Drukuj Powrót do artykułu

Bp Evelio Menjivar-Ayal: za każdym razem, gdy słyszę o śmierci imigranta, myślę, że to mogłem być ja

07 maja 2026 | 14:36 | Rj, La Repubblica | Wheeling Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Gregory Bull/Associated Press/East News

„Za każdym razem, gdy słyszę wiadomość o imigrancie zabitym w Meksyku lub pozostawionym w bagażniku samochodu w USA, myślę, że to mogłem być ja” – mówi bp Evelio Menjivar-Ayala. Jego historia, to scenariusz na hollywoodzki film.

Uciekając z ogarniętego wojną Salwadoru, trzykrotnie próbował nielegalnie dostać się do Stanów Zjednoczonych, aż w końcu razem z bratem przemycono go w bagażniku samochodu przez zapalną dziś granicę Tijuana–San Diego. Przez kolejne lata pracował fizycznie, a wieczorowo uczył się angielskiego, by po latach uzyskać amerykańskie obywatelstwo i zostać księdzem. W 2023 został biskupem pomocniczym Waszyngtonu, a ostatnio Leon XVI mianował go biskupem diecezji Wheeling-Charleston w Zachodniej Wirginii. Jest pierwszym Salwadorczykiem pełniącym funkcję ordynariusza w Stanach Zjednoczonych.

O swoim życiu i powołaniu, a także obecnej polityce prezydenta Donalda Trumpa mówi w wywiadzie dla włoskiego dziennika „La Repubblica”.

Zacznijmy od dzieciństwa…

Urodziłem się w Salwadorze, tuż po zakończeniu wojny z Hondurasem, i dorastałem w bardzo ubogiej wiejskiej okolicy. Pamiętam, jakby to było wczoraj, kiedy zamordowano arcybiskupa Óscara Romero. Moja matka powiedziała mi: „Teraz wybuchnie wojna domowa”. Znaleźliśmy się w samym środku, między armią a partyzantką, prześladowani przez obie strony. Byliśmy zmuszeni uciekać, traktowano nas jak uchodźców we własnym kraju. Dlatego w wieku 18 lat postanowiłem uciec do USA.

Dlaczego?

Wojna była okrutna.

Podjął Ksiądz Biskup aż trzy próby, by przedostać się do Stanów Zjednoczonych?

Pierwsza próba zakończyła się w Tijuanie w Meksyku, gdzie lokalna policja nas aresztowała i deportowała. Za drugim razem dotarliśmy do Gwatemali, ale przemytnik, który nas wiózł, stwierdził, że jest zbyt niebezpiecznie i nas porzucił. Za trzecim razem moja siostra, która wcześniej wyemigrowała do USA, zatrudniła dla nas innego przemytnika, ale zostaliśmy aresztowani w Chiapas. Zapłaciliśmy łapówkę i nas wypuszczono. Potem dotarliśmy do granicy i pewien Amerykanin ukrył nas w bagażniku swojego samochodu.

Co Ksiądz Biskup pamięta z tamtych chwil?

Przerażenie związane z przekraczaniem granicy. Mężczyzna nas ostrzegł: kiedy usłyszycie, że podkręcam muzykę, musicie wstrzymać oddech, bo są strażnicy.

A jak Ksiądz Biskup usprawiedliwia nielegalny wjazd?

Rozpacz i chęć przetrwania, jak wszyscy. Nie miałem innych opcji.

Co się stało, kiedy wyszliście z bagażnika?

Dotarliśmy do Los Angeles, a moja siostra zatrudniła prawnika, aby złożyć wniosek o azyl. Zacząłem pracować jako portier w kancelarii prawnej, a potem jako konserwator w klinice. Po zamieszkach wywołanych pobiciem Rodneya Kinga przeniosłem się do Maryland, gdzie pracowałem jako malarz pokojowy.

I wtedy odkrył Ksiądz Biskup swoje powołanie?

Od dawna angażowałem się w pracę z młodzieżą w parafii. Złożyłem podanie do seminarium i mimo że byłem zupełnie nieprzygotowany, zostałem przyjęty. Był to znak opatrzności.

Jezus mówi: „Byłem przybyszem, a przyjęliście mnie”. Co to znaczy w Ameryce, gdzie ICE aresztuje ludzi przed szkołami i szpitalami?

To moja historia, zostałem przyjęty. Dla mnie obrona godności imigrantów to sprawa osobista, a także obowiązek, do którego wzywa nas Chrystus. To nie jest polityka, to Ewangelia.

Gdybyście dziś uciekali, być może trafilibyście do więzienia…

To prawda, za każdym razem, gdy słyszę o śmierci imigranta, myślę, że to mogłem być ja. Ale myślę też o ludziach, którzy sami się deportują po dwudziestu latach w USA, bo czują, że nie ma tam już dla nich przyszłości. Bycie imigrantem bez dokumentów jest obecnie piętnem, nawet jeśli jesteś uczciwy i wnosisz wkład w społeczeństwo.

Czyż nie jest to polityczna decyzja administracji Trumpa?

Owszem, ale każda decyzja polityczna musi być również ludzka. Kościół uznaje, że rządy mają prawo zarządzać zasadą wjazdu do swoich krajów, ale opowiada się za humanitarnym traktowaniem każdej osoby i poszanowaniem jej godności. W wielu przypadkach tak nie było.

Dlaczego?

To taktyka strachu. I pod pewnymi względami działa, ponieważ liczba przybywających znacznie spadła. Nikt nie powinien znaleźć się w rękach handlarzy ludźmi.

Czego więc potrzeba?

Po pierwsze, stworzenia warunków bezpieczeństwa i możliwości rozwoju w krajach pochodzenia, aby ludzie nie musieli już uciekać. Po drugie, reformy imigracyjnej, która ułatwi wjazd tym, którzy chcą przyjechać legalnie, i ochroni tych, którzy są tu od dawna, uczciwie przyczynili się do rozwoju społeczeństwa, ale teraz widzą, jak ich amerykański sen zamienia się w koszmar.

Dlaczego obecna administracja tego nie robi?

To taktyka mająca na celu zdobycie głosów, ale już nie działa. Amerykanie widzą, jak ich uczciwi sąsiedzi, koledzy ze szkoły, parafianie są aresztowani i deportowani. Firmy borykają się z trudnościami, ponieważ tracą pracowników. Ta taktyka przyniosła w przeszłości efekty w zbieraniu głosów, ale być może nie zadziała w nadchodzących wyborach.

Jezus mówi: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój”, ale Trump krytykuje papieża Leona za sprzeciwianie się wojnie…

Wszystkie konflikty powodują jedynie śmierć, cierpienie i rzesze uchodźców, od Ukrainy po Gazę. A teraz jeszcze Iran, gdzie wojna rozpoczęła się bez żadnego zagrożenia bezpośrednią agresją. Kościół zawsze będzie przeciwko wojnie.

Trump powiedział, że Prevost nie zostałby papieżem, gdyby nie on…

Żyjemy w bardzo wrażliwej kulturze, nigdy nie powinno się mówić o innych w sposób lekceważący. Nie wiem, na ile mówił poważnie, ale nie powinniśmy traktować jego słów poważnie.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.