Abp Szewczuk: życzmy sobie pokoju w polsko-ukraińskich relacjach
06 stycznia 2026 | 18:27 | tom | Kijów Ⓒ Ⓟ
Fot. Українська Греко-Католицька Церква“Pokoju w polsko-ukraińskich relacjach, żeby pokój, za który dziś Ukraina płaci najwyższą cenę – swej krwi, swego życia – żadna rosyjska agresja czy ideologia nigdy nam nie odebrała” – życzy arcybiskup większy kijowsko-halicki Światosław Szewczuk. W rozmowie z KAI zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego mówi m. in. jaki był 2025 rok dla Ukrainy, o negocjacjach w sprawie pokoju, postawie papieża Leona XIV wobec Ukrainy i relacjach polsko-ukraińskich.
Krzysztof Tomasik (KAI) Rozmawiamy 5 stycznia. Jak Ksiądz Arcybiskup i kijowianie przeżyli noc i dzień?
Abp Światosław Szewczuk: Gorąco modlimy się przed Świętem Objawienia Pańskiego – Świętem Jordanu i doświadczyliśmy małego cudu. Rosjanie nakierowali znowu rakiety na Kijów, które na szczęście nie doleciały. Ale nocą przeżyliśmy atak dronów i jeden z nich uderzył w szpital zabijając 30-letniego mężczyznę. W chwili ataku w szpitalu przebywało 26 pacjentów. Trzy kobiety zostały ranne. I tak wygląda nasza codzienność od prawie czterech lat.
Mija czwarty rok wojny. Jaki był 2025 rok dla Ukrainy?
Był to rok bardzo intensywny, ale bardzo trudny. Chociaż z drugiej strony, my, chrześcijanie, zwłaszcza katolicy, przeżywaliśmy Rok Święty – Rok Nadziei. Ale ten rok przeżyliśmy jako czas wielkiej eskalacji działań wojennych na froncie. Była to największa eskalacja od chwili wybuchu wojny. Takiego natężenia walk i uderzeń w miasta i wioski ukraińskie usytuowane w dużej odległości od linii frontu jeszcze dotąd nie było. Rosja niemal potroiła liczbę dronów oraz rakiet, którymi uderza w Ukrainę każdej nocy. Było to więc takie rozdwojenie – z jednej strony naprawdę czuliśmy, że nowa administracja prezydenta Trumpa dokonuje wielkich starań w celu prowadzenia negocjacji z Rosją, w celu powstrzymania wojny, ale im więcej mówiło się o pokoju i im większe ciśnienie na Ukrainę okazywał prezydent Stanów Zjednoczonych, tym większa była eskalacja działań wojennych.
Najgorsza była druga połowa roku, po słynnym spotkaniu z 15 sierpnia, w dniu Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny, kiedy doszło do spotkania Putina z Trumpem na Alasce, po tym miało się wrażenie, że ten diabeł dostał jakiegoś szału. Bardzo wielu ludzi zginęło w Ukrainie, zwłaszcza w drugiej połowie roku – w październiku, listopadzie, grudniu. Z drugiej jednak strony, był to dla nas, chrześcijan, Rok Nadziei, ponieważ widzieliśmy, że tą siłą, która pozwala Ukrainie ustać, jest nie tyle amerykańska broń czy inne rzeczy, tylko tą siłą jest nasza wiara w Pana Boga.
Co ciekawe, nasi kapelani wojskowi przeprowadzili badania naukowe w środowisku naszych obrońców na temat wytrwałości – zapytano żołnierzy o to, co kształtuje fenomen wytrwałości ukraińskiego żołnierza. Co ciekawe, niemal jednogłośnie wszyscy odpowiedzieli, że wytrwałość jest pokłosiem wartości chrześcijańskich. Stoi za nią wiara w Boga oraz rodzina, która tego żołnierza wspiera, dla której jest on gotów oddać wszystko, rodzina, która go przyjmie, nawet gdy zostanie poraniony, okaleczony, nie zostawi go samego w potrzebie, nawet jeśli państwo ukraińskie nie otoczy go opieką.
Otóż wiara w Boga oraz chrześcijańska rodzina – to były dwa główne tematy zarówno naszego Synodu Biskupów, który odbył się w minionym roku, jak i wszystkich naszych pielgrzymek – do Rzymu i do naszych miejsc świętych, miejsc związanych z Rokiem Świętym. A więc z jednej strony – tragedia pogłębiającej się wojny, a z drugiej strony – znajdywanie nowych zasobów, nowych sił wewnątrz naszego narodu, wynikających z naszej tożsamości chrześcijańskiej – w wierze w Boga i w oparciu o rodzinę chrześcijańską.
Jak Ksiądz Arcybiskup ocenia negocjacje w sprawie pokoju w Ukrainie? Te wszystkie zabiegi dyplomatyczne mające doprowadzić do zakończenia wojny.
Jeśli chodzi o te negocjacje, o dyplomatyczne sposoby zakończenia wojny, to jest tu kilka bardzo istotnych punktów. Po pierwsze, Ukraińcy są głęboko wdzięczni tym wszystkim, którzy szukają innych niż militarne sposobów na powstrzymanie agresji rosyjskiej. To oczywiste, że każda wojna wcześniej czy później musi się skończyć podpisaniem jakiegoś traktatu pokojowego, dlatego wszyscy Ukraińcy są bardzo wdzięczni tym, którzy usiłują pomóc Ukrainie w tym, by została podmiotem zwycięstwa, tym, którzy wywierają naciski na Rosję, aby powstrzymała swoją agresję.
Jest jednak jeszcze jedna bardzo istotna rzecz. Czasami nam się wydawało, zwłaszcza w kontekście tego spotkania na Alasce, po którym zaczęła się eskalacja działań wojennych, że czasami mówi się o nas bez nas. I to nie tylko bez nas, czyli Ukrainy, lecz także bez Europy. Na przykład, pod koniec tego roku administracja prezydenta Trumpa opublikowała dokument dotyczący ich strategii bezpieczeństwa, ich polityki bezpieczeństwa. Jesteśmy przekonani, że Europa ma się nad czym zastanawiać. W ten sposób my wszyscy musimy zrozumieć, że wojna w Ukrainie jest wojną w Europie i że bez polityki europejskiej, bez europejskiej obecności tych wszystkich negocjatorów, nie sposób zakończyć tej wojny. Dlatego było mi bardzo miło, że kiedy ostatnio, w grudniu, odbyły się negocjacje w USA, brał w nich udział nasz prezydent, ale również europejscy przywódcy, w tym przedstawiciele Unii Europejskiej, którzy również mieli coś do powiedzenia. Ich słowa były bardzo istotne. Zbiorowe bezpieczeństwo europejskie jest dziś największym gwarantem bezpieczeństwa w tych negocjacjach, w poszukiwaniu drogi do pokoju w Ukrainie.
Jest jednak jeszcze punkt trzeci, o którym niestrudzenie przypominamy, a który w moim odczuciu nie był jeszcze należycie wzięty pod uwagę. Bardzo często, gdy się szuka porozumienia w sprawie Ukrainy, Rosja usiłuje wciągnąć tak USA, jak i Europę do dyskusji na temat terytoriów, że jakoby w sytuacji, gdy Ukraina odda jakieś tereny, wojna dobiegnie końca. Jest to bardzo niebezpieczna retoryka, ponieważ swoim obywatelom administracja prezydenta Putina mówi, że celem zwycięstwa dyplomatycznego jest osiągnięcie tych wszystkich celów, które były stawiane przed wybuchem wojny. Im nie chodzi o tereny, chodzi im o zniszczenie państwa ukraińskiego, chodzi im o to, żeby Ukraina jako podmiot prawa międzynarodowego, jako państwo, przestała istnieć.
Natomiast dla nas, w tym również dla Kościoła, jest jasne, że nie sposób mówić o terenach bez ludzi. Jest to niewątpliwie rosyjska gra, mówienie, że Ukraina nie jest narodem, nie jest państwem, nie jest kulturą, nie jest historią, a po prostu terenem. Musimy stale powtarzać, że Ukraińcy są ludźmi, którzy zamieszkują te tereny, dlatego nie wolno szukać jakiegoś planu pokojowego, który nie będzie uwzględniał praw człowieka. Dziś o prawach człowieka nikt nie mówi. Kto zabezpieczy prawa człowieka na tych terenach, które Rosja chciałaby sobie zawłaszczyć? Ponieważ te tereny, które Rosja zdobyła militarnie, zostały przez nią kompletnie zniszczone. Zamieniły się w pustynię. Cały Donbas jest dziś kompletnym pustkowiem. Rosjanie zniszczyli nawet to, co kiedyś nazywano Doniecką czy Ługańską Republiką Ludową, zniszczyli przemysł, zamknęli kopalnie, mężczyzn masowo wcielono do wojska rosyjskiego, niemal wszyscy zostali zabici. Kobiety, dzieci, osoby starsze, które zdołały wyjechać, te wyjechały, więc cały ten teren zamienił się w pustkowie.
Mamy rozeznanie, ponieważ na tych terenach mieszkają nasi parafianie, ludzie, z którymi mamy kontakt. To jest wielka iluzja, że gdy się pójdzie Rosji na ustępstwa, ze gdy Ukraina odda jej jakieś terytoria, to wojna dobiegnie końca. Wojna nie tylko się nie skończy, a wręcz będzie jeszcze gorzej. Dlatego my, jako Kościół, apelujemy, aby w tych wszystkich międzynarodowych negocjacjach na pierwszym miejscu stawiać człowieka i jego życie. Pokój oznacza dla Ukrainy możliwość żyć, pokój oznacza dla Ukrainy przestrzeń do życia, aby w sytuacji, gdy dojdzie do podpisania jakiegoś dokumentu, on dawał nam gwarancje do życia na swojej ziemi ojczystej, w swoim własnym domu, aby nasze dzieci miały przed sobą przyszłość, a nasze rodziny mogły rodzić kolejne dzieci w tych miastach i wioskach Donbasu, obwodu odeskiego, charkowskiego, sumskiego, kijowskiego, i tylko wtedy będzie można mówić o prawdziwym, trwałym pokoju.
Mamy nowego papieża. Kilkukrotnie Ksiądz Arcybiskup spotykał się z nim w 2025 r. Jak postrzega on wojnę w Ukrainie? Jak stara się Wam pomagać Watykan, papież?
Nowy papież Leon XIV jest błogosławieństwem dla całego świata, dla Kościoła katolickiego, w tym dla Ukrainy. Wszyscy doskonale odczuli najważniejsze przesłanie nowego papieża, jakim jest kwestia pokoju. Od samego początku Ukraina nazwała go papieżem pokoju. Papież bardzo konsekwentnie podkreśla, że pokój to nie jest jakaś abstrakcja, że pokój jest możliwy tylko wtedy, gdy mamy sprawiedliwość oraz prawdę i jedynie wówczas ten pokój może być godny. Czyli prawda i sprawiedliwość daje godność, godność tym, których dotyczy.
Drugą cechą papieża Leona jest to, że on bardzo waży każde słowo. Przed każdą wypowiedzią, każdym oświadczeniem dokonuje konsultacji. Było nam bardzo miło, gdy w ciągu tego półrocza Watykan bardzo chciał usłyszeć stanowisko Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Nasze stanowisko brano bardzo poważnie. Jesteśmy za to bardzo wdzięczni, że byliśmy poważnie traktowani. To po pierwsze, a po drugie – za to, że kwestia pokoju w Ukrainie jest traktowana bardzo poważnie. Nie ma tu miejsca na spontaniczność na poziomie jakichś osobistych wrażeń, wszystkie wypowiedzi są owocem bardzo głębokiej refleksji. W kontekście wszystkich nowych kroków i poszukiwań dyplomatycznych dla formuły pokojowej w Ukrainie, dyplomatyczne stanowisko Watykanu bardzo przypomina stanowisko europejskie. To cieszy. Po ostatnim spotkaniu naszego prezydenta z papieżem, głowa Kościoła wystosowała takie oświadczenie, w którym podkreślono dwie istotne kwestie, bez których nie sposób mówić o pokoju w Ukrainie: po pierwsze – padło w nim wreszcie słowo “konstytucja” Ukrainy.
Od chwili wybuchu wojny, od roku 2014, nigdy nie słyszeliśmy słów „Konstytucja Ukrainy” z ust ani watykańskich urzędników, ani przedstawicieli społeczności międzynarodowej. Częściej mówiło się o narodzie ukraińskim. Papież Franciszek używał słów „naród ukraiński”. Natomiast papież Leon przypomniał, że jakiekolwiek negocjacje, które nie uwzględniają konstytucji Ukrainy, pozbawione są fundamentu. Dla nas było to bardzo ważne, bo w konstytucji Ukrainy nie tylko jest zapisane, że mamy prawo do istnienia jako państwo, że jesteśmy suwerenni, jako podmiot prawa międzynarodowego, lecz także konstytucja mówi o naszych terenach i granicach państwowych oraz o kierunku naszego przyszłego rozwoju.
W Konstytucji Ukrainy jest zapisany cel, jakim jest wejście do Unii Europejskiej i do NATO. Na dziś, nawet czynny prezydent Ukrainy nie ma takiej większości parlamentarnej, która mogłaby mu pozwolić na zmianę zapisów Konstytucji. Dlatego słowa papieża w tym kontekście są dla nas bardzo ważne. Sądzę, że jeszcze powinniśmy je poddać refleksji, wytłumaczyć je sobie nawzajem i całemu otoczeniu.
I jeszcze druga kwestia, która została przez papieża poruszona i która nas bardzo ucieszyła, bo mówimy o tym czasów Majdanu, od Rewolucji Godności w roku 2014. Papież powiedział, że jest to wojna w Europie, a Ukraina jest Europą i że Europa powinna być aktorem, podmiotem, który jest odpowiedzialny za obronę Ukrainy w celu zapewnienia pokoju w Europie. Są to bardzo ważne kwestie. Liczę na to, że te słowa papieża zostaną wysłuchane.
Kiedy ostatnio, w grudniu, byłem we Francji, mieliśmy wyświęcenie nowego ukraińskiego biskupa, miałem okazję porozmawiać z przedstawicielami władz francuskich, z dziennikarzami, z przedstawicielami różnych organizacji społecznych, mogłem stwierdzić, że przesłanie papieża zostało usłyszane. I dziś Europa zaczyna coraz lepiej rozumieć, że jest to wojna w Europie, i że jedynie razem, jako europejska wspólnota narodów, możemy się obronić przed agresją rosyjską i powstrzymać agresora rosyjskiego. Dlatego można stwierdzić, że stanowisko papieża jest bardzo europejskie, słowa o poszukiwaniu formuły pokojowej zostały wypowiedziane bardzo w porę. Dlatego możemy nazywać papieża Leona papieżem pokoju, który mówi o bardzo konkretnych sprawach i bardzo trafnie nazywa te wartości, na których ów pokój może być zbudowany.
Księże Arcybiskupie, Ukraiński Kościół Greckokatolicki walczy na trzech frontach: duchowno-modlitewnym, pomocy humanitarnej i dezinformacji, a przede wszystkim dyplomacji. Ksiądz Arcybiskup w 2025 roku odbył bardzo dużo intensywnych podróży po całym świecie. Jak podsumowałby Ksiądz Arcybiskup tę swoją misję dyplomatyczną?
Nie tylko ja, ale też biskupi ze stałego synodu, zjechaliśmy cały świat w poprzednim roku. Byliśmy w Kanadzie, w USA, w Niemczech, we Włoszech, we Francji, w Australii, a nawet wybieraliśmy się do Brazylii, ale akurat wtedy odszedł do wieczności papież Franciszek, więc zmieniliśmy plany i zamiast udać się do Brazylii, pojechaliśmy do Watykanu, aby wziąć udział zarówno w pogrzebie papieża, jak i we wszystkich późniejszych wydarzeniach, czyli w inauguracji nowego papieża Leona XIV.
Nasze podróże miały kilka bardzo istotnych celów i dotyczyły wielu obszarów. Oczywiście, są to zawsze wizyty duszpasterskie, ponieważ dążymy do tego, by gromadzić rozproszonych wiernych. Ukraińcy rozjechali się dziś po całym świecie. Warto przypomnieć o naszym nowym biskupie we Wrocławiu, ponieważ Ukraiński Kościół Greckokatolicki ma nowego biskupa w Polsce. Mieliśmy okazję przekonać się, że nasze parafie w Polsce podwoiły się pod względem liczby wiernych od chwili wybuchu wojny. Dążymy do tego, by zgromadzić nasz rozproszony naród, by otoczyć go pieczą duszpasterską, bo jest to nasza podstawowa odpowiedzialność. Pan Bóg kiedyś nas zapyta: co zrobiliście z tymi ludźmi, których powierzyłem wam, waszemu Kościołowi, wam, biskupom, księżom, w celu otoczenia ich pieczą duszpasterską? Drugą bardzo ważną kwestią jest wzięcie w obronę tych ludzi, bo często różne kraje, różne narody różnie ich traktują. Niestety, w niektórych krajach odczuwamy, że narasta swoista ksenofobia.
Tu chciałem zapytać o relacje polsko-ukraińskie od czasu wielkiej solidarności po wybuchu pełnoskalowej wojny, po pojawiające się dzisiaj nastroje antyukraińskie. Jak Ksiądz Arcybiskup to widzi? Co powinniśmy robić w tej sytuacji?
Jest to swoisty fenomen, który z jednej strony jest fenomenem ludzkim, ale z drugiej strony jest fenomenem politycznym. Jeśli mam mówić o swoich podróżach, to muszę powiedzieć, że zwiedziłem różne kraje europejskie, wzmacniając stosunki dyplomatyczne naszego Kościoła, naszego państwa i dziś w Unii Europejskiej widzimy kilka różnych podejść do kwestii uchodźców ukraińskich. Są takie kraje, które absolutnie solidaryzują się z Ukrainą, jak na przykład Portugalia. Tam przebywa bardzo wielu Ukraińców. Gdyby zestawić stosunek odsetkowy, w odniesieniu do stałej ludności Portugalii, to trzeba stwierdzić, że ten kraj jest jednym z liderów w kwestii przyjęcia uchodźców z Ukrainy. Porównywalnie może to wyglądać jeszcze w Czechach, jeśli mówimy o zestawieniu liczby uchodźców w stosunku do liczby mieszkańców konkretnych krajów. Otóż w Portugalii kwestia Ukrainy w ogólne nie jest podejmowana. Dlaczego? Dlatego, że społeczeństwo portugalskie niemal w stu procentach popiera Ukrainę i rozumie, że dziś ukraińscy uchodźcy ekonomiczni stanowią istotny czynnik gospodarczy zapewniający ekonomiczną stabilność Portugalii. Dlatego niezależnie od tego, kto przyjdzie do władzy, niezależnie od tego, jakie byłyby wyniki wyborów, czy dojdzie do władzy skrajna lewica, czy skrajna prawica, kwestia Ukrainy nie jest podnoszona.
Natomiast im bliżej jest do granic Ukrainy, tym bardziej sytuacja się zmienia. Widzimy, że gdy chodzi o Słowację, Polskę czy Węgry, to stosunek do Ukraińców jest inny. Z jednej strony społeczeństwo z jakiegoś powodu czuje się zagrożone wielkim napływem naszych obywateli, z drugiej zaś strony politycy zaczynają podnosić kwestię Ukraińców w charakterze argumentów do prowadzenia walki politycznej. W takiej sytuacji stajemy się ofiarą polityki. Bo nikt nie pyta, czy jest to dobre, czy złe, że Polska przyjmuje Ukraińców, tylko mówi się: cóż, mój oponent polityczny wspierał Ukrainę, wówczas ja muszę go tym samym zwalczać. Skoro mój oponent polityczny jest za Ukrainą, to ja muszę być przeciwko niej. W takiej sytuacji nikt nie dba o rację stanu, tylko wykorzystuje to jako tezę populistyczną, jako coś, co nie służy trosce o dobro narodowe, tylko trosce o poparcie wyborcze.
Ciekawie było to usłyszeć w tym roku w czasie Zjazdu Gnieźnieńskiego, na którym odbył się m.in. panel poświęcony relacjom polsko-ukraińskim. Brałem w nim udział. Były tam osoby świeckie nie mające nic wspólnego ani z polityką, ani nawet z Kościołem. Były to osoby, które dbają o swój biznesowy interes, troszczą się o gospodarkę. Usłyszałem tam dwie kwestie, które mnie zastanowiły. Pierwsza kwestia dotyczyła tego, że wiele osób w Polsce nie widzi przyszłości w relacjach polsko-ukraińskich. Czyli, gdy przeciętny Polak myśli o przyszłości, nie widzi w niej Ukrainy. Jest to wielki błąd, bo my będziemy zawsze. Nie można budować przyszłości bez uwzględnienia samej obecności, samego istnienia Ukrainy.
Druga kwestia, którą usłyszałem bezpośrednio od Polaków, od osób trzeźwo myślących, brzmiała następująco: gdybyśmy mieli polityków, którzy dbaliby o rację stanu Polski, wówczas wszyscy wspieralibyśmy Ukrainę. Dla mnie było to bardzo ciekawe doświadczenie. Dlatego myślę, że zwyczajni ludzie, powiedzmy, że przyzwoici chrześcijanie, którzy troszczą się o dobrostan swojej ojczyzny, Polski, są naszymi przyjaciółmi. Jesteśmy im dogłębnie wdzięczni. Chcemy budować relacje, szukamy partnerów, którzy widzą to, że przyszłość Polski jest przyszłością w Europie, przyszłością razem z Ukrainą.
W tym roku mieliśmy też wizytę Wszechukraińskiej Rady Kościołów oraz Organizacji Religijnych w polskim Sejmie. Po raz pierwszy w historii! Mając wówczas możliwość wypowiedzieć się przed polskimi posłami, przypomniałem słowa papieża Jana Pawła II, który powiedział, że Europa potrzebuje Polski, a Polska potrzebuje Europy. Sądzę, że powinniśmy budować nasze relacje właśnie w tym kluczu. Również Ukraina potrzebuje Europy i widzimy, że Europa dziś potrzebuje Ukrainy, aby obronić się przed Rosją, aby ponownie być podmiotem negocjacji międzynarodowych, a nie tylko przedmiotem, aby odzyskać swoją podmiotowość. Dlatego i Polska, i Ukraina mają tu niewątpliwie wspólną przyszłość. Bardzo liczę na to, że te nasze konstruktywne relacje będą przekładać się na strategiczne partnerstwo pomiędzy Polską a Ukrainą, na partnerstwo, które powinniśmy ocenić, prawidłowo docenić i rozwijać.
Jakie największe wyzwania stoją teraz przed Ukraińskim Kościołem Greckokatolickim?
Są to wyzwania, które związane są z całym narodem. Jesteśmy razem z naszymi ludźmi i za każdym razem, gdy wojenna trauma pogłębia się, gdy ból i zmęczenie naszego narodu wzrasta, to boli i napędza nasz Kościół do działania. Będziemy leczyli rany zadane przez wojnę bardzo intensywnie i rzecz jasna, będziemy chcieli zadbać o chrześcijańską rodzinę i o powołania do stanu kapłańskiego i zakonnego. Są to dwa kierunki duszpasterskie. Kwestia rodziny chrześcijańskiej była głównym tematem naszego Synodu Biskupów w 2025 r., zaś kwestia powołania do stanu kapłańskiego i życia zakonnego będzie tematem przewodnim naszego kolejnego synodu w roku 2026. Bogu dzięki, mamy powołania do kapłaństwa, chcemy zadbać również o powołania zakonne.
Są to zapewne trzy takie największe wyzwania: po pierwsze – trauma wojenna, której doświadczają wszyscy nasi ludzie, jak ją leczyć, po drugie – jak można wesprzeć ukraińską rodzinę, aby ona miała siłę, by stawiać czoła wszystkim wyzwaniom wojennym, by rodziła dzieci dla Ukrainy, a po trzecie – jak zatroszczyć się o powołania, aby nam nie zabrakło kapłanów, zakonników, zakonnic do pracy w Kościele na potrzeby naszego narodu.
W uroczystość Objawienia Pańskiego, Święto Jordanu kiedy po całej Ukrainie idą orszaki kolędników, czego życzyć ukraińskim Braciom i Siostrom?
Światła i ciepła. Rzeczywiście, w naszej ukraińsko-bizantyńskiej tradycji święto Objawienia Pańskiego, Święto Jordanu, nazywane jest “Dniem Oświecenia”, gdy nad wodami Jordanu zajaśniało światło. Śpiewamy wtedy słowa proroka Izajasza, że naród, który pogrążony był w ciemności, ujrzał światłość wieczną. Inna rzecz, że jesteśmy pogrążeni w ciemnościach, bo Rosja niszczy nam infrastrukturę. W Kijowie po dwanaście godzin dziennie nie ma prądu. To wiele rzeczy paraliżuje. Dlatego potrzebujemy światła. Światła Chrystusowego, Prawdy Chrystusowej, lecz także światła elektrycznego, abyśmy mogli funkcjonować.
Tak samo potrzebujemy ciepła. Teraz jest zimno, tegoroczna zima w Ukrainie jest ostra. Po raz pierwszy od wybuchu wojny Dniepr został skuty lodem. Każdej nocy temperatura spada dobrze niżej zera, dziś mieliśmy ponad dziesięciostopniowy mróz. A kiedy nie ma prądu, nie ma elektryczności, to nie ma też ogrzewania. W wielu naszych budynkach, w wielu mieszkaniach kijowskich panuje chłód. Dlatego musimy ogrzewać siebie nawzajem różnymi sposobami. Budujemy punkty niezłomności, namioty, w których można się ogrzać, naładować telefony, powerbanki. Jest to jeden ze sposobów na to, jak możemy się wspólnie ogrzać. Dlatego, gdy na dworze jest zimno, najbardziej można się ogrzać tym ciepłem, które człowiek ma w sercu. Dlatego właśnie kolędujemy. Kolędy nas łączą, gromadzą, ogrzewają, dają nam nadzieję. Za czasów Związku Sowieckiego kolęda była swoistym sposobem sprzeciwu wobec bezbożnej władzy. Kiedy chcieliśmy nie poddać się władzy komunistycznej, wtedy kolędowaliśmy. Teraz natomiast, aby nie ulec temu agresorowi rosyjskiemu, by nie ulec tej ciemności, temu chłodowi, który chce nami zawładnąć, my kolędujemy. Wtedy czujemy ciepło i jasność, widzimy przed sobą światło nadziei na przyszłość. Kolęda daje nam możliwość trwania, modlitwy i bycia razem.
Ponadto, kolędnicy i wszyscy ludzie w Ukrainie i Polsce, powinni sobie życzyć pokoju. Każda kolęda mówi o pokoju. Pokój jest głównym tematem Bożego Narodzenia. Opiewamy Chrystusa jako Księcia Pokoju, który przyszedł na świat. O ten pokój właśnie prosi Ukraina dla siebie i tegoż pokoju życzy Polsce. Pokoju, który w dniu dzisiejszym Ukraina zapewnia też Polsce. Dziś dobrobyt europejski, europejska gospodarka, są także okazją do dobrego spędzenia czasu. Europejczycy, w tym również Polacy, powinni o tym pamiętać. My chcemy pokoju. Pokoju w naszych relacjach, żeby pokój, za który dziś Ukraina płaci najwyższą cenę – swej krwi, swego życia – żadna rosyjska agresja czy ideologia nigdy nam nie odebrała. Dlatego Polakom i nam, nam wszystkim, życzymy z okazji Świąt Narodzenia Pańskiego, Objawienia Pańskiego, pokoju w nowym roku 2026.
Rozmawiał Krzysztof Tomasik
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

