Andrzej Lewek: potrzebujemy duszpasterstwa mężczyzn
06 sierpnia 2026 | 09:48 | Rozmawiała Maria Czerska (KAI), maj | Warszawa Ⓒ Ⓟ
Fot. archiwum prywatne– Potrzebujemy duszpasterstwa mężczyzn – podkreśla Andrzej Lewek, krajowy koordynator Ruchu Mężczyźni Świętego Józefa. W rozmowie z KAI opowiada o zagubieniu i samotności współczesnych mężczyzn, o tym, dlaczego tak ważna jest męska grupa i męska przyjaźń oraz o potrzebie kultury chrześcijańskiego mentoringu.
Maria Czerska (KAI): Mówi Pan o potrzebie duszpasterstwa mężczyzn w Kościele w Polsce. Dlaczego?
Andrzej Lewek: Po pierwsze dlatego, że mężczyźni w Polsce są dziś w głębokim, wielowymiarowym kryzysie. Po drugie – bo pojawia się wiele inicjatyw, które próbują jakoś odpowiadać na ich problemy ale są to przeważnie inicjatywy, które pokazują mężczyznom alternatywę poza Kościołem.
KAI: Na czym polega ten kryzys?
Kryzys współczesnych mężczyzn to kryzys tożsamości i mocno powiązany z tym kryzys sprawczości i kryzys sensu. Mamy problem z przeżywaniem i nazywaniem swoich emocji, problem z określeniem i odnalezieniem swoich potrzeb, odróżnieniem potrzeb od zachcianek.
Wydaje się, że wiele męskich problemów nasiliła i uwypukliła sytuacja związana z epidemią Covid. Jako osoba zaangażowana od lat w działania na rzecz mężczyzn obserwuję od tego czasu znaczącą zmianę. Jeszcze 10 lat temu mężczyznom „bardziej się chciało”, byli bardziej proaktywni, bardziej zaangażowani. Po 2022 r. coraz częstsza postawa mężczyzn wobec różnych propozycji czy inicjatyw to postawa wycofania – „nie mam siły”, „nie mam energii”, „nie mam czasu”, „mam inne sprawy”. Pojawia się bardzo dużo argumentów – czy też wymówek – by nic nie robić, by w siebie nie inwestować, by nie inwestować w życie z Panem Bogiem. Sprawczość? Wydaje się nam, że nie mamy na nic wpływu i wszystko jest bez sensu… Niepokoi zbieżność tych reakcji z tym, w jaki sposób opisywane są symptomy depresji.
Dramatycznym wyrazem kryzysu są statystyki samobójstw. W 2025 r. w wyniku zamachów samobójczych zginęło 3975 mężczyzn i 801 kobiet. Mężczyźni stanowią zatem ponad 82 proc. wszystkich ofiar. Każdego dnia średnio 11 mężczyzn odbiera sobie życie.
KAI: Wspomniał Pan o kryzysie tożsamości, kryzysie sensu. Z czego to wynika?
Mężczyźni nie za bardzo potrafią odpowiedzieć na pytanie, kim są i po co są. Mężczyzna słyszy od kobiet jaki powinien być. Słyszymy to, ale często wiemy, że nie umiemy takimi być; zderzamy się z niemożnością spełnienia formowanych wobec nas oczekiwań. Mężczyznom brakuje męskich wzorców. Brakuje mężczyzn w procesie wychowania i dorastania.
Rewolucja seksualna, obyczajowa i kulturowa, która się dokonuje przez ostatnie 70 lat pozbawiła mężczyzn określonego miejsca w społeczeństwie i w rodzinie oraz swego rodzaju naturalnego autorytetu. Nie mówię, że to jest złe. Nie chodzi o to, by odwracać zmiany, które zaszły w świecie, tylko o to, by to nowe miejsce odnaleźć, zaproponować i wdrożyć pewien alternatywny model kulturowy. Gdy coś odrzucamy i nie podejmujemy w zamian czegoś innego – pozostaje pustka.
KAI: Jakie są, Pana zdaniem, reakcje na tę pustkę?
Pogubieni mężczyźni łączą się w różne kręgi, próbują jakoś nazywać swoją kondycję, szukać odpowiedzi na pytania, uczyć się mówić o emocjach. Jest bardzo dużo inicjatyw, które mówią o zranieniach mężczyzn, o ranie ojcowskiej, o ranie matczynej. Bardzo dużo środowisk, które próbują odbudowywać pewność siebie wśród mężczyzn, pomagają odnajdywać sprawczość, promują fitness, samorozwój, samodyscyplinę, wychodzenie z uzależnień, pewne wzorce ojcostwa, „męską ramę”. To swoista reakcja na braki, których doświadczamy – nieumiejętność prowadzenia w związku, poczucie braku szacunku. W te zjawiska wpisuje się też tzw. „manosfera”. Nie chcę tego krytykować. Wiele z tych inicjatyw, choć nie zawsze w pełni współgrają z chrześcijańską wizją człowieka, podejmowanych jest w dobrej wierze i może faktycznie wspierać mężczyzn w rozwoju i w sytuacjach, w których doświadczają oni kryzysu.
Pozostaje pytanie o głębokie źródła tego kryzysu. Niespokojne jest serce człowieka póki nie spocznie w Bogu, jak pisał św. Augustyn. Człowiek poszukuje duchowości, także na własną rękę. Widzimy to również w tych inicjatywach. Często w ramach uzupełnienia proponują one mężczyznom jakieś formy duchowości, zwykle w formie medytacji wyciszających, uspokajających i relaksujących, nawiązujących do filozofii Dalekiego Wschodu. To propozycja duchowości poza chrześcijaństwem.
Jest w tym pewien paradoks. Źródło życia, które potrzebujemy odnaleźć jest w Panu Bogu. Mamy je w Kościele. Mamy przy tym wielkie bogactwo duchowości, również męskiej duchowości – 2 tysiące lat doświadczenia, od ojców pustyni, poprzez Ojców Kościoła, mistyków, przez całe lata rozwijania różnych form duchowości. Jakoś nie umiemy dziś tego przekazać, nie umiemy zainteresować, nie umiemy – mówiąc kolokwialnie – tego „sprzedać”.
KAI: W Kościele nie ma propozycji dla mężczyzn?
I tak i nie. Oczywiście w Kościele mamy wszystko, czego człowiekowi potrzeba – mamy dostęp do sakramentów, możemy uczestniczyć we Mszy św., wysłuchać niedzielnego kazania. To jest tzw. duszpasterstwo zwyczajne, które w przekonaniu osób decyzyjnych na ten moment wystarcza. W moim przekonaniu istnieje luka jeśli chodzi o formację mężczyzn w Kościele.
Dawniej funkcjonowało coś takiego jak rekolekcje stanowe, w formie nauk kierowanych specjalnie do konkretnych grup wiernych, w tym do mężczyzn. Z czasem ta formuła się zużyła i zanikła. Była krytykowana, gdyż te rekolekcje często miały charakter bardzo kategorycznych wskazań dotyczących tego, jak żyć. Być może potrzebowalibyśmy czegoś głębszego, tak, by nie tylko wiedzieć „jak” ale również „dlaczego”. W tym momencie jednak na szerszą skalę takich spotkań skierowanych konkretnie do mężczyzn brakuje.
Ludzie czują potrzebę formacji, czego wyrazem są męskie grupy powstające również w Kościele. Wszystkie mają charakter oddolny.
KAI: Jakie to inicjatywy? Czy mógłby Pan wymienić najważniejsze z nich?
Chyba najbardziej rozpoznawalny dziś ruch to Wspólnota Wojowników Maryi. Spokrewniona z nimi inicjatywa to Męski Różaniec. Możemy też trafić na nieco bardziej radykalną grupę o nazwie Żołnierze Chrystusa, choć nie jest to grupa ściśle męska; wśród Żołnierzy Chrystusa są również kobiety.
Najprężniejszą i najsilniejszą organizacyjnie grupą są Rycerze Kolumba, którzy wykonują bardzo dobrą pracę w przestrzeni charytatywnej i społecznej. Mamy też liczny Zakon Rycerzy św. Jana Pawła II.
Odpowiedzią na pewne męskie problemy psychologiczne i duchowe może być Droga Odważnych, Społeczność Odbudowanych, powstała na kanwie programu telewizyjnego „Zrujnowani, odbudowani” ukazującego świadectwa męskich nawróceń, czy ruch o nazwie Formacja Męskiej Tożsamości, które wyrosły z Męskiej Strony Rzeczywistości, inicjatywy zapoczątkowanej niegdyś przez ks. Jacka Stryczka.
W wielu miejscach w różnych diecezjach funkcjonują Bractwa św. Józefa, środowiska skupiające mężczyzn i próbujące w jakiś sposób pielęgnować i szerzyć kult św. Józefa. Są to jednak inicjatywy lokalne, mało ze sobą nawzajem powiązane.
Istnieje też wiele wspólnot, w ramach których funkcjonują małe męskie grupy. Działa to na tej zasadzie, że wspólnoty dzielą się stanowo na grupy formacyjne – na grupy mężczyzn i grupy kobiet. Spotkałem się już z tym w kilku środowiskach.
Ciekawą inicjatywą jest Katolickie Przymierze Mężczyzn „Bracia Zmartwychwstania” , wywodząca się ze Wspólnoty Chrystusa Zmartwychwstałego „Galilea”. Jest to wspólnota, która istnieje w kilku miejscach w Polsce i na świecie, powstała kilka lat wcześniej niż Mężczyźni Świętego Józefa ale myślę sobie, że duchowo jest nam bardzo do nich blisko. Też chcemy żyć programem 72 godzin do zmartwychwstałego życia, który koncentruje nas na spotkaniu z Jezusem Zmartwychwstałym.
My jako Mężczyźni Świętego Józefa działamy już 18 lat. Od 12 lat mamy statut Prywatnego Stowarzyszenia Wiernych. Przez pierwsze 10 lat funkcjonowaliśmy jako stowarzyszenie lokalne podległe biskupowi krakowskiemu. Od zeszłego roku jesteśmy ogólnopolskim stowarzyszeniem podległym Konferencji Episkopatu Polski. Zajmujemy się głównie tematem męskiej formacji.
KAI: Propozycji dla mężczyzn jest niemało. W czym zatem problem?
Największą słabością jest brak współpracy i brak odgórnego wsparcia. Gdy brakuje nam wsparcia „od góry” trudniej jest wyjść szerzej z propozycją do mężczyzn, przekonywać ich, że warto. Czasem mamy poczucie, że bezskutecznie próbujemy przebijać się z pewnymi inicjatywami. Bardzo często reakcja księży w parafiach jest obronna: „mamy wystarczająco dużo roboty, nie potrzebujemy następnej”. (To zresztą wpisuje się w ten ogólny schemat wycofania i bezsiły; księża też są mężczyznami…)
Druga sprawa to temat niełatwej współpracy między męskimi środowiskami. Trudno jest nam uzyskać efekt synergii, wzmacniania się nawzajem, czy korzystania z własnego doświadczenia. Tymczasem ten efekt synergii jest ogromnie istotny. Mężczyźni są bardzo różni, mają różną wrażliwość i duchowość, żyją w różnych środowiskach. Dlatego nie chodzi o ujednoliconą formację ale o grupy o różnym charakterze. Ważne jednak, by te grupy umiały ze sobą współpracować i w razie potrzeby wzajemnie się wspierać.
Różnorodność jednak to nie to samo co dowolność. Niekiedy wśród męskich grup mamy do czynienia również z formami niezdrowej duchowości – redukcji życia duchowego do zewnętrznych pobożnościowych praktyk, czy promocji radykalizmu, niekoniecznie ewangelicznego. Są grupy, które wyraźnie sympatyzują z tradycjonalizmem w wydaniu schizmatyckiego Bractwa św. Piusa X, odrzucając np. nauczanie Soboru Watykańskiego II i dystansując się do ostatnich papieży.
KAI: Jaka, Pana zdaniem, mogłaby być odpowiedź na te problemy?
Wydaje mi się, że pomocne byłoby właśnie duszpasterstwo mężczyzn. Zarówno w kwestii odgórnego wsparcia, pewnej koordynacji i ułatwiania współpracy między środowiskami jak i duszpasterskiego prowadzenia i ewentualnej korekty. Postulat powołania duszpasterstwa mężczyzn pojawił się już 8 lat temu, podczas drugiego Męskiego Oblężenia Jasnej Góry. Pod wnioskiem o powołanie takiego duszpasterstwa, skierowanym wówczas do Konferencji Episkopatu Polski podpisało się 18 męskich grup. Niestety jak dotąd nic się nie wydarzyło.
KAI: Dlaczego?
Często w Kościele „budzimy się” dopiero wtedy, gdy trzeba już leczyć, a nie wtedy gdy jest jeszcze czas, by zapobiegać. Warto w tym kontekście przypomnieć działania kard. Wyszyńskiego, który już w latach 60. ubiegłego wieku dostrzegł problem kobiecości i problem związany z rozwijającym się feminizmem, który w jakiś sposób odciągał kobiety od Pana Boga i wiary. Odpowiedzią kard. Wyszyńskiego było powołanie duszpasterstwa kobiet. Chodziło o to, by nie zamykać oczu na problem, ale starać się myśleć na ten temat a także wypracowywać i promować zdrową kobiecość w Kościele. Dziś bardzo potrzebujemy bliźniaczej inicjatywy dla mężczyzn.
KAI: Na czym miałaby polegać „zdrowa męskość”?
Nie wiem. Jesteśmy na etapie ciągłego próbowania i szukania. Jak wspominałem, świat się zmienił i pewien oczywisty niegdyś autorytet, który mężczyzna miał w społeczeństwie i w rodzinie to już przeszłość. Szukając odpowiedzi na pytanie o miejsce i rolę mężczyzny, możemy się zastanawiać, czy to dobrze, gdy mężczyzna jest w rodzinie liderem, gdy zna drogę i jest w stanie poprowadzić innych. Wiele osób odpowie, że to jest narzucone przez patriarchalną kulturę, że wcale tak nie musi być, że to jest „męski szowinizm”. A jednak, gdy przez lata obserwuję rodziny i role w tych rodzinach, muszę stwierdzić, że jeśli mężczyzna wie dokąd, dlaczego i po co idzie, jeśli zna drogę i zaprasza do tej drogi swoją żonę i dzieci – to po prostu działa. Ta rodzina dobrze działa.
Myślę sobie o sytuacji, w której znalazł się św. Józef, który obudził Maryję w nocy mówiąc: wstawaj, idziemy do Egiptu. Tam nie było wątpliwości i dyskusji tylko szybkie działanie. Zastanawiam się, jak by to wyglądało dziś. Prawdopodobnie większość żon odpowiedziałaby: idź spać, rano o tym pogadamy. Cóż – nie potrafimy sprawić, by nasze żony i dzieci chciały nam zaufać i chciały za nami podążać.
Jeśli brakuje nam autorytetu, musimy go dziś odkrywać i budować w oparciu o nowe wzory. Musimy szukać tych nowych wzorców , szukać na nowo swojej tożsamości. Do tego potrzebujemy innych mężczyzn.
KAI: Dlaczego tak ważna jest męska grupa?
Mężczyzna potrzebuje innych mężczyzn wokół siebie, po to by stanowili dla niego lustro, w którym będą mogli sami siebie zobaczyć. Bardzo duża grupa mężczyzn zmaga się z uzależnieniami, z pornografią, z różnymi zachowaniami kompulsywnymi. Zostajemy z tym sami i każdemu wydaje się, że jest unikalny, jedyny na świecie, że dosłownie nikt inny nie ma takich problemów. To nieprawda. Sąsiad zmaga się w sposób bardzo podobny, przeżywa te same pokusy, te same ograniczenia. W momencie, gdy uda nam się zbudować środowisko, w którym otwarcie będziemy o tym mówić, pojawia się szansa na wsparcie. Jest to też punkt wyjście do poznawania prawdy o sobie i wdrażania realnych zmian. Do tego jednak potrzebne jest zaufanie. Muszę mieć zaufanie, by odsłonić swoje niedomagania, swoją ranę, swój grzech.
Warto o tym pamiętać również w kontekście relacji kapłańskich. Każdy ksiądz potrzebuje męskiej grupy. Czasem księża mają relacje w ramach danego rocznika święceń, czasem wstępują do różnych bractw kapłańskich, czasem budują relacje z kręgiem świeckich. Niestety jednak bardzo wielu księży na parafiach jest samotnych. Nie mają środowiska wsparcia, środowiska dzielenia życiem, środowiska męskiego wzrostu.
KAI: Czy „lustrem” dla mężczyzny nie może być też relacja z kobietą, zwłaszcza z żoną?
Oczywiście relacja z kobietą jest dla mężczyzny tą relacją szczególną. Potrzebujemy siebie nawzajem. Związek to dla nas przestrzeń wzrostu. Ale najpierw w tym związku każde z nas musi być sobą. Ja nie nauczę mojej żony, co to znaczy być kobietą. Ona nie nauczy mnie jak być mężczyzną.
W relacjach z kobietami bardzo często spotykamy się z oczekiwaniami, jaki mężczyzna powinien być. Są to jednak oczekiwania formułowane „z zewnątrz”. To właśnie nie jest „lustro”. Mężczyzna w nim nie widzi siebie i dlatego często jest zamknięty na uwagi ze strony kobiety. Nie potrafi ich przyjąć. Reaguje frustracją.
Jak pisał John Eldredge w wydanej już ponad 20 lat temu książce „Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy”, dojrzały do relacji z kobietą jest mężczyzna, który potrafi „żyć własnym życiem”. Żyje życiem, do którego może kobietę zaprosić. To jest taki człowiek, który wcześniej spotkał się sam ze sobą. Tego spotkania człowiek uczy się w gronie innych mężczyzn, z których najważniejszy jest ojciec.
KAI: Wielu mężczyzn ma problem z ojcem, zwłaszcza młodych. Jak widzi Pan ich sytuację? Znaczny procent zmaga się z samotnością. Być może wielu nie założy w ogóle rodzin.
Mają problem z pewnością siebie, wchodzeniem w relacje. Wiele z tych relacji inicjowanych jest przez kobiety. Młodzi mężczyźni są wycofani, zdystansowani. Nie pomaga internet, który jest w jakiś sposób substytutem relacji, pewnym pójściem na łatwiznę a ostatecznie prowadzi do tego, że człowiek przestaje umieć te relacje budować. Tzw. „incelstwo”, czyli celibat pod przymusem prowadzi do zgorzknienia, izolacji, kryzysu nadziei, dystansowania się do świata kobiet, czy wręcz wrogości wobec kobiet.
Myślę, że nie bez znaczenia jest fakt, że młode pokolenie na niespotykaną wcześniej skalę odeszło od Pana Boga i od Kościoła. Dlaczego? – Pokolenie rodziców nie stanęło na wysokości zadania. Nie byliśmy na tyle wiarygodni w swoich postawach, wierze i zaangażowaniu, by to było atrakcyjne dla naszych dzieci. Oni nie widzą w tym wartości i szukają szczęścia gdzie indziej. Jest w tym też element tego, co nazywamy „ojcowską raną”. Młodzi nie chcą być jak ojcowie. Odcinają się od nich w imię własnego, lepszego przepisu na życie i przepisu na męskość. Niestety często ten przepis jest brakiem przepisu. Prowadzi to do czegoś, co nazwać można „odcięciem od męskości”. To ostatecznie powoduje izolację, osamotnienie, lęki przed odrzuceniem, ale też poszukiwanie akceptacji w internecie, mediach społecznościowych itp.
KAI: Czy wy jako męskie środowisko próbujecie docierać do młodych?
Jest to bardzo trudne. Mamy raczej doświadczenie kontaktu z mężczyznami po czterdziestce, koło pięćdziesiątki. Rodzina im się rozpadła, dzieci wyrosły i przestają mieć na cokolwiek wpływ. Przychodzą do nas i mówią: Dlaczego mi nikt tego nie powiedział wcześniej? Dlaczego mi nikt tego nie powiedział, kiedy wchodziłem w dorosłe życie?!
Ale do tych, którzy wchodzą w dorosłość nie jest łatwo docierać. To nie jest dziś naturalne, że starszy mężczyzna stanie przed nimi i powie „chodźcie za mną”. Ale potrzebujemy znaleźć klucz do młodych mężczyzn i pomagać im odnajdywać Pana Boga i odnajdywać męskość. Potrzebujemy liderów w gronie młodych mężczyzn, którzy by budowali środowiska dla nich. Potrzebujemy kultury mentoringu chrześcijańskiego.
KAI: Na czym miałby polegać taki mentoring?
To jest budowanie relacji indywidualnych, osobistych. Relacji uczeń – mistrz. Jestem przekonany, że idziemy już w tym kierunku. Czasy duszpasterstwa masowego się skończyły. To już nie jest tak, że ktoś woła i cały tłum idzie za nim. Myślę, że to nie przypadek, że Kościół w tym roku przeżywa rok duszpasterski pod hasłem „Uczniowie – misjonarze”. Powinniśmy być uczniami, którzy sami się formują w relacji z innymi. Powinniśmy też być osobami, które wpływają na ludzi wokół stając się nauczycielami – misjonarzami. W kulturze mentoringu chodzi o przestrzeń, w której młodzi byliby otwarci na spotkanie ze starszymi, którzy przeszli już jakąś drogę.
Warto w tym kontekście przypomnieć postać Jana Tyranowskiego, który wywarł wielki wpływ na duchowość młodego Karola Wojtyły i nie tylko. Był mentorem dla całej grupy ludzi. Warto też przypomnieć historię męskich przyjaźni przyszłego papieża. Ogromną rolę w jego rozwoju odegrał ojciec, ale oprócz niego, było przynajmniej 7 innych mężczyzn, którzy byli dla niego znaczącymi przykładami i wpływali na jego życie i postawę gdy dorastał.
Męska przyjaźń to kluczowy element formacji mężczyzn i nasz kolejny brak. Każdy mężczyzna potrzebuje przyjaciół a bardzo trudno nam te przyjaźnie budować. Jeśli jakieś są, to często powstają wokół sportu czy polityki, rzadko wokół głębszych wartości. Mam wrażenie, że jeśli przestrzeń, na której spotykamy się z innymi mężczyznami to przestrzeń ogólników, banałów, oceny i krytykowania innych, to raczej nie pomoże nam to w dotarciu do siebie i przemianie naszego życia.
KAI: Co Pana zdaniem można robić już dziś na rzecz męskiej duchowości?
Każdego zachęcam do podjęcia formacji, do tego, by się uczyć i rozwijać. Nie tylko dlatego, że to jest kluczowe dla własnego rozwoju i dla tego, by samemu być dobrym mężem i ojcem. Również dlatego, byśmy dzięki tej formacji umieli tworzyć środowiska dla innych mężczyzn, którzy tego potrzebują i dla tych, którzy będą wracać do Kościoła. Widzimy to już w krajach, w których laicyzacja wyprzedziła nas o jedno pokolenie. Jestem przekonany, że tak będzie i u nas. Musimy być gotowi, by takich ludzi przyjmować i umieć dla nich tworzyć zdrowe środowiska.
Potrzebujemy tych środowisk, by poprzez przyjaźnie i relacje uczyć się siebie i odnajdować autentyczną, zdrową, Bożą męskość. Potrzebujemy tego dla własnego życia, dla naszych żon, dla naszych rodzin, dzieci i dla naszego społeczeństwa.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

