Cztery lata wojny na Ukrainie: nuncjusz prosi o modlitwę
24 lutego 2026 | 17:08 | Switłana Duchowycz, Vatican News, tom | Kijów Ⓒ Ⓟ
Fot. Vatican MediaCoraz więcej ofiar cywilnych, coraz większe zniszczenia: po czterech latach wojny na Ukrainie sytuacja w tym ogarniętym wojną kraju wydaje się bardziej beznadziejna niż kiedykolwiek. Również nuncjusz apostolski w tym kraju, arcybiskup Visvaldas Kulbokas, ma coraz większe trudności ze „zrozumieniem, jak możemy uciec od tej przemocy, która wydaje się coraz bardziej nasilać”. W wywiadzie dla Radia Watykańskiego wzywa do modlitwy za Ukrainę. Ukraińska redakcja Radia Watykańskiego rozmawia z nuncjuszem z okazji czwartej rocznicy wojny na Ukrainie, którą Rosja rozpoczęła 24 lutego 2002 roku.
RV: Ekscelencjo, minęły cztery lata od czasu wielkiej inwazji Rosji na Ukrainę…
Abp Visvaldas Kulbokas: Cztery lata tak rozległej wojny to długi czas. A intensywność tej wojny nadal rośnie. Przejrzałem statystyki: w porównaniu z sytuacją sprzed czterech lat siły zbrojne Rosji na terytorium Ukrainy wzrosły około czterokrotnie. Również ataki rakietowe i dronowe wzrosły w ostatnich latach trzykrotnie lub czterokrotnie. Raporty Organizacji Narodów Zjednoczonych i innych organizacji potwierdzają, że rośnie również liczba ofiar cywilnych. Na początku wojny większość ofiar śmiertelnych i rannych wśród ludności cywilnej odnotowano na terenach okupowanych lub w pobliżu linii frontu. Obecnie rośnie liczba zabitych i rannych cywilów z dala od linii frontu. ONZ podaje, że 35 procent ofiar śmiertelnych i rannych wśród ludności cywilnej odnotowano na terenie całej Ukrainy.
Ataki mają więc miejsce również z dala od linii frontu…
Tak. Najwięcej ofiar odnotowano w zeszłym roku podczas jednego zamachu bombowego w Tarnopolu, mieście położonym daleko od frontu. W ubiegłym roku w stolicy Kijowie było wiele ofiar cywilnych. Ponad dwadzieścia ambasad zostało w mniejszym lub większym stopniu uszkodzonych. W lipcu ubiegłego roku niewielkie uszkodzenia odniosła Nuncjatura Apostolska. Na przykład z ambasady Azerbejdżanu prawie nic nie pozostało, ponieważ pomimo dokładnego wskazania jej lokalizacji przez prezydenta Alijewa rosyjskim władzom, doszło do trzech ataków.
Co mogą zrobić pracownicy służby zdrowia w obliczu licznych bombardowań?
Kilka dni temu rozmawiałem z lekarzem, który poświęcił swoje życie leczeniu rannych na froncie. Opowiedział mi, że na początku wojny w latach 2022/23 udało mu się zorganizować punkty pierwszej pomocy w piwnicach i na niższych piętrach domów i budynków. Teraz, jak twierdzi, nie jest to już możliwe, ponieważ każdy budynek jest ostrzeliwany. Gdy zbliżają się do frontu, muszą kopać około pięciu do sześciu metrów w głąb ziemi, aby uniknąć ciągłych ataków dronów. Ponadto ewakuacja rannych jest bardzo trudna. Powiedział mi, że czasami muszą czekać nawet siedem dni, zanim ranny może zostać ewakuowany. A jest bardzo zimno: temperatury spadły do minus dwudziestu stopni Celsjusza, co ma poważne konsekwencje.
Czy w takich warunkach można udzielać pomocy humanitarnej?
Zapytałem przedstawiciela Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, czy nadal są w stanie świadczyć pomoc humanitarną w pobliżu linii frontu. Wyjaśnił mi, że niestety musieli znacznie ograniczyć dostawy pomocy, ponieważ wszyscy są dotknięci konfliktem: cywile, wojskowi, pomocnicy, lekarze i duchowni. Dlatego bardzo trudno jest dostarczać wodę, żywność, leki i inne niezbędne artykuły. Taka jest rzeczywistość.
Co można zrobić?
Powtarzam: pilnie potrzebujemy modlitwy. Nie zapominajmy jednak, że Rosja jest stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ i ponosi odpowiedzialność za promowanie pokoju i sprawiedliwości. Przypomnijmy sobie również memorandum budapeszteńskie z 1994 r.: Rosja, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania zapewniły Ukrainie gwarancje jej suwerenności i integralności terytorialnej. Do tego dochodzi umowa z 2003 roku między Rosją a Ukrainą o wzajemnym uznaniu granic, nie wspominając już o porozumieniach mińskich. Dlatego trudno mi zrozumieć – mi również – jak możemy uciec od tej przemocy, która wydaje się coraz bardziej nasilać. Właśnie dlatego tak bardzo liczę na modlitwę.
Istnieje wiele przykładów odporności w tej dramatycznej sytuacji…
Tak. Kilka tygodni temu grupa kobiet z międzywyznaniowego stowarzyszenia zajmującego się modlitwą i pomocą humanitarną wzięła udział w audiencji ogólnej Ojca Świętego. Spotkałem te kobiety w drodze powrotnej z Rzymu i byłem pod głębokim wrażeniem ich przemyśleń. Powiedziały: „Skupiamy się na tym, co możemy zrobić. Jeśli dziewczynka jest ranna, szukamy protezy, na przykład jeśli straciła rękę. Podobnie szukamy protez dla rannych żołnierzy lub dzieci. Staramy się też wywieźć ich z kraju, aby mogli przez jakiś czas dochodzić do siebie. Przynajmniej wtedy mogą spać w nocy”. Dodały też: „Nie ma sensu potępiać teraz wszystkich Rosjan, ponieważ nie wiemy, co byśmy zrobili, gdybyśmy żyli w tej samej rzeczywistości politycznej, poddani tej samej propagandzie”. Nie skupiają się na potępiającym osądzie, ale na pozytywnych rzeczach, które mogą zrobić.
Czy zauważył Ksiądz Arcybiskup, że inni ludzie też tak reagują na tak duże zniszczenia?
Zauważyłem to też u cywilów. Pewien ambasador powiedział mi, że po kolejnym nalocie na Kijów w nocy odwołał wszystkie swoje poranne spotkania. Ataki rakietowe i dronowe zazwyczaj odbywają się w nocy, bo wtedy trudniej je przechwycić. Atakujący liczą, że w ten sposób spowodują większe zniszczenia. Jednak gdy ambasador wyjrzał rano przez okno, zobaczył, że ludzie już są w drodze do pracy, niektórzy samochodem, inni pieszo. Powiedział, że była to dla niego ważna lekcja. Ludzie starają się nie skupiać na cierpieniu. Zamiast tego dziękują Bogu za to, co mogą osiągnąć.
Jakie przesłanie chce Ekscelencja przekazać?
Chciałbym zachęcić wszystkich do wspierania Ukrainy, zwłaszcza w sensie duchowym. Oznacza to modlitwę, pomoc humanitarną, solidarność i głęboką więź. Kilka dni temu przeczytałem list Ojca Świętego do kapłanów archidiecezji madryckiej. W obliczu złożonej sytuacji papież Leon XIV wezwał nas do głębokiej interpretacji czasów, w których żyjemy, i do rozpoznania w świetle wiary wyzwań i możliwości, które otwiera przed nami Pan. Musimy ćwiczyć się w rozeznawaniu, powiedział, „abyśmy mogli jaśniej dostrzegać to, co Bóg już czyni, często w ciszy i niepozornie”. Bóg działa nawet wtedy, gdy ludziom nie udaje się zaprowadzić pokoju. W Środę Popielcową papież Leon powiedział również, że „w popiele, który został nam nałożony, odczuwamy ciężar płonącego świata, całych miast zniszczonych przez wojnę”, możemy odczuwać „popiół prawa międzynarodowego i sprawiedliwości między narodami”, tak jakby podstawy wspólnego życia przestały istnieć. Jednak popiół jest ludzki; nadzieja zawsze pochodzi od Boga, ponieważ gdy ludzie nie działają, to On, Bóg, podejmuje inicjatywę. Dlatego – według papieża – nie możemy „pozostawać w popiele, ale musimy ponownie powstać i odbudować”.
Jak wygląda sytuacja dzisiaj, cztery lata po wielkiej inwazji Rosji na Ukrainę?
Naszym zadaniem jest już teraz, przy wsparciu Stanów Zjednoczonych i innych krajów, dostrzegać promyki nadziei w negocjacjach między Ukrainą a Rosją, nawet jeśli są one bardzo ograniczone ze względu na ogromne trudności. Jeśli bardziej zaufamy Bogu, będziemy w stanie dostrzec te znaki nadziei duchowymi oczami, nawet pośród popiołów, ludzkiego okrucieństwa, braku szacunku i nieufności. W tym sensie uważam, że największą pomocą, jaką Kościół może zaoferować narodowi ukraińskiemu, jest przede wszystkim pomoc duchowa: pomóc każdemu, w tym mnie, otworzyć oczy, aby nie patrzeć tylko na zło, które codziennie widzimy i doświadczamy, ale zachować spojrzenie pełne nadziei. Im więcej nadziei przekazujemy poprzez modlitwę, bliskość, radę, obecność – co jest bardzo ważne – tym bardziej staje się ona darem. Chodzi o to, aby nosić nadzieję w sercu. Jak mówią kapelani wojskowi: „Naszym zadaniem jest dawać nadzieję żołnierzom, ponieważ często na polu bitwy pozostaje jej niewiele. Naszym zadaniem jest przekazywanie tej boskiej nadziei, która przekracza ludzkie granice”. Dlatego powtarzam: możemy zaoferować przede wszystkim dwie rzeczy: modlitwę i nadzieję duchową.
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

