Drukuj Powrót do artykułu

30 lat Adopcji Serca: od pomocy osieroconym dzieciom w Rwandzie do programu w 15 krajach

17 września 2026 | 11:58 | Rozmawiał Łukasz Kasper, lk | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. ks. Zbigeniew Sobolewski

Adopcja Serca powstała 30 lat temu jako odpowiedź na dramat osieroconych dzieci w Rwandzie, a z czasem stała się programem długofalowego wsparcia dzieci żyjących w ubóstwie w 15 krajach – mówi w rozmowie z KAI Tadeusz Makulski, koordynator programu ze Stowarzyszenia Ruchu „Maitri” w Gdańsku. Jak podkreśla, jego istotą od początku było wsparcie konkretnego, znanego z imienia i nazwiska dziecka, ale także możliwość zbudowania z nim więzi. Dziś program obejmuje ok. 7300 dzieci i niemal 6800 rodziców adopcyjnych. Jego przyszłość wiąże się jednak m.in. ze zmianą pokoleniową wśród misjonarzy, spadkiem zaangażowania w życie parafialne oraz koniecznością dotarcia do darczyńców nowymi kanałami.

Obchody jubileuszu 30-lecia programu Adopcja Serca odbędą się w piątek i sobotę 18-19 września w Centrum Animacji Misyjnej w Konstancinie-Jeziornie (ul. Leśna 15/17). Spotkanie – jak zapowiadają organizatorzy – będzie okazją do opowiedzenia o historii programu, jego wartościach oraz ludziach, którzy od trzech dekad współtworzą to dzieło pomocy dzieciom w krajach misyjnych.

W programie wydarzenia znajdą się m.in. świadectwa osób zaangażowanych w Adopcję Serca, sesja z udziałem ekspertów, premiera filmu jubileuszowego „30 lat nadziei”, panel dyskusyjny, koncert jubileuszowy oraz wystawa fotografii misyjnej.

Poniżej tekst wywiadu:

KAI: Jak narodził się pomysł Adopcji Serca?

Tadeusz Makulski (Ruch Maitri Gdańsk): Adopcja Serca jako program pomocowy narodziła się w 1996 r. w odpowiedzi na wołanie o pomoc polskich misjonarzy, szczególnie księży pallotynów w Rwandzie. Kraj ten znajdował się wtedy w tragicznej sytuacji. Była tam cała masa osieroconych dzieci, które wskutek ludobójstwa znalazły się na ulicach. Te dzieci doświadczyły ogromnej traumy. Wtedy pojawił się pomysł, żeby włączyć je w program długoterminowej pomocy, polegający na pokrywaniu wydatków związanych z edukacją i utrzymaniem oraz zapewnieniu tej pomocy w oparciu o patronów – rodziców adopcyjnych, którzy podejmowali się wsparcia znanego z imienia i nazwiska dziecka. To była charakterystyczna cecha programu. Pierwszy raz w Polsce pojawił się pomysł, żeby wspierać konkretne, znane z imienia, nazwiska i fotografii dziecko, znać historię jego życia. Z drugiej strony zaistniała możliwość wymiany korespondencji z tymi dziećmi.

Po doświadczeniu ludobójstwa w Rwandzie powstała idea, że potrzebny jest nie jednorazowy gest pomocy, ale długofalowe, imienne wsparcie konkretnych dzieci?

Chodziło o wsparcie konkretnego dziecka, ale przede wszystkim o zapewnienie długoterminowej perspektywy. Stąd potrzeba budowy relacji, potrzeba znajomości tego dziecka, identyfikacji konkretnego nazwiska, imienia i fotografii. Do dziś skutkuje tym, że w Polsce w Adopcję Serca angażuje się tysiące ofiarodawców, a wśród nich są tacy, którzy uczestniczą w programie od 30 lat, oczywiście mając pod opieką już kolejne dzieci.

Dlaczego w Adopcję Serca zaangażował się Ruch Maitri?

Charyzmatem Ruchu Maitri jest wyrażana czynem miłość do najuboższych. Ruch Maitri od lat 70. prowadził akcje pomocy wspierające dzieła Matki Teresy w Kalkucie. Dostarczał do Indii wszelkie niezbędne do opieki materiały. W tamtych latach Ruch Maitri podejmował współpracę z Pallotyńskim Sekretariatem Misyjnym i wspierał działania ośrodka Jeevodaya w Indiach, który prowadził ks. Adam Wiśniewski SAC. Tam też pojawiły się pomysły wspierania dzieci w długoterminowej perspektywie, nie w wymiarze pojedynczym, ale całych grup. Relacje z Sekretariatem Pallotyńskim były więc już nawiązane i kiedy pojawiła się potrzeba zorganizowania pomocy w Rwandzie, Ruch Maitri, szczególnie jego gdańska wspólnota, przystąpił do tego najpierw w tradycyjny sposób, wysyłając kontenery z darami i przesyłając środki finansowe. Z czasem, gdy rzeka darów zaczęła płynąć do Rwandy z całego świata, pojawiła się konieczność zapewnienia sierotom długotrwałej pomocy.

W październiku 1996 r. polscy darczyńcy objęli patronatem pierwszych 27 dzieci. Jak u początków programu wyglądała pomoc? Była spontaniczna czy od razu dobrze zaplanowana?

Potrzebna była faza przygotowań. Wojciech Zięba, który wtedy był wtedy liderem gdańskiego ośrodka Ruchu Maitri, dowiedział się jak wygląda taki program w Anglii, jako że od wielu lat tamtejsze organizacje pomocowe organizują tego typu programy. Opierając się na tym modelu, opracował cały schemat i dokumentację do Adopcji Serca i podjął współpracę z księżmi pallotynami. Nie było to już takie spontaniczne działanie, ale dokładnie przemyślany program. Aby mógł on w ogóle ruszyć, potrzebna była tytaniczna praca polegająca na jego rozpowszechnieniu wśród mieszkańców i instytucji kościelnych Trójmiasta, a potem w całej Polsce. Przede wszystkim musieli znaleźć się darczyńcy, ludzie, którzy zadeklarują długotrwałe wsparcie dla konkretnego dziecka. Zmaterializowało się to właśnie w październiku 1996 r. Pierwszą deklarację złożyła jedna z mieszkanek Gdańska i zostało jej przypisane dziecko parafii w Gikondo [dzielnica Kigali, stolicy Rwandy – KAI]. Z drugiej strony, parafie w Rwandzie były w owym czasie miejscami, do których trafiały dzieci pozbawione domu i rodziny, szukające pomocy. Znamy relacje księży pallotynów i sióstr pallotynek o tym, że przed parafiami rano ustawiały się kilkusetosobowe grupy dzieci oczekujące jedzenia i zadbania o nie. W tym realiach ks. Stanisław Filipek SAC, w tamtym czasie proboszcz parafii w Gikondo, zapisywał dzieci do programu Adopcja Serca.

Oczywiście, musimy mieć świadomość, że wtedy nikt jeszcze nie wiedział, że ten program przetrwa 30 lat. Z czasem zaczął obejmować nie tylko straumatyzowane ofiary, osierocone wskutek ludobójstwa, ale też dzieci ze skrajnie ubogich rodzin. I tak jest do dziś.

Dziś Adopcja Serca obejmuje dzieci nie tylko w Rwandzie i nie tylko w Afryce…

Informacje o programie zaczęły się rozprzestrzeniać pomiędzy zgromadzeniami zakonnymi, które pracowały w tamtym czasie w Rwandzie. Za pośrednictwem misjonarzy przenikały one też do sąsiednich krajów. Dzięki zgromadzeniu pallotynów dotarły m.in. do Kongo i Burundi, gdzie znalazły się rzesze uchodźców z Rwandy. Swoistym forum rozpowszechniania wiedzy o działaniu Adopcji Serca były też coroczne spotkania misjonarzy w Polsce, organizowane przez Komisję KEP ds. Misji. Obecnie program realizowany jest w 15 krajach przez około 45 placówek misyjnych i podmiotów świeckich. Dotyczy to Adopcji Serca organizowanej zarówno przez Ruch Maitri, jak i przez Pallotyński Sekretariat Misyjny, które początkowo działały razem, a później zaczęły prowadzić program osobno, ale według tego samego modelu. Pomocą objętych jest około 7300 dzieci, a wspiera je prawie 6800 rodziców adopcyjnych. Jak już wspomniałem, co jest dla nas powodem dumy, są wśród nich osoby, które uczestniczą w programie od 30 lat.

Na jakich zasadach działa Adopcja Serca?

Aby przystąpić do programu Adopcja Serca, można wypełnić deklarację na stronie internetowej www.maitri.pl lub zgłosić się do Pallotyńskiego Sekretariatu Misyjnego. Wypełniając deklarację, wybieramy rodzaj programu, w którym chcemy uczestniczyć. Przeciętna miesięczna składka za udział w programie to 75-95 zł. Po opłaceniu składki za 3 miesiące – darczyńca otrzymuje pakiet informacyjny, a w nim zdjęcie podopiecznego, z którym może podjąć korespondencję. Pieniądze są przekazywane do placówek misyjnych, a za ich pośrednictwem do podopiecznych z przeznaczeniem na pokrycie wydatków związanych z edukacją i pomoc w utrzymaniu.

Jak w praktyce funkcjonuje dziś program?

Obecnie na Adopcję Serca składa się kilka różnych programów. Jeden dotyczy dzieci od wieku przedszkolnego do zakończenia szkoły średniej. Jest program sprzyjający nauce zawodu, tzw. Szkoła Życia (2-3 lata nauki zakończone wyposażeniem podopiecznego w sprzęt pozwalający na zarabianie na życie, np. sprzęt do szycia czy materiały stolarskie). Następnie program adopcji medycznej, ukierunkowany na pomoc i rehabilitację dzieci z niepełnosprawnościami. Takie programy prowadzimy w Rwandzie m.in. we współpracy ze Zgromadzeniem Sióstr od Aniołów i siostrami Franciszkankami do Krzyża, które prowadzą ośrodek dla niewidomych w Kibeho. Mamy też programy dla studentów: jeden polegający na dalszym wspieraniu przez rodziców adopcyjnych absolwenta szkoły średniej na studiach, a drugi – dedykowany klerykom, w ramach którego współpracujemy ze Zgromadzeniem Księży Marianów w Kamerunie oraz z tamtejszą diecezją Doumé–Abong Mbang, której biskupem jest bp Jan Ozga.

Co otrzymuje dziecko objęte programem i jak wygląda relacja między polskim darczyńcą a jego podopiecznym?

Dziecko objęte programem otrzymuje środki na pokrycie wydatków związanych z nauką, z których część pomaga także w jego utrzymaniu. Tu funkcjonują różne modele, bo nie współpracujemy tylko z misjonarzami, ale też z lokalnym Kościołem. Za pośrednictwem placówek misyjnych i podmiotów wspólpracujących środki są dostarczane podopiecznym, a ci są zobowiązani do pisania listów, uczęszczania do szkoły, uczestniczenia w spotkaniach grupowych w ramach Adopcji Serca, które odbywają się 2-3 razy w roku. Listy trafiają do Polski i są tłumaczone przez ośrodki Ruchu Maitri i Pallotyński Sekretariat Misyjny i dostarczane ofiarodawcom. Ze swej strony ofiarodawcy, przystępując do programu, deklarują regularne wpłacanie składek adopcyjnych przez cały okres edukacji dziecka, mniej więcej do ukończenia 18. roku życia. Przeciętny darczyńca, przystępując do Adopcji Serca, ma zatem perspektywę kilkunastoletniego udziału w programie. W tym czasie otrzymuje listy od podopiecznego i co kilka lat jego aktualizacyjne zdjęcia. Część darczyńców decyduje się na nawiązanie relacji i odpisywanie na listy. Zdarzają się przypadki przyjęcia do rodziny i bezpośrednich spotkań obu stron podczas wizyty darczyńcy w Rwandzie czy podopiecznego w Polsce.

Udział w programie przeradza się zatem w bliższe więzi, niepolegające jedynie na korespondencji i wsparciu finansowym na odległość?

Przytoczę tu piękną, ale i dramatyczną historię anestezjologa dr. Ombeniego z Demokratycznej Republiki Konga. Poznałem go jako chłopca podczas jednej z moich wizyt jako koordynatora programu, który pojawiał się na spotkaniach i  tłumaczył ze suahili na angielski. Był pod opieką sióstr pallotynek w Rutshuru w Kongo. Oboje jego rodzice zmarli, matka przy porodzie, ojciec później. Adoptował go wuj, ale też zmarł w wyniku chorób. Jako dziecko został wyrzucony ze szkoły za brak opłaconego czesnego, choć był zdolnym uczniem. Dyrektor szkoły zwrócił się do sióstr o objęcie opieką chłopca. W ten sposób Ombeni znalazł się na liście uczestników Adopcji Serca. W trakcie kilkunastu lat udziału  w programie nawiązał kontakt z rodzicami adopcyjnymi. Pisał listy, na które rodzina z Polski zaczęła odpowiadać. W 2015 r. ufundowali mu komputer, który przekazałem mu podczas pobytu w Kongo. Później dostał się na studia medyczne najpierw w Gomie, a potem w Beninie. W 2020 r. w czasie pandemii COVID-19 zadzwonił do mnie, że przebywa w Europie. Okazało się, że wygrał konkurs dla stażystów-rezydentów we Francji. Powiedział, że bardzo chciałby przyjechać do Polski i spotkać się ze swoimi adopcyjnymi rodzicami. Doszło do tego rok później, gdy zostały zniesione obostrzenia sanitarne. Spotkanie było niezwykle wzruszające. Ombeni przyznał, że rodzice adopcyjni są jego jedyną rodziną, nie ma nikogo innego, z kim miałby podobną relację. Obecnie pracuje jako lekarz w Republice Środkowoafrykańskiej, jest cenionym anestezjologiem i doradcą rządu w tej dziedzinie. Gdy po studiach wrócił do kraju, był jedynym anestezjologiem w stolicy regionu Nord Kivu, milionowej, Gomie.

Ta historia pokazuje, jak z pozoru zwykłe przystąpienie do Adopcji Serca przyczyniło się do ciągu tak szczęśliwych wydarzeń w życiu kilkorga osób.

Wspomnę jeszcze o jednej cudownej historii związanej z programem. Rodzinie z Pyskowic przypisaliśmy kleryka z Rwandy, ze Zgromadzenia Księży Marianów, który przyjechał na studia do Polski. Młody człowiek, również bardzo utalentowany, nawiązał kontakt z polską rodziną po przyjeździe do naszego kraju. Obie strony wyraziły wielką chęć spotkania. W ciągu pięciu lat studiów w Lublinie Celestyn stał się członkiem rodziny. Spędzał z nią każdy wolny czas, święta, wakacje, wyjazdy… Nauczył się mówić bardzo dobrze po polsku. Dziś jest księdzem w Kibeho, realizuje swoje powołanie, ale wciąż jest w kontakcie ze swoją rodziną z Polsce. Oczywiście ma też matkę w Rwandzie, obie rodziny poznały się zdalnie. Ta relacja trwa i wiem, że kwitnie.

Nasuwa się wniosek, że największą wartością Adopcji Serca jest nie tyle pomoc materialna, czy możliwość ukończenia szkoły i uzyskania samodzielności przez podopiecznego, ale nawiązanie i podtrzymanie wzajemnych więzi.

Rzeczywiście, ten wymiar duchowy, pozamaterialny, jest niezwykle ważny. Znam bardzo wiele świadectw dzieci objętych Adopcją Serca. W ciągu 20 lat odbyłem jako koordynator programu kilkadziesiąt podróży do Afryki i kilkaset spotkań z podopiecznymi. Świadomość, że po drugiej stronie jest ktoś, kto bezinteresownie pomaga temu dziecku, była dla nich zawsze niezwykłą wartością. To było coś wyzwalającego u tych dzieci emocje: tam jest ktoś, kto o mnie myśli, a tutaj żyję w biedzie i nikt o mnie nie myśli. Wszyscy żyją po prostu, żeby przetrwać i nie ma czasu na jakieś przytulanki, emocje, zabawki, takich rzeczy tam nie ma. A tu jest ktoś, do kogo mogę napisać list. Może on nawet nie odpisze, ale ja wiem, że o mnie myśli i mogę go obdarzyć swoją modlitwą, a on uzyska dzięki temu błogosławieństwo.

Niezwykłe są świadectwa ludzi, którym pomogliśmy w ramach programu adopcji medycznej w Nyakinama w Rwandzie. Misje prowadzą tam siostry od Aniołów. To są ludzie, którzy mówią o latach poniżenia, gdy dzieci były chowane w glinianych chatach bez podłóg, sanitariatów i elektryczności, przywiązywane za nogę, żeby sobie nie zrobiły krzywdy czy nie weszły do ogniska. Powstał tam komitet samopomocowy, który zgromadził 70 rodzin z dziećmi niepełnosprawnymi fizycznie i intelektualnie, objętych Adopcją Serca. Dzięki uczestnictwu w programie ci ludzie, o czym wielokrotnie mówili na spotkaniach, mogli uzyskać godność dla tych dzieci. To jest chyba jedna z największych wartości tego programu.

Jakie są największe wyzwania dla Adopcji Serca po 30 latach działania programu?

„Ubogich zawsze przy sobie mieć będziecie”, tak? To wiemy z Ewangelii i tak rzeczywiście jest, choć pojawiają się fasady jakiejś nowoczesności, nawet w tych krajach uznawanych za biedne, ale nie najbiedniejszych. Tam nadal są ludzie, którzy muszą przeżyć za kilka złotych dziennie. To ubóstwo wciąż trwa, a w ostatnich latach wręcz wzrosło – mówią o tym statystyki ONZ. Jest ono jednym z największych wyzwań, które wskazują, że ten program musi trwać. Jeżeli ubóstwo wzywa nas po imieniu, to właśnie Adopcja Serca może być odpowiedzią na to wezwanie.

Wielkim wyzwaniem jest przygotowanie się na zmianę pokoleniową wśród dostarczających pomoc na miejscu. Robimy to już od 10 lat. Jest coraz mniej misjonarzy. Są w Afryce zgromadzenia zakonne, które powołały do życia nowe prowincje niezarządzane już przez misjonarzy, ale przez lokalny Kościół, pochodzących stamtąd księży i siostry zakonne. Budowanie relacji do współpracy jest w takiej sytuacji bardzo wymagające, ponieważ są to ludzie z innych kręgów kulturowych, inaczej przygotowani do życia, gospodarowania i działania. Organizujemy dla nich różne kursy i szkolenia, wyposażamy ich w sprzęt po to, aby mogli spełnić wymagania w ramach programu Adopcji Serca. Oczywiście w dalszym ciągu w wielu miejscach trwa współpraca z misjonarzami, ale też wiemy, że od wielu lat misje nie są już zasilane przez misjonarzy z Europy i z Polski.

Inne wyzwanie to współczesność, media społecznościowe, malejąca frekwencja ludzi w kościołach, a to zwykle jest miejsce, gdzie w szczególności do dziś prowadzona jest animacja misyjna. Zatem jeśli jest mniej ludzi, jest też mniej środków przekazywanych na Adopcję Serca. Trzeba więc poszukiwać wyjścia z tej niszy, szukać innych metod komunikacji i… mierzyć się z bardzo dużą konkurencją. Bo dziś ludzi zbierających środki m.in. w internecie jest bardzo dużo. Jest rywalizacja w programach pomocowych, więc trzeba znaleźć drogę do serca ludzi, którzy poważnie myślą o tym, że mogliby zaistnieć w czyimś życiu w ramach programu Adopcji Serca.

Jak można dziś docierać do nowych kandydatów na polskich darczyńców programu?

Powiedziałbym, że tutaj mają zastosowanie różne metody, ale chyba najważniejsze, z mojego doświadczenia, jest utrzymanie dobrych relacji z obecnymi ofiarodawcami. Tak jak wspominałem, w gronie naszych darczyńców są ludzie – około 15% – którzy uczestniczą w programie od 30 lat. Oni się w nim odnaleźli, czują w tym wielki sens. Kontakt z nimi, wsłuchiwanie się w to, czego oni by oczekiwali, a jednocześnie dostarczanie informacji z misji od podopiecznych – to jest to, co sprzyja zaangażowaniu. A z naszych statystyk wynika, że bardzo wielu z tych istniejących ofiarodawców dzieli się tymi informacjami ze swoją rodziną, ze swoimi znajomymi, i to jest w moim przekonaniu jedna z dróg docierania do nowych ludzi.

Oczywiście prowadzimy też działania promocyjne w internecie i social mediach: na Facebooku, Instagramie, TikToku, Youtube. W sobotę 19 września na naszym kanale na Youtube będzie miała miejsce premiera filmu „Adopcja Serca – 30 lat nadziei”. Film jest swoistym podsumowaniem 30 lat istnienia programu Adopcja Serca z różnych perspektyw, ale też pokazuje warunki życia ludzi nim objętych oraz wyjaśnia, dlaczego takie formy pomocy są nadal potrzebne.

Jak można dziś zachęcić Polaków do uczestnictwa w Adopcji Serca?

Z jednej strony można wskazać na uzasadnienie zawarte w społecznej nauce Kościoła. Ci, którzy się w nią wsłuchują, wiedzą, że począwszy od papieża Jana Pawła II, poprzez Franciszka i obecnie u Leona XIV, temat ubóstwa i pomocy ludziom ubogim jest bardzo mocno obecny w agendzie Kościoła. Wystarczy się w nią słuchać, żeby wiedzieć, że są takie potrzeby i że właściwie mamy moralny obowiązek, aby wspierać ludzi w ubóstwie. Po drugie, myślę, że każdy z nas, ludzi o otwartych sercach, ma potrzebę czynienia dobra. Wystarczy tylko mu pokazać, jakimi metodami to dobro można czynić. No i wreszcie są ludzie, którzy szukają swojej rodziny. Ta rodzina niekoniecznie istnieje tu, w Polsce, bo może albo już dzieci dorosły, albo ktoś jest sam. Jeżeli dotrzemy do nich z informacją, to tacy ludzie bardzo chętnie przystępują do programu, znajdując możliwość budowania relacji i nawiązania kontaktu z kimś, kto tak naprawdę jest z innego świata, ale potrzebuje pomocy.

Cały czas w uszach brzmi mi świadectwo pewnej dziewczynki z Rwandy, która powiedziała, że nie tylko bogaci mogą pomagać biednym; że biedni też pomagają sobie sami. Jest bardzo dużo akcji samopomocowych wśród ludzi ubogich. A z drugiej strony, streszczając jej słowa, że biedni też mogą pomagać bogatym – tym, którzy im pomagają – w taki sposób, że się za nich modlą. Dzięki temu, ci ludzie, którzy pomagają, otrzymują błogosławieństwo od Boga. Jeżeli więc szukasz drogi do uzyskania zbawienia i błogosławieństwa, przyłącz się do Adopcji Serca – na pewno będzie to przyczynek do tego wszystkiego.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.