Drukuj Powrót do artykułu

Czy Boga można zmierzyć? Michał Kłodawski o swej powieści „Bóg Zero Jeden”

21 października 2026 | 17:19 | rk, red. efem | Bielsko-Biała Ⓒ Ⓟ

Sample Źródło: Michał Kłodawski - pisarz / FB

Michał Kłodawski, radca prawny z Bielska-Białej, zadebiutował powieścią science fiction „Bóg Zero Jeden”, za którą otrzymał Główną Nagrodę Literacką im. Jerzego Żuławskiego i znalazł się na shortliście Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza. W książce łączy precyzyjnie skonstruowany świat naukowy z pytaniami o istnienie Boga, granice ludzkiego poznania, naturę duszy i możliwość zbawienia.

W rozmowie Kłodawski zauważa, że nawet jeśli nauka pozwala wyjaśniać kolejne zjawiska, nie musi to oznaczać, że potrafimy odpowiedzieć na pytania o sens istnienia, tożsamość człowieka i jego przyszłość. Wyjaśnia, że w tej przestrzeni między tym, co można zmierzyć, a tym, co pozostaje niewiadomą, rozgrywa się najważniejszy konflikt jego powieści.

Robert Karp (KAI): „Bóg Zero Jeden” to pański debiut powieściowy, który przyniósł panu Główną Nagrodę im. Jerzego Żuławskiego, a także miejsce na shortliście Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza. Co dla debiutanta oznacza takie uznanie?

Michał Kłodawski: To sprawa fundamentalna, ponieważ przebicie się do świadomości czytelników jest niezwykle trudne. Mamy do czynienia z ogromną liczbą publikowanych tytułów, a czytelnictwo w Polsce pozostaje na stosunkowo niskim poziomie w skali europejskiej. Nagroda Żuławskiego należy, obok Nagrody im. Janusza A. Zajdla, do dwóch najważniejszych wyróżnień w polskim środowisku fantastycznym. Gdyby nie to dostrzeżenie, książka mogłaby po prostu trafić na „śmietnik historii” jako jedna z setek publikacji. Z kolei obecność na shortliście Nagrody im. Gombrowicza była dla mnie miłym zaskoczeniem. To nagroda związana z literaturą pozafantastyczną, a jurorzy docenili fakt, że moja powieść dotyka problemów wykraczających poza sam gatunek.

Świat przedstawiony w powieści wyróżnia się dużą dbałością o naukowe szczegóły – od parametrów układu gwiezdnego po fizykę lotu. Christopher Nolan podczas pracy nad filmem „Interstellar” współpracował z fizykiem i noblistą Kipem Thorne’em. Jak wyglądał pana research?

Nolan miał łatwiej, bo mógł zaangażować noblistę. Ja cały research przeprowadziłem samodzielnie, ale sprawiło mi to ogromną frajdę. Traktowałem to jako pasję i zabawę. Należę do pisarzy, którzy muszą wszystko dokładnie zaplanować, zanim przystąpią do pisania.

Korzystałem z książek popularnonaukowych, takich jak „Hiperprzestrzeń” Michio Kaku, opracowań dotyczących zachowania materii w stanie nieważkości oraz anglojęzycznej Wikipedii. Ta ostatnia zawiera świetnie opracowane katalogi gwiazd, wraz z danymi dotyczącymi obiektów położonych blisko Ziemi. Bardzo pomocne były też filmy dokumentalne BBC i Discovery. Oglądałem je z notatnikiem w ręku, zapisując konkretne minuty nagrań i interesujące mnie fakty.

Tworzenie tak wiarygodnego świata wymagało również konkretnych obliczeń astrofizycznych i modelowania?

Musiałem zaprojektować stabilny układ dwóch gwiazd – Superny 7 oraz Albiona – dobrać ich odpowiednie rozmiary, wyznaczyć pas asteroid i rozmieścić obiekty potrzebne dla fabuły. Pisarz musi doskonale orientować się w swoim świecie, wiedzieć, która gwiazda świeci jaśniej i gdzie dochodzi do koronalnych wyrzutów masy gwiazdy, co miało przełożenie na fabułę.

Rozrysowałem sobie również dokładny model statku i analizowałem przeciążenia. Granicą możliwości ludzkiego organizmu było około 10 G. Żeby podróż mogła się odbyć w skończonym czasie, wprowadziłem specjalne osłony umożliwiające przyjęcie większych obciążeń. Świadomie zrezygnowałem natomiast z ułatwień w rodzaju tuneli czasoprzestrzennych, ponieważ na razie należą one do sfery fantazji, a nie do rozwinięcia znanej nam nauki.

Czy konsultował pan swoje ustalenia z zawodowymi astronomami i fizykami?

Najpierw skonsultowałem tekst z astrofizykiem, który prosił o zachowanie anonimowości. Następnie, wspólnie z wydawnictwem, przekazaliśmy książkę do weryfikacji dr. hab. Leszkowi Błaszkiewiczowi, radioastronomowi z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, znanemu między innymi z programu Astrofaza.

Mój autorski research obronił się w zasadniczej części i nie musiałem wprowadzać dużych zmian. Dopracowaliśmy przede wszystkim pojęcia i sformułowania. Dzięki temu miałem pewność, że stworzyłem racjonalny fundament, na którym mogłem bezpiecznie postawić pytania o metafizykę.

Jaką rolę odgrywa w „Bogu Zero Jeden” racjonalny świat nauki w konfrontacji z metafizyką i pytaniem o to, czy Boga można zbadać?

Świat przedstawiony musiał być na tyle wiarygodny i racjonalny, by uzasadnić główny konflikt powieści: jak sprawdzić coś, czego z założenia nie da się sprawdzić. Musimy mieć racjonalny świat, żeby móc w ogóle badać pojawiający się w nim świat metafizyczny. Pytanie, czy ten drugi rzeczywiście jest metafizyczny, pozostaje otwarte i czytelnik sam musi się z nim zmierzyć.

Główny bohater, Ash, wyrusza w podróż z nastawieniem ściśle naukowym, ale z czasem zaczyna posługiwać się pojęciem „łaski” i rozważać klasyczne idee teologiczne. Na czym polega jego przemiana?

Ash nie tyle zaczyna wierzyć w Boga jako Stwórcę wszechświata, ile kończy tę próbę jako bardziej humanista niż naukowiec ścisły. Odkrywa, że choć zjawiska można mierzyć i badać, same pomiary nie odpowiadają na pytania ontologiczne.

Możemy naukowo wyjaśnić, że dana istota jest zdolna czynić cuda, ale nadal nie wiemy, co Bóg oznacza dla nas jako ludzi. Nie wiemy też, czy ta istota może nas zbawić w taki sposób, jaki obiecano w Biblii.

Kluczowe znaczenie ma w powieści motyw zbawienia oraz spotkanie z istotą podającą się za Boga. Jak bohaterowie reagują na sygnał od Boga Zero Jeden?

Podstawowe pytanie brzmi: czy sygnał od kogoś, kto podaje się za Boga, rzeczywiście doprowadzi nas do Boga, w którego istnienie zawsze wierzyliśmy?

Astronauci spotykają istotę zdolną czynić cuda podobne do tych, które miały dowodzić boskości Jezusa. Pojawia się więc pytanie, czy człowiek może za pomocą aparatury naukowej zmierzyć i zważyć Boga, a następnie powiedzieć: „To jest to, na co czekaliśmy całe życie”.

Każdy z bohaterów reaguje inaczej. Ash bada, mierzy i wątpi. Hope przyjmuje postawę pełnego zawierzenia, uznaje tę istotę za swojego Boga i odchodzi do niej. Alice natomiast szuka zbawienia w sposób bardziej techniczny i doczesny niż metafizyczny.

Czy język fizyki i technologii próbuje w powieści zastąpić język teologii, na przykład w pytaniach o duszę i zmartwychwstanie?

W książce pojawia się technologia „czarnej skrzynki”, która zapisuje aktywność mózgową i wspomnienia, umożliwiając dokładne odtworzenie człowieka. Pojawia się w związku z tym pytanie teologiczne: jeśli człowieka odtworzymy jeden do jednego, na poziomie atomowym, to czy będzie to ta sama osoba? Czy będzie miała tę samą duszę i świadomość?

Język fizyki i nauki może opisywać doświadczenia religijne oraz sytuację człowieka przekraczającego próg życia. Nie oznacza to jednak, że automatycznie odpowie na wszystkie pytania, które się z tym wiążą.

Dlaczego właśnie fantastyka naukowa jest dobrym miejscem do stawiania pytań o Boga judeochrześcijańskiego?

Science fiction daje wspaniałe pole do stawiania najważniejszych pytań. Jeżeli istnieje Bóg judeochrześcijański, to musi być albo gdzieś we wszechświecie, albo poza nim, albo wszędzie jednocześnie. Możemy więc zapytać, gdzie rzeczywiście jest i czy Jego boskość ucierpiałaby na tym, że zmierzylibyśmy Go za pomocą aparatury.

Interesuje mnie również to, czy człowiek potrafi zawsze zachować racjonalność. Zazwyczaj kończy się ona właśnie wtedy, gdy pojawiają się pytania o boskość, zbawienie i to, co dzieje się z duszą po śmierci.

Bóg Zero Jeden komunikuje się za pomocą zdań przypominających abstrakcyjną poezję. Czy jest to nawiązanie do trudności, jakie człowiek napotyka, próbując porozumieć się z Absolutem?

Jeśli Bóg istnieje, to człowiek często przekręca jego słowa Boga, skoro mamy tak wiele różnych religii. Jeśli założymy, że istnieje byt zdolny do egzystowania w zupełnie innym świecie niż nasz, pełne porozumienie językowe staje się z założenia niemożliwe. Sam język jest przecież medium przypisanym nam, ludziom, związanym z falami akustycznymi, a te nie rozchodzą się w próżni kosmosu…

Bóg Zero Jeden wychwytuje pewne odbicia ludzkich myśli w sposób, który wydaje się przypadkowy, a następnie przekazuje je w formie celowo niejasnej i splątanej.

Na ile pana własne przemyślenia religijne zainspirowały tę powieść?

Każdy człowiek w pewnym momencie zadaje sobie pytania o sens istnienia. Sam mocno przekonałem się do racjonalizmu, czyli stanowiska, zgodnie z którym nie powinniśmy wypełniać luk w wiedzy odwołaniami do metafizyki i tego, czego nie da się sprawdzić.

Okazuje się jednak, że nawet jeśli zastosujemy racjonalne podejście, nie uzyskamy odpowiedzi na pytania podstawowe: kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. To właśnie ten problem interesował mnie podczas pisania.

Podczas lektury „Boga Zero Jeden” trudno uniknąć skojarzeń z klasyką science fiction, zwłaszcza z twórczością Stanisława Lema i jego powieścią „Solaris”. Na ile Lem był bezpośrednią inspiracją przy budowaniu relacji między bohaterami i kreowaniu niepoznawalnego Absolutu?

Dynamika relacji między bohaterami jest bez wątpienia echem „Solaris” Lema i postaci Harey. Główny bohater, Ash, z czasem uświadamia sobie, że wcale nie szuka samego Boga Zero Jeden, lecz swojej żony Alice, która z kolei szukała Boga. Ta relacja u Lema wyjątkowo mi się podobała, dlatego postanowiłem zaadaptować ją do własnej powieści.

Jak pisał Jan Parandowski w „Alchemii słowa”, każdy pisarz troszkę kradnie, więc i ja podkradłem Lemowi ten motyw.

Podobnie jest z próbą nawiązania kontaktu z nieznaną istotą. W mojej powieści pełne porozumienie z Bogiem Zero Jeden jest z założenia niemożliwe, co bezpośrednio przypomina próby porozumienia z niepojętym, solaryjskim oceanem.

Natomiast w mojej powieści idę tam, gdzie Lem nigdy się nie wybrał, opisując pełną, bezkompromisową konfrontację człowieka przyszłości z Absolutem.

Czy poza Lemem były inne inspiracje literackie lub dzieła popkultury, które wpłynęły na kształt powieści?

Dopiero po napisaniu książki dowiedziałem się na przykład o powieści „Czarna chmura” Freda Hoyle’a. Okazało się, że występująca w niej inteligentna mgławica wykazuje właściwości rozumne bardzo podobne do tych, które opisałem w swojej książce.

Czytelnicy dostrzegają także nawiązania wizualne i klimatyczne do filmu „Interstellar” Christophera Nolana oraz filmowej adaptacji „Solaris” w reżyserii Andrieja Tarkowskiego.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.