Drukuj Powrót do artykułu

Asyż 2026: Dramat zapomnianych wojen

27 października 2026 | 20:04 | Guglielmo Gallone, Vatican News PL, red. bz | Asyż Ⓒ Ⓟ

Sample

Czterdzieści lat po historycznym dniu modlitwy zwołanym przez Jana Pawła II świadectwa Hali Alkarib i Zaw Oo, uczestników międzynarodowego spotkania zorganizowanego przez Wspólnotę Sant’Egidio, ponownie kierują uwagę na dwa spośród najbardziej dramatycznych konfliktów na świecie. Przedstawicielka wysokiego komisarza ONZ do spraw uchodźców (UNHCR) Francesca Bonelli wyjaśnia rolę tej organizacji w niesieniu pomocy uchodźcom.

– To, co się dzieje w Sudanie, nie jest wojną domową. Nie jest to wojna między Sudańczykami. To wojna narzucona narodowi sudańskiemu – mówi mediom watykańskim Hala Alkarib, aktywistka i dyrektorka regionalna Strategic Initiative for Women in the Horn of Africa (Strategicznej Inicjatywy na rzecz Kobiet w Rogu Afryki). Jest to dramatyczne wołanie do społeczności międzynarodowej.

To wołanie rozlega się z Asyżu – mieście o szczególnym znaczeniu dla procesów pokojowych – gdzie odbywa się międzynarodowe spotkanie pod hasłem „Pokój rozbrojony i rozbrajający”, zorganizowane przez Wspólnotę Sant’Egidio. Ma ono jeden cel: przywrócić uwagę, godność i należną wartość ofiarom wszystkich konfliktów na świecie. Także, a może przede wszystkim, tym, o których zbyt często zapominamy.

Rok po masakrze w Al-Faszir

Jak podkreśla Hala Alkarib, w Sudanie „ludzie umierają bez żadnego powodu”, a kraj doświadcza jednego z najpoważniejszych kryzysów humanitarnych na świecie. Nie wszyscy jednak, zwłaszcza w tej części świata, zdają sobie z tego sprawę.

Dokładnie rok temu, między 25 a 27 października, doszło do masakry w Al-Faszir, w północnym Darfurze. Po około 18 miesiącach oblężenia prowadzonego przez Siły Szybkiego Wsparcia (RSF) Organizacja Narodów Zjednoczonych udokumentowała ponad 6000 zabitych w ciągu pierwszych trzech dni ostatecznej ofensywy. Ofiary ginęły w egzekucjach doraźnych; dochodziło także do przemocy seksualnej, porwań i prześladowań na tle etnicznym. Według ONZ okrucieństwa te noszą znamiona zbrodni wojennych, a także mogą stanowić zbrodnie przeciwko ludzkości.

Jak jednak wskazuje Alkarib, za tragedią Sudanu kryją się również konkretne interesy gospodarcze.

– To wojna, której celem jest pozbawienie Sudańczyków możliwości rządzenia własnym krajem i kontrolowania jego zasobów – wyjaśnia aktywistka. Mówi o „konflikcie opartym na wyzysku”, którego celem jest „rozmontowanie i rozbicie kraju”.

W ramach tej logiki, kontynuuje, zaczyna się najwyraźniej uznawać za dopuszczalne „zabijanie ludzi i niszczenie całych społeczności po to, by móc wydobywać cenne minerały”.

Istnieje przy tym niebezpieczeństwo, że wszystko to „nie dzieje się wyłącznie w Sudanie, lecz rozszerza się również na inne obszary Rogu Afryki”.

– Na własne oczy widzimy w Afryce, a przede wszystkim w Sudanie, że prawo międzynarodowe staje się kwestią czysto symboliczną – przyznaje Alkarib, zwracając uwagę na to, że granice, które miały chronić człowieczeństwo, są każdego dnia przekraczane.

Istnieje ryzyko – ostrzega – że „życie ludzkie będzie traktowane jak towar”, pozbawiony jakiejkolwiek wartości.

Mjanma: wojna napędzana bogactwami naturalnymi

Wyzysk zasobów naturalnych jest również jednym z kluczowych problemów Mjanmy (dawniej Birma), kraju, którego konflikt także zbyt często pozostaje zapomniany przez społeczność międzynarodową.

Przypomina o tym w Asyżu Zaw Oo, dyrektor wykonawczy Centre for Economic and Social Development (Centrum Rozwoju Gospodarczego i Społecznego), który w poniedziałek rano wziął udział w forum „Gospodarka między pokojem a wojną”.

– Nasz kraj głęboko cierpi z powodu trwających konfliktów, które zrodziły się z kryzysu politycznego i roszczeń mniejszości etnicznych, lecz obecnie przekształciły się w rywalizację o kontrolę nad bogatymi zasobami naturalnymi – wyjaśnia w rozmowie z mediami watykańskimi.

Mjanma jest jednym z największych producentów metali ziem rzadkich na świecie. Posiada również znaczne złoża jadeitu, złota i innych minerałów o strategicznym znaczeniu. Jak podkreśla Zaw Oo, zasoby te są wykorzystywane przez różne ugrupowania zbrojne do finansowania wojny.

– Konflikt, który narodził się z kryzysu politycznego, przekształcił się w gospodarkę, w której walczące strony rywalizują o kontrolę nad terytorium i zasobami naturalnymi – kontynuuje ekonomista.

To właśnie dlatego osiągnięcie porozumienia jest tak trudne. – Nie możemy zakładać, że pokój da się wynegocjować wyłącznie poprzez proces polityczny. Musimy również odbudować gospodarkę, tak aby zasoby te mogły być współdzielone przez wszystkie społeczności zamieszkujące kraj – zauważa.

Wyzwanie staje się jeszcze trudniejsze ze względu na etniczne i polityczne rozdrobnienie Mjanmy. Jak zauważa Zaw Oo, działają tam obecnie setki ugrupowań zbrojnych.

Rola religii i dramat Rohingjów

W tej sytuacji wspólnoty religijne wciąż pozostają ważnym czynnikiem jednoczącym społeczeństwo. – Odkryliśmy, że niektóre instytucje religijne, takie jak buddyjscy mnisi, wspólnoty chrześcijańskie oraz mniejszości muzułmańskie wraz ze swoimi imamami i meczetami – nadal są źródłem jedności między różnymi społecznościami – opowiada Zaw Oo.

Celem jest wspieranie dialogu międzyreligijnego, który mógłby zachęcić również strony konfliktu zbrojnego do podjęcia rozmów. Działaniom tym powinny towarzyszyć pomoc humanitarna i projekty rozwojowe.

Proces ten mógłby rozpocząć się w stanie Czin, jednym z najbiedniejszych regionów Mjanmy. Zaw Oo liczy tam na zaangażowanie międzynarodowej koalicji międzyreligijnej, która pomogłaby w nawiązaniu dialogu i odbudowie regionu. – Mam wielką nadzieję, że to się powiedzie i stanie się przykładem również dla bardziej skomplikowanych sytuacji, takich jak ta dotycząca Rohingjów – mówi.

Ta muzułmańska mniejszość, zmuszona do masowej ucieczki w 2017 roku, nadal nie może bezpiecznie powrócić na swoje ziemie, na których obecnie ponownie toczą się walki. – Musimy najpierw skoncentrować się na zakończeniu wojny. Dopiero później będziemy mogli sprowadzić mniejszości muzułmańskie z powrotem do kraju – zauważa Zaw Oo.

Bonelli: najpierw ludzie, dopiero potem granice

Od Sudanu po Mjanmę oblicze wojny to również oblicze milionów ludzi zmuszonych do opuszczenia swoich domów i wspólnot oraz do szukania schronienia gdzie indziej.

Ta rzeczywistość stanowi punkt odniesienia dla forum zatytułowanego „Najpierw ludzie, dopiero potem granice”, w którym uczestniczyła Francesca Bonelli, od sierpnia nowa przedstawicielka UNHCR we Włoszech, przy Stolicy Apostolskiej, na Malcie i w San Marino. – Bardzo ważne jest, aby mówić o tych konfliktach, ponieważ niestety wciąż są to wojny, o których przestaje się mówić – wyjaśniła w rozmowie z Vatican News.

Przypomniała przy tym o ponad 12 milionach Sudańczyków zmuszonych do ucieczki oraz o milionie uchodźców Rohingja przebywających w Bangladeszu. Oba kryzysy – podkreśliła – zderzają się z dramatycznym niedoborem środków finansowych.

– Cięcia w pomocy humanitarnej mają tragiczne konsekwencje – zaznaczyła Bonelli. Ich skutki odczuwają przede wszystkim „osoby znajdujące się w trudnej sytuacji, które uciekają przed wojną, ale także społeczności przyjmujące uchodźców”.

Sytuacja ta ogranicza dostęp do podstawowych usług, od opieki zdrowotnej po edukację, jeszcze bardziej pogarszając warunki życia ludzi, którzy już wcześniej zostali zmuszeni do porzucenia wszystkiego.

Właśnie z tym wiąże się również wyzwanie, jakim jest budowanie pokoju „rozbrojonego i rozbrajającego”. Jak przypomniała Bonelli, „stawiać ludzi przed liczbami, ludzi przed granicami, ludzi przed wszelkimi uprzedzeniami – to znaczy dostrzegać w drugim człowieku cząstkę samych siebie”.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.