Drukuj Powrót do artykułu

„Ksiądz to nie robot” – kapłani także mogą mieć problemy psychiczne (recenzja)

09 października 2026 | 15:28 | rb, red. efem | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample

Życie w stanie kapłańskim niesie wiele wyzwań mających wpływ na zdrowie psychiczne prezbiterów. Jak układać relacje między religią a psychologią – zastanawia się Monika Białkowska w książce „Bóg sam Nie wystarczy”, którą dla KAI recenzuje Robert Bogdański. 10 października obchodzony jest Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego.

To jest książka niebezpieczna i potrzebna. Niebezpieczna, bo jej lektura niesie ze sobą zagrożenie generalizacji i budowania przekonania, że Kościół i ludzie go tworzący są uwikłani w niszczący „system” (tego słowa autorka używa wielokrotnie), którego sama natura doprowadza ich do chorób psychicznych i załamań. Takiego zagrożenia nie wolno lekceważyć w czasach, gdy krytyka Kościoła jest w przestrzeni publicznej powszechna i z reguły nacechowana wrogością. Owszem, wiele razy, gdy pojawia się w książce nowy wątek, pada lojalne zastrzeżenie, że nie można upraszczać i trzeba brać pod uwagę stronę duchową i nadprzyrodzoną naturę Kościoła jako mistycznego ciała Chrystusa, ale wobec dramatycznych świadectw i nagromadzenia danych socjologicznych, nie mówiąc już o radykalnych wnioskach autorki, która nie zwykła wstrzymywać pióra, czytelnik skłonny jest prędko o tym zapomnieć, co najwyżej dochodząc do przekonania, że ta nadprzyrodzona natura została zwyczajnie zdradzona przez ludzi tworzących Kościół jako instytucję. Instytucję, w której ksiądz to w gruncie rzeczy zawód, a nie powołanie, w dodatku wykonywany w warunkach „autorytarnego systemu władzy”, i może go dotknąć „wypalenie zawodowe”, zaś przełożeni mogą wobec niego stosować (i stosują) gaslighting, mikroagresję oraz cały szereg zachowań rozmontowujących jego psychikę, które noszą wspólną nazwę „incivility”, co jest w książce przetłumaczone jako „nieuprzejmość organizacyjna”.

Książka jest potrzebna natomiast dlatego, że – jak pisze w przedmowie bp Artur Ważny – jest ona „potężnym rachunkiem sumienia z tego, jak służymy, czy rządzimy w Kościele, jak budujemy relacje między prezbiterami, jak traktujemy się nawzajem”. Biskup sosnowiecki kończy swój wstęp wezwaniem, aby nie gorszyć się tą książką, ale usłyszeć w niej „autentyczne wołanie o mądre i piękne relacje we wspólnocie Kościoła”. Współbrzmi z tym świadectwo jednego z księży: „ksiądz to nie robot” dodając, że ksiądz chory na depresję nie powinien być pozostawiony bez pomocy. Nie sposób się w tym nie zgodzić.

Stąpanie po chybotliwej linie

Ta książka będzie więc szkodliwa w rękach ludzi złej woli, którzy znajdą w niej wiele materiału, z którego będą mogli utkać niejeden artykuł udowadniający, że Kościół to instytucja toksyczna, ale będzie szkodliwa także w rękach tych, którzy chcąc bronić Kościoła będą skłonni do odrzucania samej wiedzy o negatywnych zjawiskach, ponieważ podana została w sposób kontrowersyjny. Tak więc lektura tej książki to stąpanie po chybotliwej linie. Kto dojdzie do końca, ten zostanie nagrodzony wiedzą i refleksją, ale trzeba uczciwie przyznać, że autorka tę linę miejscami bardzo silnie rozhuśtuje i o ile etatowi krytycy Kościoła i „osobiści nieprzyjaciele Pana Boga” będą z tego huśtania raczej zadowoleni, o tyle ludzie wiary mogą wiele razy z liny spaść. Autorka usiłuje być ową „dłonią, która łańcuch targa”, by użyć mickiewiczowskiej frazy. Czy szarpie dobrze i jakie dokładnie intencje jej towarzyszą, może być przedmiotem dyskusji.

Problematyczne jest branie opowieści ludzi z zaburzeniami psychicznymi z „dobrodziejstwem inwentarza”. Owszem, warto wysłuchać i przeanalizować, jak rozwijała się ich choroba, ale lepiej zachować wstrzemięźliwość wobec ich recept na zmianę rzeczywistości. Bo może się okazać, że w wielu przypadkach błąd tkwił niekoniecznie w sposobie funkcjonowania kościelnych struktur, tylko w decyzjach podjętych na samym początku, czyli decyzji o wejściu na drogę wiodącą do kapłaństwa oraz decyzji o przyjęciu i wyświęceniu kandydata.

Niedojrzałość życiowa i oczekiwanie „fajności”

Wiele z tych świadectw zdradza głęboką niedojrzałość psychiczną ludzi, którzy nie potrafili sobie później poradzić jako księża. Jeden z nich używa kilkakrotnie słowa „fajny” w odniesieniu do sytuacji przezeń pożądanych i akceptowanych, by na końcu, gdy opisuje stan już po terapii, powiedzieć, że wierzy „po swojemu”. Co to za wiara, o tym nie wspomina, ale z całej wypowiedzi wolno wnosić, że ma ona w pierwszym rzędzie dostarczać komfortu. Jest to całkowicie zrozumiałe u osoby zmagającej się z chorobą psychiczną, ale powstaje pytanie, czy to jest postawa właściwa u kogoś, kto jest kapłanem. I czy z tej postawy należałoby czerpać inspirację.

Inny ksiądz w swoim świadectwie powiada, że niekiedy ma poczucie, że wchodząc na drogę kapłaństwa nie był „dość dojrzały”. Nawiasem biorąc on także używa w odniesieniu do relacji z ludźmi słowa „fajny”, zaś swój ideał życiowy wyraża w zdaniu: „Jak się tylko odpowiednio ukrywam przed biskupem, to mam naprawdę spokojne życie”. Mamy tu do czynienia z dwoma tropami: niedojrzałością życiową u początku bycia w Kościele i oczekiwaniem „fajności” w księżowskim życiu, co zresztą jest także wyrazem niedojrzałości. Autorka tych tropów nie podejmuje koncentrując się na tym, jak „system” kościelny tłamsi człowieka. Tymczasem ciśnie się na usta pytanie, czy bardziej w tym przypadku winny jest „system”, czy jednak ludzka niedojrzałość.

Kościół w książce Moniki Białkowskiej jawi się w dużej mierze jako instytucja opresyjna, jako „źródło lęku”, który „wchodzi w każdą szczelinę życia”. W pewnym momencie pada mocne stwierdzenie, że „depresja i problemy psychiczne księży w dużej mierze są produktem środowiska, w którym oni na co dzień żyją”. Jednocześnie postawione zostaje dramatyczne retoryczne pytanie: „Co jest nie tak z Kościołem, który zamiast karmić i wspierać, powoli zabija swoich synów?”. Czytając takie zdania, jak również świadectwa chorych księży, pełne pretensji do „systemu” i nadziei na to, że „diecezje zaczną bankrutować” i to przyniesie im ulgę, odbiorca ma wrażenie osaczenia, które potęgowane jest przez barwny język, gdy autorka pisze o „oddechu biskupa na plecach” i „podświadomym oczekiwaniu na kolejny cios”, który odczuwa większość prezbiterów. Wobec takich zabiegów retorycznych nie jest doprawdy łatwo uwierzyć w zdanie, że wszystko to napisane jest „nie po to, aby oczerniać Kościół, ale by ratować księży”.

Na szczęście jest w tej książce także bardzo wiele obserwacji cennych i podanych w sposób mniej dominujący emocjonalnie. Jest celna uwaga, że bycie księdzem wprowadza człowieka w coś, co autorka słusznie nazwała „układem wielokrotnego ryzyka”, istnieje zjawisko „zmęczenia współczuciem”, bo ksiądz po prostu z powodu swojego zajęcia zanurzony jest w cudzym cierpieniu i powoli nim nasiąka, a nie ma jak tego stanu przepracować. Pada tu obrazowe określenie, że „ksiądz może działać jak zbiornik gromadzący cudzą traumę: bo nie ma wystarczających narzędzi jej przetwarzania”. To napięcie musi znaleźć kontrolowane ujście, bo inaczej może się rozładować poprzez rozmaite uzależnienia lub choroby. A samo bycie osobą duchowną nie czyni człowieka duchowym supermenem, zaś modlitwa nie jest techniką terapeutyczną.

„Stłucz pan termometr…”

Książka Białkowskiej oparta jest głównie na badaniach przeprowadzonych w świecie anglosaskim, jednak i w Polsce istnieją dane pokazujące skalę problemu. Autorka przytacza badania z diecezji katowickiej, gdzie reprezentatywna próba pokazała, że ponad jedna czwarta księży miała zaburzenia o charakterze depresyjnym, zaś ponad 90 proc. mówiło o przemęczeniu. To wyraźnie pokazuje, że problem wpływu życia w stanie kapłańskim na zdrowie, w tym zdrowie psychiczne, nie jest wymyślony i nie został „intelektualnie zaimportowany” z Zachodu. Skoro uznamy, że tak jest i skoro uznamy, że książkę o świadomie prowokacyjnym tytule „Bóg sam Nie wystarczy” warto przeczytać nie dając się zanadto porwać narracji o „systemowej przemocy” w Kościele, powinniśmy zatrzymać się na ostatnim rozdziale, w którym autorka wylicza sposoby realnej pomocy kapłanom z problemami, a także kapłanom po prostu przemęczonym. Jest tu rola dla biskupów, dla kolegów księży (może lepiej współbraci w kapłaństwie) i jest rola dla ludzi świeckich, którzy powinni przestać patrzeć na kapłana li tylko jako na owo „naczynie”, do którego wlewają swoje traumy, ale także jako na człowieka, z którym po prostu należy być. Nie demonstrować swoje współczucie wobec niego, ale zwyczajnie z nim być. Jeżeli z książki Moniki Białkowskiej czytelnik wyniesie taką refleksję, to w moim przekonaniu, owoc tej pracy będzie dobry. Lojalnie jednak uprzedzam, że autorka nie ułatwia nikomu dotarcia do takiej konkluzji.

Być może niektórzy pamiętają słynną odzywkę Lecha Wałęsy do Jerzego Turowicza w czasie spotkania Komitetu Obywatelskiego w 1990 roku, gdy ówczesny przywódca Solidarności rzucił słowa: „Stłucz pan termometr, nie będziesz pan miał gorączki!”. Mam wrażenie, że Monika Białkowska chciała, by jej książka byłą dla nas takim termometrem.

Monika Białkowska „Bóg sam Nie wystarczy”, PROMIC – Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 2026

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.