Drukuj Powrót do artykułu

Prawda, pamięć i przebaczenie. O odpowiedzialności za przyszłość Polaków i Ukraińców – rozmowa z bp. Arkadiuszem Trochanowskim

01 września 2026 | 11:07 | Zdzisława Kobylińska | Olsztyn Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Konferencja Episkopatu Polski

W ostatnich tygodniach Kościoły katolickie w Polsce i Ukrainie kilkakrotnie zabierały głos w sprawie relacji polsko-ukraińskich. 29 czerwca 2026 roku kardynałowie Mykoła Byczok, Konrad Krajewski, Kazimierz Nycz i Grzegorz Ryś wraz z arcybiskupem większym Światosławem Szewczukiem ogłosili „Wspólny głos w sprawie relacji polsko-ukraińskich”. 9 lipca biskupi Metropolii Przemysko-Warszawskiej Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego w Polsce skierowali przesłanie w przededniu Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Wołyńskiej. Do czerwcowego dokumentu odniósł się również bp Arkadiusz Trochanowski, wskazując na odpowiedzialność za przyszłość obu narodów, potrzebę osobistego nawrócenia, wzajemnego szacunku i gotowości do przebaczenia. 26 sierpnia Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski wystąpiła z kolejnym apelem w sprawie pojednania polsko-ukraińskiego.

W przededniu 1 września, rocznicy wybuchu II wojny światowej, Zdzisława Kobylińska pyta o znaczenie tych głosów, o pamięć historyczną, Wołyń, prawdę, przebaczenie, odpowiedzialność państw i Kościołów, język debaty publicznej oraz o to, co trzeba dziś zrobić, aby dramatyczna historia nie została wykorzystana do budowania nowych podziałów.

Zdzisława Kobylińska: Księże Biskupie, 1 września wracamy pamięcią do początku II wojny światowej. Jednocześnie w ciągu zaledwie dwóch miesięcy pojawiło się kilka ważnych dokumentów kościelnych dotyczących stosunków polsko-ukraińskich. Czy ta zbieżność może być punktem wyjścia do szerszej refleksji nad odpowiedzialnością narodów za pokój?

Bp Arkadiusz Trochanowski: Zdecydowanie tak. Rocznica 1 września przypomina konkretną historię: agresję III Rzeszy Niemieckiej na Polskę, a 17 września agresję Związku Sowieckiego. Musimy zachować historyczną precyzję, pamiętać o sprawcach, ideologiach, decyzjach politycznych i państwach odpowiedzialnych za agresję. Ta rocznica skłania zarazem do refleksji nad tym, jak chronić pokój, zanim pojawi się otwarty konflikt. Historia XX wieku pokazuje, że społeczeństwa mogą stopniowo przyzwyczajać się do wrogości, nieufności, pogardy i coraz ostrzejszych podziałów. Dlatego warto dzisiaj pytać, jak reagujemy na napięcia między Polakami i Ukraińcami, jak rozwiązujemy rzeczywiste problemy, jak wychowujemy kolejne pokolenia i jaką odpowiedzialność ponoszą politycy, Kościoły, media, szkoły oraz każdy uczestnik życia publicznego. Wojna jest doświadczeniem tak dramatycznym, że pamięć o niej powinna czynić nas szczególnie wrażliwymi na wszystko, co osłabia zdolność ludzi do rozmowy, współpracy i pokojowego rozwiązywania sporów. W tym sensie cztery dokumenty, o których rozmawiamy, pojawiają się w momencie bardzo znaczącym.

Właśnie te dokumenty chciałabym potraktować jako punkt wyjścia naszej rozmowy. Czy można odczytać je jako pewną całość i wspólny głos w obecnej sytuacji?

Tak. Powstały w różnych okolicznościach i rozkładają akcenty w różny sposób, jednak łączy je troska o przyszłość stosunków polsko-ukraińskich. „Wspólny głos” z 29 czerwca zwraca uwagę na narastające napięcia i potrzebę „rozbrojenia języka”. Lipcowe przesłanie biskupów greckokatolickich podejmuje sprawę pamięci historycznej, przypomina dotychczasową drogę pojednania i zawiera ważne słowa wdzięczności wobec Polaków. W swoim komentarzu do czerwcowego dokumentu wskazywałem na odpowiedzialność za przyszłość, osobiste nawrócenie, wzajemny szacunek i gotowość do przebaczenia. Apel Rady Stałej Biskupów z 26 sierpnia dotyka bardzo aktualnych napięć społecznych i incydentów występujących w relacjach między Polakami i Ukraińcami. Te dokumenty są potrzebne właśnie teraz. Pokazują, że Kościoły dostrzegają trudności, a jednocześnie przypominają o ogromnej pracy wykonanej na rzecz pojednania i o odpowiedzialności za to, co stanie się dalej. Nie możemy traktować tego dorobku jako czegoś danego raz na zawsze. W każdych nowych warunkach trzeba ponownie szukać sposobu jego zachowania i rozwijania.

Jednym z najbardziej charakterystycznych sformułowań „Wspólnego głosu” jest wezwanie do „rozbrojenia języka”. Jak Ksiądz Biskup rozumie te słowa?

„Rozbrojenie języka” oznacza odpowiedzialność za słowa, znaki i symbole, którymi opisujemy drugiego człowieka i jego wspólnotę. Papież Leon XIV w pierwszym błogosławieństwie mówił o „pokoju nieuzbrojonym i pokoju rozbrajającym”. Autorzy dokumentu odnoszą tę logikę do sposobu prowadzenia debaty publicznej. Można bardzo zdecydowanie krytykować konkretną decyzję polityczną, działanie władz, zachowanie określonej osoby czy stanowisko konkretnej organizacji. Precyzja wymaga jednak wskazania rzeczywistego podmiotu odpowiedzialności. Jeśli przestępstwo popełnia określony człowiek, odpowiada właśnie on. Jeśli krytykujemy decyzję władz Ukrainy, trzeba nazwać tę decyzję i jej autorów. Jeśli badamy działalność organizacji historycznej, ustalamy odpowiedzialność jej struktur i konkretnych ludzi. Przenoszenie odpowiedzialności z jednostki, instytucji czy organizacji na cały naród tworzy zupełnie inną rzeczywistość społeczną. Szczególną rolę odgrywają dzisiaj media i internet, gdzie uproszczona informacja, fragment nagrania czy emocjonalne określenie może w bardzo krótkim czasie dotrzeć do ogromnej liczby osób. Dlatego język powinien służyć precyzyjnemu nazywaniu problemów i ich rozwiązywaniu. Odpowiedzialność za słowo jest dziś jednym z ważnych elementów odpowiedzialności za pokój.

W komentarzu Księdza Biskupa do dokumentu kardynałów pojawiło się stwierdzenie, że wspólny głos hierarchów jest świadectwem odpowiedzialności za przyszłość naszych narodów. Jak rozumie Ksiądz Biskup tę odpowiedzialność?

Przede wszystkim jako odpowiedzialność za to, co przekażemy następnym pokoleniom. Polacy mają prawo znać swoją historię, pamiętać o ofiarach, bohaterach i krzywdach. Ukraińcy mają takie samo prawo w odniesieniu do własnej historii. Pamięć historyczna jest ważnym elementem tożsamości wspólnoty. Młody człowiek powinien znać również stosunek II Rzeczypospolitej do mniejszości narodowych w okresie międzywojennym, wiedzieć, co wydarzyło się na Wołyniu, znać los polskich i ukraińskich ofiar, źródła konfliktów, odpowiedzialność sprawców oraz późniejsze próby pojednania. Potrzebuje wiedzy pozwalającej odróżniać badanie historyczne od propagandy. W swoim komentarzu mówiłem także o osobistym nawróceniu, wzajemnym szacunku i gotowości do przebaczenia. Nawrócenie wymaga uczciwego spojrzenia na własny sposób myślenia i działania. Trzeba pytać o własne uprzedzenia, własny język, informacje, które przekazujemy dalej, oraz sposób oceniania drugiego człowieka. Rachunek sumienia drugiego narodu przychodzi łatwo. Rachunek dotyczący własnej wspólnoty, własnych środowisk i własnych wypowiedzi wymaga znacznie większej uczciwości. Dzisiejsi młodzi Polacy i Ukraińcy urodzili się wiele dziesięcioleci po wydarzeniach, o których rozmawiamy. To oni będą przez następnych kilkadziesiąt lat tworzyć stosunki pomiędzy naszymi narodami. Powinni otrzymać od nas prawdę historyczną, pamięć o polskich i ukraińskich ofiarach, odpowiedzialność moralną i możliwość budowania własnych relacji.

Czy pojednanie wymaga wzajemności? Co w sytuacji, gdy jedna ze stron ma poczucie, że to ona wykonuje większą pracę nad własną pamięcią i częściej zdobywa się na gesty pojednania?

Wzajemność jest potrzebna, lecz nie może być rozumiana jako księgowanie win i krzywd. Poszczególne wydarzenia historyczne mają własny charakter, skalę i strukturę odpowiedzialności. Każde wymaga rzetelnego badania. Wzajemność w procesie pojednania oznacza przede wszystkim zdolność obu wspólnot do spojrzenia również na własną historię. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza mieliśmy wiele ważnych przykładów takiej postawy. Kardynał Lubomyr Huzar podejmował rachunek sumienia własnego Kościoła. Jan Paweł II zachęcał Polaków i Ukraińców do uznania niewierności Ewangelii i do wzajemnego przebaczenia. W 2005 roku biskupi wypowiedzieli słowa „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. W 2013 roku arcybiskup większy Światosław Szewczuk skierował do Polaków słowa przeprosin, a abp Józef Michalik prosił Ukraińców o wybaczenie krzywd wyrządzonych im przez Polaków. To ważna część naszej wspólnej historii. Pojednanie dojrzewa wtedy, gdy każda ze stron potrafi podjąć własną odpowiedzialność moralną, nie uzależniając całkowicie tego procesu od działań drugiej strony.

W tej rozmowie musi paść pytanie o Wołyń. Jak mówić o tej tragedii uczciwie, z szacunkiem dla polskich ofiar, a jednocześnie w taki sposób, aby pamięć historyczna służyła prawdzie i pojednaniu?

Trzeba zacząć od ofiar i ich rodzin. Ludzie zostali zamordowani, rodziny utraciły swoich bliskich, a wiele miejsc pochówku przez dziesięciolecia pozostawało nieustalonych lub niedostępnych. Lipcowe przesłanie biskupów greckokatolickich mówi o tych sprawach wprost. Biskupi wyrazili współczucie i żal wobec rodzin osób, które zginęły w wyniku ukraińskich akcji zbrojnych, potępili każdą zbrodnię i wskazali potrzebę odnalezienia mogił, identyfikacji ofiar oraz zapewnienia im godnego pochówku. To są konkretne zobowiązania. Rodzina ma prawo wiedzieć, gdzie spoczywa jej bliski. Państwa mają obowiązek stworzyć warunki prawne, administracyjne i organizacyjne umożliwiające prowadzenie poszukiwań i badań. Historycy powinni mieć dostęp do archiwów, dokumentów, świadectw i miejsc pochówku oraz możliwość rzetelnego ustalania przebiegu wydarzeń, liczby ofiar i odpowiedzialności sprawców. Bieżąca polityka nie powinna wyznaczać wyniku badań historycznych. Kościół ma tutaj własne zadanie, związane z pamięcią o godności człowieka, moralną oceną zbrodni, szacunkiem dla rodzin i tworzeniem przestrzeni pojednania. Kontekst historyczny pozwala lepiej rozumieć mechanizmy wydarzeń, nie zmienia jednak moralnej oceny zabijania niewinnych ludzi. Prawda historyczna i godny pochówek ofiar budują wiarygodność pojednania. Jednocześnie pamięć o tragedii powinna prowadzić do bardzo współczesnego zobowiązania, czyli troski, aby nienawiść narodowościowa i logika odwetu nie były przekazywane kolejnym pokoleniom.

Czy można przebaczyć komuś, kto sam nie prosi o przebaczenie?

To jedno z najtrudniejszych pytań chrześcijańskiej refleksji nad przebaczeniem. Przebaczenie i pełne pojednanie są ze sobą związane, lecz nie są tym samym procesem. Człowiek skrzywdzony może podjąć decyzję o rezygnacji z odwetu i odmówić podporządkowania całego własnego życia doznanej krzywdzie. Pełna odbudowa relacji wymaga uznania zła, odpowiedzialności, prawdy i spotkania stron. Obowiązek sprawcy pozostaje. Powinien on uznać zło, które uczynił, oraz ponieść odpowiedzialność. Osoba skrzywdzona może jednak zdecydować, że nie będzie przekazywała własnego bólu następnym pokoleniom w postaci obowiązku nienawiści. W relacjach między narodami sytuacja jest jeszcze bardziej złożona, ponieważ dzisiejsi ludzie odnoszą się często do czynów popełnionych przez pokolenia, których już nie ma. Możemy uznawać prawdę o ich winach, okazywać szacunek ofiarom, wyrażać żal i budować relacje, które nie będą podporządkowane logice odwetu.

Papież Franciszek mówił w Polsce o pamięci dobrej i pamięci negatywnej. Jak rozumieć to rozróżnienie?

Pamięć jest konieczna dla człowieka i wspólnoty. Dzięki niej zachowujemy własną historię i tożsamość. Papież Franciszek zwracał uwagę na niebezpieczeństwo pamięci skoncentrowanej przede wszystkim na złu popełnionym przez innych. Taki sposób pamiętania może sprawić, że każde nowe wydarzenie zaczniemy interpretować przez dawną ranę. Dobra pamięć zachowuje fakty, imiona ofiar i wiedzę o przeszłości, a zarazem pozwala wyciągać z niej odpowiedzialne wnioski. Rodzina może przekazać młodemu człowiekowi prawdę o cierpieniu jego przodków, nauczyć go szacunku dla ofiar i pokazać mu miejsca związane z historią. Sposób opowiedzenia tej historii ma ogromne znaczenie. Chrześcijańska pamięć zachowuje prawdę i uwalnia człowieka od obowiązku dziedziczenia nienawiści. Taka pamięć daje kolejnym pokoleniom możliwość budowania własnych relacji.

Skoro proces pojednania trwa już od wielu lat, dlaczego właśnie teraz napięcia polsko-ukraińskie ponownie stają się tak widoczne?

Po 2022 roku Polska i Ukraina znalazły się w zupełnie nowej rzeczywistości społecznej. Bardzo duża liczba obywateli Ukrainy zaczęła mieszkać w Polsce. Z czasem pojawiły się pytania dotyczące rynku pracy, świadczeń, edukacji, bezpieczeństwa, migracji, kosztów polityki państwa i zasad pobytu. Do tego dochodzą spory polityczne oraz kwestie historyczne. Wszystkie te elementy wpływają na społeczne emocje. Jest rzeczą naturalną, że po pierwszym okresie ogromnej mobilizacji i solidarności zaczyna się bardziej zwyczajna debata o zasadach współżycia, prawach i obowiązkach. Właśnie wtedy szczególnie potrzebna jest dojrzałość. Problemy trzeba rozwiązywać konkretnie, ponieważ pozostawione bez odpowiedzi łatwo stają się źródłem frustracji. Równocześnie warto pamiętać o szerszym obrazie naszych relacji i o doświadczeniach ostatnich lat, których nie powinny przesłonić bieżące spory.

Po rosyjskiej agresji w 2022 roku Polacy udzielili Ukraińcom pomocy na ogromną skalę. Czy dzisiaj, kiedy emocje są inne, trzeba szczególnie przypominać to doświadczenie?

Zdecydowanie tak. To jest ważna część naszej wspólnej najnowszej historii. Polskie rodziny otwierały swoje domy, organizowano transport, żywność, lekarstwa, pomoc prawną, psychologiczną, edukacyjną i duszpasterską. Samorządy, organizacje społeczne, Caritas, parafie, zakony, duchowni i ogromna liczba wolontariuszy uczestniczyli w tej pomocy. Wiem, że choćby Pani placówka przedszkolna przyjęła dziesięcioro ukraińskich dzieci i zatrudniła dla nich ukraińską opiekunkę. Takich konkretnych historii było bardzo wiele. W naszym lipcowym przesłaniu podziękowaliśmy Polakom za otwarcie serc i domów dla osób uciekających przed wojną. Podziękowaliśmy również biskupom rzymskokatolickim za udostępnienie świątyń grekokatolikom. Rada Stała Biskupów także przypomniała skalę tej solidarności. Warto o niej mówić, ponieważ bieżące konflikty mogą bardzo szybko przesłonić pamięć o tysiącach aktów dobra. To doświadczenie pokazuje, że w chwili dramatycznej próby nasze społeczeństwa potrafiły spotkać się na poziomie konkretnego człowieka i jego potrzeb. Tego doświadczenia nie powinniśmy zmarnować.

Część Polaków mówi dziś jednak o zmęczeniu pomocą, świadczeniach, bezpieczeństwie i obowiązkach cudzoziemców. Jednocześnie pojawiają się informacje o incydentach między Polakami i Ukraińcami. Jak rozmawiać o tym uczciwie, bez zapalczywości i animozji?

Państwo ma obowiązek regulować pobyt cudzoziemców, świadczenia społeczne, zatrudnienie, edukację, bezpieczeństwo oraz egzekwowanie prawa. Obywatele mają prawo oceniać rozwiązania publiczne i pytać, czy są sprawiedliwe oraz skuteczne. To normalny element demokratycznej debaty. Rada Stała Biskupów w apelu z 26 sierpnia zwróciła uwagę zarówno na potrzebę przeciwdziałania incydentom o charakterze narodowościowym, jak i na obowiązek przestrzegania prawa przez wszystkich przebywających w Polsce. Każde zdarzenie wymaga ustalenia faktów. Bójka, przestępstwo pospolite, czyn chuligański i przemoc motywowana narodowościowo wymagają odrębnej oceny. Szczególna odpowiedzialność spoczywa na mediach, które powinny bardzo ostrożnie określać motywy sprawców. Obywatel Ukrainy łamiący polskie prawo odpowiada za swój czyn. Polak atakujący człowieka ze względu na jego ukraińskie pochodzenie również powinien ponieść konsekwencje. Jasne zasady prawa, rzetelna informacja i sprawne działanie instytucji pomagają ograniczać napięcie społeczne znacznie skuteczniej niż emocjonalne uogólnienia.

Jaką rolę w tej sytuacji ma Kościół? Czy pojednanie polsko-ukraińskie jest wyłącznie sprawą ludzi wierzących?

Kościół pracuje przede wszystkim w sferze ludzkiego sumienia. Historyk ustala fakty, państwo tworzy prawo i odpowiada za bezpieczeństwo, politycy prowadzą relacje między państwami. Kościół pyta, co człowiek robi z poznaną prawdą, jak przeżywa własny gniew, jak mówi o drugiej wspólnocie, czy potrafi uznać krzywdę oraz czy jest zdolny do przebaczenia. Może tworzyć przestrzeń modlitwy, spotkania, rachunku sumienia i formacji. Ma również obowiązek przypominać własnym wiernym, że Ewangelia obowiązuje także w sposobie mówienia o innych narodach. Samo pojednanie ma jednak znaczenie szersze niż religijne. Dobre relacje pomiędzy ludźmi różnych narodowości dotyczą bezpieczeństwa publicznego, szkoły, pracy, sąsiedztwa i funkcjonowania całego społeczeństwa. Człowiek niewierzący może w pełni podzielać potrzebę prawdy historycznej, odpowiedzialności za słowo, równości wobec prawa i przeciwdziałania przemocy. Dlatego pojednanie polsko-ukraińskie jest również elementem dobra wspólnego.

Czy Polacy i Ukraińcy są dzisiaj dalej od pojednania niż kilka lat temu? Czego Ksiądz Biskup najbardziej obawia się w obecnym momencie?

Powiedziałbym raczej, że znaleźliśmy się w trudniejszej fazie tego procesu. Początkowa mobilizacja po rosyjskiej agresji była wyjątkowa. Dzisiaj pojawiają się, jak wspomniałem, różnice interesów, społeczne zmęczenie, spory polityczne i trudne pytania, więc trwałość wcześniejszej pracy podlega próbie. Dorobek ostatnich dwudziestu pięciu lat pozostaje jednak realny. Przykładem może być także ta nasza rozmowa i inne rozmowy, które już prowadziliśmy. Możemy zadawać sobie pytania niewygodne, próbować zrozumieć zarówno polską, jak i ukraińską perspektywę, interesować się stanowiskiem Kościoła greckokatolickiego i mówić otwarcie o różnicach. To jest wartość. Najbardziej obawiam się utraty właśnie tej zdolności do słuchania. Kiedy druga strona przestaje być dla nas rozmówcą, a staje się jedynie uproszczonym obrazem całego narodu, bardzo szybko tracimy możliwość rzeczywistego rozwiązania problemów. Potrzebujemy dzisiaj rozmowy uczciwej, czasem trudnej, ale prowadzonej z przekonaniem, że spór można przejść bez niszczenia relacji.

Gdyby Ksiądz Biskup miał wskazać trzy najważniejsze zadania na najbliższe lata, co powinno znaleźć się na pierwszym miejscu?

Pierwszym zadaniem jest konsekwencja w prowadzeniu dialogu, również wtedy, gdy stosunki polityczne stają się trudniejsze. Dokumenty i gesty pojednania powinny mieć dalszy ciąg w pracy Kościołów, władz publicznych, środowisk naukowych i organizacji społecznych. Drugim zadaniem jest odpowiedzialna edukacja. Młodzi Polacy i Ukraińcy potrzebują wiedzy o historii oraz przygotowania do krytycznego odbioru informacji, szczególnie tych rozpowszechnianych w mediach społecznościowych. Trzecim obszarem jest współpraca współczesna: szkoły, uczelnie, parafie, instytucje kultury, samorządy i organizacje obywatelskie powinny tworzyć miejsca, w których ludzie mogą poznawać się bezpośrednio i wspólnie rozwiązywać problemy. Najbardziej trwałe pojednanie powstaje wtedy, gdy znajduje oparcie w instytucjach, edukacji i codziennym doświadczeniu ludzi.

Wracamy więc do 1 września. Jaki sens powinna mieć dzisiaj pamięć o początku II wojny światowej w kontekście tej rozmowy?

Pamięć o wojnie powinna uczyć odpowiedzialności za pokój. Musimy znać fakty, pamiętać o ofiarach, wskazywać sprawców i rozumieć mechanizmy polityczne oraz ideologiczne prowadzące do przemocy. Z tej wiedzy wynika pytanie skierowane do naszego pokolenia: jak rozwiązujemy konflikty, które istnieją dzisiaj? Czy potrafimy zachować odpowiedzialność za słowa, uczciwie rozmawiać o historii i reagować na rzeczywiste problemy, zanim przerodzą się w trwałą wrogość? II wojna światowa pokazuje cenę agresji, totalitaryzmu i pogardy dla ludzkiego życia. Właśnie dlatego pamięć o niej powinna skłaniać do ochrony tego, co służy pokojowi, przede wszystkim prawdy, sprawiedliwości, odpowiedzialności, rozmowy i wzajemnego szacunku. Polacy i Ukraińcy mają za sobą trudną historię, ale mają również doświadczenie pojednania i bardzo świeże doświadczenie solidarności. Od naszej odpowiedzialności zależy, jakie miejsce oba te doświadczenia zajmą w przyszłości naszych narodów – polskiego i ukraińskiego.

Rozmawiała: Zdzisława Kobylińska

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.