Arcybiskup Waszyngtonu o Leonie XIV: potrafi przekształcać napięcia we wspólną drogę
06 maja 2026 | 12:20 | jol, Avvenire | Rzym Ⓒ Ⓟ
Fot. TIZIANA FABI/AFP/East NewsLeon XIV kładzie duży nacisk na synodalność, a jego duszpasterski styl zakorzeniony jest w słuchaniu. W przededniu pierwszej rocznicy pontyfikatu wskazuje na to kard. Robert Walter McElroy, podkreślając, że papież z Chicago zbliżył Amerykanów do papiestwa i Kościoła. Arcybiskup Waszyngtonu zauważa, że pierwszy w historii Amerykanin na Stolicy Piotrowej posiada wyjątkowy dar budowania mostów. „Potrafi przekształcać napięcia we wspólną drogę. Nie wypowiada się przeciwko komuś, tylko w obronie zasad” – mówi kard. McElroy w rozmowie z włoskim dziennikiem „Avvenire”.
„Avvenire”: Rok po wyborze papieża Leona XIV, jak opisałby Eminencja jego pontyfikat?
Kard. Robert Walter McElroy: Był to rok silnej odnowy, a jednocześnie ciągłości. Papież pokazał się jako osoba zdolna do jednoczenia różnych wrażliwości w Kościele. Stawiał czoło podziałom, nieustannie dążąc do integracji różnych dusz Kościoła, przekształcając napięcia we wspólną drogę. W Stanach Zjednoczonych było to bardzo widoczne: wśród biskupów panowała wyraźna polaryzacja w kwestiach polityki publicznej, a Leon XIV pomógł nam zbudować większą jedność, zarówno pod względem merytorycznym, jak i duszpasterskim. Już w listopadzie ubiegłego roku, podczas sesji plenarnej Konferencji Katolickich Biskupów Stanów Zjednoczonych, byłem świadkiem takiego poziomu jedności i wspólnego zaangażowania, jakich nie pamiętam przez piętnaście lat mojej posługi biskupiej. Leon XIV prawdziwie jest pasterzem Kościoła powszechnego.
Co najbardziej uderza w stylu papieża?
To głęboko duszpasterski styl, zakorzeniony w słuchaniu. Leon XIV kładzie duży nacisk na synodalność, na słuchanie wszystkich głosów. Kierując się tym, papież podjął bardzo konkretne decyzje, na przykład podczas nominacji biskupich. W Kalifornii, na Florydzie i w Luizjanie wybrał biskupów, którzy mieli bezpośrednie doświadczenie migracji lub pochodzili z rodzin imigrantów. To wysyła jasny sygnał: Kościół amerykański musi odzwierciedlać rzeczywistość swego narodu. I wierni wyraźnie to dostrzegają.
Co zmieniło posiadanie papieża, który urodził się w Chicago?
Przed wyborem Leona XIV papież był dla wielu Amerykanów postacią odległą, szanowaną, ale daleką. Teraz jest kimś, kto zna się na baseballu, dorastał w Midwest, mówi z akcentem swego rodzinnego miasta. Amerykanie czują z nim instynktowną bliskość. Postrzegają go jak jednego ze swoich. To otworzyło drzwi, które od dawna były zamknięte: rośnie liczba nawróceń, kościoły przyjmują nowych członków, głównie młodych ludzi, którzy nigdy wcześniej nie zbliżyli się do wiary. W mojej archidiecezji Waszyngtonu przeżywamy pod tym względem wyjątkowy moment.
Papież zabrał głos w drażliwych kwestiach, takich jak imigracja i wojna w Iranie, krytykując niektóre decyzje administracji Trumpa. Jak powinniśmy interpretować te deklaracje?
Nie są to wypowiedzi przeciwko komuś, lecz w obronie zasad. W kwestii imigracji papież potwierdził godność człowieka, obowiązek przyjmowania i ochrony. Mówiąc o wojnie, powiedział, że należy unikać konfliktów, a pokój buduje się przez pojednanie. Powiedział, że „Bóg nie błogosławi żadnym konfliktom” i że uczniowie Chrystusa nie mogą stawać po stronie tych, którzy stosują siłę. To przesłanie wymagające, ale zgodne z Ewangelią.
Jak papież Leon XIV wpisuje się w katolicką tradycję wojny i pokoju?
Papież w pełni podtrzymuje linię ostatnich pontyfikatów, ale jeszcze wyraźniej ją precyzuje. Stanowisko Kościoła jest dziś jasne: wojny należy unikać. Leon przypomniał tradycję sięgającą od Jana XXIII w „Pacem in terris” – „trudno wyobrazić sobie wojnę jako narzędzie sprawiedliwości” – do Franciszka we „Fratelli Tutti”, gdzie stwierdza, że nie możemy uznawać wojny za rozwiązanie. W przypadku Iranu papież nalegał na dwa punkty: trwałe zaprzestanie działań wojennych i stworzenie warunków dla trwałego pokoju. Oznacza to również nawrócenie serc, a nie tylko porozumienia polityczne. Oznacza to także świadomość tego, że warunki uzasadniające wojnę sprawiedliwą – poważna i niezaprzeczalna szkoda, ostateczność, proporcjonalność – są dziś niezwykle trudne do spełnienia, w kontekście broni, która może zniszczyć całe narody.
Jak zareagował Ksiądz Kardynał na ataki Donalda Trumpa na papieża?
Uznałem je za bardzo niepokojące i, szczerze mówiąc, bolesne. Nie tyle ze względu na samego papieża, który nie potrzebuje obrony, ile na to, co mówią o klimacie, w jakim żyjemy. Żyjemy w epoce intensywnej polaryzacji i degradacji dyskursu publicznego. Gdy atakuje się przywódcę religijnego w tak agresywnym tonie, to nakręca się spiralę, która czyni dialog coraz trudniejszym. Papież nie jest politykiem: jego słowa można podważać, ale sposób, w jaki je podważamy, ma znaczenie. A dziś często obserwujemy poziom agresji, który nie sprzyja demokracji.
Jakie Ksiądz Kardynał dostrzega znaki, mówiące o przyszłości tego pontyfikatu?
Najważniejszym znakiem jest to, że papież potrafi mówić do bardzo różnych ludzi i że czyni to, dotykając kwestii fundamentalnych, takich jak godność, sprawiedliwość, pokój, wspólnota. W takim kraju jak Stany Zjednoczone, gdzie polaryzacja jest bardzo silna, jest to niezbędne. Leon oferuje wskazówki moralne. I czyni to językiem, który Amerykanie uznają za autentyczny, ponieważ wypływa z ich własnego doświadczenia. Wierzę, że to jest jego siła. W czasach napięcia jest to wkład, który może mieć bardzo głębokie skutki, nawet jeśli nie są one widoczne od razu.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

