Bielszczanka przed wylotem do Peru: Ten wolontariat opiera się na obecności przy drugim człowieku
14 października 2026 | 10:52 | rk, red. efem | Bielsko-Biała Ⓒ Ⓟ
Bielszczanka Barbara Folek, położna i harcerka, wyjeżdża na ponad osiem miesięcy do Limy, by jako wolontariuszka fundacji Domy Serca towarzyszyć dzieciom ulicy, osobom starszym, samotnym i potrzebującym. Nie będzie tam pracować w swoim zawodzie. Chce przede wszystkim dawać ludziom czas, uwagę i bezinteresowną miłość. „Często te osoby są pozbawione nadziei, często też są pozbawione świadomości bycia godnym jako człowiek” – wyjaśnia.
Błogosławieństwo przed wyjazdem misyjnym otrzymała z rąk ks. Tomasza Sroki podczas wieczornej Mszy św. w bielskiej katedrze św. Mikołaja. W Eucharystii uczestniczyła jako członkini duszpasterstwa akademickiego, z którym jest związana od dwóch lat. Teraz przed 24-letnią położną ponad osiem miesięcy życia w Peru. Powrót do Polski planuje na koniec czerwca.
Pomysł wyjazdu dojrzewał w niej od kilku lat. Pierwsze myśli o wolontariacie misyjnym pojawiły się jeszcze podczas studiów licencjackich na kierunku położnictwo. Po ukończeniu studiów magisterskich uznała, że kończy się jeden etap jej życia i może rozpocząć się kolejny.
– Pomyślałam, że to jest ten dobry moment, żeby wyjechać na misję – zwierza się w rozmowie z KAI. Dzięki przyjaciółce poznała fundację Domy Serca. To świecka organizacja o wartościach katolickich, przygotowująca wolontariuszy do posługi wśród osób potrzebujących.
Miejscem jej misji będzie Lima w Peru. Ten wolontariat nie polega na świadczeniu pomocy medycznej, lecz na budowaniu relacji z ludźmi, których życie naznaczone jest biedą, samotnością lub brakiem poczucia własnej wartości.
– Polega to na czystej obecności przy drugim człowieku – wyjaśnia. I dodaje: – Wolontariusze przyjmują dzieci i otaczają opieką te, które żyją na ulicy lub nie mają nikogo, kto mógłby się nimi zająć. Wiele z nich szuka miłości i akceptacji. Wychodzimy także do osób starszych, samotnych i potrzebujących, odwiedzamy chorych w szpitalach oraz osoby przebywające w więzieniach. Istotą naszej posługi jest obecność przy drugim człowieku, bezinteresowna miłość i niesienie nadziei tym, którzy często ją utracili.
Trzy filary misji
Posługa w Domach Serca opiera się na trzech filarach: modlitwie, wspólnocie i apostolacie. Pierwszy wyznacza rytm każdego dnia. Wolontariusze uczestniczą we Mszy św., godzinnej adoracji Najświętszego Sakramentu, odmawiają jutrznię, nieszpory i różaniec.
Drugim filarem jest wspólnota mieszkająca pod jednym dachem. W domu przebywa około pięciu wolontariuszy pochodzących z różnych krajów. Wspólnie modlą się, prowadzą codzienne życie i przygotowują miejsce otwarte dla innych.
– Tworzymy dom, który jest miejscem otwartym dla wszystkich, niezależnie od tego, jak to wygląda, ile ma pieniędzy, w jakim jest wieku, czy ma rodzinę, czy jej nie ma. Ten dom jest otwarty i chętnie przyjmujemy po prostu wszystkie osoby, które do nas zapukają – opowiada Barbara Folek.
Trzecim filarem jest apostolat, czyli wyjście ku ludziom potrzebującym. Wolontariusze przyjmują dzieci, w tym dzieci żyjące na ulicy i pozbawione odpowiedniej opieki. Odwiedzają również osoby starsze, samotne i chore, a także ludzi przebywających w więzieniach i szpitalach.
Nie chodzi przede wszystkim o zapewnienie im konkretnych dóbr materialnych, lecz o spotkanie, którego podstawą jest szacunek dla drugiego człowieka. – Chcemy po prostu pokazać im tę godność. Uczestniczymy, jesteśmy przy nich po prostu obecni – tłumaczy wolontariuszka.
Zależy jej na tym, by osoby, które spotka w Peru, mogły doświadczyć, że ich wartość nie zależy od sytuacji życiowej, zamożności ani społecznego statusu. Ważne będzie także niesienie nadziei tym, którzy ją utracili.
Powołanie, które zaczęło się w dzieciństwie
Barbara Folek łączy wiarę wyniesioną z domu z doświadczeniem harcerstwa, w którym od kilku lat aktywnie działała. W tym roku przekazała funkcję drużynowej Drużyny Wędrowniczek.
– Harcerstwo uczyło mnie służby i takiej pomocy drugiemu człowiekowi, też takiej otwartości na drugiego człowieka. Myślę, że to gdzieś tam spójnie mnie prowadziło. Pan Bóg mnie tak po prostu prowadził – wyznaje.
Podobnie jak decyzja o wyjeździe, również wybór zawodu położnej wiąże się z jej wczesnymi osobistymi przeżyciami. Kiedy była w szóstej klasie szkoły podstawowej, na świat przyszła jej najmłodsza siostra. Dzieli je 12 lat różnicy. Jako najstarsza z rodzeństwa Barbara mogła pomagać w domu i opiekować się dziewczynką.
Właśnie wtedy pojawiło się zainteresowanie najmłodszymi dziećmi i myśl o pracy przy ich narodzinach. Dowiedziała się, że w szpitalach pracują położne, które pomagają dzieciom przyjść na świat. Pomysł pozostał z nią przez kolejne lata, a później wpłynął na wybór profilu biologiczno-chemicznego w liceum i studiów.
– Wiedziałam, że jest to coś, co jest głęboko we mnie i ten zawód właśnie chciałabym wykonywać – wspomina.
Szczególnie ceni możliwość towarzyszenia kobietom w macierzyństwie, zarówno w chwilach trudnych, jak i radosnych. Za wyjątkowy uważa przywilej obecności przy narodzinach nowego człowieka.
Pamięta też pierwszy poród, który zobaczyła podczas studiów. Urodzona wówczas dziewczynka otrzymała imię Basia, takie samo jak ona.
Wyjazd do Peru nie oznacza jednak, że będzie tam przyjmować porody. Świadomie wybrała inny rodzaj wolontariatu, choć ma nadzieję, że jej doświadczenie zawodowe i miłość do dzieci znajdą w nim swoje miejsce.
– Przez to, że te dzieci są bardzo obecne przy tym wolontariacie, to bardzo liczę, że to moje położnicze serce zostanie gdzieś tam zaopiekowane i takie maluchy też się tam pojawią – wyznaje.
Nauka rezygnacji z siebie
Do wyjazdu przygotowywała się podczas weekendowych spotkań organizowanych w Warszawie przez fundację. Poznawała zasady funkcjonowania Domów Serca, uczestniczyła w modlitwie i odwiedzała hospicjum. Miała również zajęcia z języka hiszpańskiego oraz spotkania poświęcone trudnościom, jakie mogą pojawić się podczas misji.
W sierpniu odbywał się dwutygodniowy staż przygotowawczy. Barbara mogła uczestniczyć w nim przez tydzień. Starała się wykorzystać ten czas na poznanie rytmu przyszłej posługi i dalszą naukę języka. Przed wyjazdem zadbała również o zalecane szczepienia, kontynuowała naukę hiszpańskiego i porządkowała sprawy związane z kursami zawodowymi.
Wsłuchiwała się w relacje osób, które wcześniej posługiwały w Peru. Nie ukrywa, że czeka ją wymagające doświadczenie. Trudności dotyczą nie tylko biedy, z którą może się zetknąć, ale również wspólnego życia w niewielkiej grupie osób pochodzących z różnych krajów.
Wolontariusze będą razem mieszkać i pracować, Będą ze sobą praktycznie całą dobę. Różnice przyzwyczajeń, oczekiwań i sposobów działania mogą stać się źródłem napięć. Dlatego, jak zaznacza bielszczanka, misja wymaga rezygnacji z własnego egoizmu i gotowości do uwzględniania potrzeb innych.
– Ten wolontariat też bardzo wymaga takiej rezygnacji trochę z siebie, rezygnacji ze swojego egoizmu, starania się bycia też dla tych osób, z którymi się posługuje, dla tych wolontariuszy, z którymi się też żyje w jednym domu i przebywa się 24 godziny na dobę – przyznaje.
Wie, że nie będzie to łatwe. Jednocześnie traktuje ten czas jako okazję do uczenia się miłości, która nie ogranicza się do deklaracji, ale wymaga cierpliwości i codziennych decyzji.
– Liczymy, że ta misja też będzie dla mnie taką właśnie dużą nauką miłości – dodaje.
Z Bielska-Białej do Peru
Podróż do Ameryki Południowej rozpocznie w Krakowie. Następnie poleci do Madrytu, skąd uda się bezpośrednio do Peru. Cała trasa ma zająć około 20 godzin. Nie zna jeszcze wszystkich osób, z którymi będzie tworzyć wspólnotę.
Barbara Folek liczy na życzliwe przyjęcie przez mieszkańców miejsca, do którego jedzie, ale nie chce z góry przesądzać, jak będzie wyglądać jej codzienność. Wie, że bieda i trudne warunki życia mogą okazać się doświadczeniem, z którym wcześniej się nie spotkała.
Na razie wyjeżdża jest gotowa poznawać ludzi i uczyć się kolejnych osobistych historii. Wierzy, że nawet jeśli nie będzie mogła zmienić wszystkich okoliczności ich życia, może być dla nich kimś, kto poświęci im czas i potraktuje ich z należnym szacunkiem.
W rozmowie zwróciła uwagę, że nie jest jedyną osobą z diecezji bielsko-żywieckiej, która zdecydowała się na taki wyjazd. Jej przyjaciółka Gabriela od dwóch tygodni przebywa w Afragoli w pobliżu Neapolu, a Kasia z Rudzicy od miesiąca posługuje we Włoszech. Obie również wyjechały za pośrednictwem fundacji Domy Serca.
Domy Serca to świecka fundacja o wartościach katolickich, organizująca wolontariat misyjny dla osób, które chcą służyć potrzebującym poprzez modlitwę, życie we wspólnocie i bezinteresowną obecność. Wolontariusze mieszkają w niewielkich wspólnotach, których domy pozostają otwarte dla dzieci, osób samotnych, chorych i ubogich. Odwiedzają także potrzebujących w szpitalach i więzieniach. Istotą ich misji jest budowanie relacji, przywracanie poczucia godności i niesienie nadziei. Przed wyjazdem wolontariusze uczestniczą w przygotowaniu formacyjnym i praktycznym.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.


