Drukuj Powrót do artykułu

Abp Szewczuk: zachęcam do spojrzenia na Ukrainę z normalnej, ludzkiej perspektywy

10 października 2026 | 17:24 | tom, red. jw | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Hubert Szczypek / KAI

„Potrzebujemy dobrych i oddanych przyjaciół. Potrzebujemy życzliwości, wsparcia i zwykłej ludzkiej solidarności” – powiedział KAI zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego abp Światosław Szewczuk. Nawiązał do zabójstwa księdza w Jarosławiu: „Jesteśmy niezwykle wdzięczni księżom, siostrom zakonnym, że ból tej zbrodni nie przełożył się na eskalację stosunków polsko-ukraińskich”

Krzysztof Tomasik (KAI): Mija 243. tydzień rosyjskiej agresji na Ukrainę. Tak zmasowanych ataków, szczególnie na Kijów i inne miasta, jak dotychczas jeszcze nie było. Jak to wytrzymujecie?

Abp Światosław Szewczuk: Ukraina trwa i przetrwa, również zbliżającą się zimę. Ale Ukraina też cierpi i krwawi. Z jednej strony odnosimy sukcesy na froncie. Wojsko jest w ofensywie. Ale z drugiej strony skoro Moskwa nie może pokonać Ukrainy na polu bitwy, chce nas załamać psychicznie, duchowo, moralnie, żeby ludzie stracili nadzieję. Chce sprowokować wewnętrzne napięcia na Ukrainie, żeby Ukraińcy nie walczyli z Rosjanami, ale sami ze sobą. To jest naszym wyzwaniem, zwłaszcza przed zbliżającą się zimą. Nie aż tak niebezpieczny będzie dla nas brak ciepła, elektryczności, najbardziej niebezpieczny będzie brak wzajemnego zaufania. W tych okolicznościach Kościół odgrywa bardzo ważną rolę.

Dlaczego? Teraz jest jasne, że mamy do czynienia ze zderzeniem dwóch zupełnie różnych typów społeczeństwa. Społeczeństwo rosyjskie, rosyjski system państwowy ma postać piramidy. Piramida władz politycznych i wojskowych jest bardzo sztywna. Na szczycie jest kilku ludzi, którzy decydują o losach milionów, ale nie potrafią decydować szybko i profesjonalnie w wielu ważnych sprawach. Taka piramida jest bardzo niebezpieczna: jest ociężała, wręcz bezwładna i się rozpada. Jestem przekonany, że jesteśmy blisko sytuacji, w jakiej znalazł się Związek Sowiecki u swego schyłku. Kolos potrafił straszyć cały świat, ale był to kolos na glinianych nogach i w jednym momencie się rozpadł. To, że Ukraina potrafiła obecnie zniszczyć 50 proc. produkcji rosyjskiego przemysłu naftowego, jest czymś niebywałym. Znaczy to też, że piramida nie jest w stanie wprost osiągnąć celów politycznych na drodze militarnej.

Ukraina buduje zupełnie inny model społeczeństwa. To model „network” – sieci stosunków międzyludzkich naturalnych, elastycznych, relacji w imię solidarności. Budujemy wolne, podmiotowe społeczeństwo wolne od korupcji, wolne od sowieckich sposobów rządzenia itd. Jest to społeczeństwo obywatelskie, które jest fundamentem naszego państwa. Oczywiście, w czasie wojny nasza społeczna sieć jest narażona i ma swoje rany. Po każdym ataku na nasze miasta jesteśmy zranieni. Ale społeczna sieć szybko się odnawia. W procesie społecznej odnowy Kościół jest bardzo ważny, ponieważ jest środowiskiem leczenia ran i odnowienia relacji międzyludzkich. Kościół okazuje się mistrzem nawiązania autentycznych i zdrowych stosunków międzyludzkich.

Oba systemy mają swoje silne i słabe strony. System społeczny w kształcie piramidy i prowadzona przez niego wojna czasem może być efektywny, ponieważ potrafi szybko zmobilizować ludzi, środki i pieniądze; ale nie potrafi na dłuższą skalę przewidzieć rozwoju sytuacji. Zawsze patrzy w przeszłość. Jest motywowany sentymentem nie tylko rywalizacji, ale rewanżyzmu. Wie, przed czym się bronić, ale nie wie, co zbudować. Nie ma nadziei na coś lepszego, ale zawsze otwiera się na to, co było kiedyś.

Natomiast społeczeństwo obywatelskie Ukrainy, będące siecią relacji międzyludzkich, ma czasem trudności w budowaniu efektywnych instytucji, ale jest źródłem powstawania nowych instytucji, partii politycznych, które są głosem nie polityków kleptokratów z czasów sowieckich, ale polityków kreatywnych. Struktura piramidy upadnie, a społeczeństwo obywatelskie w tym zderzeniu wytrwa w wojnie i ją wygra.

Jak ocenia ksiądz arcybiskup reakcje świata na to, co teraz dzieje się na Ukrainie? 

Z jednej strony naprawdę nigdy świat tak dużo nie mówił o Ukrainie jak teraz. Co ciekawe, Ukraina coraz bardziej jest przedmiotem nie pertraktacji, ale dialogu. Europa coraz bardziej rozumie, że bez nas nie będzie w stanie się obronić. A to znaczy, że Ukraina coraz bardziej staje się gwarantem bezpieczeństwa europejskiego. Państwa, które mają tego świadomość, mają pozytywną wizję przyszłości.

Z drugiej strony są państwa, które boją się podmiotowości Ukrainy, ponieważ zawsze widziały nasz kraj jak przedmiot, jak społeczeństwo niższej klasy. Są państwa, które mają poczucie wyższości, supremacji. Kiedy Ukraina staje się coraz lepsza, zwłaszcza w dziedzinie obrony suwerenności, państwa te czują się wręcz zagrożone, bo z jednej strony nasz kraj jest tarczą obronną, ale z drugiej strony łamie ich schematy mentalne. Jestem przekonany, że  podmiotowość Ukrainy jest naprawdę nadzieją dla państw europejskich w czasach, kiedy wszystkie systemy bezpieczeństwa i traktaty międzynarodowe po II wojnie światowej już nie funkcjonują tak, jak powinny. Ukraina nie tylko odnajduje wewnętrzne siły, żeby się bronić, ale też jest zdolna zaproponować sposób rozwiązania największych problemów świata. Ukraina daje światu światło nadziei.

Co ciekawe, świat zauważył to po wystąpieniu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku podczas ostatniej sesji. Nie było to wystąpienie prezydenta, który prosi, ale było to wystąpienie lidera nacji, która nie tylko proponuje, jak  zbudować w sposób kreatywny i pozytywny nowe mechanizmy współpracy międzynarodowej, ale też radzi, jak nie poddać się pandemii wojny, którą wywołał „pacjent zero” – jak nasz prezydent nazwał Putina. Jak nie poddać się propagandzie wojny, mieć pozytywne spojrzenie na przyszłość – to jest to, co Ukraina dzisiaj proponuje Polsce, Europie i światu.

Ostatnio jesteśmy świadkami intensywnych kontaktów na linii Watykan-Ukraina, Watykan-Moskwa. Czy przybliża to perspektywę zakończenia wojny?

Czy przybliża zakończenie wojny, nadal trudno powiedzieć. Ale niektóre wydarzenia były bardzo ważne i pozytywne. Pierwsze to wizyta watykańskiego „ministra spraw zagranicznych” abp Paula Richarda Gallaghera w Moskwie.

Moim zdaniem było to naprawdę zejście do otchłani i promień zmartwychwstania. Abp Gallagher przyjechał do Moskwy w czasie, kiedy planowano eskalację wojny, a on powiedział, że trzeba ją powstrzymać, że ta wojna nie ma rozwiązania militarnego. Dla mnie były to słowa proroka, który krzyczy na pustyni.

Drugie ważne wydarzenie to wizyta specjalnego papieskiego wysłannika kard. Matteo Marii Zuppiego w Moskwie. Tym razem udało się mu odwiedzić ukraińskich jeńców wojennych. Wcześniej Moskwa nigdy nie dopuściła nikogo, nawet międzynarodowych organizacji, do naszych jeńców wojennych w Rosji. Kard. Zuppi wcześniej na Ukrainie odwiedził rosyjskich jeńców wojennych. Państwo ukraińskie jest zawsze otwarte i pokazuje, że respektuje międzynarodowe prawa humanitarne. Po wizycie u nas kard. Zuppi poprosił Moskwę, żeby, symetrycznie, zezwolono mu zrobić to samo. I to się udało.

Jest to dla nas jedno z bardzo ważnych wydarzeń tego roku. Dlaczego? Ponieważ Rosjanie przetrzymują jeńców wojennych w naprawdę w nieludzkich warunkach. Na przykład jeńcy nie wiedzą, gdzie przebywają, i znajdują się w kompletnej blokadzie informacyjnej. Ciągle się im powtarza, że o nich zapomniano. Chce się im odebrać nie tylko odebrać godność, ale też imię: „Wasze imiona zostały zapomniane. Nie istniejecie”. I w takim obozie pojawia się posłaniec Ojca Świętego, który mówi coś odwrotnego: „Pamiętamy o was i przekazujemy błogosławieństwo Ojca Świętego”. Było to coś niesamowitego. Rosyjski klasyk powiedział: promień światła w królestwie mroku.

Bardzo ważna była też niedawno wypowiedź sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolina, że nie można odebrać Ukrainie prawa do obrony, ale wojnę trzeba powstrzymać. Przyznał przy tym, że dyplomacja watykańska nie ma większych sukcesów w kwestii zakończenia wojny, ale pracuje na płaszczyźnie dyplomacji humanitarnej. Zwróćmy uwagę na połączenie tych dwóch słów w jedno pojęcie: „dyplomacja humanitarna”. Dla mnie jest to know-how dyplomacji watykańskiej. Misja kard. Zuppiego pokazała, że to jest skuteczna droga, żeby iść do przodu. Dlatego jesteśmy bardzo wdzięczni Ojcu Świętemu za jego słowa na rzecz zawieszenia broni i wspieranie Ukrainy.

Czy są prowadzone rozmowy na temat wizyty papieża Leona XIV na Ukrainie?

Na razie konkretnych rozmów na ten temat nie ma. Papież został zaproszony na Ukrainę przy różnych okazjach.

Prowadzone są pewne przygotowania do ewentualnej wizyty Ojca Świętego. Jedną z najważniejszych kwestii jest bezpieczeństwo. Nie ma pytań, czy papież ma jechać na Ukrainę. A może i do Moskwy, i na Ukrainę? Ma przyjechać na Ukrainę, ale tak, żeby było bezpiecznie. Ze strony Leona XIV jest wola odwiedzenia naszego kraju. Nie ma pytania „czy”, tylko „jak”.

Czy po burzy wokół nazwania ukraińskiej jednostki wojskowej imieniem „Bohaterów UPA” napięcia w relacjach polsko-ukraińskich opadły?

To, co widzimy po stronie ukraińskiej, to naprawdę jest wielka otwartość na poznanie prawdy. Wielka otwartość nie tylko dotycząca ekshumacji ofiar tragedii wołyńskiej, ale też ich uszanowanie. Ze strony ukraińskiej jest wielka otwartość na to, żeby prawda historyczna nie została zinstrumentalizowana dla budowy nowych mitów politycznych. Zawsze mówiliśmy, że obiektywność i prawda metody naukowej w studiach historycznych jest podstawowym instrumentem, żeby nie budować nowych uprzedzeń. I to jest pozytywne.

Bardzo nas boli to, że czasem Ukraińcy w Polsce nie zachowują się w sposób właściwy. Tragedia, do której doszło w Jarosławiu, jest wielką tragedią nas wszystkich. Jesteśmy niezwykle wdzięczni księżom, siostrom zakonnym, że ból tej zbrodni nie przełożył się na eskalację stosunków polsko-ukraińskich.

Chciałem w sposób szczególny podziękować księdzu Adrianowi Mantykiewiczowi, który został zraniony przez przestępcę i nie odebrał tego jako ataku całego narodu ukraińskiego. Bardzo dziękuję także metropolicie przemyskiemu arcybiskupowi Adamowi Szalowi, który natychmiast zaapelował o to, żeby nie rozprzestrzeniać nienawiści. W tych postawach jest fundament chrześcijański, który jest w stanie przeciwstawić się konkretnej zbrodni, ale też przeciwstawić się nienawiści, która z tej zbrodni mogła się zrodzić.

Stale budujemy zdrowe relacje. Jak powiedziałem, jesteśmy społeczeństwem budującym sieć międzyludzkich relacji i Kościół jest tym podmiotem, który buduje nowe kontakty, sieć transgranicznych relacji. Granica pomiędzy Polską i Ukrainą nie zamyka naszych narodów na egoizmie narodowym. My naprawdę potrafimy ze strony ukraińskiej odczuwać urazy, ale i też nadzieje społeczeństwa polskiego. Bardzo zachęcam też Polaków, by robić to samo, żeby bóle i nadzieje Ukraińców dotarły do serc Polaków. To są fundamenty zdrowych relacji.

Od wybuchu wojny Ukraiński Kościół Greckokatolicki działa na trzech frontach: duchowym, humanitarnym i informacyjnym. Cały czas trwają ataki na strukturę energetyczną Ukrainy. Obecnie niezwykle istotnym frontem jest pomoc humanitarna, szczególnie przed zbliżającą się zimą. Jak wygląda sytuacja?  

Aktywnie przygotowujemy do zbliżającej się zimy, która będzie ciężka, może najcięższa nie tylko od wybuchu wojny, ale też w naszej najnowszej historii. Wiemy, że chcąc załamać psychicznie, moralnie, duchowo Ukrainę, Rosja eskaluje swoje terrorystyczne działania, szczególnie wobec ukraińskich miast. Celem numer jeden jest Kijów, nasza stolica. W Kijowie bardzo dobrze widzimy, że celem Rosji jest zniszczenie wszystkiego, co ma fundamentalne znaczenie dla życia ludzi w naszym mieście: ogrzewania, prądu elektrycznego i wody. Przygotowując się na tę zimę, naprawdę staramy się nie tylko zabezpieczyć odporność i stabilność naszej katedrze i centrum archidiecezjalnemu, ale dajemy też innym przykład do naśladowania. Stajemy się coraz bardziej samowystarczalni. Mamy swoją wodę, baterie słoneczne na dachu oraz swoje ogrzewanie. Mamy też sposób, jak zaopatrzyć się w wodę nie tylko dla siebie, ale też dla mieszkańców całej okolicy. Przychodzą do nas ludzie z wieżowców i prywatnych gospodarstw, aby się uczyć, jak się przygotować do zimy, kiedy w pewnym momencie od miasta nie dostaną niczego, ani wody, ani prądu, ani ciepła. Przygotowujemy się, żeby przeżyć, aby nasze parafie, klasztory były takimi punktami niezłomności i stabilności dla innych.

Już wiemy, że chyba więcej niż połowa okolic Kijowa będzie w stanie przetrwać, gdyby zostało uszkodzone centralne zabezpieczenie w energię, wodę i ciepło. To znaczy, ludzie nie będą wyjeżdżać z Kijowa. Już działają, uczą się, jak przetrwać, jak sobie pomagać i dobrze się przygotować do zimy. Doświadczenia z ostatniej zimy też nam pomagają.

Rosja coraz bardziej atakuje z powietrza nasze miasta i Kijów. Ale ze strony ukraińskiej też poszukuje się najbardziej efektywnych sposobów niszczenia rosyjskich rakiet i dronów. Ze strony społeczeństwa jest wielka siła, żeby się nie poddać. Jestem pewien, że przetrwamy tę zimę i wyjdzie to nam na lepsze. Trudności nas wzmacniają i Ukraina staje się coraz silniejsza. Trudno to wytłumaczyć, ale tak się dzieje.

Jest takie polskie przysłowie: „co nas nie zabije, to nas wzmocni”. 

Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale nasza dramatyczna, a nawet tragiczna codzienność nas wzmacnia.

Czego Ukraina oczekuje od Polaków tu i teraz? Wiemy, że pomoc humanitarna osłabła. Nie jest już taka jak na początku wojny. Jak to teraz wygląda i jakie są oczekiwania?

Nie tyle oczekujemy czegoś, ale kogoś. Potrzebujemy dobrych i oddanych przyjaciół. Potrzebujemy życzliwości, wsparcia i zwykłej ludzkiej solidarności. Proszę mi wierzyć, że Ukraina potrafi więcej dać Polsce niż brać. Zachęcam do spojrzenia na Ukrainę z normalnej, ludzkiej perspektywy. Ukraińcy w Polsce naprawdę przyczyniają do dobrobytu Polaków i są lojalni wobec państwa polskiego. Chodzi nie tylko o ich pracę i płacenie podatków, chodzi o ich serca, umysły i oddanie. Oczywiście, że w Ukrainie mamy piękne i szlachetne postacie, ale też mamy zbrodniarzy. Wśród Ukraińców w Polsce mamy takich i takich. Od Polaków potrzebujemy nie tylko materialnych darów, choć są one dla nas w czasie wojny niezwykle ważne, ale was jako życzliwych i oddanych przyjaciół. Jak mówił św. Paweł do pierwszych chrześcijan: „potrzebujemy waszej modlitwy i dobrego słowa”.

Potrzebujemy wsparcia także w dążeniu Ukrainy do integracji z Unią Europejską. Nie jesteśmy zagrożeniem, ale przyszłą siłą wspólnoty europejskiej. Św. Jan Paweł II mówił do Polaków: „Polska potrzebuje Europy i Europa potrzebuje Polski”. Myślę, że dzisiaj papież powiedziałby to samo o Ukrainie: „Ukraina potrzebuje Europy, ale też Europa potrzebuje Ukrainy”. Zawsze, jeżeli ktoś podsyca nienawiść albo eurosceptycyzm, to znaczy, że walczy przeciwko przyszłości Europy i Polski.

Jak postrzega ksiądz arcybiskup na obecnym etapie zaangażowanie naszego Kościoła w pomoc dla Ukrainy? 

Chciałbym po raz kolejny wyrazić wdzięczność za wsparcie i pomoc. Jesteśmy absolutnie otwarci na dalszą współpracę. Musi ona być dobrze przygotowana. Nie chodzi tylko o pomoc finansową, ale musimy budować trwałe struktury służby społecznej, które będą gwarantować, że pomoc materialna dotrze do tej osoby, do tej wioski, do tego miasta, gdzie jej potrzebują najbardziej. Ze strony Kościołów Ukrainy, tak Kościoła greckokatolickiego, jak i rzymskokatolickiego, gwarantujemy przejrzystość. Gwarantujemy, że nie będzie żadnej korupcji w naszych środowiskach, że Caritas Spes i Caritas Ukraina pragną współpracy na najwyższym poziomie.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.