KAI: wspomnienia o śp. ks. Stanisławie Małkowskim
17 września 2026 | 14:49 | KAI | Warszawa Ⓒ Ⓟ
Fot. archwwa.plZmarły 7 września w wieku 82 lat ks. Stanisław Małkowski był jednym z tych, z jakimi kojarzy się ostatni okres walki z systemem komunistycznym. Był też bezkompromisowym wojownikiem sprawy obrony życia poczętego. Kapłan miał w sobie ewangeliczny radykalizm, który nie zawsze pasował do instytucji i kazał mu chodzić własnymi drogami. Poniżej publikujemy wspomnienia osób związanych z Katolicką Agencją Informacyjną, którzy na pewnym etapie swojego życia zetknęli się z zasłużonym kapłanem. Jego uroczystości pogrzebowe odbędą się w czwartek 17 września w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie.
Zmarły 7 września w wieku 82 lat ks. Stanisław Małkowski był jednym z tych, z jakimi kojarzy się ostatni okres walki z systemem komunistycznym. W pamięć ludziom Solidarności wryło się zdjęcie księdza Małkowskiego klęczącego nad otwartym grobem, w którym miał zostać pochowany męczennik za wiarę, ksiądz Jerzy Popiełuszko. Był październik 1984 roku i wiele osób przeczuwało, że ksiądz Małkowski także znajdował się na liście SB do eliminacji. Jego zaangażowanie w walkę o wolność było powszechnie znane. Dekady później badania IPN pokazały, że tak było w istocie.
Drugim obszarem zaangażowania była walka z plagą aborcji. Obok dominikanów, o. Jacka Salija i o. Ludwika Wiśniewskiego, był twórcą ruchu Gaudium Vitae, wspomagającego samotne matki i kobiety mające urodzić. Był zdecydowanym i bezkompromisowym wojownikiem sprawy obrony życia poczętego. Słynne stało się jego zdanie, że „to nie jest kwestia światopoglądu, tylko człowieczeństwa”. Był w nim ewangeliczny radykalizm, który nie zawsze pasował do instytucji i kazał chodzić własnymi drogami. Budził nadzieję i zawsze pomagał potrzebującym.
Publikujemy niżej trzy wspomnienia ludzi związanych z KAI, którzy na pewnym etapie swojego życia zetknęli się w ks. Stanisławem Małkowskim.
Piotr Ciompa: Przez kilka lat byłem kierowcą księdza Małkowskiego, jednym z czterech, bo jego aktywność była tak duża, że sam bym nie dał rady. On posługiwał naszej wspólnocie neokatechumenalnej, choć sam nie był z tym ruchem związany. Po prostu pomagał, służył jako kapłan. Oprócz tego jeździliśmy z darami. Mój samochód był przystosowany do wożenia dzieci, był duży, więc dużo się w nim mieściło. Bywaliśmy w Zbroszy Dużej, u księdza Sadłowskiego, ale także w areszcie na Białołęce. Opowiadał mi o okolicznościach, w jakich został przez władze więzienne usunięty. Rzeczywiście przekroczył przepisy. Przeniósł gryps od jednego z więźniów do jego żony. Ale to nie był gryps w sprawach przestępczych. Ten więzień, po wielu rozmowach z księdzem, chciał wysłać swojej żonie prośbę o przebaczenie i pojednanie. Kobieta jednak poinformowała o tym władze więzienne i one – zgodnie z przepisami – księdza usunęły. On jednak uważał, że nie może odmówić udziału w takiej misji i wziął na siebie ryzyko. Był dobrym człowiekiem.
Tomasz Królak: Pierwszy raz zobaczyłem go na początku 1982 roku, w pierwszych tygodniach stanu wojennego. To było w mojej rodzinnej Górze Kalwarii. Do kościoła “na górce”, wokół którego skupiało się duszpasterstwo młodzieży, zaprosił go z kazaniem jego przyjaciel ks. Stanisław Ługowski, który działał – jako współzałożyciel – w powołanym przez ks. Małkowskiego Ruchu Obrony Dzieci Poczętych Gaudium Vitae. Miałem wówczas 17 lat. Początki stanu wojennego to czasy bardzo ponure, beznadziejne, które siały mnóstwo lęku i niepewności o przyszłość. Usłyszenie słów prawdy o tym, co nas, Polaków spotkało, było właściwie publiczne niemożliwe. Pozostawały długie nocne rozmowy w rodzinie i wśród przyjaciół oraz słuchanie Wolnej Europy i Radia Watykańskiego, gdzie można było usłyszeć słowa otuchy. Szczególnie krzepiące były te kierowane do Polaków przez Jana Pawła II. Ale to były słowa z dalekich krajów i słuchanie w zaciszu domowym. Głośno mówiła wyłącznie kłamliwa propaganda. I oto rewelacja! Przyjeżdża ksiądz, który, głosząc kazanie, zachęca do nadziei, wyśmiewa wronę (wiadomo, co symbolizowała), która wrzeszczy, ale niewiele może zrobić. Ukazał to wszystko, co wokół, jako przejaw bezradności tępej władzy, która, nie mogąc znieść solidarnościowego wybuchu i aspiracji ku wolności, usiłuje zabić opór pałkami. On to wszystko wyśmiewał, a ironizując na temat wrony – wlewał otuchę do naszych łów i serc. Zapewne Góra Kalwaria nie była jedynym wówczas jego przystankiem i z pewnością owa krzepiąca moc “Małkowskich” słów szeroko rozlewała się po Polsce. Na pewno liczny był to legion. Po kazaniach ks. Małkowskiego na pewno wzmocniony nadzieją, ale i wiarą. Nie zawsze rozumiałem jego poczynania w wolnej już Polsce, ale nigdy nie miałem wątpliwości, że jest to człowiek krystalicznie uczciwy, a jego busolą pozostaje tylko i wyłącznie jego sumienie, nie zaś jakiekolwiek względy obliczone na poklask, karierę czy wygodę.
Pozostaję mu wdzięczny za jego słowa, zwłaszcza te z 1982 roku. Chylę czoło przed jego niezłomną postawą, za którą słono zapłacił zarówno ze strony władz, jak i instytucjonalnego Kościoła.
O. Stanisław Tasiemski OP: W naszym zakonie istnieje pamięć tego, że w pewnym momencie swojego życia – to była pierwsza połowa lat 70. – myślał o tym, żeby być dominikaninem. Był w nowicjacie, głosił kazania, bardzo wyraźnie broniąc życia ludzkiego. To był człowiek, który często, jak to się powiada, robił po swojemu i to było dla niego przeszkodą. Miał kłopoty z zakonnym posłuszeństwem, dlatego nic z tego nie wyszło. Ale cały czas pozostał w pamięci jako kapłan bardzo ofiarny i troszczący się o tych najmniejszych, którzy nie mają głosu.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

