Drukuj Powrót do artykułu

Dopóki są ludzie – posługa kapucynów na Ukrainie

29 sierpnia 2026 | 15:54 | VaticanNews, st | Użhorod Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Vatican Media

Wojna na pełną skalę zmieniła charakter obecności kapucynów na Ukrainie. Ich posługa stała się jeszcze głębsza: klasztory zamieniły się w schronienia i oazy wsparcia. „Dopóki są ludzie” – odpowiadali bracia, pytani, jak długo pozostaną w swoich klasztorach. O swojej posłudze na Ukrainie opowiada w wywiadzie dla mediów watykańskich br. Błażej Suska OFMCap.

Alina Anastazja Petrauskaitė, SCM, VaticanNews: Bracie Błażeju, jakie są początki waszego zakonu i kiedy bracia przybyli na ziemie ukraińskie?

Błażej Suska OFMCap: Nasz zakon – Zakon Braci Mniejszych Kapucynów – wywodzi się od św. Franciszka z Asyżu, który chciał być „mniejszy” od wszystkich, czyli pokorny, na wzór Jezusa Chrystusa. Kapucyni pojawili się w XVI wieku jako owoc reformy zakonu franciszkańskiego, której celem był powrót do pierwotnych ideałów założyciela. Nazwa „kapucyni” pochodzi od charakterystycznych szat z dużymi kapturami, które zwróciły uwagę włoskich dzieci.

W 1681 roku kapucyni rozpoczęli posługę w Polsce. Pierwszy klasztor powstał w Warszawie, a drugi w Krakowie. W 1709 roku założyli pierwszy klasztor na ziemiach ukraińskich – we Lwowie. To początek naszej obecności tutaj.

Nasz zakon, podobnie jak Polska i Ukraina, przeżywał różne losy i trudne momenty historii. Zawsze staraliśmy się być blisko ludzi i dzielić ich los. Klasztor we Lwowie został zamknięty w latach osiemdziesiątych XVIII wieku, i rozpoczęły się prześladowania i ograniczenia prawne. Ostatni klasztor, działający od 1746 roku w Winnicy, został zamknięty przez Rosjan w 1888 roku. Władze carskie prawnie zniosły wówczas działalność naszego zakonu na Ukrainie. Bracia pozostawali jednak w pojedynczych klasztorach aż do XX wieku.

W 1939 roku, po ataku Niemiec na Polskę i wkroczeniu sowietów, część braci wraz z ludnością wyjechała do Polski, inni pozostali. Ci, którzy zostali na Ukrainie, byli deportowani wraz z miejscową ludnością na Syberię. Wielu z nich tam zmarło, choć niektórzy później powrócili.

Ważną postacią naszej historii jest o. Serafin Kaszuba, urodzony 17 czerwca 1910 roku we Lwowie. Wraz z innymi ludźmi przemierzył cały Związek Radziecki i Kazachstan, a następnie powrócił do rodzinnego Lwowa, gdzie zmarł w 1977 roku. W 2017 roku papież Franciszek potwierdził heroiczność jego cnót i ogłosił go Sługą Bożym. Obecnie oczekujemy na cud za jego wstawiennictwem, który otworzyłby drogę do beatyfikacji.

Co działo się po 1977 roku?

– Po śmierci o. Serafina nastąpiła przerwa, która trwała do 1988 roku. Wtedy, jeszcze w warunkach słabnącego, ale wciąż istniejącego Związku Sowieckiego, na Ukrainę przybył brat Stanisław Padewski. Był to początek naszej współczesnej historii i powrotu z podziemia.

W 1991 roku, już po święceniach kapłańskich, dołączyli do niego dwaj młodzi bracia – Justyn Rusin i Kazimierz Guzik. Brat Kazimierz do dziś posługuje we Lwowie, natomiast brat Justyn ze względu na stan zdrowia powrócił do Polski, gdzie posługuje w obrządku wschodnim. Wśród pierwszych braci był także brat Hilariusz Wilk, którego losy związane były zarówno z Ukrainą, jak i Syberią.

Byli to niezwykli bracia, którzy swoim życiem potwierdzili miłość do Boga, ludzi i Ukrainy. 5 stycznia 1999 roku minister generalny zakonu i przełożony prowincji oficjalnie zatwierdzili naszą obecność jako Kustodię Braci Mniejszych Kapucynów na Ukrainie. Jej patronem został św. Ojciec Pio z Pietrelciny, który nieustannie nam pomaga.

Czy był ojciec również wśród pierwszych braci, którzy przybyli na Ukrainę jako misjonarze?

– Tak. W 1990 roku przyjechałem na Ukrainę jeszcze jako diakon, razem z ojcem Justynem i bratem Kazimierzem. W 1991 roku zostaliśmy wyświęceni, ale mnie zatrzymano jeszcze na rok w Polsce. Na stałe przybyłem więc na Ukrainę w 1992 roku i pozostaję tutaj do dziś.

Jak wyglądała posługa w tamtych czasach?

– Nasze życie było bardzo różnorodne. Jako młodzi bracia rozumieliśmy, że zarówno my sami, jak i ludzie wokół nas potrzebujemy Bożej miłości. Kiedy przybyliśmy w latach 1991–1992, zauważyliśmy, że ludzie przede wszystkim pragną przekonać się, że Bóg ich miłuje. Dlatego najważniejszym celem naszej działalności była ewangelizacja.

Powstały pierwsze wspólnoty w Krasilowie i Starokonstantynowie w obwodzie chmielnickim. Oba klasztory działają do dziś. Tłumaczyliśmy pieśni, przygotowywaliśmy pierwsze nieoficjalne tłumaczenia Pisma Świętego i Mszału na język ukraiński, aby liturgia mogła być sprawowana w języku lokalnym. Rozpowszechnialiśmy również filmy chrześcijańskie. Przede wszystkim jednak żyliśmy jako wspólnota braci.

Drugi ośrodek odrodził się w Winnicy, w naszym zabytkowym klasztorze w stylu toskańskiego baroku. Powstało tam studio medialne „Klara Studio”, które działa do dziś. Narodziła się również podolska pielgrzymka do sanktuarium w Berdyczowie, która w tym roku obchodzi 36-lecie.

Opiekowaliśmy się osobami starszymi, w większości członkami Franciszkańskiego Zakonu Świeckich, którzy zachowali duchowość franciszkańską pomimo prześladowań sowieckich. W Krasilowie powstały Szkoła Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji oraz Dom Rekolekcyjny Ojca Pio, do którego przyjeżdżali ludzie z całej Ukrainy – zarówno rzymscy, jak i greccy katolicy, duchowni i świeccy.

Formy naszej działalności były różne, ale przesłanie pozostawało jedno: Bóg jest Miłością.

Jeden z ojca współbraci, Stanisław Padewski, został mianowany biskupem.

– Tak. Brat Stanisław Padewski urodził się w 1932 roku na terenach dzisiejszej Ukrainy, a później wraz z rodziną został przesiedlony na Dolny Śląsk. W 1988 roku powrócił na ziemie ukraińskie jako kapłan. W 1995 roku został wyświęcony na biskupa pomocniczego diecezji kamieniecko-podolskiej, następnie pełnił posługę biskupa pomocniczego we Lwowie, a później został pierwszym biskupem nowo utworzonej diecezji charkowsko-zaporoskiej. Zmarł w 2017 roku.

Ważnym znakiem naszej obecności jest to, że został pochowany w Zaporożu, w katedrze konkatedralnej. Jesteśmy spadkobiercami dzieła takich braci jak Stanisław Padewski, Hilariusz Wilk czy Józef Chromy. Wierzymy, że dziś są naszymi orędownikami w niebie, modlą się za nas i pomagają nam.

Gdzie zastał ojca początek pełnej inwazji i jakie doświadczenia przyniósł ten czas?

– W lutym 2022 roku byłem w Kijowie. Był to i nadal jest niezwykle trudny okres – w moim życiu, w historii naszej kustodii i całej Ukrainy.

Pamiętam spotkanie braci 5 lutego 2022 roku. Nikt do końca nie wierzył, że wybuchnie tak wielka wojna. Jako ówczesny przełożony kustodii powiedziałem jednak braciom: jeśli wybuchnie wojna i ktoś z was poczuje potrzebę wyjazdu, ma do tego pełne prawo. Nasz zakon jest obecny na całym świecie, a przełożeni w Polsce są gotowi przyjąć każdego.

Kiedy wybuchła wojna i rozpoczęła się masowa ewakuacja ludności cywilnej na Zachód oraz do Polski, żaden z braci nie wyjechał. Zostaliśmy z ludźmi. Ja byłem w Kijowie, inni bracia w Dnieprze, Kamieńsku, Winnicy, Krasilowie, Starokonstantynowie i Lwowie. I pozostają tam do dziś.

Jak często powtarzam: żyjemy w czasie wojny, ale nie żyjemy wojną.

W październiku 2022 roku zakończyła się moja posługa przełożonego kustodii. Zostałem skierowany do Winnicy, gdzie służyłem przez dziesięć miesięcy, a następnie przyjechałem na Zakarpacie.

Jak obecnie wygląda ojca posługa?

– Obecnie posługuję w Użhorodzie. Jest to szczególna wspólnota kapucynów, która prowadzi ewangelizację w środowisku greckokatolickim. Jesteśmy na Zakarpaciu od 13 lat. W swoim czasie zaprosił nas biskup Milan Šašik, CM.

Bracia mieszkali przy seminarium, byli wykładowcami, spowiednikami i prefektami. Obecnie w Użhorodzie prowadzimy parafię Ofiarowania Pańskiego. Już czwarty rok pełnię funkcję duszpasterza w seminarium i akademii.

Jest nas tutaj trzech: brat Roman, proboszcz parafii, brat Adam, który niedawno do nas powrócił, oraz ja.

Wojna zmieniła życie każdego z nas. Żadna normalna osoba nie pragnie wojny. Jednak rosyjska agresja wkroczyła również do naszych klasztorów, parafii i domów naszych parafian.

Jakie konkretnie zmiany zaszły w waszej działalności?

Zmieniła się istota naszej obecności – stała się jeszcze głębsza. Kiedy zastanawialiśmy się, jak długo bracia pozostaną w swoich klasztorach, odpowiedź była jednogłośna: „Dopóki są ludzie”.

Ludzie to dostrzegają i bardzo cenią. Wiedzą, że mogą przyjść do klasztoru w najtrudniejszych chwilach – kiedy jest zimno, nie ma prądu albo trwają ostrzały.

W Kijowie od pierwszych dni wojny otworzyliśmy drzwi klasztoru i parafii. Wszystkie pomieszczenia duszpasterskie przeznaczyliśmy na mieszkania i ustawiliśmy łóżka. Jednocześnie mieszkało u nas 100–200 osób, często wraz z kotami i psami, które zabrali ze sobą. Dolna świątynia stała się zarówno schronieniem, jak i miejscem modlitwy. Okna zostały zabezpieczone workami z piaskiem.

Choć pod pewnymi względami jest dziś łatwiej, nocne naloty i ataki rakietowe wciąż trwają, a ludzie bardzo cierpią.

Trzech naszych braci świadomie podjęło decyzję o posłudze jako kapelani wojskowi w Siłach Zbrojnych Ukrainy. W Kijowie, przy domu ojca Pio, wraz z darczyńcami z Włoch prowadzimy projekt „Dać mamie nadzieję”. Zorganizowaliśmy już ponad 30 spotkań dla matek, które straciły dzieci na wojnie. Potrzebują one obecności drugiego człowieka i możliwości wspólnego przeżywania bólu. W Użhorodzie organizujemy natomiast spotkania dla wdów.

Wyobraźmy sobie dziewczynę, która ma 27 lat i już jest wdową. Razem z mężem pracowali w Polsce, kiedy wybuchła wojna. Wrócili do domu, on poszedł bronić Ukrainy i zginął.

Użhorod może wydawać się spokojnym miastem na tyłach, ale wojna przenika również tutaj. Wielu mężczyzn wyruszyło na front, wielu zginęło, wielu ludzi zostało przesiedlonych.

Dlatego naszym głównym powołaniem jest dziś być blisko. Być obecnymi, otwartymi i gotowymi do wsparcia. Kiedy jest radość – radować się razem. Kiedy przychodzi smutek i żal – dzielić je z ludźmi.

Proszę o modlitwę za nas i za Ukrainę – aby wojna jak najszybciej się zakończyła i abyśmy mogli żyć w pokoju i dobroci.

Rozmawiała s. Alina Anastazja Petrauskaitė, SCM, VaticanNews.

 

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.