Drukuj Powrót do artykułu

AI ma gramatykę – Marshall McLuhan i św. Aniela Merici pomagają nam ją odczytać

17 lutego 2026 | 12:39 | o. jj | Waszyngton Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Steve Johnson / Unsplash

Sztuczna inteligencja (AI) przekształca społeczeństwo w sposób, którego ledwie potrafimy sobie wyobrazić. Kluczowe pytanie nie brzmi jednak, czy AI polepszy czy pogorszy nasze życie, lecz czy rozumiemy, jak ona działa jako medium, jej fundamentalną „gramatykę”, używając pojęcia teoretyka mediów Marshalla McLuhana. Takiego zdania jest katolicka badaczka Maryann Keating, która w swoich rozważaniach zamieszczonych na katolickim portalu National Catholic Register sięgnęła także do mądrości katolickiej świętej Anieli Merici (1474-1540).

Marshall McLuhan (1911-1980) rozumiał, jak różne media wpływają na kulturę. Ten kanadyjski filozof i teoretyk mediów, który przeszedł na katolicyzm w 1937 roku po lekturze G.K. Chestertona, poświęcił całe życie analizie tego, jak rozmaite media zasadniczo zmieniają ludzką świadomość oraz organizację społeczną. McLuhan w istocie przewidział epokę internetu, formułując koncepcję „globalnej wioski” – świata natychmiastowej komunikacji, w którym wydarzenia lokalne i odległe stapiają się we wspólny obieg informacji. Ciemną stroną tej sytuacji może być dzisiejsza polaryzacja, w której ludzie biernie przyjmują informacje, wiadomości a nawet muzykę, dostrojone do ich preferencji.

Centralna intuicja McLuhana pozostaje aktualna: media przekształcają społeczeństwo nie tyle przez swoje treści, ile przez swoje wewnętrzne właściwości. Myśl, że to samo medium jest przekazem, bywa niepokojąca. Wygodniej wierzyć, że to, co mówimy, ma skutki niezależnie od tego, jak to mówimy. Tymczasem McLuhan przekonująco dowodzi, że strukturalne cechy technologii komunikacyjnych wywierają większy wpływ niż informacje, które one przekazują. Przykładem tego jest telewizja, która nie tylko nadawała programy z obrazem, ale stworzyła kulturę zdominowaną przez obraz.

Rozumienie mediów u McLuhana znajduje nieoczekiwanego sojusznika w postaci św. Anieli Merici, XVI-wiecznej założycielki urszulanek. Jej filozofia wychowania, która dała podstawę globalnej sieci instytucji edukacyjnych dla kobiet, ilustruje zasadę McLuhana. Św. Angela uważała, że właściwie uformowane kobiety, jako żony i matki, nieświadomie przekazują wartości samą swoją obecnością. Pisała, że taka kobieta jest jak “drzewo mocno zapuszczające korzenie, które z konieczności wydaje dobre owoce, karmiące otoczenie.” ( por. Ps 1.3) McLuhan odniósł tę intuicję do mediów. 

Twierdził on dalej, że każde medium dąży do fragmentaryzacji, ponieważ opiera się na technologii mechanicznej. Informacja jest redukowana, tłumaczona, kodowana, przekształcana z przeżywanego doświadczenia w sygnały możliwe do przesyłania. Tekst rozbija rzeczywistość na sekwencję słów. Radio na fale elektromagnetyczne. Telewizja na linie skanowania i piksele. Technologia cyfrowa na kod binarny.

W 1977 roku, podczas wizyty w Australii, McLuhan mówił, że każde medium tworzy „inny rodzaj świadomości, zastawia pułapki na naszą uwagę i odpowiada na nasze poszukiwanie tożsamości”. Paradoksalnie jednak zanurzenie w doświadczeniu zapośredniczonym przez media może podkopywać tę samą tożsamość, której szukamy. Stajemy się, jak to ujął, tym, na co patrzymy. Telewizja, zaprojektowana przede wszystkim jako system dostarczania reklam, stworzyła kulturę, w której obraz dominuje nad treścią, wygląd kandydata liczy się bardziej niż jego program czy przynależność partyjna.

Zdaniem autorki artykułu, “wobec sztucznej inteligencji ponownie stajemy przed wyzwaniem McLuhana. Czy zrozumiemy jej `gramatykę`, zanim ona nas przekształci? Gdy AI tworzy artykuły, obrazy, pisze kod czy generuje analizy, treść pochodzi z algorytmicznego dopasowywania wzorców, a nie z ludzkiej intencjonalności. Spójrzmy, jak AI już wpłynęła na nasze życie. Odruchowo `googlujemy`, uznając ranking algorytmów za autorytatywny. Szybkie wyszukiwanie stało się towarem pierwszej potrzeby, jak bawełna, zboże czy drewno”.

McLuhan zauważał, że takie „towary podstawowe” stają się więzami, które wnikają w psychiczne życie wspólnoty. Więź tworzona przez dane medium nie jest ani z natury dobra, ani zła, ale jest wszechobecna. Tym bardziej więc powinniśmy uważnie interpretować jej przekaz.

AI pakuje rzeczywistość w dane treningowe, przetwarza treści w sieciach neuronowych i syntetyzuje je z bezprecedensową szybkością i skalą. Jej wytwory stają się nie do odróżnienia od ludzkiej twórczości. To rodzi to, co McLuhan nazywał „zderzeniem” – nieciągłością między środowiskiem informacyjnym, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, a nowym, które powstaje wokół nas. Konsekwencje kulturowe są niepokojące: gdy AI standaryzuje rutynowe interakcje, społeczeństwo ryzykuje odczłowieczenie. Jesteśmy hiperpołączeni, a zarazem głęboko samotni, zagubieni w potencjalnym „czasie wolnym”, który AI miałaby nam rzekomo podarować.

McLuhan podkreślał potrzebę zrozumienia „gramatyki” nowego medium. W przypadku AI oznacza to powszechną umiejętność czytania i pisania (widespread literacy) w zakresie tego, jak działa uczenie maszynowe, jakie są jego ograniczenia, w czym jest skuteczne, a w czym zawodzi. Dlatego też, wracając do mądrości św. Angeli Merici, “wydawanie dobrych owoców wymaga formacji w trwałych prawdach o ludzkiej naturze, wartości i celu. AI nie jest w stanie zastąpić tych celów. Ludzie natomiast, głęboko zakorzenieni w tym, co dobre, prawdziwe i piękne, mogą sami stać się przekazem, obok lub nawet pomimo środowiska przesyconego sztuczną inteligencją” – kończy swoje rozważania Maryann Keating.

Sam McLuhan takie transcendentalne wartości odkrył w pismach G.K. Chestertona, co w rezultacie doprowadziło go na łono Kościoła katolickiego. W 1935 roku napisał do matki:  “Gdybym nie spotkał Chestertona, pozostałbym agnostykiem przynajmniej przez wiele lat. Chesterton nie przekonał mnie do wiary religijnej, ale powstrzymał moją rozpacz przed przekształceniem się w nawyk lub stwardnienie w mizantropię. Otworzył mi oczy na kulturę europejską i zachęcił mnie, bym poznawał ją bliżej. Nauczył mnie, że powody tego, dla czego we mnie były po prostu ślepe złości i cierpienia”.

Pod koniec marca 1937 roku, McLuhan zakończył powolny, lecz całkowity proces nawrócenia, kiedy został formalnie przyjęty do Kościoła katolickiego. Był człowiekiem pobożnym, a przez całe życie, w swojej korespondencji osobistej i pismach czasami łączył swoją religię z mediami.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.