Bp Muskus: przykład św. Franciszka jest często niewygodny
01 października 2026 | 19:33 | md | Warszawa Ⓒ Ⓟ
Źródło: https://www.flickr.com/photos/profzucker/5718996002 Św. Franciszek jest świadkiem miłości do Kościoła, ale jego przykład jest często niewygodny – powiedział bp Damian Muskus OFM we franciszkańskim kościele św. Antoniego z Padwy w Warszawie. Msza św. pod jego przewodnictwem rozpoczęła kulminacyjne obchody 800. rocznicy śmierci św. Franciszka z Asyżu.
Biskup rozpoczął homilię od przytoczenia słów Jezusa: „Idźcie, oto posyłam was jak owce między wilki”, które – jak zauważył – nie brzmią „ani miło, ani bezpiecznie, ani komfortowo”.
– Jezus nie mówi swoim uczniom: „Idźcie. Będziecie mieli sukces. Ludzie was polubią. Przekonacie wszystkich. Zbudujecie wielki Kościół”. Mówi: „Idźcie jak owce między wilki”. Bez ochrony. Bez przewagi. Bez planu awaryjnego – zauważył duchowny, stwierdzając że Ewangelia jest trudna do przyjęcia, bo „Jezus nie posyła swoich uczniów, żeby wygrali z tym światem”, ale by byli Jego świadkami.
– Jedyną bronią apostoła jest Chrystus. Jedynym bogactwem – Jego Słowo. Jedynym zabezpieczeniem – miłość – powiedził bp Muskus. Jego zdaniem, taki jest początek historii św. Franciszka, który nie wymyślił nowego chrześcijaństwa, ale po prostu potraktował Ewangelię poważnie.
– Łatwo kochać Franciszka z obrazka: z ptakami, wilkiem z Gubbio, kwiatami, Pieśnią stworzenia. Trudniej kochać Franciszka, który bierze Ewangelię do ręki i mówi: „A co, jeśli Jezus naprawdę miał na myśli to, co powiedział?” – mówił biskup franciszkanin. – Co, jeśli rzeczywiście trzeba kochać nieprzyjaciół, jeśli trzeba przebaczyć siedemdziesiąt siedem razy? Co, jeśli ubóstwo nie jest romantycznym dodatkiem do chrześcijaństwa, ale sposobem odzyskania wolności? Co, jeśli Kościół naprawdę powinien bardziej ufać Chrystusowi niż własnej sile? – pytał.
Według niego takiego Franciszka trudniej przyjąć, bo „nieco psuje nasze dobre samopoczucie”.
– Franciszek jest prawdziwym prorokiem właśnie dlatego, że nie pozwala nam zatrzymać Ewangelii na poziomie pięknych słów. Mówi: skoro Chrystus jest najważniejszy, to nie możesz żyć tak, jakby najważniejsze było coś innego – wyjaśniał.
– Franciszek proponuje nam radykalizm. Ale nie radykalizm ludzi surowych. Nie radykalizm ludzi, którzy są przekonani, że mają rację i dlatego wolno im patrzeć na innych z góry. Franciszkowy radykalizm jest czymś zupełnie innym. To jest radykalizm zaufania – podkreślał bp Muskus.
Krakowski biskup pomocniczy mówił o zaufaniu Bogu tak mocnym, żeby człowiek nie miał planu B, a Chrystus nie był dodatkiem do życia, ale stał w jego centrum.
– Franciszek pokazuje, że chrześcijaństwo zaczyna się tam, gdzie przestajemy pytać: „Ile muszę zrobić, żeby być dobrym chrześcijaninem?”, a zaczynamy pytać: „Jak bardzo mogę zaufać Jezusowi?” – dodał.
Jak stwierdził, można być „porządnym człowiekiem”, a jednak nigdy nie pozwolić Ewangelii naprawdę przemienić swojego życia. – Można przestrzegać wielu zasad, a jednocześnie bardziej bać się Boga niż Mu ufać. Można być blisko Kościoła i być bardzo daleko od Chrystusa – zauważył. Tymczasem propozycja św. Franciszka brzmi: nie chodzi o to, żebyś był idealny, chodzi o to, żebyś był cały Jego.
Biskup zwrócił uwagę na to, że Franciszek jest świadkiem miłości do Kościoła i w tym punkcie jego przykład staje się szczególnie niewygodny. – Franciszek widział Kościół, który był daleki od ideału. Widział grzech, słabość, napięcia, niezrozumienie. I co zrobił? Nie powiedział: „Skoro Kościół jest taki, to odchodzę”. Nie powiedział też: „Wszystko jest w porządku, nie ma o czym mówić, wszyscy mamy pokusy”. Zrobił coś trudniejszego. Został i zaczął odbudowywać – podkreślał duchowny, dodając, że odbudowy Kościoła Franciszek nie zaczął od naprawiania innych, ale od samego siebie.
– Łatwiej jest wskazać grzech drugiego człowieka niż własny. Łatwiej napisać komentarz niż uklęknąć. Łatwiej domagać się sprawiedliwości dla innych niż pozwolić Bogu uporządkować własne życie – komentował bp Muskus, zachęcając do tego, by pytać nie tylko o to, „co jest nie tak z Kościołem”, ale również o to, co w nas samych potrzebuje nawrócenia, żeby Kościół był piękniejszą wspólnotą.
– Franciszek dobrze widział, czego Kościołowi jego czasów najbardziej potrzeba. Wiedział, że Kościół nie potrzebuje więcej siły, ale więcej zaufania. Nie potrzebuje coraz cięższych szat, żeby pokazać swoją wielkość. Potrzebuje odwagi, żeby uklęknąć i umyć nogi. Nie potrzebuje być podziwiany. Potrzebuje być wiarygodny. Nie przez to, że będzie budził respekt, ale przez to, że będzie można w nim spotkać Chrystusa – wskazywał bp Muskus.
Dodał, że Rok św. Franciszka ma przypominać Kościołowi o aktualności jego świadectwa. – To nie ma być kolejna legenda. Nie kolejny piękny obrazek. Nie kolejny święty, którego można podziwiać z bezpiecznej odległości. Potrzebujemy Franciszka, który zapyta nas bardzo prosto: „Czy naprawdę wierzysz w Ewangelię?” – uważa franciszkański biskup.
– Może właśnie o to chodzi w świętości. Nie o to, żeby świat powiedział o nas: „Jaki niezwykły człowiek”. Ale żeby ktoś, kto spotka nas na swojej drodze, mógł pomyśleć: „Spotkałem człowieka, przy którym łatwiej uwierzyć, że Bóg jest Miłością” – podsumował.
W ramach jubileuszowych obchodów w parafii św. Antoniego z Padwy w Warszawie kolejne Msze odprawią bp Artur Ważny i abp Adrian Galbas. Uroczystości św. Franciszka z Asyżu 4 października przewodniczyć natomiast będzie prowincjał polskich dominikanów o. Łukasz Wiśniewski OP.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

