Drukuj Powrót do artykułu

Czy „Harry Potter” to zagrożenie duchowe? Rozmowa z ks. prof. Stanisławem Adamiakiem

13 maja 2026 | 15:29 | Joanna Operacz | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Nur Photo/East News

– Niedobrze się dzieje, gdy widzimy zagrożenia tam, gdzie ich nie ma. Po pierwsze: narażamy się na śmieszność. Po drugie: skupiamy energię nie na tym, co trzeba. Wtedy może się okazać, że czytanie „Harry’ego Pottera” jest zagrożeniem dla zbawienia, a wystawianie lewych faktur już nie. Po trzecie: jeśli będziemy wszędzie szukać zagrożeń, to w końcu prawie wszędzie coś znajdziemy. I co nam wtedy zostanie do czytania i oglądania? – mówi o książkach z serii „Harry Potter” ks. prof. Stanisław Adamiak, historyk Kościoła i autor książki „Teologia Tolkiena”. Niedawno ukazał się zwiastun serialu platformy streamingowej HBO/Max wzorowanego na powieściach J.K. Rowling.

Joanna Operacz (KAI) – Jak Ksiądz reaguje gdy ktoś spowiada się z czytania „Harry’ego Pottera” albo przychodzi po radę, przerażony tym, że jego dziecko czyta tę książkę?

Ks. prof. Stanisław Adamiak – To, co pada w konfesjonale, niech tam pozostanie. Natomiast w dzisiejszych czasach zasadniczo należy się cieszyć, jeśli dziecko cokolwiek czyta – a w szczególności książki, o których można z nim porozmawiać. Faktycznie, wiele środowisk chrześcijańskich przedstawiało i niekiedy nadal przedstawia książki i filmy o Harrym Potterze jako tak zwane zagrożenie duchowe. Byłby to temat na osobny wywiad, czym jest zagrożenie duchowe. Samo to pojęcie, tak jak się go dziś zazwyczaj używa, przeszło do obiegu katolickiego ze środowisk protestanckich. Tylko że idea, że jakiś przedmiot może automatycznie stanowić zagrożenie, pochodzi z jakichś zupełnie innych porządków niż katolicka teologia.

Oczywiście, naszej wierze zagraża wiele rzeczy. Mamy do czynienia z wieloma pokusami. Czy książki mogą wystawiać wiarę na próbę? Moim zdaniem w jakimś stopniu mogą…

KAI: Adam Mickiewicz pisał o „księgach zbójeckich”…

Tylko czy „Harry Potter” jest taką książką? Myślę, że zdecydowanie nie. Na marginesie: niektóre dzieła Mickiewicza, w których naród jest postawiony w pozycji należnej Bogu, można by również uznać za zagrożenie duchowe – i to znacznie większe niż saga J.K. Rowling.

Kiedy więc książka mogłaby być groźna? Gdyby niosła jasne przesłanie sprzeczne z chrześcijaństwem, gdyby jej celem było nawrócenie nas na inny system religijny czy światopoglądowy (w ogóle dobrze jest wiedzieć, że za książką, którą czytamy, stoi jakiś światopogląd). Literatura – także literatura fantastyczna dla dzieci i młodzieży – bywa zbudowana na ideach odległych od chrześcijaństwa. Na przykład powieści Ursuli Le Guin, skądinąd bardzo dobre, opierają się na filozofii taoistycznej i buddyjskiej. Książki Philipa Pullmana z serii „Mroczne materie”, które na szczęście w Polsce nie zyskały specjalnej popularności, są programowo co najmniej gnostyckie, a miejscami wręcz satanistyczne. Autor mówił zresztą wprost, że zamierzał „dać odtrutkę na sączące chrześcijaństwo książki C.S. Lewisa”. Z drugiej strony mamy książki, które jasno opowiadają się za chrześcijaństwem – na przykład wspomniane „Opowieści z Narni” Lewisa. Poza tym mamy ogromną grupę książek, które sprawami światopoglądowymi niespecjalnie się zajmują.

KAI: „Harry’emu Potterowi” zarzuca się, że propaguje magię.

– Magia w tych powieściach jest elementem świata stworzonego, narzędziem takim jak wynalazki mugoli, czyli osób pozbawionych zdolności czarowania. Magia występuje też w wielu utworach dla dzieci, np. w większości baśni czy w „Akademii Pana Kleksa”. Jakoś nie słyszałem, żeby „Akademia Pana Kleksa” miała być zagrożeniem duchowym.

Nie spotkałem się też z tym, żeby ktoś po lekturze „Harry’ego Pottera” uznał, że zaklęcia naprawdę działają. W ogóle jest pytanie, czy uznajemy magię za coś realnego. Wydaje mi się, że z punktu widzenia katolickiego zasadniczo nie. Nie wierzymy przecież, że istnieją zestawy słów czy czynności, które mogą automatycznie wywołać jakieś skutki, na przykład zaszkodzić komuś. W takim przypadku, jak mówi Katechizm Kościoła Katolickiego, złe jest raczej myślenie magiczne, odrzucenie Pana Boga i chęć zaszkodzenia drugiemu człowiekowi (KKK 2117). Tu jest oczywiście napięcie, które w Kościele było od zawsze – z jednej strony oficjalne nauczanie, a z drugiej pobożność ludowa, pełna duchów, demonów i magii.

Gdyby powieści o Harrym Potterze gloryfikowały magię służąca szkodzeniu ludziom, byłby to poważny zarzut i trzeba by zniechęcać do ich czytania. Tymczasem czarna magia rzeczywiście się tam pojawia, ale zawsze jako coś złego, czemu należy się przeciwstawiać.

Bodaj druga po „Harrym Potterze” najpopularniejsza saga fantasy (tym razem nie dla dzieci, tylko dla dorosłych) to „Gra o tron”. Prawie wcale nie ma tam magii, ale ten świat jest z gruntu antychrześcijański przez brak rozróżnienia na dobro i zło, skrajny nihilizm. Trochę się nawet dziwię, że prawie nikt nie zwraca na to uwagi.

KAI: No właśnie – w „Harrym Potterze” bohaterowie czasem robią coś złego, miewają wątpliwości, ale zasadniczo wiadomo, co jest dobre, a co złe.

– W dobrej literaturze rzadko świat bywa zupełnie czarno-biały. Jednak tutaj generalnie kierunki są jasne.

KAI: Co wartościowego może dziecko wynieść z tych książek?

Na pierwszy plan się wysuwają się: wartość przyjaźni, wierności zasadom i ofiary. Bardzo ładnie została przedstawiona też wartość życia rodzinnego, co, jak sądzę, jest dzisiaj bardzo ważne. Rodziny czarodziejów są zwykle szczęśliwe i pełne: z mamą, tatą i dziećmi. Nawet młodzież zachowuje wstrzemięźliwość przedmałżeńską, a potem jest ślub i dzieci. Bardzo, bardzo prawidłowo!

KAI: Może jednak powiedzmy sobie jasno: w uniwersum „Harry’ego Pottera” nie ma Boga. Bohaterowie mają w szkole przerwy na Boże Narodzenie i Wielkanoc, ale samego Boga nie ma.

– To jest niestety dość powszechna cecha współczesnej literatury. Na przykład bardzo popularny cykl dla młodzieży „Igrzyska śmierci” porusza w sensowny sposób różne ważne tematy, rozgrywa się, podobnie jak „Harry Potter”, w świecie niemal realistycznym; więc aż by się prosiło, żeby Pan Bóg gdzieś się tam pojawił – a jednak nie ma śladu żadnej religii.

W „Harrym Potterze” są jednak echa chrześcijaństwa. Jak pani wspomniała, są święta, ktoś jest czyimś ojcem chrzestnym, a w ostatnich tomach pojawiają się cytaty biblijne, i to w istotnych momentach. Natomiast świat tej powieści jest w tym sensie realistyczny, że przypomina ten, w którym żyją dzisiaj dzieci i młodzież w Wielkiej Brytanii, czyli generalnie postchrześcijański.

KAI: Jest tu jednak wiele wątków zaczerpniętych z chrześcijańskiej symboliki, np. patronus jak anioł stróż, dementorzy jak demony. Główny zły, czyli Voldemort, ma węża i ogólnie przypomina szatana.

– Czy to jest bezpośrednio chrześcijańskie? J.K. Rowling jest z wykształcenia filolożką klasyczną, więc raczej chyba wzięła te wątki z ogólnego magazynu wyobrażeń śródziemnomorskich. Na przykład patronus faktycznie przypomina anioła, ale to łacińskie słowo pierwotnie oznaczało opiekuna i obrońcę. Wąż jest zwierzęciem podejrzanym nie tylko w chrześcijaństwie. Ja bym nie przywiązywał wielkiej wagi do tej symboliki. Możemy mieć książkę pełną odniesień do chrześcijaństwa, ale zupełnie sprzeczną z chrześcijaństwem.

Najbardziej chrześcijański wątek to gotowość Harry’ego Pottera do złożenia życia w ofierze za innych – tu faktycznie związek z Ewangelią jest mocny, bo przecież ten, kto chce zachować życie, straci je, a kto zgadza się na to, żeby je stracić, ten je zachowa…

KAI: No właśnie – Harry Potter daje się zabić za przyjaciół i chyba za cały świat, a później „zmartwychwstaje”. I jest pokorny, zwyczajny – w przeciwieństwie do Voldemorta, który gardzi ludźmi i bezwzględnie dąży do władzy.

– Mówimy tu o rzeczach, które pojawiają się w ostatnich tomach. Dlatego trochę rozumiem zarzuty osób, które przeczytały tylko pierwszą albo drugą część, i nie spodobało im się to, że czarodzieje są tam „nadludźmi”, a reszta jest pokazana nieco pogardliwie. Dopiero w kolejnych częściach ci czarodzieje, którzy uważają się za lepszą rasę, okazują się kimś w rodzaju faszystów.

Ktoś ładnie powiedział, że Voldemort nie ma z nikim żadnych relacji, a Harry Potter jest cały złożony z relacji. Trudno jednak powiedzieć, że ten drugi jest symbolem Chrystusa, a ten pierwszy – szatana. Nie wiem, czy to jest chrześcijańską idea, że jeden człowiek ogarnięty pychą, czyli Voldemort, może narobić aż tyle zła. Nie ma tutaj zła metafizycznego, obecnego w chrześcijańskiej koncepcji świata.

KAI: Trochę żałuję, że tak to Ksiądz widzi, bo przygotowałam całą stronę pytań analizujących chrześcijańskie wątki w „Harrym Potterze”.

– Oczywiście, można znaleźć sporo takich motywów. Niektóre z nich są piękne i ciekawe. Ale to są refleksy, przebłyski. Książki pani Rowling dobrze się czyta, ale świat w nich przedstawiony nie tylko nie jest konsekwentny metafizycznie, ale też miejscami bywa dziurawy logicznie, nie został tak starannie skonstruowany jak na przykład u Tolkiena czy Ursuli Le Guin.

Niedobrze by było wpaść w schemat, który jest nie do końca chrześcijański – że jakąś książkę uznajemy albo za całkowicie chrześcijańską, albo za całkowicie niechrześcijańską. I albo palić „Harry’ego Pottera”, albo od razu opierać na nim całe kazania.

KAI: No właśnie – w jednym z wykładów przywołał Ksiądz w podobnym kontekście wątpliwości chrześcijańskiego pisarza z III wieku Tertuliana: „Co mają wspólnego Ateny z Jerozolimą?”. O co chodziło?

Tertulian nie jest ojcem Kościoła, bo ostatecznie chrześcijaństwo okazało się dla niego za mało radykalne. On myślał trochę jak kalif Omar, który po zdobyciu Aleksandrii miał kazać spalić Bibliotekę Aleksandryjską, tłumacząc, że albo wszystkie zgromadzone tam książki powtarzają to, co jest napisane w Koranie, więc są niepotrzebne, albo głoszą coś sprzecznego, więc tym bardziej trzeba je zniszczyć.

Większość ojców Kościoła była doskonale wykształcona w ówczesnych szkołach, w których od początku czytało się Homera. Święty Bazyli Wielki napisał książeczkę „O pożytkach z czytania ksiąg pogańskich”, w której w gruncie rzeczy zawarł to, o czym tutaj rozmawiamy – że możemy czytać różne rzeczy i niekoniecznie przejść na kult Zeusa czy Ateny. Poznawanie przykładów męstwa z „Iliady” może wzbudzić chęć do naśladowania cnót – tłumaczył. Co więcej, ojcowie Kościoła uważali, że skoro Pan Bóg dał Żydom Stary Testament, by przygotować ich na nadejście Chrystusa, to dla pogan takim przygotowaniem była filozofia i literatura grecka.

Przekładając to na dzisiejsze realia – pewno ktoś, kto czyta „Harry’ego Pottera”, nie nawróci się od razu na chrześcijaństwo, ale może ofiara głównego bohatera wzbudzi w nim myśl, że istnieją sprawy, dla których warto poświęcić swoje życie?

KAI: Warto chyba przypomnieć nieco zapomniane słowo: „Bildungsroman”, czyli powieść o dojrzewaniu. Główny powód sukcesu tych książek to chyba znakomicie przedstawione dorastanie – z psychologiczną prawdziwością i humorem, bez unikania tematów dobrych i trudnych?

– Tak, „Harry Potter” to Bildungsroman. Idealnie by było, gdyby czytelnik był w tym samym wieku co główni bohaterowie w kolejnych tomach. W pierwszych częściach sagi świat jest dosyć pogodny, a później robi się coraz mroczniejszy. Pod koniec jest już prawie jak w „Igrzyskach śmierci”. To może być trudne dla kilkulatka.

Jednak – z drugiej strony – dobra literatura, także literatura dla dzieci, niesie w sobie prawdę o świecie. A ta prawda jest taka, że oprócz dobra istnieje w nim także zło. Autorzy utworów dla dzieci, np. baśni, dobrze o tym wiedzieli i nie unikali tematu niebezpieczeństw. Czarna magia, która tu się pojawia, jest rozumiana jako chęć panowania nad innymi, wykorzystywania siły czy wręcz eksterminowania ludzi.

Gdzieś tak chyba w połowie sagi pojawia się kwestia, która może być bardzo pouczająca dla młodych ludzi: jak działają mechanizmy władzy i mechanizmy medialne.

KAI: Oj, dostaje się nam, dziennikarzom, od pani Rowling…

– To było pisane w czasach przed upowszechnieniem się internetu. Dzisiaj pewno by napisała o TikToku.

KAI: Czy to prawda, że kard. Joseph Ratzinger jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary przestrzegał przed „Harrym Potterem”?

– Niemiecka publicystka Gabriele Kuby napisała książkę o zagrożeniach płynących z czytania „Harry’ego Pottera”. O ile wiem, wydała ją, zanim ukazały się ostatnie części sagi, więc może część zarzutów była trochę zrozumiała, np. sposób pokazania mugoli. Wysłała ją kard. Ratzingerowi i domyślam się, że otrzymała standardową odpowiedź, jaką w takich sytuacjach pisze adresat listu albo jego kancelaria – że ksiądz kardynał dostał książkę i że dziękuje. W tej odpowiedzi zapewne zacytowano to, co pani Kuby napisała w liście przewodnim, ewentualnie oparto się na lekturze jej książki, a nie na samej powieści. Nie wiemy, czy Benedykt XVI przeczytał „Harry’ego Pottera”, a jeśli tak, to co o nim myślał. Na pewno jako papież nie wypowiedział się oficjalnie na ten temat.

Wydaje mi się, że wiele dyskusji o „Harrym Potterze” odbyło się bez przeczytania książki. Może ludzie oceniali go po obejrzeniu filmów?

KAI: Może to właśnie jest źródło nieporozumienia? Filmy są jednak trochę straszniejsze niż książki. Nie wiadomo, jaki będzie serial, ale może warto już teraz podpowiedzieć rodzicom, żeby byli tu ostrożni, zwłaszcza jeśli ich dzieci są jeszcze małe?

– Gdy czasem kątem oka zobaczę jakąś kreskówkę dla dzieci, która jest pełna agresji, albo wyuzdany teledysk, nie wiem, czy tutaj nie kryją się prawdziwe zagrożenia. Największą traumą mojego dzieciństwa był marsz wilków w filmie „Akademia Pana Kleksa”… A przed tym filmem, tak samo jak przed książką Jana Brzechwy, jakoś nikt nie przestrzega!

Ale zgadzam się, że gdyby serial o Harrym Potterze poszedł w stronę grozy, horroru, epatowania okrucieństwem, to lepiej uważać.

Ogólnie tekst ma wielką przewagę nad filmem pod tym względem, że podczas czytania każdy dostrzega to, na co pozwala mu jego wyobraźnia. Poza tym książki na ogół dają nam lepszą okazję do przemyślenia różnych spraw – choćby takich jak kwestie moralne.

KAI: Wprawdzie wybory światopoglądowe czy poglądy autora nie zawsze są istotne dla wymowy książki, ale nie sposób tutaj o nie wspomnieć o J.K. Rowling. Co, zdaniem Księdza, powiedziałaby sama pisarka o tym wszystkim, o czym teraz rozmawiamy?

– Ciekawe, że deklaracje światopoglądowe autorów fantasy są często jasne. Natomiast pani Rowling jest chyba dzieckiem swoich czasów, to znaczy światopoglądowo jest trochę wycofana. Zdaje się, że deklaruje się jako chrześcijanka, ale nie jest praktykującą członkinią żadnego Kościoła.

Obecnie znalazła się po konserwatywnej stronie sporów. My w Polsce chyba nie do końca rozumiemy te dyskusje, bo to jest konflikt pomiędzy osobami o progresywnych poglądach – między pewną grupą feministek a ludźmi domagającymi się poszerzenia praw osób transpłciowych. Rowling deklaruje się jako feministka i uważa, że dalsze postępy rewolucji LGBT uderzają w osiągnięcia feminizmu. To wszystko jednak stało się długo po publikacji serii, wcześniej pani Rowling była zupełnie nieznana.

Książki chyba odzwierciedlają poglądy autorki, które są typowe dla zachodniej Europy: religijny chłód albo nawet obojętność plus to, co możemy nazwać „kulturowym chrześcijaństwem”, którego echa czasem gdzieś się pojawiają.

KAI: Czy myśli Ksiądz, że da się odkleić od „Harry’ego Pottera” łatkę strasznej książki szerzącej okultyzm i satanizm?

– Niedobrze się dzieje, gdy widzimy zagrożenia tam, gdzie ich nie ma. Po pierwsze: narażamy się na śmieszność. Po drugie: skupiamy energię nie na tym, co trzeba. Wtedy może się okazać, że czytanie „Harry’ego Pottera” jest zagrożeniem dla zbawienia, a wystawianie lewych faktur już nie. Po trzecie: jeśli będziemy wszędzie szukać zagrożeń, to w końcu prawie wszędzie coś znajdziemy. I co nam wtedy zostanie do czytania i oglądania? Tylko „Opowieści z Narni” – i to też wyłącznie w wersji książkowej?

Lepiej przyjąć do wiadomości, że niektóre książki, filmy i inne dzieła sztuki są neutralne pod tym względem. I ewentualnie szukać w nich raczej dobrego niż złego.

***

Ks. Stanisław Adamiak – kapłan diecezji toruńskiej, historyk Kościoła pierwszych wieków, profesor Wydziału Teologicznego UMK  – w 2011 roku obronił doktorat na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie na temat: „Kartagina, Konstantynopol i Rzym: interwencje cesarstwa i papiestwa w życie Kościoła  w Afryce bizantyńskiej (533-698)”, w 2019 roku habilitował się na podstawie książki „Deo laudes. Historia sporu donatystycznego”. Autor książek „Zawsze jest Wyjście” i „Teologia Tolkiena”. Wicepostulator procesu beatyfikacyjnego ks. Franciszka Blachnickiego, w latach 2019–2025 rektor seminarium diecezji toruńskiej.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.