Drukuj Powrót do artykułu

Abp Szewczuk: cztery lata wojny na Ukrainie to „hańba dla ludzkości”

24 lutego 2026 | 06:00 | Switłana Duchowycz, tom, Vatican News | Watykan Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Vatican Media

Zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego (UKGK) określa przypadającą 24 lutego rocznicę – cztery lata wojny w Ukrainie – jako „rocznicę tragiczną”. „Obecna sytuacja na Ukrainie jest bardziej dramatyczna niż kiedykolwiek” – mówi arcybiskup większy kijowsko-halicki Światosław Szewczuk i apeluje o wzmożenie wysiłków na rzecz pokoju.

Abp Szewczuk, który w ostatnich dniach spotkał się z papieżem Leonem XIV w Watykanie, powiedział w wywiadzie dla Radia Watykańskiego, odnosząc się do rosyjskiej agresji na Ukrainę, która rozpoczęła się cztery lata temu, że „nikt nie mógł sobie wyobrazić, iż wojna w Europie potrwa cztery lata. A mówiąc o czterech latach, mamy na myśli jedynie początek zakrojonej na szeroką skalę rosyjskiej inwazji. Wojna faktycznie rozpoczęła się w 2014 roku okupacją Krymu i części wschodniego Donbasu. Stoimy w obliczu prawdziwej tragedii, która pogłębiła się w ostatnich miesiącach. Liczba ofiar śmiertelnych i rannych wśród ludności cywilnej stale rośnie. Mogę powiedzieć, że sytuacja nie była tak dramatyczna nawet na początku inwazji w 2022 roku, jak jest obecnie, zwłaszcza tej zimy, a szczególnie w stolicy Ukrainy”.

Zimowy chłód jako broń

Arcybiskup mówi o formie ludobójstwa, w której zimowy chłód jest używany jako broń: „Kijów przeżywa prawdziwą tragedię, którą niektórzy nazywają teraz „Hołodomorem”, od ukraińskiego słowa „hołod”, oznaczającego „zimno”. Wszyscy znamy termin „Hołodomor”, ludobójstwo spowodowane sztucznym głodem; ale teraz stoimy w obliczu innej formy ludobójstwa, związanej z zimowym mrozem. Ta zima jest najzimniejsza od dziesięciu lat: temperatura w Kijowie spadła do minus 20 stopni Celsjusza. Rosjanie systematycznie niszczą kluczową infrastrukturę ukraińskich miast, zwłaszcza stolicy. Kijów, jedna z największych stolic Europy, liczy prawie cztery miliony mieszkańców. Ogrzewanie i elektryczność są scentralizowane: każdy rejon ma własną elektrownię, która zaopatruje budynki w prąd i ciepłą wodę. W naszym rejonie nie ma gazu: gotujemy na elektryczności, która jest również potrzebna do pompowania wody pitnej do dziewięcio- i dwudziestopiętrowych budynków. Tej zimy zniszczono wiele elektrowni z czasów sowieckich, a zatem znanych Rosjanom. Gdy temperatura spadła poniżej 20 stopni Celsjusza, nie było prądu ani ciepłej wody. Rury zamarzały i pękały, a nawet instalacja wodno-kanalizacyjna została poważnie uszkodzona. Wyobraźmy sobie budynek z trzema tysiącami mieszkańców: w mieszkaniach panuje lodowaty mróz, temperatura w środku jest tylko o kilka stopni wyższa niż na zewnątrz, a łazienki są bezużyteczne. Wielu ludzi jest uwięzionych w swoich mieszkaniach i nie ma dokąd pójść”.

Centra Odporności w Kijowie

Zapytany, jak Kościół w Kijowie reaguje na pomoc mieszkańcom, Szewczuk relacjonuje: „Przed dużymi budynkami utworzono tak zwane centra odporności: namioty ogrzewane generatorami, w których ludzie mogą ładować urządzenia, pić gorącą herbatę, rozmawiać ze sobą i się ogrzać. Niektórzy spędzają tam noc. Szkoły i przedszkola również przekształcono w schroniska. Utworzyliśmy centrum odporności w piwnicy naszej katedry. Nasz generator działa prawie dwadzieścia godzin dziennie, ponieważ z miejskiej sieci elektrycznej otrzymujemy prąd tylko na dwie do trzech godzin. Wiele osób tam śpi i w zasadzie mieszka: musimy zapewnić im wszystko, czego potrzebują, ponieważ nie mogą wrócić do swoich domów. Mer Kijowa wezwał wszystkich, którzy mogą, do tymczasowego opuszczenia miasta; szacuje się, że wyjechało już prawie pół miliona osób. Jednak wielu pozostaje, ponieważ pracuje lub nie ma innego wyjścia. Szkoły, uniwersytety, supermarkety, szpitale i apteki są otwarte, ale głównym problemem pozostaje funkcjonowanie kluczowej infrastruktury. A ta systematyczna destrukcja trwa nadal: drony latają nad miastem, aby zidentyfikować wciąż działające elektrownie, które następnie są atakowane rakietami i innymi metodami. Krótko mówiąc, w takiej sytuacji się znajdujemy”.

„Ta zima jest najzimniejsza od dziesięciu lat”

Wszyscy cierpią w równym stopniu z powodu codziennych realiów wojny, dodaje abp Szewczuk, a Kościół stara się wspierać wszystkich. Od początku wojny na wielką skalę Kościół na Ukrainie zawsze stał po stronie ludzi. „Wszyscy jesteśmy równi i cierpimy razem. Jestem obywatelem Kijowa, a zimno nie pyta: `Czy jesteś księdzem czy biskupem?` ani `Do którego Kościoła należysz? Jak modlisz się do Boga?`. W obliczu tej tragedii wszyscy jesteśmy równi; staramy się trzymać razem, pomagać sobie nawzajem, a także znaleźć chrześcijański sens: jak możemy żyć jako chrześcijanie w tych okolicznościach” – podkreśla zwierzchnik UKGK.

Ludzie zostają i wykazują się odpornością

„Kiedy rząd zarządza przymusowe ewakuacje ze stref walk, ludzie wolą przenosić się do najbliższych dużych miast, takich jak Charków, Czernihów czy Sumy. Zostają w pobliżu. Oczywiste jest, że jednym z celów bombardowań jest właśnie zniechęcenie ludności i zmuszenie jej do opuszczenia domów. Niektórzy analitycy twierdzą, że celem jest stworzenie strefy buforowej bez ludności cywilnej, która ułatwiłaby manewry wojskowe. Ale ludzie zostają, nie wyjeżdżają, a my staramy się zapewnić pomoc tam, gdzie przebywają dzieci i osoby starsze. Być może wróg spodziewał się ucieczki Ukraińców, ale tak nie jest” – mówi abp Szewczuk.

Choć ludzie są zmęczeni w tej fazie wojny, rozpacz i rezygnacja nie dają o sobie znać, zauważa zwierzchnik UKGK i opisuje to na przykładzie konkretnego incydentu: „Wręcz przeciwnie, w obliczu tych ciągłych ataków rakietowych wola oporu rośnie. Nie potrafię wyjaśnić tego zjawiska, ale mogę opowiedzieć o pewnym zdarzeniu w mojej katedrze. Pięcioletni chłopiec, który regularnie uczęszcza na nabożeństwa, odpowiedział mi, gdy zapytałem go, czy w jego domu jest zimno: `Jeśli pokonam zimno, Ukraina też zwycięży`. Było oczywiste, że w jego domu jest zimno, bo był ciepło otulony, ale mimo wszystko czuł się bohaterem. Dla mnie to głos nie tylko tej rodziny, ale wszystkich ludzi. W ośrodkach kryzysowych ludzie uśmiechają się i śpiewają; na dziedzińcach i przed oblodzonymi budynkami słychać muzykę i tańce. My również jesteśmy zdumieni”.

Rok 2025 był najkrwawszym rokiem wojny

Oczywiście, ból narasta w obliczu tak wielu zabitych i rannych – dodaje abp Szewczuk i zwraca uwagę: „Według Rady Praw Człowieka ONZ w Ukrainie, rok 2025 był najkrwawszym rokiem dla ludności cywilnej od początku inwazji. Liczba zabitych i rannych cywilów wzrosła o 31 proc. w porównaniu z rokiem 2024 i o 70 proc. w porównaniu z rokiem 2023. Im więcej mówi się o porozumieniach pokojowych, tym więcej krwi przelewa się na ukraińskiej ziemi. Podczas gdy mocarstwa światowe debatują, kto powinien wywierać większą presję, ludność cierpi. Musimy stawić czoła tej sytuacji i wspierać ludzi. Muszę również powiedzieć, że strach ludzi maleje podczas bombardowań: przyzwyczajamy się do tego, a to jest niebezpieczne, ponieważ czasami tracimy współczucie dla cierpienia innych. Dlatego Kościół musi zawsze pielęgnować religijną świadomość ludzkiego cierpienia, ponieważ wiemy, że w każdym cierpieniu obecne jest cierpienie samego Chrystusa”.

Abp Szewczuk podkreśla: „Księża i członkowie zakonów również doświadczyli strat w swoich rodzinach podczas wojny. Na Ukrainie nie ma dziś rodziny, która nie doświadczyłaby bólu i żalu po stracie brata, siostry, rodzica lub dziecka w wyniku śmierci lub obrażeń”. Poinformował, że Ukraiński Kościół Greckokatolicki uruchomił program wsparcia dla księży i ​​zakonników.

Księża i zakonnicy pod dużym obciążeniem

 Rozesłaliśmy ankietę, aby dowiedzieć się, jak się czują. Co ciekawe, zdecydowana większość wskazała, że ​​nie chce urlopu ani odpoczynku. Na początku pomyślałem: `Jak wspaniale!`. Ale psychoterapeuci wyjaśnili nam, że to oznaka traumy: psychologicznie nie mogą opuścić parafii ani wspólnoty, ponieważ obawiają się, że coś złego może się wydarzyć w ich rodzinach lub kościołach podczas ich nieobecności. Ja również mam trudności z opuszczeniem Ukrainy: ciągle dostaję wiadomości o najnowszych wydarzeniach w Kijowie. Jeden psychoterapeuta powiedział mi: `Jeśli Kijów jest bombardowany, czy cierpisz również w Rzymie? To oznaka traumy`. Dlatego towarzyszymy naszym księżom w programie `leczenia ran`: ci, którzy sami doświadczyli i pokonali cierpienie, stają się `rannymi lekarzami`, którzy potrafią zrozumieć cierpiących i towarzyszyć im na drodze do uzdrowienia, w tym ich zdrowia psychicznego i psychicznego. Duchowe i emocjonalne dobre samopoczucie jest sednem naszego zaangażowania. Gromadzimy bezprecedensowe doświadczenia, które mogą stać się cennym skarbem dla innych Kościołów. którzy nie doświadczyli porównywalnej tragedii. Pomagają ludziom zbliżyć się do Boga i Chrystusa, źródła zbawienia i zdrowia – nie tylko duchowego, ale także psychicznego i fizycznego” – mówi abp Szewczuk.

Wdzięczni za pomoc i solidarność

Zwierzchnik UKGK wyraża głęboką wdzięczność za solidarność z Ukrainą okazaną przez papieży, najpierw Franciszka, a obecnie papieża Leona XIV, a także przez Kościół powszechny. „W ciągu ostatnich czterech lat doświadczyliśmy ogromnej solidarności całego Kościoła powszechnego, a zwłaszcza Ojca Świętego – najpierw Papieża Franciszka Błogosławionej Pamięci, a teraz Papieża Leona XIII. Jesteśmy głęboko wdzięczni Ojcu Świętemu i wszystkim naszym braciom i siostrom w Chrystusie, wszystkim ludziom dobrej woli, którzy okazali nam swoją solidarność. Ta solidarność miała swoje wzloty i upadki. Pamiętam pierwsze dni wojny, kiedy pomoc humanitarna napływała w dużych ilościach z różnych krajów Europy i świata. Jednak w ubiegłym roku, w 2025 roku, pomoc ta niemal całkowicie się wyczerpała. Coraz trudniej było uzyskać pozwolenia na projekty skierowane do osób, które nie miały środków do życia. Na początku 2025 roku szacowano, że około pięć milionów ludzi na Ukrainie było dotkniętych brakiem bezpieczeństwa żywnościowego, ale tylko 2,5 miliona mogło otrzymać pomoc” – mówi abp Szewczuk.

Szybka pomoc ratuje życie

„W czasie obecnej mroźnej zimy międzynarodowa solidarność odżyła dzięki „obrazom cierpiących, ale odważnych ludzi” – podkreśla abp Szewczuk. Na własnej skórze przekonał się, jak szybka i ratująca życie może być solidarność i pomoc. „Chciałbym opowiedzieć o pewnym wydarzeniu. Po każdym zamachu bombowym w Kijowie często dzielę się nowinami z przyjaciółmi. Wysłałem kilkunastu osobom zdjęcie skutków ataku z krótkim komentarzem: `Przeżyliśmy kolejną piekielną noc w Kijowie. Temperatury poniżej zera. Walka o życie, człowieczeństwo i solidarność trwa`. Wśród odbiorców znalazł się kardynał Grzegorz Ryś, metropolita krakowski, który natychmiast wyraził swoją solidarność. W następną niedzielę wezwał do wpłat na rzecz Kijowa i opublikował moje przesłanie. Trzy dni później napisał do nas, że Caritas otrzymał już milion złotych. Cztery dni później pierwsze ciężarówki z generatorami były już w drodze do Kijowa. Rozmyślając o tym geście, przypomniałem sobie łacińskie przysłowie: `Bis dat qui cito dat` – `Kto szybko daje, dwa razy daje`. Rzeczywiście, te generatory były rozpaczliwie potrzebne, by ratować życie. Spontaniczność tej solidarności docenił również papież, który podziękował wszystkim, którzy tak szybko pomogli. Następnie Konferencja Episkopatu Polski i inne Kościoły w Europie, a zwłaszcza Konferencja Episkopatu Włoch za pośrednictwem Caritasu, wystosowały apele o pomoc humanitarną i wniosły własne wsparcie. Dziś jesteśmy świadkami fali solidarności, która wykracza daleko poza wsparcie finansowe: ważne jest dla nas, aby wszystkie wspólnoty europejskie mówiły o cierpieniu w Kijowie, ponieważ chrześcijańska pamięć i modlitwa poruszyły sumienia i serca. Jesteśmy głęboko wdzięczni wszystkim, którzy przyczynili się do ratowania ludzkiego życia na Ukrainie” – mówi zwierzchnik UKGK.

Apel o większe wysiłki na rzecz zakończenia wojny

Abp Szewczuk uważa za haniebne i smutne, że nawet cztery lata po wybuchu wojny na Ukrainie wciąż nie widać jej końca. I apeluje do wszystkich o pracę na rzecz pokoju: „Uważam, że czwarta rocznica tej wojny to hańba dla ludzkości. To hańba, że ​​społeczności międzynarodowej nie udało się powstrzymać morderczej ręki agresora przez cztery lata. Niektórzy historycy zauważyli, że II wojna światowa w naszych krajach trwała krócej niż obecna rosyjska agresja na Ukrainę. To coś, co nigdy nie powinno się było zacząć i musi się teraz skończyć. Dlatego w tę smutną rocznicę proszę wszystkich o złożenie obietnicy Bogu i sobie samym: zaprowadzenie pokoju. Politycy muszą wypełnić swój obowiązek. Duchowni i dyplomaci, w tym dyplomacja chrześcijańska, muszą wypełnić swój obowiązek. Wojsko, wolontariusze: każdy jest wezwany do wykonania swojej części zadania. Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby powstrzymać agresora. Potem nadejdzie kolejny czas: czas na uleczenie traumy i odbudowę tego, co wojna zniszczyła. Ale to już inna historia. Módlcie się za nas”.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.