Homilia kard. Krajewskiego w dniu wspomnienia liturgicznego św. Jana Pawła II | 22 października 2026

Rok: 2026
Autor: kard. Konrad Krajewski

Homilia kard. Konrada Krajewskiego.

Dzisiejsza Ewangelia i dzisiejsza celebracja przypomniały mi moje własne życie. Przez siedem długich lat miałem możliwość przebywania blisko papieża Jana Pawła II. Patrzyłem, jak swoim życiem wypowiadał słowa: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”.

To było przedziwne doświadczenie. Ludzie, którzy często przebywali na placu św. Piotra, w Bazylice św. Piotra czy podczas papieskich pielgrzymek, mówili: „On do mnie mówił. On na mnie spojrzał. On mnie dostrzegł. On zmienił moje życie”.

Jak to możliwe? Przecież nieraz były to zgromadzenia liczące miliony ludzi. Przychodzili oni w te miejsca, aby spotkać Jezusa Chrystusa, którego reprezentował Jan Paweł II.

Zdawałem sobie sprawę, że kiedy jako ceremoniarz zakładałem Ojcu Świętemu mitrę i podawałem mu pastorał,  to za chwilę papież będzie reprezentował Boga. Stawał się widzialnym znakiem Niewidzialnego. Następnie zaczynał nauczać i przemawiał w imieniu Boga.

Mówił: „Musisz wspinać się na szczyty, byś mógł żyć tu, na nizinach. Wypłyń na głębię, odważ się! Twoje cele muszą być większe niż twoje potrzeby. Jeśli nikt nie będzie od ciebie wymagał, zacznij wymagać od siebie”.

I potwierdzał te słowa swoim życiem.

Nauczyciel nie jest bowiem jedynie fontanną tryskającą wiedzą. Albo staje się świadkiem tego, czego naucza, albo pozostaje obcy tym, którzy go słuchają. Świadek musi uosabiać to, co głosi, i reprezentować sobą Tego, którego głosi.

Nie można bawić się kadzidłem i jednocześnie żyć byle jak. Dzisiaj nie potrzebujemy podręczników, z których można jedynie odczytywać słowa. Potrzebujemy ludzi, którzy sami są czytelnym znakiem. Tekstem, który odczytują uczniowie, jest obecność nauczyciela.

Patrzyłem, jak umiera święty

Patrzyłem, jak umierał święty. I zadawałem sobie pytanie: dlaczego sam nie jestem święty?

To był przedziwny czwartek, jak dzisiaj. Od wielu miesięcy wiedzieliśmy, że Ojciec Święty bardzo cierpi. Zostałem poproszony, aby wraz z biskupem Piero Marinim, mistrzem papieskich ceremonii liturgicznych przez większą część pontyfikatu Jana Pawła II, przyjść do papieskiego apartamentu.

Kiedy Ojciec Święty zobaczył nas w drzwiach, od razu nas pobłogosławił.

Nic nie mówił. Tak jak zawsze milczał, przygotowując się do sprawowania liturgii. Pamiętam, że przez wiele lat, kiedy przychodził na miejsce celebracji, przyklękał i pogrążał się w modlitwie. Był jakby nieobecny dla otoczenia. Wiedzieliśmy jednak, że rozmawia z Bogiem.

Staliśmy z biskupem Marinim pod ścianą i patrzyliśmy na człowieka, który rozmawiał z Bogiem. Jakby nie było go już wśród nas. Dopiero po pewnym czasie dawał znak, że można go ubierać do liturgii.

Tak samo było wtedy, kiedy przyszliśmy do jego apartamentu. Nie mówił nic. Pobłogosławił nas, a następnie wyciągnął rękę do biskupa Mariniego. Ten płakał jak dziecko. Widziałem swojego przełożonego, jednego z najbardziej znanych biskupów na świecie, który płakał.

Były to łzy przed rozpoczynającą się liturgią, podczas której papież miał zjednoczyć się z Tym, którego przez całe życie celebrował i którego przywoływał na ołtarzu. Ojciec Święty jeszcze kilka razy nas pobłogosławił, a my staliśmy przed nim w milczeniu.

Bo kapłan powinien przecież błogosławić całym swoim życiem.

Nikt z nas nie myślał wtedy o bólu i cierpieniu papieża. Wiedzieliśmy o nich od lat. Właściwie od 2000 roku Jan Paweł II umierał na naszych oczach. Przez pięć długich lat.

A we mnie rozbrzmiewało tylko jedno pytanie: dlaczego sam nie jestem święty?

Dlaczego nie jestem święty?

Potem przyszło nocne czuwanie. Odmawialiśmy różaniec, a Ojciec Święty również trzymał go w dłoni. Zresztą nie pamiętam, żeby kiedykolwiek go nie miał. Podczas papieskich pielgrzymek nieraz trzeba było na chwilę odebrać mu różaniec, żeby mógł przywitać się z ludźmi.

Pamiętam, jak kiedyś podczas audiencji, było to w Pałacu Apostolskim, wyjął różaniec z białej sutanny, pokazał go zgromadzonym i powiedział: „Patrzcie, to najprostszy egzorcyzm. Nic wam nie zaszkodzi. Módlcie się na różańcu”.

Kiedy odmawialiśmy różaniec przy jego łóżku, uporczywie powracała do mnie ta sama myśl: dlaczego nie jestem święty? Co ja tutaj robię z dalekiej Łodzi?

Nie dziw się, że tego wieczoru cały świat się zatrzymał i na chwilę przyklęknął.

Nagle zaczęło brakować człowieka, który przez całe życie reprezentował Boga. Patrzyłem, jak umierał święty. Jan Paweł II stał się dla wszystkich czytelnym znakiem obecności Boga.

Nawet kiedy już nie mówił, wszyscy go rozumieli.

Pamiętacie, jak ukazał się w oknie i nie wypowiedział ani słowa? Tylko pobłogosławił zgromadzonych. Nawet niewierzący byli zdumieni. Coś kazało im natychmiast przyjeżdżać do Rzymu, wychodzić na ulice i zapalać świece.

Kapłani otwierali kościoły, przed konfesjonałami ustawiały się niezwykle długie kolejki. Ludzie zapalali tysiące zniczy w oknach, na ulicach i przy pomnikach.

Świat się zatrzymał. Świat zapłakał. Świat przyklęknął.

Wszyscy pytali: co to ma znaczyć?

A my w tym czasie patrzyliśmy, jak umierał święty. Dopiero po pewnym czasie dotarło do mnie, że cały świat się wtedy modlił. Każdy w swoim języku.

My płakaliśmy. Ale płakaliśmy nad sobą, nad tym, co dzije się w moim życiu, a może także w twoim. Nie płakaliśmy nad Janem Pawłem II.

Wtedy zrozumiałem, że przyjaźń polega na tym, iż dzięki drugiemu człowiekowi staję się lepszy. Moim przyjacielem jest ten, dzięki któremu staję się lepszym człowiekiem.

Papież był przyjacielem każdego z nas. Dzięki niemu stawaliśmy się lepsi.

Ale dlaczego sam nie jestem święty? Zapewne już was to pytanie denerwuje.

Przyjąłem ten sam chrzest

Podczas długich przygotowań do pogrzebu, przez siedem dni, kiedy wypełniałem swoje obowiązki ceremoniarza przy zmarłym papieżu, pytanie to nieustannie do mnie powracało. Wracało razem ze łzami.

Przecież przyjąłem ten sam chrzest. Przecież zostałem namaszczony podczas bierzmowania i święceń kapłańskich. W moich dłoniach rodzi się Chrystus. Użyczam Mu swojego głosu. Przyjmuję Go każdego dnia, spożywam Ciało Chrystusa.

Prawdopodobnie spożyłem już więcej Ciała Chrystusa, niż sam ważę, a ważę niemało!

Po Komunii Świętej sam staję się przecież Jego tabernakulum, miejscem Jego obecności, namiotem spotkania.

A mimo to nadal nie jestem święty.

Może nie potrafię oddać się Bogu całkowicie i do końca. Może nie potrafię powiedzieć Mu: „To Ty jesteś Panem – cały należę do Ciebie”.

Może nie jestem do końca przejrzysty i uczciwy wobec samego siebie. Ile jest jeszcze we mnie ciemnych zakamarków, ukrytych sfer, o których nie chcę, aby ktokolwiek się dowiedział? Z ilu rzeczy wciąż nie potrafię zrezygnować?

Nadal nie jestem w pełni przejrzysty, a przecież Boga trzeba reprezentować całym sobą, a nie tylko jakąś częścią swojego życia.

Prawdą jest, że król jest nagi w oczach swoich sług. My, im lepiej poznawaliśmy Jana Pawła II, tym mocniej byliśmy przekonani o jego świętości. Widzieliśmy, że jego życie podoba się Bogu.

Po śmierci Ojca Świętego nikt z jego najbliższego otoczenia nie mówił o nim tak, jak mówi się o człowieku, którego już nie ma.

Jeżeli człowiek jest bowiem pełen Boga, to nawet po śmierci nadal przemawia i przypomina, że człowiek jest nieśmiertelny. Dobro nie umiera.

Dlatego podczas pogrzebu papież Benedykt XVI mógł powiedzieć, że Jan Paweł II jest teraz z nami w oknie. Wówczas wszyscy zgromadzeni w sektorze dyplomatycznym odwrócili się w stronę okna i zaczęli bić brawo. Także niewierzący.

Nawet ci, którzy nie wierzyli w życie po śmierci, czuli, że Jan Paweł II może tam być. Patrzyli w okno.

Ten, który już nie mówił, przemawiał najgłośniej.

Jeśli oddasz się Bogu bowiem, będziesz świadczył o Nim całym sobą — zarówno w tym życiu, jak i w przyszłym. A może święci najwięcej mówią właśnie wtedy, gdy nie ma ich już wśród nas.

Nadszedł czas, aby pójść za ich przykładem i stać się ambasadorem Boga.

Aby Chrystus żył w nas

Do tego trzeba jednak wyrzec się siebie. Po prostu zaprzeć się samego siebie.

Chciałbym, żebyście dobrze mnie zrozumieli: chodzi o to, by porzucić siebie jako centrum własnego życia. By móc powiedzieć za św. Pawłem: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”.

Trzeba pozwolić, aby to On był najważniejszy.

Nie wiem, czy wiecie, że Jan Paweł II umarł jako człowiek niezwykle ubogi.

Do obowiązków ceremoniarzy należało uporządkowanie papieskiego apartamentu przed jego zamknięciem. Kiedy Ojciec Święty umierał, w jego pokoju właściwie niczego nie było. Zostało zaledwie kilka książek i Pismo Święte, którego strony były gęsto zapisane. Niemal każda kartka zawierała notatki.

Kiedyś otworzył szafę i zobaczył, że znajdują się w niej trzy sutanny. Zwrócił się do siostry zakonnej i powiedział:

„Siostro, mnie potrzebna jest tylko jedna”.

Siostry wspominały również, jak w Krakowie pomagał w domowych porządkach starszej kobiecie. Ilekroć zaglądał do szafy, nową bieliznę kazał oddawać ubogim spotykanym na krakowskich ulicach. Sobie zostawiał tę starą, wielokrotnie cerowaną.

Czy coś z tego rozumiemy?

Powoli zaczęło do mnie docierać, co znaczy być świętym. Ale do tego każdy z nas musi dojść sam.

Pozwól, aby Bóg prowadził cię pięknymi drogami głoszenia Jego Ewangelii. Pozwól Mu uczyć cię życia zgodnego z Ewangelią. Pozwól, aby logika Ewangelii kształtowała sposób rozwiązywania wszystkich spraw: twoich osobistych, dotyczących świata, a także życia diecezji.

Żyj według czterech Ewangelii — bez dopisywania do nich własnych komentarzy, które pozwalałyby ci omijać ich wymagania.

To właśnie ta droga prowadzi do świętości, do życia, które podoba się Bogu.

Jest tylko jeden warunek.

Musisz dać Mu wszystko.

Ale czy wiesz, co znaczy „wszystko”?

 

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.