Cud w Kozim Polu wśród pątników warszawskich
18 sierpnia 2026 | 19:32 | mir, BP @JasnaGóraNews | Częstochowa Ⓒ Ⓟ
Fot. Diecezja ElbląskaSkromny dom odziedziczony po rodzicach, otwierany niemalże raz w roku – dla utrudzonych pątników Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej. Dla nich od wielu lat jest jak Betania dla Jezusa, „to nasz cud w Kozim Polu”- mówią. Najmłodsze dzieci już o świcie chodzą z grabiami po podwórku, by strącać rosę z trawy. Gdy przyjdą pielgrzymi, będą mogli rozłożyć koce na suchym. Bo na pielgrzymów czeka się cały rok.
Jedzenie mnożone przez radość…
…a pątnicy jedni drugim przekazują wieści o gościnności w domu Kryczków w Kozim Polu. W tym roku ku ogromnej uciesze gospodarzy zawitała cała grupa – św. Pawła Pierwszego Pustelnika. 12 sierpnia jest tu dniem świątecznym, a śniadanie podaje się sercem.
Barbara nazywana czule przez pielgrzymów panią Basią lub Basią po prostu wspomina, że pielgrzymów przyjmowali już dziadkowie. Pamięta babcię zelatorkę róży różańcowej i różaniec odmawiany w ich domu w pierwszą niedzielę miesiąca.
– Przyszły pielgrzymki i nasi rodzice, mamusia już szykowała kompot, zalewajkę, zupy mleczne. To były skromne lata 70. Wtedy za drobne opłaty mamusia nas wianowała na pielgrzymkę do Częstochowy z naszej parafii w Żytnie – wspomina pani Basia lata dziecięce. Potem sama już poszła z pielgrzymką warszawską i jak podkreśla, doświadczyła wtedy tyle ludzkiej dobroci, życzliwości, że od tej pory, przejęła z najbliższymi inicjatywę jeszcze większej pomocy pielgrzymom.
– Moje siostry bardzo mocno się w to zaangażowały i jestem im za to ogromnie wdzięczna. Jedna siostra mieszka w Częstochowie z rodziną, dwie w Chorzowie z rodzinami, kolejna Myśliwczowie, ja z kolei z rodziną w Zawierciu – wylicza.
Kobiety gotują, pieką, a mężczyźni donoszą do stołów i zmywają, tu każdy ma swoją ściśle określoną rolę, nawet dzieci.
– Moi szwagrowie mają niesamowite pomysły – chwali pani Basia. W zeszłym roku na przykład udoskonalili przy toalecie-drewniaku umywalkę z wodą, żeby nie było dużej kolejki w domu. W tym roku udoskonalili zmywak na zewnątrz, żeby już w domu nie było tyle zamieszania, bo tu odbywa się wydawanie barszczu, kawy, herbaty, ciasta. – Mają wspaniałe pomysły, moje serce płacze z radości. Jestem naprawdę szczęśliwa – mówi mocno wzruszona pani Basia. Tego dnia łez radości i szczęście w Kozim Polu nie zabraknie. Nie zabrukanie też ludzkiego dobra i znakomitego jedzenia.
Pani Basia pokazuje zeszyt, w którym zapisywane są planowane zakupy i potrzeby pielgrzymów. – Trzeba pamiętać, żeby było mydło w płynie, płyn do naczyń, ręczniki papierowe, podpaski, papier toaletowy i tak dalej, bo to są rzeczy, które nie kupuje się codziennie. Bo te spożywcze, to wiemy – wylicza gospodyni. Na pytanie, jak to się dzieje, że dla wszystkich pielgrzymów, nawet tych niespodziewanych, wystarcza, wyjaśnia, że patrząc na zeszłoroczną rubrykę, w kolejnym „podwaja się albo znacznie zwiększa; jeżeli rok temu kupowało się np. 18 kg kiełbasy to teraz 30. Zaczynaliśmy od 100 jajek, teraz się kończy na 500 jajkach”.
Przezorność pani Basi i w tym roku bardzo się przydała. Z okrzykami radości gospodarzy i pątników przyszła na śniadanie cała grupa św. Pawła Pierwszego Pustelnika. Wszyscy wyszli dobrze nakarmieni.
Załoga w Kozim Polu powiększa się z roku na rok, dodatkowe serca i ręce to nie tylko najbliższa rodzina, ale i przyjaciele. Jest pani Zosia. Jest pani Anetka, która jest koleżanką z Zawiercia. Przyjechała z dwoma synkami do pomocy. – Chłopcy byli tu trzy lata temu… Jak to mówią, bakcyla złapali. Bardzo im się to spodobało, że tak można – cieszy się pani Basia z każdego serdecznego serca. Są sąsiedzi ze wsi.
– Na dzień dzisiejszy przeliczyliśmy jest 30 ciast, żeby ugościć pielgrzymów. Także, co kto może. Od 3 lat integruje się z nami troszeczkę wieś. Jest to też bardzo miłe, bardzo miłe. Ktoś ze wsi też podrzuci kawę, kilo cukru, 10 jajek, każdy gest raduje, wszystko się przydaje – dalej opowiada gospodyni.
„Wszyscy jesteśmy wariatami!”
– Reniu, są plastry w toalecie? Plastry? – jeszcze ostanie pytanie gospodyni. I o plastrach na pielgrzymie stopy i ich dolegliwości nikt nie zapomniał. – Ja jeszcze nie dotarłam do toalety, bo każdy tutaj ma inną rolę. To też musimy troszeczkę nasze zadania podzielić, bo jeden by zwariował – wyjaśnia pani Basia, co jeden z pątników kwituje śmiechem: No jak to, wszyscy jesteśmy wariatami!
500 jajek do żurku zostało obranych i zabezpieczonych w lodówce w przeddzień pielgrzymiego śniadania. Bo pogotować i przygotować trzeba wcześniej, po nocy też.
Gospodyni podkreśla, „pątnicy ponoszą swój trud, modlą się też za nas, więc staramy się, jak możemy okazać im wdzięczność, nie bierzemy od nikogo ani złotówki. Nakarmimy, napoimy i idą dalej. I prosimy o modlitwę”.
– My może nie jesteśmy ludźmi jakiejś wielkiej wiary, ale wiara pielgrzymów nas buduje – twierdzi.
Andrzej Kurek, który w tym roku pielgrzymuje po raz 66, przekonuje, że rodzina Kruczków i ich przyjaciele z Koziego Pola są częścią warszawskiej pielgrzymki, jej pełnoprawnymi pątnikami. Tacy ludzie jak oni budują wspólnotę i są znakiem, że „jeżeli ja będę lepszy, to lepszy będzie świat”.
Jolanta Marchwacka na pielgrzymce jest po raz 51. Pierwszy raz była na szlaku jako 7-miesięczne niemowlę. Jest córką Andrzeja Kurka. Przyznaje, że choć pielgrzymowanie to rodzinna tradycja, to na pewnym etapie pojawiło się pragnienie, by głębiej poznawać Boga, Maryję. – Tak jakby chociażby tutaj w tym Kozim Polu, tu można wręcz tak dosłownie dotknąć Boga w drugim człowieku, wszystkiego, co jest związane z miłością Bożą – mówiła pątniczka. Dla niej pielgrzymka to teraz mocne doświadczenie Boga przez relacje z drugim człowiekiem, z przyrodą, ze słowem Bożym.
Jak przychodzą – płaczemy, jak odchodzą…też płaczemy
Pani Basia ociera łzy raz po raz, z radości, ze wzruszenia. Uściskom nie ma końca. Śmieje się: „tak już mam, płaczemy jak przychodzą, i łzami ich też żegnamy. I w ogóle na widok pielgrzyma wzruszam się”. – Ale taka rola pielgrzyma, przychodzą i odchodzą – mówi, ale przyznaje, że więzi, relacje z niektórymi trwają cały rok. Czasami się rozpoznają w najmniej oczekiwanych momentach w jakimś miejscu Polski czy świata. I wtedy też śmieją się przez łzy radości.
W ubiegłym roku w gospodarstwie w Kozim Polu ugoszczono rano około 450 osób z pielgrzymki warszawskiej.
Potem przesuwane są stoły na drugą stronę podwórka, by popołudniu mogli przy nich usiąść pątnicy z Tomaszowa Mazowieckiego. W cieniu – bo tu pamięta się o każdym szczególe, by pątnik nabrał sił na dalszą drogę.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

