. Nie wolno się tu zniechęcać, gdyż „w przebaczeniu postępuje się małymi krokami”. „Jesteśmy grzesznikami, którym przebaczono; żyjemy w pokoju i jesteśmy zdolni przebaczać. Zdolni być tymi, którzy niosą pokój” – podkreślił papież.

Pytania i odpowiedzi przeplatane były śpiewem pieśni po katalońsku, hiszpańsku i po łacinie. Następnie odczytano fragment Ewangelii wg św. Jana o spotkaniu z Nikodemem, w czasie którego Jezus mówił o tym, że tak „Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”.

Noce życia, wiary, historii, Kościoła

W swej homilii papież zwrócił uwagę, że podobnie jak Nikodem „jesteśmy pielgrzymami pośród nocy”. „Nasza wędrówka, nasze pragnienia i wszystko, co każdego dnia przyjmujemy i przeżywamy – w radościach i porażkach, w dążeniach i planach – jest wyrazem naszego nieustannego poszukiwania: jesteśmy żebrakami miłości, łakniemy i pragniemy prawdy, szukamy pełnego sensu, który nas podtrzyma, doda nam odwagi i pomoże nam zrozumieć tajemnicę naszego życia. Gdy posuwamy się naprzód powoli, małymi krokami, jesteśmy wezwani, by prowadzić dialog z półmrokiem naszej ludzkiej kondycji: brakuje nam pełnej prawdy, nie znamy dogłębnie tajemnicy nas samych ani prawdziwego oblicza innych; nie zawsze potrafimy zrozumieć ukrytą prawdę rzeczywistości, która nas otacza, jak i wydarzeń, które dokonują się na naszych oczach. Szukamy światła, które oświeci drogę” – przyznał Leon XIV.

Wskazał, że droga wiary nie jest „ścieżką równoległą wobec naszego ludzkiego życia, lecz te dwie drogi są zawsze ze sobą splecione”. „Bóg tak bardzo umiłował świat, że dał nam swojego Jednorodzonego Syna, a w Nim zjednoczył się na zawsze z naszym ciałem. On jest zawsze przy Ojcu i przy nas. Dlatego za każdym razem, gdy tajemnica naszego życia odsłania się w świetle nowego dnia, we wszystkim, czym jesteśmy i co czynimy, trwamy w obecności Boga i jesteśmy strzeżeni przez Jego odwieczne objęcie: nasze życie «jest ukryte z Chrystusem w Bogu». A jednak czasem doświadczamy nocy wiary, trudu wierzenia, zmęczenia ducha, poczucia, że nie dorastamy do wezwania Ewangelii, dotyka nas gorycz naszych porażek i lęk, że nie podołamy” – analizował Ojciec Święty.

Nikodem uczy nas, że „te noce – które towarzyszą naszemu życiu, drodze wiary i historii, w której żyjemy – są miejscem błogosławieństwa, przestrzenią odrodzenia, łonem, które zawsze wydaje na świat nowe życie”. „Te noce ogołacają nas i przywracają temu, co istotne. Zdejmują z nas ludzkie i religijne maski, które nosimy za dnia, aby nas nie rozpoznano albo aby ukazać obraz nas samych inny od tego, kim naprawdę jesteśmy. Odsłaniają nas – w naszych światłach i cieniach – przywracając nam pokorę spojrzenia na siebie w prawdzie, wyzwalając nas z zarozumiałego przekonania, że nasza droga jest już dopełniona i że możemy iść naprzód tak, jakbyśmy mieli jasne światło na wszystko, na wszystkich, a nawet na Boga” – przekonywał papież.

Zauważył, że „«pusta przestrzeń», którą stwarza noc – nawet jeśli przybiera postać cierpienia czy niezaspokojenia, rozczarowania albo niewiary – może stać się okazją do przyjęcia nowego życia, do przemiany i odnowy”. Dlatego nie powinniśmy osądzać „ani nocy naszego życia, ani nocy Kościoła, ani nocy społeczeństwa, które nas otacza”, lecz mamy „wyruszyć w drogę”, aby „zwracać się do Pana z naszymi pytaniami, otworzyć się na tchnienie Ducha i przyjąć noc już nie jako znak porażki, lecz jako początek nowego życia”.

Dlatego „myśląc zaś o naszej drodze osobistej, ale także o nocach naszej drogi kościelnej oraz o nocach Hiszpanii – jej miast, jej dawnych i nowych form biedy, jej społeczeństwa i kultury – możemy zapytać: przez jakie noce przechodzimy? Co one nam podpowiadają? Gdy w nie wchodzimy i z pokorą, bez uprzedzeń, patrzymy na prawdę o tym, kim jesteśmy, do jakiej przemiany jesteśmy wezwani? Gdzie powinniśmy się odnowić, w jakim kierunku chcemy iść, jakie społeczeństwo chcemy budować?”.

Ojciec Święty zachęcił, by nie przestawać „szukać, zadawać pytań i prowadzić dialogu – z Bogiem i między sobą – także w samym sercu nocy”. „Podążajmy razem w wierze, która harmonizuje różnorodność naszych idei i wrażliwości, aby szukać prawdy prowadzącej nas ku dobru wspólnemu; aby ten kraj był przestrzenią gościnną dla wszystkich, gdzie każdy jest szanowany w swojej godności osoby i kochany takim, jaki jest” – zachęcił Leon XIV, wzywając do otwartości na dar Ducha Świętego, „szukając Pana jak Nikodem i przyjmując światło Jego Ewangelii, z pewnością, że doświadczymy w sobie nowego życia, obecności, która błogosławi, a także bezinteresownej miłości, która pomoże nam przejść z nocy do światła. Bóg bowiem chce, aby nic nie zginęło, i już teraz pragnie dać nam życie wieczne, aby doprowadzić nas do szczęścia, które nie ma końca” – powiedział papież.

Zgromadzeni odmówili następnie Wyznanie Wiary i Modlitwę Wiernych, w której po hiszpańsku i katalońsku powierzali Bogu papieża, świat pełen wojen, konfliktów i niesprawiedliwości, ludzi cierpiących i ubogich, a także młodzież, prosząc na zakończenie, „aby ludzkość znalazła w Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym nadzieję zbawienia”.

Po katalońsku odmówiono modlitwę „Ojcze nasz”, po czym Leon XIV udzielił błogosławieństwa. Słynny chór chłopięcy z klasztoru w Montserrat (Escolanía de Montserrat) zaśpiewał jeszcze Virolai – hymn ku czci Matki Bożej z Montserrat, a następnie – wraz z Sergiem Dalmą – pieśń „Quan estic trist” (Kiedy jestem smutny).

Noc papież spędzi w Pałacu Arcybiskupów Barcelony.

Stadion Olimpijski im. Lluísa Companysa, znany wcześniej jako Estadi Olímpic de Montjuïc w Barcelonie, został zbudowany w 1927 roku na Wystawę Światową w 1929 roku. Mieści ponad 55 tys. widzów, a jego nazwa pochodzi od prezydenta rządu katalońskiego podczas hiszpańskiej wojny domowej, Lluísa Companysa i Jovera (generał Francisco Franco kazał go rozstrzelać w 1940 roku). Od zakończenia Igrzysk Olimpijskich w 1992 roku stadion gościł liczne wydarzenia sportowe, biznesowe, rodzinne, a przede wszystkim muzyczne, w tym koncerty wielkich gwiazd popu i rocka, takich jak: Michael Jackson, Bruce Springsteen, Rolling Stones, Coldplay i Beyoncé.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.