Homilia o. Jacka Salija z okazji 50. rocznicy powstania Komitetu Obrony Robotników | 21 września 2026

Rok: 2026
Autor: o. Jacek Salij OP

Oto pełna treść homilii o. prof. Jacka Salija OP

Podczas tej mszy świętej modlimy się za wszystkich członków Komitetu Obrony Robotników. W sumie trzydziestu ośmiu ludzi sumienia i odwagi, którzy zdecydowali się otwarcie podjąć niepodobającą się ówczesnym władzom inicjatywę i stanęli w obronie krzywdzonych, niesprawiedliwie wyrzucanych z pracy, więzionych i bitych  robotników.

Dzisiaj większość z nich już nie żyje; mówimy o nich: „świętej pamięci”. Warto przypomnieć, że te dwa słowa są skrótową modlitwą, jaką zanosimy za naszych zmarłych. Mówiąc „świętej pamięci”, wkładamy w te dwa wyrazy naszą modlitwę za tego zmarłego: Boże miłosierny, zachowaj tego zmarłego, zachowaj tych naszych zmarłych w swojej świętej pamięci. Nie pamiętaj im tego wszystkiego, co w ich życiu może Tobie się nie podobało. Ale o nich pamiętaj! Zachowaj ich w swojej boskiej pamięci oraz dobro, jakie czynili, to dobro, dla jakiego się poświęcali i jakie po sobie pozostawili. Pamięć Boga nie jest jak pamięć człowieka. Pamięć Boga obdarza i napełnia życiem.

Osoby tworzące KOR reprezentowały różne opcje polityczne i różne przynależności społeczne. Byli wśród nich ludzie prawicy i ludzie lewicy, wierzący i niewierzący, myślący kategoriami patriotycznymi, ale byli wśród nich również ludzie nawykli do myślenia raczej liberalnego. Ludzi tak różnych połączyło przekonanie, że sprawiedliwość społeczna jest dobrem wspólnym nas wszystkich. Że chociaż łatwiej byłoby milczeć, niekiedy trzeba, po prostu trzeba stanąć po stronie krzywdzonych.

Mija właśnie 50 lat od powstania Komitetu Obrony Robotników. Dziś chyba nikt nie wątpi, że było to przełomowe wydarzenie w naszej drodze do wolności. Jednak wtedy, 50 lat temu, nie brakowało ludzi poważnych i uczciwych, naprawdę niebędących zwolennikami ówczesnego reżimu, którzy powstanie KOR-u potraktowali jako przejaw awanturnictwa politycznego,  jako niepotrzebne narażanie społeczeństwa na jeszcze większe represje. Tak wielka była nasza niewrażliwość na to, że kogoś spotyka krzywda, a nawet na to, że my sami krzywdy doznajemy.

Może jednak przypomnę konkretne okoliczności, w których ukształtował się Komitet Obrony Robotników. Zaczęło się od tego, że pod koniec czerwca 1976 roku rząd PRL ogłosił podwyżki cen żywności. Wówczas w wielu zakładach wybuchły strajki.  Z szczególną siłą wybuchły one w Radomiu, Ursusie i Płocku.

Władze zareagowały na te strajki bardzo ostro. Wielu strajkujących zwolniono z pracy, a przecież ta praca stanowiła podstawowe źródło utrzymania ich rodzin. Milicja się nie patyczkowała, biła bez litości. Sądy skazywały na więzienie i grzywny. Pamiętam, bardzo byłem zbudowany faktem, że niektórzy moi znajomi organizowali dla represjonowanych pomoc prawną, często również finansową – i nie dało się wątpić, że w ten sposób również osobiście się narażali. Dopiero później dowiedziałem się, że wyróżnili się wtedy zwłaszcza harcerze z Czarnej Jedynki od Reytana.

Szczególnie wstrząsające były dochodzące do społeczeństwa wiadomości o tzw. „ścieżkach zdrowia”. Mam u siebie na półce opracowany przez prof. Wiktorię Śliwowską słownik biograficzny polskich zesłańców na Syberię. Są tam m.in. nazwiska nieszczęśników, którzy byli skazani na przejście przez szpaler stu żołnierzy, mających rozkaz bicia kijami takiego skazańca. Przy niektórych nazwiskach znajduje się notatka, że kara zakończyła się śmiercią bitego. Aż nie chce się wierzyć, że te zbójeckie tradycje carskich zwyrodnialców spodobały się komuś w PRL-owskim aparacie represji.

Wspominam wszystkie te wydarzenia, bo one były poniekąd przygotowywaniem gruntu pod powstanie Komitetu Obrony Robotników. Ale wspomnieć jeszcze trzeba o ważnym wydarzeniu międzynarodowym, które istotnie przyczyniło się do powstania KOR-u. Mam na myśli porozumienia helsińskie z roku poprzedniego, tzn. 1975. Państwa, które przystąpiły do tych porozumień zobowiązywały się m. in. do respektowania praw człowieka. Sygnatariuszami tych porozumień był m.in. Związek Radziecki oraz PRL. Przyznam się ze wstydem, że początkowo w ogóle nie doceniłem znaczenia porozumień helsińskich – komuniści od lat powtarzali tyle wzniosłych zapewnień, że człowiek nauczył się nimi w ogóle nie przejmować i nie spodziewał się po takich deklaracjach niczego dobrego.

Na szczęście znaleźli się mądrzy prawnicy, którzy zrozumieli, że wobec oficjalnych deklaracji naszych władz państwowych warto sprawdzić ich gotowość do rzeczywistego respektowania praw człowieka. Taki by początek KOR-u. Jak dowiedziałem się, przygotowując się do dzisiejszego wystąpienia, wstępną wersję dokumentu powołującego Komitet Obrony Robotników opracowali 11 września 1976 Antoni Macierewicz, Piotr Naimski i Wojciech Onyszkiewicz. 23 września ukonstytuowany został KOR w mieszkaniu Anieli Steinsbergowej.

Nowością było to, że powołując się na porozumienia helsińskie, Komitet Obrony Robotników od samego początku otwarcie ogłosił swoje istnienie. Mówiąc krótko, nigdy nie był organizacją podziemną. Jego pomoc była bardzo konkretna. Starano się organizować pieniądze dla rodzin, które ucierpiały wskutek represji. Pilnowano tego, żeby podczas procesów oskarżeni mieli porządnych adwokatów; na procesy sądowe jeździli wolontariusze, żeby swoją obecnością dodać oskarżonym otuchy. Dużą wagę KOR przywiązywał do tego, żeby informacje o represjach i w ogóle o tym, co w związku z tym się dzieje, docierały zarówno do społeczeństwa jak za granicę.

Przy okazji przypomnijmy, że wkrótce powstał – również jako organizacja jawna, a nie podziemna – Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, potem jeszcze Konfederacja Polski Niepodległej, czy Komitet Samoobrony Chłopskiej (Zbrosza Duża, ks. Czesław Sadłowski).

Przejdźmy wreszcie do słowa Bożego, które przed chwilą zostało nam przeczytane. Skupmy się tylko na tym jednym słowie, które Pan Jezus skierował do człowieka siedzącego na komorze celnej, imieniem Mateusz. Powiedział mu: „Pójdź za Mną”. Porównajmy nawrócenie Mateusza z opisanym w Ewangeliach nawróceniem jeszcze innego celnika, mianowicie Zacheusza. Chociaż oba te wydarzenia są do siebie podobne, to jednak różnią się istotnie.

W czasach Pana Jezusa celnikami porządni ludzie gardzili. To byli zdrajcy sprawy narodowej, kolaborujący z władzą rzymskiego okupanta, a ich praca zawodowa polegała często na bogaceniu się cudzą krzywdą. Ale Pan Jezus nie dzielił ludzi na godnych i niegodnych szacunku. Dla Niego każdy człowiek jest skarbem, każdego z nas chce On ocalić na życie wieczne.

To dlatego Pan Jezus z własnej inicjatywy podszedł zarówno do Mateusza, jak do Zacheusza. Obaj naprawdę się nawrócili. Żeby podkreślić swoją radość, jeden i drugi zaprosili do siebie ludzi ze swojego środowiska, a takich porządne społeczeństwo przecież wykluczało. „Dlaczego On jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” – gorszono się na widok przyjęcia w domu Mateusza. „Do grzesznika poszedł w gościnę” – szemrali inni, oburzeni na to, że Jezus dał się zaprosić do domu Zacheusza.

Obaj celnicy usłyszeli Jezusowe „Pójdź za Mną” i poszli za tym wezwaniem. Jednak każdy stosownie do swojej duchowej urody. Zacheusz stanął przed Jezusem i powiedział Mu: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. Jak widzimy, nawet nie zmienił zawodu, pozostał – jak to byśmy dzisiaj powiedzieli – finansistą.

Ale realnym owocem jego nawrócenia było to, że pieniądze przestały być dla Zacheusza najwyższą wartością. Ponad pieniądze i bogacenie się postawił Boga i troskę o życie wieczne i zasady sprawiedliwości. Pieniądze zapewne nie przestały być dla niego ważne, ale postawił je Zacheusz na właściwym miejscu. Ze spotkania z Panem Jezusem wyszedł zupełnie odnowiony.

Losy celnika Mateusza były inne. On porzucił swoją pracę celnika i stał się jednym z dwunastu apostołów. Jezusowe „Pójdź z Mną” było dla Mateusza wezwaniem do głoszenia przyniesionej przez Jezusa Dobrej Nowiny. Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że dzisiaj mamy 21 września, a w tym dniu Kościół rok rocznie świętuje wspomnienie apostoła Mateusza.

A dla nas, zgromadzonych z okazji pięćdziesięciolecia KOR-u niech to będzie okazja do uświadomienia sobie, że każdy z nas – każdy zapewne inaczej – stoi przed tym wezwaniem: „Pójdź za Mną”. Każdy z nas – każdy zapewne jakoś inaczej – stoi przed wezwaniem, żeby przyczyniać się tak jak potrafię do dobra wspólnego. Żeby przyczyniać się do wzrastania w nas wrażliwości na krzywdę i różne niesprawiedliwości, do budowania solidarności – ale solidarności autentycznej – bez jakiejkolwiek formy pogardy, pychy czy wykluczania

Mówiąc krótko: W raj nasza kochana Polska na pewno nigdy się nie przemieni. Ale od nas naprawdę wiele zależy, żeby stała się krajem sprawiedliwym i żeby w niej było coraz piękniej. O to się módlmy. Amen.

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.