Drukuj Powrót do artykułu

„Adoptował” dzieci, które usunęła żona

24 kwietnia 2009 | 11:52 | ter, hel/ ju. Ⓒ Ⓟ

Amerykanka z Kalifornii przed laty usunęła dwie ciąże. Jej obecny mąż symbolicznie „adoptował” dzieci i dał im swoje nazwisko. To pierwszy taki przypadek na świecie – czytamy na łamach „Rzeczpospolitej”.

Dokumenty „adopcyjne” zostały podpisane na żywo podczas audycji w lokalnym radiu. Tym samym Stan Musil stał się ojczymem Alici Anny i Vincenta Matthew, którzy nigdy się nie urodzili i dopiero teraz otrzymali imiona. – To gest, który pokazuje, że nienarodzone dzieci były istotami żywymi, tylko nie dano im szansy, by mogły przyjść na świat. Mam nadzieję, że ta historia wzmocni dyskusję o aborcji – mówi „Rz” Russell Amerling z organizacji Choose Life.

Gdy Lisa pierwszy raz zaszła w ciążę ze swoim ówczesnym chłopakiem, miała 19 lat. – Miałam przed sobą całe życie – mówiła lokalnym mediom. Na zabieg zdecydowała się w trzecim miesiącu ciąży. Jak mówi, wydawało jej się, że od tej chwili wszystko się ułoży, ale tak się nie stało. – Czułam potworny ból w sercu. Moje życie wymknęło się spod kontroli – wspominała dziennikarzom. Zaczęła brać narkotyki, popadła w alkoholizm. Za jazdę po pijanemu groziło jej więzienie. Wtedy zaszła w kolejną ciążę, którą – również w trzecim miesiącu – usunęła. Niedługo potem brat zabrał ją do kaplicy w Costa Mesa i tam Lisa poczuła, że chce poświęcić życie Chrystusowi. – Zrozumiałam, jak Bóg bardzo mnie kocha i wybacza mi to, co zrobiłam. Pozwolił mi pomagać innym kobietom w podobnej sytuacji – powiedziała.

Lisa zaangażowała się nie tylko w pomoc kobietom, ale też w budowę monumentu z nazwiskami nienarodzonych dzieci. Gdy zastanawiała się, jakie nazwiska umieścić obok swoich, z pomocą przyszedł mąż, oferując „adopcję”. – Twoje dzieci są częścią ciebie, dlatego też są częścią mnie – powiedział żonie Stan Musil.

– Być może to odruch wynikający z dobrych intencji. Być może próba zadośćuczynienia za zło aborcji i apel do ludzkich sumień. Ale forma jest zaskakująca i budzi zdziwienie. Przez niektórych może zostać uznana za oszołomską i obawiam się, że raczej nie przekona zwolenników aborcji – mówi „Rzeczpospolitej” ks. prof. Paweł Bortkiewcz, moralista z Uniwersytetu Mickiewicza w Poznaniu.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.