Drukuj Powrót do artykułu

Ks. Romanelli w Strefie Gazy: czas pokonać wojnę i budować pokój

07 października 2026 | 18:01 | tom, red. efem | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Emad El Byed / Unsplash

„Po trzech latach wojny i 74 tys. ofiar śmiertelnych, w tym ponad 20 tys. dzieci, absolutnie konieczne jest mówienie o pokoju. Absolutnie konieczne jest mówienie o sprawiedliwości. Absolutnie konieczne jest wołanie: 'Dość!’”.  W rozmowie z włoską agencją katolicką SIR ksiądz Gabriel Romanelli, proboszcz parafii Świętej Rodziny, jedynego kościoła katolickiego w Strefie Gazy, nie przebiera w słowach, opisując powagę sytuacji na miejscu.

„Sprawa ta spoczywa w rękach osób sprawujących władzę polityczną, które muszą podjąć niezbędne kroki, by doprowadzić do konkretnych decyzji: umożliwienia napływu pomocy humanitarnej – i to nie tylko doraźnego wsparcia w postaci odrobiny żywności, wody czy kilku lekarstw” – mówi ks. Gabriel Romanelli.

Wojna musi zostać naprawdę zakończona

Dla duchownego pochodzenia argentyńskiego pokój nie może ograniczać się jedynie do braku bombardowań. „Od czasu zeszłorocznego zawieszenia broni dywanowe naloty ustały. To jednak nie wystarczy. To nie oznacza pokoju” – zwraca uwagę. Nawet w obliczu tak długotrwałej tragedii, która dotknęła 2,3 mln mieszkańców Strefy Gazy, proboszcz zachęca, by nie poddawać się rozpaczy: „To trudne, owszem. Ale nie jest niemożliwe. Musimy nadal podejmować konkretne działania i przekonywać świat, że nic z tego nie służy dobru ani Izraela, ani Palestyny”.

Zdaniem duchownego istnieje ryzyko, że polityka i analizy geopolityczne sprawią, iż stracimy z oczu konkretnych ludzi. „Mówiąc o państwach i narodach, ryzykujemy, że zapomnimy o tym, co najważniejsze: mówimy o ludziach. O milionach ludzi czekających na rozpoczęcie nowego etapu” – stwierdza. Na to właśnie czekały też Maysa Khader Ibrahim i Mary Hafez Michel Najjar, dwie chrześcijanki, które zginęły w izraelskim ataku w nocy 2 października. Według relacji świadków w budynek, w którym mieszkały, uderzyły trzy pociski; zginęło pięć osób, a wiele innych zostało rannych. To tragedia potwierdzająca słowa, które mieszkańcy Strefy powtarzają od dawna: „W Gazie nie ma ani jednego bezpiecznego miejsca. Nie jesteś bezpieczny we własnym domu, nie jesteś bezpieczny na ulicy, nie jesteś bezpieczny nigdzie. Nie jesteś bezpieczny nawet w kościele”.

Wysoka cena

Od początku wojny zginęło 62 chrześcijan, zarówno katolików, jak i prawosławnych. „25 z nich zginęło w wyniku ostrzału artyleryjskiego lub snajperskiego. Wielu szukało schronienia w miejscach, które uważali za najbezpieczniejsze” – przypomina proboszcz. „Taką rzeczywistość przeżywają wszyscy mieszkańcy Strefy. Ludzie są wyczerpani. Wołają o pokój. Domagają się, by ta wojna naprawdę dobiegła końca”. Uderzająca, dodaje ks. Romanelli, jest „zdolność mieszkańców do podtrzymywania żywej wiary. Tutejsi ludzie są wierzący. Wiedzą, że to nie Pan Bóg prowadzi wojnę; wojnę prowadzą ludzie. Jeśli istnieje jakiś kryzys, to dotyczy on raczej zaufania do ludzkości”.

Kapłan przyznaje, że „wielu odczuwa głębokie poczucie opuszczenia. Ludzie mówią: 'Nie mamy się już do kogo zwrócić o pomoc. Nie mamy kogo prosić o współczucie, o otwarcie granic, o przemianę serc z kamienia w serca z ciała i o wpuszczenie wszystkiego, co jest absolutnie niezbędne’”. Ks. Romanelli zauważa, że ​​jedną z najgłębszych ran nie jest jedynie fizyczne zniszczenie. „Ponad dwa miliony ludzi czekają tu na wszystko, absolutnie wszystko, będąc jednocześnie świadkami bierności świata. Jedną z rzeczy najbardziej niszczących nadzieję i życie mieszkańców Gazy jest właśnie bierność, bezczynność, marazm, obojętność w najgorszym tego słowa znaczeniu: zaniechanie działań, które powinny zostać podjęte” – mówi kapłan.

Kryzys wodny

„Kwestia dostępu do wody pozostaje krytycznym problemem” – podkreśla ks. Romanelli. A teraz nadejście pory deszczowej potęguje istniejące trudności. „Deszcze już się zaczęły. Tutaj deszcz oznacza chłód, zimę i poczucie opuszczenia”. Paradoksalnie, to, co w normalnych warunkach byłoby znakiem błogosławieństwa, dla osób mieszkających w namiotach czy pośród ruin staje się kolejnym problemem. „Ludzie cieszą się, gdy pada, a jednak deszcz przynosi wiele trudności w codziennym życiu większości osób, które nie mają nic”.

Wiele rodzin wciąż żyje w prowizorycznych schronieniach, pozbawionych podstawowych udogodnień i zdanych na pomoc humanitarną. Jednak nawet gdy pomoc dociera na miejsce, często okazuje się niewystarczająca w obliczu ogromnej skali potrzeb. „Na świecie jest tak wielu ludzi o dobrych intencjach, którzy pięknie mówią. Lecz gdy intencje, słowa, przemówienia, a nawet decyzje nie przekładają się na konkretne działania, dobro nie zostaje osiągnięte, a ludzie pozostają w skrajnej potrzebie” – mówi ks. Romanelli.

Szkoła parafialna

Wśród oznak wytrwałości i zdolności do podnoszenia się z trudności ks. Romanelli szczególnie mocno podkreśla znaczenie szkoły parafialnej. „Szkoła – w tym przedszkole – funkcjonuje dobrze i stale się rozwija. Sprawy zaczynają się układać”. Oczywiście nie brakuje wyzwań. „Transport tak dużej liczby dzieci, nauczycieli i młodzieży jest niezwykle trudny ze względu na praktyczny brak dróg, niewystarczającą liczbę pojazdów i brak paliwa”.

Problem transportu potęgują niedobory oleju napędowego, zniszczona infrastruktura oraz nieprzewidywalna sytuacja w terenie. Nawet zwykła awaria mechaniczna może przerodzić się w sytuację kryzysową. Mimo wszystko szkoła kontynuuje działalność i się rozrasta. „Uzyskała oficjalne uznanie oraz wszelkie niezbędne zezwolenia i realizuje pełny program nauczania. Co najważniejsze, sprzyja budowaniu wspaniałej atmosfery wśród rodzin. Większość uczniów to muzułmanie, co pomaga tworzyć środowisko współistnienia i współpracy”. Edukacja służy celom wykraczającym poza zwykłe wypełnienie pustki pozostawionej przez lata wojny; przede wszystkim pomaga leczyć głębokie rany.

„Mamy nadzieję pomóc wielu dzieciom i młodym ludziom odbudować nie tylko edukację, ale także osobowość i życie. Wielu z nich nosi w sobie ślady traumy” – podkreśla ks. Romanelli.

Kwestią stale budzącą niepokój pozostaje bezpieczeństwo. Niedawno jeden z uczniów został ranny w wyniku wybuchu w swoim domu i musiał przejść operację. Zaledwie kilka dni temu odłamki spadły również na szkolne boisko sportowe. Codzienne zmagania szkoły obrazują powagę kryzysu. „Trzeba walczyć dniem i nocą, by zapewnić szkole choćby najbardziej podstawowe środki. Na przykład często brakuje prądu”. Przerwy w dostawie energii są nagminne, a jej dostępność często zależy od agregatów prądotwórczych i możliwości zakupu paliwa, które jest niezwykle drogie. Utrzymanie funkcjonowania przedszkola czy szkolnych autobusów również wymaga nieustannych starań.

Dwie palmy

„W tej wojnie, która trwa już trzy lata, potrzeba nam ogromnej cierpliwości. Widzę, że dla wielu ludzi tutaj, w Gazie, ta cierpliwość jest prawdziwą cnotą: oczekują oni Bożej interwencji, ponieważ wszelkie ludzkie środki wydają się już wyczerpane” – podkreśla ks. Romanelli. Obrazem, który najlepiej oddaje tę nadzieję, są dwie palmy rosnące przed kościołem Świętej Rodziny. Uszkodzone w wyniku wybuchu w lipcu 2025 r., w którym zginęły trzy osoby, a dwanaście zostało rannych, wciąż noszą ślady tamtej przemocy.

Kapłan wspomina: „Wielu ludzi mówiło mi: 'Proszę księdza, usuńmy je’. Ale odpowiadałem: 'Zostawmy je’. Przypominają one również o tym, co się wydarzyło”. Wbrew wszelkim przeciwnościom palmy nie tylko przetrwały, ale znów zaczęły owocować. „Palma zakwitła na nowo i dziś jej daktyle są dojrzałe. Każdy z nas mierzy się w życiu z wieloma próbami, a jednak musimy starać się trwać niezachwianie, wiernie i z pogodą ducha – niczym palma, która niesie radość na pustyni. Te dwie palmy przetrwały i wydały owoce. Nadal to czynią. I to jest powód do radości”. Dla ks. Romanellego, w Gazie naznaczonej piętnem trzyletniej wojny, te palmy pozostają najbardziej namacalnym symbolem nadziei: zranione, lecz żywe; pochylone, ale nie złamane.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.