Abp Fulton J. Sheen – „amerykański Wojtyła”
24 września 2026 | 15:46 | ks. kan. dr hab. Franciszek Jabłoński | Warszawa Ⓒ Ⓟ
Fot. East NewsAbp Fulton J. Sheen, którego beatyfikacja odbędzie się 24 września w St. Louis, może być dla współczesnego Kościoła wzorem ewangelizatora wykorzystującego media do głoszenia Ewangelii i budowania misyjnej wspólnoty – uważa ks. kan. dr hab. Franciszek Jabłoński. W analizie dla KAI misjolog przypomina, że amerykański hierarcha, znany milionom widzów z programu „Life Is Worth Living”, był zarazem wielkim promotorem misji, twórcą Światowego Różańca Misyjnego i człowiekiem głęboko zakorzenionym w Eucharystii. Autor nazywa Sheena „amerykańskim Wojtyłą”, nie zrównując oczywiście ich biografii, ale widząc podobieństwo charyzmatu komunikowania Ewangelii. W beatyfikacji amerykańskiego arcybiskupa widzi także okazję do ponownego odkrycia tej postaci w Polsce.
Abp Fulton Sheen – „amerykański Wojtyła”
1. Moje osobiste doświadczenie z postacią abp. Fultona Sheena
Postać arcybiskupa Fultona J. Sheena poznałem najpierw nie jako słynnego kaznodzieję telewizyjnego, lecz jako człowieka głęboko oddanego misjom. Zetknąłem się z nim w ramach animacji misyjnej oraz propagowania Światowego Różańca Misyjnego (pięciokolorowego), którego był twórcą i gorliwym promotorem. Znacznie głębiej zainteresowałem się jednak jego życiem i działalnością w 2002 roku, podczas mojego pierwszego pobytu w Stanach Zjednoczonych.
Przebywałem wówczas w jednej z amerykańskich parafii w stanie Connecticut. Spotkałem tam ludzi, którzy bardzo dobrze pamiętali Fultona Sheena. Mówili o nim nie jak o postaci historycznej, ale jak o kimś, kto przez wiele lat był obecny w ich domach. Starsi parafianie wspominali szczególnie wtorkowe wieczory, kiedy zasiadali przed telewizorami, aby oglądać jego program „Life Is Worth Living”. W szczytowym okresie audycja gromadziła nawet około trzydziestu milionów widzów tygodniowo. Moi rozmówcy podkreślali, że Sheena słuchali nie tylko katolicy, lecz także protestanci oraz przedstawiciele innych religii.
Pamiętano zarówno jego niezwykły sposób mówienia, jak i poruszane przez niego zagadnienia. Podejmował problemy religijne, etyczne i moralne, komentował życie społeczne i polityczne, a jednocześnie nieustannie przypominał o misyjnej odpowiedzialności Kościoła. Potrafił mówić o sprawach trudnych językiem prostym, konkretnym i zrozumiałym dla każdego człowieka.
Jego obecność okazała się żywa również w następnym pokoleniu Amerykanów. Młodsi ludzie znali Sheena z opowiadań swoich rodziców. Jedna z Amerykanek powiedziała mi, że jej ojciec, wyjaśniając jej i siostrze prawdy wiary, bardzo często cytował właśnie Fultona Sheena. W ten sposób telewizyjny kaznodzieja stał się nie tylko nauczycielem jednego pokolenia, lecz także pośrednio katechetą jego dzieci. Pamięć o nim podtrzymywała również katolicka stacja EWTN (Eternal Word Television Network), która ponownie emitowała jego wystąpienia.
Moje spotkanie z Fultonem Sheenem miało również wymiar modlitewny. Podczas mojego ostatniego pobytu w Stanach Zjednoczonych, związanego z pielgrzymką kapelanów Rycerzy Kolumba, mogłem zejść do krypty znajdującej się pod głównym ołtarzem katedry św. Patryka w Nowym Jorku. W tamtym czasie spoczywał tam jeszcze arcybiskup Fulton Sheen. Mogłem zatrzymać się przy jego grobie i osobiście się pomodlić. W krypcie znajdowały się wówczas groby trzech osób, których procesy beatyfikacyjne lub kanonizacyjne są prowadzone przez Kościół: czcigodnego sługi Bożego Pierre’a Toussainta, arcybiskupa Fultona Sheena oraz sługi Bożego kardynała Terence’a Cooke’a. Było to dla mnie nie tylko zetknięcie z historią Kościoła w Stanach Zjednoczonych, lecz przede wszystkim osobiste, duchowe spotkanie z człowiekiem, którego myśl od wielu lat inspirowała moją działalność naukową, misyjną i duszpasterską. Doczesne szczątki Fultona Sheena zostały później, w 2019 roku, przeniesione z Nowego Jorku do katedry Najświętszej Maryi Panny w Peorii. Nota bene, Pierre Toussaint był postacią niezwykle interesującą. Ten pochodzący z Haiti świecki katolik urodził się jako niewolnik, a w Nowym Jorku zdobył wolność i uznanie jako ceniony fryzjer tamtejszej elity. Jako jedyny człowiek świecki został pochowany w krypcie katedry św. Patryka pośród biskupów i kardynałów. Jego obecność w tym miejscu stanowi wymowny znak powszechnego powołania do świętości.
Szczególnym potwierdzeniem trwałości oddziaływania Sheena są słowa papieża Leona XIV. Wspominając go podczas spotkania z przedstawicielami Papieskich Dzieł Misyjnych, wyznał: „Ja sam byłem świadkiem jego ewangelizacji, gdy dorastałem”. Papież jako chłopiec należał więc do milionów Amerykanów formowanych przez głos tego niezwykłego kaznodziei.
Fulton Sheen stał się również dla mnie jednym z mistrzów i ważnym punktem odniesienia w trzech dziedzinach.
Po pierwsze, fascynuje mnie jego sposób przekazywania Ewangelii. Dysponował właściwie tylko dwoma prostymi narzędziami: tablicą i kredą oraz słowem jasnym, konkretnym, obrazowym i nierzadko wzbogaconym humorem. Potrafił za pomocą jednego porównania wyjaśnić prawdę, której przedstawienie w języku teologicznym wymagałoby długiego wykładu. Pokazywał, że głębia przekazu nie musi oznaczać jego skomplikowania.
Po drugie, jeszcze większą inspiracją stał się dla mnie jako krajowy dyrektor Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary w Stanach Zjednoczonych. Pełnił tę funkcję w latach 1950–1966, tworząc nowoczesny, jak na warunki lat pięćdziesiątych, sposób animacji misyjnej.
Po trzecie, korzystałem z jego mądrości w duszpasterstwie małżeństw i rodzin. W homiliach, konferencjach oraz spotkaniach formacyjnych wielokrotnie sięgałem po jego obrazy, porównania i przykłady.
Owocem tej fascynacji stały się również systematyczne badania nad życiem, dorobkiem i osiągnięciami Fultona Sheena. Ich rezultatem był obszerny artykuł zatytułowany „Sługa Boży arcybiskup Fulton John Sheen (1895–1979) – wybitny teolog, filozof, kaznodzieja i animator misyjny”. Tekst powstał z okazji trzydziestej rocznicy śmierci arcybiskupa i został opublikowany w księdze pamiątkowej „Credidimus caritati”, pod redakcją Mirosława Olczyka i Pawła Podeszwy, (Gniezno 2010, s. 187–203). Artykuł jest dostępny również w internecie i stanowi punkt wyjścia do dalszego pogłębiania oraz poszerzania badań nad postacią Sheena – jego nowatorstwem w dziedzinie mediów, działalnością misyjną i aktualnością jego myśli dla współczesnego duszpasterstwa.
2. Wzór animatora misyjnego i twórca misyjnego różańca
Odpowiedzialność za cały Kościół powszechny, który z natury jest misyjny, Fulton J. Sheen potrafił przełożyć na bardzo konkretny program działania. W latach 1950–1966 pełnił funkcję krajowego dyrektora Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary w Stanach Zjednoczonych, koordynując pracę 129 dyrektorów diecezjalnych. Nie ograniczał się jednak do sprawowania funkcji administracyjnej. Stworzył nowoczesny model animacji misyjnej, łączący modlitwę, informację, wykorzystanie mediów, osobisty kontakt z ofiarodawcami oraz konkretne wsparcie dla misjonarzy. Spośród wielu jego inicjatyw dwie zasługują na szczególną uwagę, ponieważ wywarły wpływ na animację misyjną Kościoła na całym świecie, a ich ślady można odnaleźć również w Polsce.
Pierwszą było opracowanie Światowego Różańca Misyjnego. 75 lat temu, 11 lutego 1951 roku, w święto Matki Bożej z Lourdes, podczas radiowej audycji The Catholic Hour, Sheen przedstawił ideę różańca, którego pięć dziesiątek, oznaczonych różnymi kolorami, miało obejmować modlitwą wszystkie kontynenty. Pragnął, aby człowiek odmawiający różaniec odbywał niejako duchową podróż dookoła świata i otaczał modlitwą za pokój na świecie oraz za całą rodzinę ludzką. Kluczem do wykorzystania był kolor skóry ludzkiej oraz specyfika poszczególnego kontynentu.
Kolor żółty – światło poranka i wschodzącego słońca, wskazujące na Azję oraz kolor skóry. Kolor niebieski – wody otaczające wyspy Oceanii i Pacyfiku oraz ludzi mieszkającymi nad błękitnymi oceanami. W środku różańca jest kolor biały symbolizuje Europę, będącą też siedzibą „białego” papieża w bieli. Kolor czerwony oznaczał ogień wiary przyniesionej przez misjonarzy na kontynenty amerykańskie, i czerwonoskórych mieszkańców. Kolor zielony przypominał lasy i rozległe tereny Afryki oraz muzułmanów (prawdopodobnie nie użył koloru czarnego z którym związane są negatywne konotacje). W ten sposób każda dziesiątka różańca stawała się modlitwą za określoną część świata, za żyjące tam wspólnoty chrześcijańskie, misjonarzy oraz ludzi oczekujących na Ewangelię.
Sheen podkreślał, że różaniec nie jest mechanicznym powtarzaniem tych samych słów. Opowiadał o młodej kobiecie, która po jednym ze spotkań oświadczyła mu, że nigdy nie zostanie katoliczką, ponieważ katolicy w różańcu nieustannie powtarzają te same modlitwy, a człowiek powtarzający wciąż to samo nie może być szczery.
Towarzyszył jej wówczas młody mężczyzna. Sheen zapytał:
– Kim jest ten człowiek?
– To mój narzeczony – odpowiedziała.
– Czy on panią kocha?
– Tak, powiedział mi to.
– A co powiedział?
– „Kocham cię”.
– Czy powiedział to tylko jeden raz?
– Nie, mówi mi to każdego wieczoru.
– W takim razie proszę mu nie wierzyć, skoro ciągle powtarza to samo – odpowiedział Sheen.
W ten prosty sposób pokazał, że słowa płynące z miłości nigdy nie są jedynie mechanicznym powtórzeniem.
Sheen przypominał jednocześnie, że pokój na świecie rozpoczyna się od przemiany ludzkiego serca: świat zmieni się dopiero wówczas, gdy zmienimy się my sami. Dlatego zachęcał, aby różaniec mieć zawsze przy sobie – w dłoni albo w kieszeni – i wykorzystywać na modlitwę zwyczajne chwile: drogę, oczekiwanie na pociąg, pobyt w poczekalni czy nawet stanie w ulicznym korku. Czas pozornie stracony mógł dzięki temu stać się czasem modlitwy za cały świat.
Drugim ważnym osiągnięciem Sheena było nowoczesne wykorzystanie słowa drukowanego oraz stworzenie osobistej więzi z ludźmi wspierającymi misje. Obserwując rozwój świeckiego rynku wydawniczego, zauważył rosnącą popularność niewielkich publikacji, które można było zabrać ze sobą i czytać w dowolnym miejscu. Dlatego duże, drukowane techniką rotograwiurową czasopismo Catholic Missions przekształcił w poręczny dwumiesięcznik Mission. Miał on format zaledwie 14 × 10 centymetrów, liczył 48 stron i mieścił się w kieszeni. Sheen założył również bardziej naukowy kwartalnik Worldmission, publikujący opracowania ekspertów zajmujących się problematyką misyjną. Na łamach tych publikacji przedstawiano życie Kościołów misyjnych, konkretne potrzeby ludzi, dane statystyczne, fotografie i krótkie, sugestywne komentarze. Sheen wiedział, że ogólne wezwanie do pomocy nie wystarczy. Trzeba pokazać konkretną osobę, jej historię oraz dobro, które może się dokonać dzięki nawet niewielkiej ofierze. Szczególną rolę odgrywała rozpowszechniana w amerykańskiej prasie katolickiej rubryka God Love You – „Niech Bóg cię miłuje”, której przesłanie można porównać do naszego polskiego „Bóg zapłać”. Sheen publikował w niej podziękowania dla ofiarodawców, przytaczając również motywy, dla których zdecydowali się wesprzeć misje. Jeden z nich przesłał 10 dolarów, wyjaśniając, że zamierzał kupić za nie książkę, ale uznał, iż na misjach pieniądze te mogą zostać przeznaczone na książki bardziej potrzebne innym. Ośmioletnie dziecko ofiarowało dolara ze swoich oszczędności, ponieważ na łamach Mission zobaczyło fotografię głodnej dziewczynki i zapragnęło, aby miała co jeść. Jeszcze inny ofiarodawca przesłał 15 dolarów i 65 centów – całą swoją pierwszą tygodniową wypłatę – pragnąc, aby zarobione po raz pierwszy pieniądze zostały przeznaczone na misje Ojca Świętego.
Sheen dziękował ofiarodawcom, odpowiadał na ich listy i pokazywał ich przykład innym. W ten sposób budował nie tylko system finansowego wspierania misji, lecz przede wszystkim szeroką wspólnotę ludzi odpowiedzialnych za misyjne dzieło Kościoła. Ten sposób myślenia był mi szczególnie bliski, gdy w archidiecezji gnieźnieńskiej tworzyłem grono przyjaciół naszych misjonarzy – Świętowojciechową Rodzinę Misyjną. Przez wiele lat jednoczyła ona ludzi, którzy poprzez modlitwę, ofiarę i zainteresowanie życiem misjonarzy wspierali misyjne dzieło Kościoła gnieźnieńskiego. Wspólnota ta nadal pomaga misjonarzom pochodzącym z naszej archidiecezji. Wielkość Sheena jako animatora misyjnego polegała na tym, że potrafił przekonać zwyczajnego człowieka, iż również on może uczestniczyć w misji Kościoła. Wystarczy dziesiątka różańca odmówiona za jeden z kontynentów, drobna ofiara połączona z wyrzeczeniem, zainteresowanie losem głodnego dziecka czy pierwsza wypłata oddana potrzebującym. Sheen nie stworzył jedynie sprawnego systemu zbierania funduszy. Tworzył misyjną wspólnotę modlitwy, odpowiedzialności i miłości, obejmującą cały świat.
3. Nauka o małżeństwie
Po trzecie, ważnym źródłem inspiracji było dla mnie nauczanie Fultona Sheena o małżeństwie i rodzinie. Jako diecezjalny duszpasterz małżeństw i rodzin, prowadząc konferencje dla narzeczonych i małżonków, wielokrotnie korzystałem z jego myśli, obrazów i porównań. Szczególnie bliska stała mi się przedstawiona przez niego koncepcja miłości małżeńskiej jako ziemskiego odblasku miłości Trójcy Świętej. Sheen wychodził z założenia, że prawdziwa miłość ma naturę trynitarną: jest ten, który kocha, ten, który jest kochany, oraz miłość, która ich jednoczy. W Bogu tę doskonałą komunię tworzą Ojciec, Syn i Duch Święty. Małżeństwo zostaje zaproszone, aby na ludzką miarę stawać się obrazem tej jedności, wzajemnego oddania i płodności miłości.
Myśl tę Sheen rozwinął szczególnie w książce Three to Get Married, wydanej po polsku pod tytułem Troje do pary. Tytułowe „troje” to mężczyzna, kobieta i Bóg. Małżonkowie nie powinni czynić siebie nawzajem bożkami ani oczekiwać, że druga osoba zaspokoi wszystkie pragnienia ich serca. Żaden człowiek nie może bowiem dać drugiemu nieskończonej miłości, której ostatecznym źródłem jest jedynie Bóg. Mąż i żona mają więc nie tylko patrzeć na siebie, ale również razem spoglądać ku Bogu i Jemu powierzać swoją wspólną drogę. Właśnie obecność Boga sprawia, że ich „ja” i „ty” może dojrzewać do prawdziwego „my”. Trzecim w małżeństwie jest zatem przede wszystkim Bóg, natomiast dziecko, jeśli przychodzi na świat, staje się widzialnym owocem, a według pięknego określenia Sheena – niejako „wcieleniem” miłości rodziców. Również małżeństwo bezdzietne zachowuje jednak swój trynitarny charakter, ponieważ jego jedność pozostaje otwarta na Boga i różne postacie duchowej płodności.
Szczególnie wartościowa duszpastersko była dla mnie analiza kryzysu małżeńskiego dokonana przez Sheena. Kryzys pojawia się często wtedy, gdy idealny obraz ukochanej osoby zderza się z jej rzeczywistymi ograniczeniami. Człowiek zaczyna wówczas obwiniać współmałżonka za pustkę, której on nie jest w stanie wypełnić. Sheen pokazuje jednak, że jest to wezwanie do oczyszczenia i pogłębienia miłości. Chrześcijańskim rozwiązaniem nie jest poszukiwanie nowej osoby i nowego zakochania, lecz odzyskanie pierwszej miłości na wyższym poziomie – poprzez przebaczenie, ofiarę, ponowny wybór współmałżonka i wspólne zwrócenie się ku Bogu. Ta właśnie wizja pomagała mi ukazywać narzeczonym i małżonkom, że sakrament małżeństwa nie jest jedynie błogosławieństwem udzielonym w dniu ślubu, ale drogą powołania, na której dwoje ludzi, razem z Bogiem, uczy się kochać miłością wierną, ofiarną i płodną.
4. Kościół w Polsce a postać Fultona Sheena
Można postawić pytanie: czy katolicy w Polsce znają arcybiskupa Fultona J. Sheena? Jeśli przez znajomość rozumiemy powszechną rozpoznawalność jego nazwiska, odpowiedź musi być ostrożna: z pewnością nie jest on znany masowo. Jego obecność w Kościele w Polsce okazuje się jednak znacznie większa, niż mogłoby się wydawać. Można ją dostrzec w spotkaniu ze św. Janem Pawłem II, w animacji misyjnej, w polskich przekładach książek, w zainteresowaniu polskimi dziejami, a także w recepcji jego nauczania przez polskich duchownych i kaznodziejów.
Najbardziej wymownym polskim odniesieniem pozostaje spotkanie Sheena ze św. Janem Pawłem II. Doszło do niego 2 października 1979 roku, podczas pierwszej pielgrzymki papieża do Stanów Zjednoczonych. W katedrze św. Patryka w Nowym Jorku Jan Paweł II przywołał sędziwego arcybiskupa, objął go i powiedział: „Pisałeś i mówiłeś dobrze o Panu Jezusie. Jesteś lojalnym synem Kościoła”. Było to niejako publiczne podsumowanie całej jego posługi, wypowiedziane zaledwie nieco ponad dwa miesiące przed śmiercią Sheena. Arcybiskup zmarł 9 grudnia 1979 roku, w 84. roku życia. Podczas uroczystości pogrzebowych w katedrze św. Patryka zgromadziło się około trzech tysięcy osób. Kaznodzieja mówił wówczas, że „w Kościele i w naszym narodzie zgasł głos, który nie znajdzie już odpowiednika w naszych dniach”.
Patrząc na jego sposób przemawiania, gest, kontakt ze słuchaczem oraz zdolność łączenia głębi przekazu z prostym i obrazowym językiem, nieraz myślę, że można by nazwać Sheena „amerykańskim Wojtyłą”. Nie chodzi oczywiście o zrównanie ich biografii czy kościelnej misji, ale o pewne podobieństwo charyzmatu komunikowania Ewangelii. Obaj potrafili nawiązać bezpośredni kontakt zarówno z dziećmi i młodzieżą, jak i z ludźmi starszymi czy intelektualistami. Obaj posługiwali się żywym słowem, gestem, poczuciem humoru i nowoczesnymi środkami społecznego przekazu, nie pomniejszając przy tym powagi głoszonej prawdy.
Drugą przestrzenią obecności Sheena w Polsce jest animacja misyjna. Paradoksalnie wielu polskich katolików korzysta z jego dziedzictwa, nie wiedząc nawet, z czyjej inicjatywy ono powstało. Mam tu na myśli pięciokolorowy różaniec misyjny. W Polsce różaniec misyjny dociera do szerokich rzesz dzieci, młodzieży i dorosłych. W wielu parafiach otrzymują go dzieci przygotowujące się do Pierwszej Komunii Świętej. Mogę zaświadczyć, że zarówno w parafii, w której obecnie pracuję w Gnieźnie, jak i w mojej poprzedniej parafii, każdego roku dzieci pierwszokomunijne otrzymują różaniec misyjny wraz z katechezą o modlitwie za narody zamieszkujące pięć kontynentów. Jest to zatem bardzo konkretny sposób obecności myśli Fultona Sheena w polskim duszpasterstwie.
Kolejną drogą poznawania jego osoby są tłumaczenia książek. Kiedy przygotowywałem swoje wcześniejsze opracowanie o Sheenie, polska bibliografia jego dzieł była jeszcze stosunkowo skromna. Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Jeden z obecnych polskich wykazów bibliograficznych odnotowuje już 53 pozycje wydawnicze, chociaż w kilku przypadkach są to odmienne przekłady tego samego dzieła. Polski czytelnik ma dostęp między innymi do książek: Siedem ostatnich słów, W górę serca, Warto żyć!, Troje do pary, Wstęp do religii, Życie Jezusa Chrystusa, Kapłan nie należy do siebie, Maryja. Pierwsza miłość świata, Skarb w glinianym naczyniu, Różaniec święty czy Komunizm i sumienie Zachodu. Nie można więc już mówić jedynie o pojedynczych przekładach, lecz o pokaźnym, choć nadal niewystarczająco znanym korpusie jego dzieł dostępnych po polsku.
Warto także przypomnieć, że sam Sheen wielokrotnie interesował się Polską. W audycji wygłoszonej 14 marca 1943 roku mówił amerykańskim dzieciom o losie około pół miliona polskich dzieci znajdujących się wówczas na terenie Związku Sowieckiego. Informacje te otrzymał od biskupa polowego Józefa Gawliny. Zachęcał swoich młodych słuchaczy, aby modlili się za nie do Matki Bożej Częstochowskiej.
Polska była dla Sheena nie tylko jednym z krajów cierpiących wskutek wojny. Traktował jej los jako swoisty probierz moralny świata zachodniego. W książce Seven Pillars of Peace z 1944 roku przekonywał, że to, co stanie się z Polską, będzie miało znaczenie dla całego świata. W autobiografii wspominał natomiast przygotowane do audycji radiowej zdanie przedstawiające Polskę jako kraj ukrzyżowany pomiędzy dwoma łotrami – nazizmem i sowieckim komunizmem. Ówcześni cenzorzy nie pozwolili mu go wypowiedzieć. Do kwestii polskiej powracał również w tekście Poland or World War III, widząc w Polsce miejsce szczególnej konfrontacji pomiędzy prawem i przemocą, prawdą i politycznym cynizmem.
Interesujący, a mało znany epizod polskiej recepcji Sheena pochodzi z okresu komunistycznego. W 1961 roku podczas rewizji przeprowadzonej u salezjanów w Łodzi funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa znaleźli maszynopis tłumaczenia włoskiego wydania Vale la pena vivere?, czyli Czy warto żyć?. Tekst został wcześniej powielony w kilku egzemplarzach. Zawarte w nim odniesienia do sytuacji Polski, powstania węgierskiego oraz położenia naszego kraju pomiędzy hitlerowskimi Niemcami a Związkiem Sowieckim zostały uznane za treści antypaństwowe i wykorzystane jako podstawa represji wobec duchownych. Komunistyczna prasa opisała później tę sprawę w propagandowym artykule zatytułowanym Mr Fulton i Salezjanie. W przekazywanym wówczas tekście znajdowało się przypisywane Sheenowi ostrzeżenie, aby Polacy nie podejmowali pochopnego powstania. Sytuacja Polski była bowiem inna niż sytuacja Węgier, które miały otwartą granicę z Austrią. Pojawiał się tam również dramatyczny obraz Polski ukrzyżowanej jak Chrystus pomiędzy dwoma łotrami – Stalinem i Hitlerem. Przy cytowaniu tego fragmentu należy jednak zaznaczyć, że jego polskie brzmienie znamy z materiałów dotyczących sprawy łódzkich salezjanów; wymaga ono jeszcze porównania z właściwym angielskim pierwodrukiem dzieła Sheena.
Mówiąc o polskiej recepcji arcybiskupa, warto wspomnieć również biskupa Józefa Zawitkowskiego. Spotkałem się z opinią, że w swoim kaznodziejstwie i twórczości czerpał on inspirację z Fultona Sheena. Nie znalazłem jednak dotychczas źródła, które pozwalałoby tę bezpośrednią zależność jednoznacznie udokumentować. Pewne jest natomiast, że bp Zawitkowski napisał entuzjastyczną przedmowę do polskiego wydania Wstępu do religii. Ukazywał w niej Sheena jako człowieka mającego uporządkowane „sprawy Boże” zarówno w umyśle, jak i w sercu, a swoją rekomendację zakończył jednoznacznie: „Tę książkę trzeba przeczytać!”.
Czy zatem katolicy w Polsce znają Fultona Sheena? Jego nazwisko nadal nie jest powszechnie rozpoznawalne. Można jednak powiedzieć, że wielu polskich katolików spotkało się z jego dziedzictwem, zanim poznało jego imię. Jest ono obecne w różańcu misyjnym trzymanym przez dzieci, w katechezie i animacji misyjnej, w coraz liczniejszych przekładach książek, w pamięci o św. Janie Pawle II oraz w historii Kościoła doświadczanego przez system komunistyczny. Zadaniem na dzisiaj pozostaje więc połączenie tych obecnych już w Polsce elementów z osobą ich autora i ponowne odkrycie Fultona Sheena jako nauczyciela wiary, znakomitego kaznodziei oraz człowieka głęboko zatroskanego również o los naszego narodu.
5. Media a Fulton Sheen. Biskup przed kamerą, kapłan przed tabernakulum
Na zakończenie prezentacji postaci Fultona Sheena warto zatrzymać się przy tej dziedzinie jego działalności, dzięki której stał się najbardziej rozpoznawalny. Był człowiekiem mediów, ale nie był wytworem mediów. Był kapłanem, filozofem, teologiem, wykładowcą, biskupem i animatorem misyjnym, który radio i telewizję potraktował jako współczesną ambonę. Mikrofon i kamera nie stanowiły dla niego celu, lecz narzędzia służące głoszeniu Ewangelii.
Program telewizyjny Life Is Worth Living rozpoczął się 12 lutego 1952 roku. Jego forma była niezwykle prosta: biskup, biurko, kilka książek, figurka Matki Bożej z Dzieciątkiem i tablica, na której Sheen zapisywał najważniejsze słowa. Nie było widowiskowej scenografii ani zespołu gości. Mimo to audycja, konkurująca z największymi programami rozrywkowymi, gromadziła przed telewizorami miliony widzów i była emitowana przez 169 stacji.
Za pierwszy sezon programu Sheen otrzymał nagrodę Emmy. Oficjalny rejestr Television Academy odnotowuje, że podczas piątej gali, 3 lutego 1953 roku, został zwycięzcą w kategorii Most Outstanding Personality – najwybitniejsza osobowość telewizyjna. Pokonał między innymi Lucille Ball, Jimmy’ego Durante i Edwarda R. Murrowa. Odbierając statuetkę, z właściwym sobie humorem powiedział: „Chciałbym podziękować moim czterem autorom: Mateuszowi, Markowi, Łukaszowi i Janowi”. W tym jednym zdaniu zawarł właściwie tajemnicę swojego medialnego sukcesu. Nie uważał siebie za gwiazdę ani twórcę nowego przesłania. Źródłem pozostawała Ewangelia, a on był jedynie jej głosicielem.
W ankiecie na najbardziej wpływowego katolika XX w. zajął w USA czwarte miejsce, zaraz po św. Janie Pawle II, św. Matce Teresie z Kalkuty i św. Ojcu Pio.
Humor skracał dystans, prostota otwierała słuchacza, ale treścią zawsze był Chrystus. Sheen rozpoczynał często od spraw zwyczajnych: zmęczenia, samotności, wychowania dzieci, problemów małżeńskich, pracy, lęku przed wojną czy poszukiwania szczęścia. Następnie prowadził odbiorcę od doświadczenia codzienności do pytania o sens życia, od tego pytania do prawdy o człowieku, a ostatecznie do Ewangelii.
Za ową pozorną łatwością kryła się ogromna praca. Każdą audycję radiową przygotowywał przez kilkadziesiąt godzin, a opracowanie jednego programu telewizyjnego zajmowało mu około trzydziestu godzin. Nie czytał tekstu przed kamerą i nie korzystał z plansz podpowiadających. Wielokrotnie układał plan wystąpienia, poprawiał go i odrzucał kolejne wersje, dopóki tok rozumowania nie stał się dla niego całkowicie naturalny. Jego prostota nie była uproszczeniem, lecz owocem intensywnego myślenia, studium i pracy.
Pomagało mu w tym wszechstronne przygotowanie intelektualne. Po święceniach studiował na Katolickim Uniwersytecie Ameryki w Waszyngtonie, następnie na Katolickim Uniwersytecie w Lowanium, gdzie w 1923 roku uzyskał doktorat z filozofii. Pogłębiał również studia na Sorbonie w Paryżu oraz na Angelicum w Rzymie. Później przez ponad dwadzieścia lat wykładał teologię i filozofię religii na Katolickim Uniwersytecie Ameryki. Dzięki temu w swoich wystąpieniach potrafił swobodnie odwoływać się do św. Tomasza z Akwinu, Platona, Arystotelesa, Dantego, Szekspira, Pascala i Chestertona, ale także do współczesnej nauki, psychologii, polityki oraz dramatycznych doświadczeń XX wieku. Skala jego oddziaływania była niezwykła. Jego konferencje drukowano i rozpowszechniano w milionowych nakładach, publikował książki i regularne felietony, a do biura Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary w Nowym Jorku w okresie największego zainteresowania przychodziło ponad dziesięć tysięcy listów dziennie. Wiele zawierało ofiary na misje, niekiedy były to zaledwie monety przesyłane przez dzieci. Masowy charakter mediów nie oznaczał więc anonimowości. Za każdym listem Sheen starał się dostrzegać konkretnego człowieka, jego pytania, cierpienie, wdzięczność oraz pragnienie włączenia się w misyjne dzieło Kościoła.
Najgłębszego źródła jego skuteczności nie stanowiły jednak ani wykształcenie, ani talent oratorski, ani znajomość zasad funkcjonowania mediów. Źródłem była Eucharystia. W dniu święceń kapłańskich, 20 września 1919 roku, Sheen podjął postanowienie, że każdego dnia będzie oprócz Mszy św. odprawiał także godzinną adorację Najświętszego Sakramentu. W swojej autobiografii wspominał, że praktykę tę rozpoczął już rok wcześniej w seminarium. Obietnicy pozostał wierny przez ponad sześćdziesiąt lat kapłaństwa.
Można powiedzieć, że zanim stanął przed milionami ludzi, najpierw przez godzinę stawał przed Chrystusem. Zanim przemawiał do widzów, najpierw słuchał. Zanim zapalały się światła studia, trwał w ciszy przed światłem tabernakulum. Eucharystia nie była dla niego rzeczą ani jedną z wielu pobożnych praktyk, lecz spotkaniem z żywą Osobą. Właśnie z tego spotkania rodziły się jego słowa, misyjny zapał i zdolność docierania do ludzkich serc.
Mnie osobiście szczególnie ujął jeden z jego misyjnych obrazów, zawarty w książce Missions and the World Crisis. Sheen porównał działalność misyjną Kościoła do krwiobiegu. Krew wypływająca z jednej strony serca musi przejść przez cały organizm i dotrzeć do jego komórek, zanim powróci do serca. Serce zachowuje życie nie wtedy, gdy zatrzymuje krew dla siebie, lecz wtedy, gdy posyła ją aż do najdalszych części ciała. Podobnie parafia, diecezja czy wspólnota zakonna osiągają pełnię życia wówczas, gdy nie zamykają się we własnych potrzebach, ale dzielą się wiarą, modlitwą i dobrami z całym Kościołem powszechnym. Dlatego nie można przeciwstawiać duszpasterstwa miejscowego misjom. Nie można mówić: „Mamy dosyć potrzeb u siebie, dlatego nie możemy troszczyć się o Kościół daleko”. Gdyby serce kierowało się taką logiką i przestało wysyłać krew do rąk czy nóg, cały organizm zacząłby obumierać. Kościół lokalny również żyje i wzrasta dzięki temu, że dzieli się otrzymanym darem. Misyjność nie osłabia parafii, ale pobudza jej duchowy krwiobieg. Jak trafnie pisał Sheen, życie duchowe pogłębia się właśnie wtedy, gdy zaczynamy udzielać go innym (Missions and the World Crisis, Milwaukee 1963, cz. V, s. 258).
Sheen uczestniczył we wszystkich sesjach Soboru Watykańskiego II w latach 1962–1965. W pracach dotyczących misji współpracował z ówczesnym ks. Josephem Ratzingerem, który był ekspertem teologicznym. Po latach Benedykt XVI wspominał, że Sheen fascynował uczestników wieczornymi wystąpieniami. Było to spotkanie dwóch wybitnych umysłów Kościoła: przyszłego papieża-teologa oraz biskupa, który potrafił najgłębsze prawdy teologiczne przekładać na język zrozumiały dla milionów ludzi.
W życiu Sheena można dostrzec urzeczywistnienie słów św. Pawła VI, później przypomnianych przez św. Jana Pawła II, że człowiek współczesny bardziej wierzy świadkom niż nauczycielom, a nauczycielom wierzy wtedy, gdy są świadkami. Jan Paweł II w encyklice Redemptoris missio podkreślił, że świadectwo chrześcijańskiego życia jest pierwszą i niezastąpioną formą misji. Fulton Sheen nie tylko nauczał o modlitwie – codziennie się modlił. Nie tylko mówił o misjach – poświęcił im szesnaście lat pracy, swój talent i pozyskiwane środki. Nie tylko opowiadał o Ewangelii – starał się według niej żyć. Dlatego ludzie słuchali go nie tylko jako znakomitego mówcy, ale jako świadka.
Beatyfikacja arcybiskupa Fultona Sheena, wyznaczona na 24 września 2026 roku w St. Louis, jest wielką radością dla Kościoła. Można mieć nadzieję, że przyczyni się ona do jeszcze szerszego poznania jego osoby również w Polsce. Kościół otrzymuje bowiem nie tylko nowego błogosławionego, ale także niezwykle aktualny wzór ewangelizatora: człowieka solidnie wykształconego, zakorzenionego w Eucharystii, kochającego misje i umiejącego wykorzystywać najnowocześniejsze środki przekazu bez utraty ewangelicznej treści. Jego przesłanie dobrze streszcza polski tytuł zbioru 365 codziennych refleksji: Myśl właściwie, żyj szczęśliwie. Nie chodzi tu o powierzchowną receptę na dobre samopoczucie. Myśleć właściwie oznacza pozwolić, aby umysł został ukształtowany przez prawdę. Żyć szczęśliwie oznacza przyjąć Chrystusa, odkryć swoje powołanie i uczynić życie darem dla innych. Taki właśnie był Fulton Sheen: biskup przed kamerą, kapłan przed tabernakulum, nauczyciel, ponieważ najpierw był świadkiem.
ks. kan. dr hab. Franciszek Jabłoński,
misjolog i animator misyjny,
Gniezno, 23 września 2026 roku
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

