Drukuj Powrót do artykułu

Abp Pezzi: Rosja to mój dom

16 lipca 2026 | 18:48 | Mikołaj Gorjaczkin. Blagovest Media, st | Moskwa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. AA/ABACA/Abaca/East News

Doświadczenia duszpasterskie ponad trzydziestu lat pracy duszpasterskiej w Federacji Rosyjskiej, relacje ekumeniczne a także osobiste więzi z mieszkańcami tego kraju – to temat wywiadu Mikołaja Gorjaczkina z Blagovest Media z emerytowanym arcybiskupem archidiecezji Matki Bożej w Moskwie, abp. Paolo Pezzim.

Mikołaj Gorjaczkin, Balgovest Media:  To może zabrzmieć trochę banalnie, ale jest coś symbolicznego w nazwie miasta Russi, w którym się Ksiądz Arcybiskup urodził, oraz w późniejszej posłudze w Rosji. Wydaje się, że nie chodzi tu jedynie o podobieństwo brzmieniowe czy filologiczne, ale o pewien związek symboliczny, który przyprowadził Księdza z Włoch do Rosji. Czy miejsce urodzenia człowieka może być związane z jego misją?

Abp Pezzi: Miejsce urodzenia człowieka jest w pewnym sensie związane z jego misją. Można powiedzieć, że jest jak imię człowieka — a imię często wiąże się z tym, co człowiek będzie realizował i czym będzie wypełniał swoje życie. Myślę, że nie jest to przypadek.

Oczywiście, z punktu widzenia etymologii moja rodzinna miejscowość Russi w starożytności oznaczała po prostu wieś. Część ludów północnych, które osiedlały się na terenach dzisiejszej Turcji i wokół Morza Czarnego, podczas swoich wędrówek pozostała w mojej ojczyźnie, a część poszła dalej. W pewnym sensie można by więc powiedzieć nawet odwrotnie — że to właśnie z mojego miasta pochodzi nazwa „Rus”. Czy mogę sobie pozwolić na taką myśl?

Przez niemal 19 lat pełniłem posługę biskupią — w Moskwie i Petersburgu — ale moja misja w Rosji rozpoczęła się znacznie wcześniej. W 1993 roku zostałem zaproszony do pracy duszpasterskiej w Nowosybirsku na Syberii. Spędziłem tam pięć lat jako kapłan. Dopiero później, w 2003 roku, rozpocząłem posługę w Moskwie i Petersburgu.

Ekscelencjo, spróbujmy przypomnieć początki tej posługi. Przybył Ksiądz do Rosji w czasie, gdy Kościół katolicki dopiero się odradzał: odzyskiwał swoje korzenie, tradycje, świątynie i parafie. Odbudowywano kościoły, przywracano struktury diecezjalne, ale była to wciąż pierwsza faza tego odrodzenia. Posługa biskupia Waszej Ekscelencji przypadła na czas umacniania się Kościoła i jego rozwoju. Kościół zapuścił korzenie, zaczął wzrastać, nie tylko czerpiąc z przeszłości, ale także odpowiadając na swoje powołanie w Kościele powszechnym. Czy mógłby Ksiądz Arcybiskup podzielić się kilkoma historiami z początku swojej posługi duszpasterskiej — chwilami, w których obecność Ducha Świętego była szczególnie widoczna?

Takich sytuacji było naprawdę wiele. Przywołam te, które dziś wydają mi się szczególnie ważne.

W 1994 roku biskup Joseph Werth, który wówczas kierował administraturą apostolską dla katolików obrządku łacińskiego w azjatyckiej części Rosji, po zaledwie roku mojego pobytu zaprosił mnie do pracy przy wydawaniu lokalnej gazety. Dzięki temu odwiedzałem różne parafie w obwodach krasnojarskim, nowosybirskim, ałtajskim, omskim, tomskim i innych regionach Syberii.

Pewnego razu mój współbrat, ojciec Francesco, zaprosił mnie do wsi Połowinnoje, gdzie biskup Werth skierował go jako proboszcza. Było to w Boże Narodzenie 1994 roku. Pomyślałem wtedy: „Dobrze, pojadę, przygotuję jakiś reportaż, opiszę tę posługę”.

Przyjechałem tam w ogromnym mrozie — w noc Bożego Narodzenia temperatura spadła do około minus 25 stopni. Następnego dnia rozpętała się gwałtowna zamieć. Ojciec Francesco powiedział do mnie:

„Słuchaj, niedaleko mieszka pewna starsza kobieta. Nie może wyjść z domu, więc zanieś jej Komunię Świętą”.

Odpowiedziałem oczywiście, że chętnie to zrobię. Ostrzegł mnie jednak: „Pamiętaj, jest zamieć. Jeśli zgubisz drogę, natychmiast wracaj, bo inaczej możesz już nie wrócić”.

Powiedziałem: „Dobrze, będę uważał”.

Dzięki jego wskazówkom szczęśliwie dotarłem do domu tej kobiety. Warunki były niezwykle trudne. W środku panowała ogromna bieda — trudno było nawet powiedzieć, że było tam godnie. A jednak ta starsza pani przyjęła mnie z wielką radością.

Po spowiedzi i Komunii powiedziała: „Ojcze, przecież dziś jest Boże Narodzenie. Proszę zostać na obiad”.

Zgodziłem się. Przygotowała dla mnie właściwie tylko bulion z jednym ziemniakiem.

Można sobie wyobrazić młodego księdza z Włoch, który przyjechał na Syberię. Oczywiście, zdarzały się tam chwile, kiedy nie było wiele jedzenia, ale zawsze, gdy przyjeżdżał kapłan, ludzie starali się przygotować coś uroczystego, dać wszystko, co mieli najlepszego. Ta kobieta oddała mi tego dnia wszystko, co miała. Pamiętam, że zatrzymałem się wtedy na chwilę i pomyślałem: „Właśnie to jest twoje Boże Narodzenie”. Nie było uroczystej liturgii w jednej z rzymskich bazylik, nie było wielkiej celebracji w rodzinnym kościele. Ale Chrystus był tutaj — obecny właśnie w tym miejscu i w tej osobie. Powiedziałem sobie wtedy: „Jeśli to ci nie wystarcza, zadzwoń do przełożonych i powiedz, że nie potrafisz tego zrobić. Poproś, żeby zabrali cię z powrotem”.

Ale odpowiedź była jasna: „Tak, to jest moje miejsce. Nie szukam niczego więcej. Szukam tylko Chrystusa i chcę Mu służyć w ludziach”.

Była też druga sytuacja z tamtych pierwszych lat, również związana z historią pewnej babci.

W innym miasteczku zostałem także zaproszony do posługi. Po drodze siostry powiedziały mi: „Słuchaj, babcia niezbyt dobrze słyszy, więc mów głośno”. Odpowiedziałem: „Dobrze, oczywiście”.

Dodały jeszcze: „Na jej oczach zamordowano dwóch jej synów. Proszę, miej to na uwadze”.

Wszedłem więc do niej, wysłuchałem jej spowiedzi i udzieliłem Komunii Świętej. A potem, cóż — młody, można powiedzieć wprost: arogancki ksiądz — nie potrafiłem powstrzymać się od zadania jej pytania: „Babciu, co pani sądzi o Stalinie?”.

Otworzyła oczy, spojrzała na mnie i powiedziała: „Co sądzę? Nic nie sądzę. Kiedy zamordowano moje dzieci, przebaczyłam mu. Bo jak inaczej, bez przebaczenia, mogłabym żyć do dziś?”.

Było to dla mnie niezwykle pouczające doświadczenie. Zrozumiałem, że tak naprawdę tylko przebaczenie może nie tylko pozwolić człowiekowi przetrwać, ale także pozwolić mu na nowo tworzyć.

To niezwykła i podnosząca na duchu historia. Ekscelencjo, jest Ksiądz Arcybiskup członkiem ruchu Comunione e Liberazione. W dzisiejszym świecie, pełnym konfliktów, prześladowań chrześcijan w Afryce i Azji Południowo-Wschodniej, w czasach, gdy wydaje się, że złość i nienawiść coraz bardziej opanowują świat, niezwykle ważne wydaje się przesłanie leżące u podstaw tego ruchu…

– Chodzi o to, aby dostrzegać wszystkie wyzwania, nieszczęścia, katastrofy i tragedie, ale jednocześnie odnajdywać zbawienie w Chrystusie i podążać Jego drogą. To właśnie właściwe dla  chrześcijaństwa centralne miejsce Chrystusa łączy duchowość tego ruchu z główną tezą prawosławia: dążymy do Chrystusa i to jest nasza droga, niezależnie od tego, co dzieje się wokół nas. Im trudniejsze i bardziej bolesne są czasy, tym większe powinno być nasze zaufanie do Chrystusa oraz otwarcie naszej duszy na Jego obecność.

W 1993 roku pojechałem na Syberię. Przed wyjazdem spotkałem się z założycielem ruchu kościelnego Comunione e Liberazione, ks. Luigim Giussanim. Powiedział mi między innymi: „Pamiętaj o nazwie naszego ruchu — wspólnota i wyzwolenie, comunione e liberazione. To jest najważniejsze. Ponieważ to, co możemy przekazać o samym Chrystusie — jak lubił mówić: spotkanie z Nim — możemy przekazać jedynie jako owoc naszej przeżywanej wspólnoty w Nim”. To stało się dla mnie punktem odniesienia, i pozostaje nim do dziś.

Jestem głęboko przekonany, że wspólnota nie jest receptą ani gotową odpowiedzią. Każdego ranka trzeba na nowo jej pragnąć i na nowo nią żyć.

Czasami, gdy w naszej własnej wspólnocie relacje między ludźmi nie układają się łatwo, pojawia się pokusa, aby powiedzieć: „Lepiej zrobię to samemu”, zamiast rozmawiać razem i razem działać.

Za każdym razem jednak przypominałem sobie: nie — poza wspólnotą niczego trwałego nie zbudujemy. Nawet najmniejsze, pozornie nieistotne działanie podejmowane we wspólnocie przynosi owoce: najpierw dla ciebie samego, dla twojego zbawienia, a potem dla całego świata.

Wtedy zrozumiałem, że wspólnota jest rzeczywiście wszystkim, co możemy przekazać. Jest naszym wkładem, ponieważ wspólnota oznacza także trwały pokój.

Nie zapominajmy, że wspólnota jest tym pokojem, który Jezus obiecał dać swoim uczniom. Miał na myśli właśnie wspólnotę, ponieważ w niej pokój już istnieje — pokój Chrystusowy — i może się jedynie dalej rozprzestrzeniać. Ale to nie wszystko. W ostatnich miesiącach odkryłem dwie kwestie ściśle związane z komunikacją, które – jak sądzę – są dziś szczególnie ważne.

Pierwsza dotyczy władzy i sposobu sprawowania rządów. Monarchia czy demokracja – żaden z tych systemów nie jest, moim zdaniem, najlepszym sposobem zarządzania narodami. Jezus nie wybrał żadnego z nich ani żadnego innego modelu. Wybrał wspólnotę. Powtarzam: wspólnotę jako sposób organizowania życia społecznego. Dlatego w tej perspektywie nie ma miejsca na państwo jako zasadę organizującą Kościół. Dlaczego? Być może niewielu dziś chce tego słuchać, ale tylko Kościół jest zdolny do zarządzania swoimi wspólnotami właśnie na tej zasadzie.

Ma to ogromne znaczenie, szczególnie w dialogu międzyreligijnym i międzychrześcijańskim. W koncepcji Jezusa istnieje oczywiście autorytet. Piotr jest pierwszym spośród apostołów, jest – jak mówimy – namiestnikiem Chrystusa, podobnie jak jego następcy.

Nie możemy jednak zapominać, że autorytet w Kościele jest wewnętrzną zasadą wspólnoty, a nie zasadą narzuconą z zewnątrz. We wspólnocie Kościoła dokonuje się nieustanny dialog między autorytetem a wiernymi.

Wasza Ekscelencjo, muszę powiedzieć, że właśnie w czasie posługi Księdza Arcybiskupa jako przewodniczącego Rady Konferencji Biskupów Katolickich Rosji nastąpił wyjątkowy moment wspólnoty, dobrych relacji, współpracy, wspólnych programów i spotkań z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym. To dzięki obecności Waszej Ekscelencji w Kościele otworzyły się nowe drogi dialogu. Słowa Księdza Arcybiskupa dotyczące relacji między Kościołem katolickim i prawosławnym zostały przytoczone w wielu wersjach Wikipedii. Pozwolę sobie je odczytać: „Oczywiste jest, że nie można być katolikiem w Rosji bez najgłębszego szacunku dla Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, bez szczerego i gorącego pragnienia jedności z nim. A Kościół prawosławny otworzył się wobec nas – jeśli nie na pełny uścisk, to przynajmniej wyciągnął rękę do uścisku dłoni”. Bardzo wiele właśnie Ksiądz Arcybiskup uczynił na drodze ku jedności w Chrystusie i dla wspólnego dobra.

– W Chrystusie rzeczywiście jesteśmy zjednoczeni. Wyobraźmy sobie braci i siostry. Mogą być między nimi różnice, mogą nawet podjąć decyzję, że nie chcą mieć ze sobą kontaktu. Nie mogą jednak zaprzeczyć temu, że mają tego samego Ojca i tę samą Matkę. W tym właśnie sensie istnieje jedność i wspólnota.

Jeżeli jedność istnieje, musi istnieć od samego początku. Nie można połączyć tego, co od początku było całkowicie rozdzielone. Dlatego musimy najpierw zrozumieć nasze korzenie.

Wszystkie wyznania chrześcijańskie, wszystkie Kościoły i wspólnoty chrześcijańskie uznają swoje korzenie w Jezusie Chrystusie. Ci, którzy odwołują się do pierwszego, wczesnochrześcijańskiego Kościoła, mogą dostrzegać podziały, które pojawiły się w historii, ale w najgłębszym sensie nie jesteśmy podzieleni.

Co to oznacza? Czy oznacza to, że nie trzeba nic robić? Oczywiście, że nie. Trzeba działać i wspólnie przemierzać tę drogę.

Na tej drodze ważne są dwie rzeczy. Pierwsza to uznanie, że mamy tego samego Ojca. Dlatego – czy tego chcemy, czy też nie – jesteśmy braćmi i siostrami. Druga to prawdziwe, głębokie pragnienie bycia razem.

Być może pełnię tej jedności odczujemy dopiero w raju, kiedy – jak mówi apostoł Paweł – Chrystus będzie wszystkim we wszystkich. Jeśli jednak naprawdę pragniemy jedności, będziemy szukać wszelkich możliwości jej budowania. Nie będziemy się obawiać, że stracimy twarz albo że w jakiś sposób się poddamy.

Brat, który naprawdę pragnie spotkania ze swoim bratem, jest gotów na wiele. Nie boi się, że utraci swoją tożsamość. Oczywiście istnieją inicjatywy dyplomatyczne, teologiczne, charytatywne i kulturalne, które mogą zbliżać ludzi.

Są momenty, w których z jednym Kościołem lepiej współpracować w obszarze działalności charytatywnej, w dawaniu świadectwa o Chrystusie albo w refleksji teologicznej. Historia przynosi różne sytuacje.

Najważniejsze jednak – obok uznania jedności u samych podstaw – jest posiadanie autentycznego pragnienia tej jedności.

Podam tylko jeden przykład. Kiedy byłem rektorem seminarium, wychodząc właśnie od tych dwóch zasad, rozpoczęliśmy – choć nie jestem przekonany do tej nazwy – coś, co można nazwać spotkaniami komunijnymi.

Nie stawiałem żadnego warunku, ale proponowałem, abyśmy zaczynali od prostego gestu: wspólnej kolacji i rozmowy przy dobrym winie. W praktyce bardzo nas to zbliżyło.

Spotykali się duchowni prawosławni, katoliccy, ormiańscy, luteranie reformowani i niemieccy. Rozmawialiśmy nawet o trudnych i ważnych kwestiach: o tym, co dziś oznacza misja naszych Kościołów oraz jak troszczyć się o ludzi w naszych parafiach.

Odkryliśmy bardzo wiele punktów wspólnych. Nikt nie uważał, że musimy natychmiast wspólnie sprawować posługę czy przyjmować Komunię. Każdy z nas kochał swój Kościół i pozostał mu wierny .

Byliśmy jednak gotowi robić razem wszystko to, co było możliwe. Tego, czego nie mogliśmy zrobić, po prostu nie robiliśmy. Rozumieliśmy, że żyjemy w konkretnej historii i że jedność nie dokonuje się w sposób magiczny ani natychmiastowy.

Właśnie tak działaliśmy. Mogę powiedzieć, że do dziś trwają te przyjaźnie – prawdziwe przyjaźnie – mimo że minęło już ponad dwadzieścia lat.

Kiedy odbyła się konsekracja biskupia Waszej Ekscelencji— wydarzenie niezwykle ważne w życiu duchowym Nowej Rosji — ówczesny nuncjusz apostolski abp Antonio Menini skierował do Księdza Arcybiskupa swoje przesłanie i błogosławieństwo. Co Ekscelencja wtedy czuł, słysząc te słowa i uświadamiając sobie, że przez wiele kolejnych lat będzie stał na czele Kościoła katolickiego w Rosji? Jakie zadanie i jakie wyzwanie stanęły wówczas przed Księdzem Arcybiskupem? Co należało zrobić i czemu należało służyć? Patrząc dziś z perspektywy minionych lat, widać, że misja Ekscelencji pozostaje niezmienna.

– Wie Pan, poczułem wtedy to samo, co 21 września, kiedy zostałem oficjalnie mianowany biskupem. Sama konsekracja odbyła się później — 27 października.

21 września ówczesny nuncjusz apostolski, abp Antonio Menini zaprosił mnie do nuncjatury, aby przekazać mi tę wiadomość. Kiedy wchodziłem po schodach, myślałem o tym, co później powróciło do mnie podczas święceń biskupich, gdy usłyszałem jego ciepłe słowa: że wchodzę po tych schodach po to, aby służyć tajemnicy Boga, aby służyć Chrystusowi.

Mogę powiedzieć, że ta myśl pozostała ze mną przez wszystkie te prawie dwadzieścia lat mojej posługi. Kiedy przychodziły trudne chwile, mówiłem sobie: „Zatrzymaj się. Zadaj sobie jedno pytanie: czy w tej chwili odpowiadasz Bogu, czy kierujesz się własnymi planami? Czy naprawdę uznajesz, że należysz do Niego i że wszystko Jemu powierzasz? Czy też wciąż czegoś szukasz dla siebie?”.

To właśnie ten punkt odniesienia prowadzi mnie do dziś.

Prawdopodobnie jestem jednym z wielu, którzy chcą wyrazić wdzięczność za to, że pozostaje Ksiądz Arcybiskup w Rosji, że pozostaje w Moskwie. Ma tutaj Ekscelencja bardzo wielu przyjaciół. W czasie posługi biskupiej do Kościoła przyszły już dwa, a może nawet trzy pokolenia młodych katolików. I nie tylko katolików — ma Ekscelencja również wielu przyjaciół wśród przedstawicieli innych wyznań. W imieniu nas wszystkich chcę wyrazić wdzięczność za to, że jest Ksiądz Arcybiskup z Rosją.

– Tak właśnie jest. Jak już mówiłem, to jest mój dom. Nie jest to żadna decyzja strategiczna, polityczna ani nawet wyłącznie religijna. Nie. Jest tak po prostu dlatego, że to jest mój dom.

Rozmawiał Mikołaj Gorjaczkin. Blagovest Media

Arcybiskup Paolo Pezzi urodził się 8 sierpnia 1960 r. w Russi w regionie Emilia-Romania we Włoszech. W latach 1985-90 odbył studia filozoficzne i teologiczne na Papieskim Uniwersytecie Św. Tomasza w Rzymie. 22 grudnia 1990 r. przyjął święcenia kapłańskie. Należy do Bractwa Kapłańskiego Misjonarzy Św. Karola Boromeusza (FSCB). Na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim obronił pracę doktorską z teologii pastoralnej „Katolicy na Syberii – początki, prześladowania, dzień dzisiejszy”.

W 1993 r. rozpoczął pracę duszpasterską w Rosji. Przez pięć lat był dyrektorem gazety katolickiej i dziekanem środkowego regionu Syberii w Nowosybirsku. Następnie do 2005 r. pełnił funkcję wikariusza generalnego Bractwa Kapłańskiego Misjonarzy Św. Karola Boromeusza. Od 1998 r. do 21 września 2007 r, był odpowiedzialny za ruch Comunione e Liberazione w Rosji. W 2004 r. zaczął wykładać w Wyższym Seminarium Duchownym pw. Maryi Królowej Apostołów w Sankt Petersburgu, którego rektorem został w 2006 r.  21 września 2007 Benedykt XVI mianował go arcybiskupem-metropolitą archidiecezji Matki Bożej w Moskwie, zastępując na tym stanowisku abp. Tadeusza Kondrusiewicza. 2 maja b.r. Leon XIV przyjął jego rezygnację z pełnionych obowiązków, mianując administratorem apostolskim tej archidiecezji jej biskupa pomocniczego, Mikołaja Dubynina OFM Conv.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.