Drukuj Powrót do artykułu

Davies: Powstanie Warszawskie mogło się udać!

30 lipca 2004 | 15:51 | rozmawiała Alina Petrowa-Wasilewicz //per Ⓒ Ⓟ

Istniały ogromne szanse, że cel Powstania zostanie osiągnięty. Niestety, alianci nie zrozumieli jakie będą skutki zaniechania ich działań – mówi w wywiadzie dla KAI prof. Norman Davies, autor książki „Powstanie ’44”, która pojawi się w księgarniach 1 sierpnia, w 60. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.

*- W książce „Powstanie ’44” analizuje Pan szerokie tło polityczne, na którym rozgrywał się dramat powstańców. Opisuje Pan relacje między sojusznikami, próbuje Pan rekonstruować sposób ich rozumowania. Czy Polska nie padła i tym razem ofiarą rozdarcia między Wschodem i Zachodem?*

– Oczywiście. W sensie wartości, jakie prezentowały strony konfliktu, na Zachodzie miało miejsce podstawowe nieporozumienie. W rzeczywistości strony konfliktu II wojny światowej miały strukturę trójkąta – III Rzesza, Związek Radziecki i mocarstwa demokratyczne. Jednak taka struktura była za trudna do dostrzeżenia dla przeciętnego polityka, a później historyka z Ameryki czy Wielkiej Brytanii.

Istnieje bardzo wielka i zadziwiająca zbieżność między dialektyką marksistowską a purytańską wizją świata, która kształtowała amerykańskich, a częściowo także brytyjskich polityków I połowy XX w. W ich wizji świata, która jest ze swej natury manichejska, istnieje ostry podział na „dobrych” i „złych”. W tej konkretnej sytuacji owym „złym”, wrogiem, był Hitler. Zaś każdy, kto był przeciwko niemu, stawał się automatycznie „dobry”. Stalin, wróg Hitlera, został więc uznany za demokratę.

I znowu, zgodnie z tą dialektyką – uznano, że każdy, kto nie godził się z polityką Stalina, jest prohitlerowski. W czasie wojny myślało tak wielu ludzi. Ci, co nie znali sytuacji mówili, że Polacy to faszyści, którzy nie walczą z Niemcami, stoją z bronią u nogi, nie kochają Rosji.

Wśród historyków są podobne trudności. Cała strefa – od Finlandii poprzez Ukrainę, aż po Bałkany (np. Bułgaria) w historiografii nie istnieje. Dlaczego? Bo uwzględnienie losów tych krajów zakłóciłoby pewien prosty, manichejski obraz świata. Łatwiej było przyjąć historię w wersji sowieckiej – że te kraje zostały „wyzwolone” przez Armię Czerwoną.

*- W polskiej historiografii istnieje tendencja „biczownicza”, polegająca na tym, że Polacy sami siebie oskarżają o głupotę, brak pragmatyzmu, szaleństwo, w najlepszym wypadku – romantyzm. W tym nurcie znajduje się też ostra krytyka Powstania. Powinno było wybuchnąć, czy nie?*

%img_r(1)- W mojej książce próbowałem pokazać, że było racjonalne, uzasadnione, że były realne przesłanki do podjęcia decyzji o jego wybuchu, że było też dobrze obmyśloną operacją wojskową. Obiektywne wskazanie na mocne strony Polaków i ich pozytywne działania wywołuje rozmaite reakcje – walka ze stereotypami doprowadziła do uznania mnie za polonofila. I trudno mi uwolnić się od tej opinii. Krytycy skłonni są przyznać, że dobrze analizuję politykę Wielkiej Trójki, ale uważają, że w ocenach polskich aktorów sceny politycznej i militarnej, tracę obiektywizm.

*- Spór o Powstanie będzie trwał zapewne zawsze. Jak na ten wewnętrzny, polski spór, patrzy historyk brytyjski, który ani nie wciąga tego zdarzenia w narodową mitologię, a nie ulega też emocjom?*

– Oceniając Powstanie należy rzeczywiście spróbować wyjść z narodowych horyzontów. Rozmowa na jego temat nie powinna być „awanturą w parafii”. W mojej książce bardzo dokładnie przytaczam długą listę błędów, jakie w tej rozgrywce popełnili Polacy. Sformułowałem sporo krytycznych uwag, ale uważam, że nie były one kluczowe, to nie one spowodowały katastrofę, która nastąpiła.

W czasie II wojny światowej Polacy nie byli w sytuacji jak w XIX w. – w 1831 czy 1863 r. – to znaczy sami, bez sojuszników, walcząc bez nadziei na pomoc. Teraz mieli potężnych sprzymierzeńców, którzy ich zachęcili do tej walki. Obraz koalicji, który maluję, może przynieść przeciętnemu Polakowi wielką ulgę. Może on powiedzieć: OK, to była rzeczywiście katastrofa, ale była to katastrofa nie tylko Polaków, a całej koalicji.

Co do sporu, jaki toczy się na temat Powstania, byłem zdumiony, że najostrzej, najbardziej krytycznie i gorzko, wypowiadają się o nim sami powstańcy, którzy uważają ofiary swoich kolegów za stratę, za czysty absurd. Decyzję o wybuchu Powstania określają nawet jako „przestępstwo”, wyznają, że rozstrzelaliby dowódców, którzy podjęli tak tragiczną w skutkach decyzję. Ludzi, którzy tak oceniają Powstanie jest dużo. Pewna część jego uczestników potępia wszystko, co się z nim wiąże. Niestety, ich argumenty były bardzo na rękę reżimu PRL i sowietów.

%img_l(2)*- Oznacza to, że na nasze, polskie rozrachunki trzeba jeszcze poczekać – emocje są wciąż żywe.*

– Mam nadzieję, że w mojej książce są przekonywujące argumenty, które pozwolą zrozumieć i upewnić, że rząd Mikołajczyka nie wszczął jakiejś nieodpowiedzialnej awantury.

To nie był chuligański wybryk, polscy politycy nie zlekceważyli realiów. Mieli poparcie aliantów, czyli solidne przesłanki polityczne, aby podjąć decyzję. Ale absolutnie nikt, ani Churchill, ani Roosvelt, czy ich doradcy wojskowi nie byli w stanie przewidzieć, że Stalin wstrzyma ofensywę na Zachód.

I wszyscy, i Rząd Tymczasowy w Londynie i Bór Komorowski wraz z dowództwem krajowym AK w Warszawie, przyjęli za pewnik, że najdalej za tydzień od wybuchu Powstania Armia Czerwona będzie w mieście. Najlepszym dowodem jest fakt, że po decyzji o wybuchu, która zapadła 31 lipca, Bór Komorowski poszedł zobaczyć się z żoną, która była w ciąży. Zachowała się wzruszająca relacja z tego spotkania. Bór powiedział jej wówczas, że prawdopodobnie za tydzień będzie w sowieckim więzieniu. On tak przewidywał przebieg wydarzeń – że sowieci już będą w Warszawie.

*- Więc Powstanie nie było tragedią grecką, w której bohater wie, że musi działać, choć z góry jest skazany na śmierć?*

– Nie. Istniały ogromne szanse, więcej niż szanse, duża doza prawdopodobieństwa, że cel Powstania – wyparcie Niemców, przejęcie kontroli nad miastem, przygotowanie do wejścia Armii Czerwonej – zostanie osiągnięty. I część scenariusza, który miał być wykonany przez Polaków – czyli walka z Niemcami – udało się zrealizować dziesięć razy lepiej niż zakładano. Mała armia podziemna, która miała granaty i pistolety walczyła z przeciwnikiem, który miał lotnictwo, artylerię i czołgi. I dali radę, walczyli 63 dni.

%img_r(3)*- Czytając Pańską książkę można zauważyć pewne lenistwo intelektualne u zachodnich aliantów. Nie podjęli oni wysiłku myślowego, aby wniknąć w sytuację, mentalność, hierarchię wartości narodów, ukształtowanych przez cywilizację zachodnią. Narody naszej części Europy były wciąż „obcym ciałem”. Na Zachodzie nie myślano o nich w kategoriach wspólnoty.*

– Jeszcze przed wojną w Europie zachodniej istniała mocna tendencja przyjęcia propagandy sowieckiej za dobrą monetę. Można by przytoczyć długą listę intelektualistów, którzy byli w Rosji, nieraz rozmawiali nawet ze Stalinem, widzieli pewne rzeczy, ale absolutnie nie przyjmowali tego do wiadomości.

W ZSRR były prześladowania i czystki, a oni nie dostrzegali mordów czy represji. W czasie wojny ta tendencja się umocniła. Armia Czerwona od pewnego momentu zaczęła odnosić zwycięstwa, miała miejsce spektakularna bitwa pod Stalingradem. Rezonans tych zwycięstw w Europie był bardzo szeroki, ale wiwaty na cześć zwycięzców miały dodatkowy wymiar – opinia publiczna na Zachodzie utwierdzała się w przekonaniu, że przedwojenne pochwały dla systemu sowieckiego były prawdziwe, że system jest dobry.

Wojna toczyła się w latach, gdy intelektualiści na Zachodzie, ale i szerokie kręgi społeczeństwa były oczarowane ideami lewicowymi, które uosabiał Związek Radziecki.

W tych warunkach wina została zrzucona na Polaków. W powszechnej opinii panował pogląd, że Związek Radziecki walczy z Hitlerem, a Polacy mu w tym przeszkadzają. Dlaczego nie przyjmują Armii Radzieckiej z otwartymi ramionami? – zastanawiano się. W czasie wojny ożyły też wszystkie negatywne stereotypy o Polsce – że to kraj panów, krańcowych nacjonalistów, antysemitów.

Dlatego poświęciłem wielki fragment mojej książki błędom aliantów – podkreśliłem, że brak normalnych instytucji w łonie koalicji – misji wojskowej brytyjskiej czy amerykańskiej, bardzo utrudniał informację o tym, co naprawdę się w Polsce dzieje. W Jugosławii były setki Brytyjczyków; na terenie Polski wywiad brytyjski praktycznie nie działał. Te braki i niedociągnięcia wykorzystywała propaganda sowiecka.

%img_l(4)*- We wstępie do polskiego wydania książki cytuje Pan rozmaite recenzje, jakie ukazały się po jej opublikowaniu w prasie brytyjskiej i amerykańskiej. Pada tam najczęściej słowo „zdrada”. Czy rzeczywiście można mówić o zdradzie Polski przez aliantów?*

– Tak odebrali to recenzenci. Ja nie używam tego pojęcia, choć działania polityków alianckich miały efekt podobny do zdrady. Zdrada musi być celowa i świadoma. Głównie chodziło właśnie o lenistwo intelektualne, o brak zrozumienia tego, co się dzieje, co jest potrzebne Polakom i jakie będą skutki, jeśli wielkie mocarstwa zaniechają pewnych działań.

Alianci mieli różne wątpliwości, od 1943 r. było wiadomo, że Armia Czerwona wejdzie do Polski, że znajdzie się na terytorium sojusznika, więc pojawią się problemy. Można było, uwzględniając te realia, podjąć rozmowy i negocjacje. I rzeczywiście, choć może się to wydać dziwne Polakom, na te działania wpływało poczucie obcości, tego, że to nie „nasz” los, że nie chodzi o „nas”. Dlaczego Rosjanie to „my”, a Polacy nie? – Gdyż byli naszymi, Brytyjczyków, sojusznikami w czasie wojen napoleońskich, I wojny światowej. I nagle objawia się jakiś naród polski, który nie tylko nie pasuje do Rosji, ale też jej nie akceptuje.

Powstały więc opinie, że Polacy są trudni, że sprawiają kłopoty. Można się zastanawiać, w jakim stopniu o poczuciu obcości decydował też czynnik katolicki. W mentalności anglo-amerykańskiej katolik to nie „nasz”. W Ameryce WASP-ów (białych, pochodzenia Anglosaskiego, protestantów), katolicy byli obywatelami drugiej kategorii.

*- Jaka była rola Kościoła, w tym wypadku kapelanów w Powstaniu Warszawskim?*

– Była ogromna, nieporównywalna z niczym. Kapłani, którzy byli w tym czasie w walczącej Warszawie byli bardzo dobrze zorganizowani, zaś dowództwo Armii Krajowej wydało rozkaz, aby żołnierze mieli czas na wspólną modlitwę i udział w nabożeństwach. Ich posługa bardzo zhumanizowała walkę, odniesienie się do wrogów. Ale przede wszystkim dawała siłę do przyjęcia śmierci, gdy co drugą minutę ktoś ginął, a groby były rozsiane po całym mieście. Katolicki rytuał śmierci i pogrzebu miał w tych warunkach ogromne znaczenie.

W książce piszę, że nie sposób zrozumieć bohaterskiej postawy powstańców bez czynnika duchowego.

_rozmawiała Alina Petrowa-Wasilewicz_

%img_r(5)Książka *”Powstanie ’44” Normana Daviesa* pojawi się w polskich księgarniach 1 sierpnia, w 60. rocznicę Powstania Warszawskiego. Ponad 500-stronicowa praca jednego z najbardziej popularnych i najchętniej czytanych współczesnych historyków ukazała się już wcześniej z języku angielskim wzbudzając na Zachodzie spore zainteresowanie.

„Ostatecznie zdecydowałem – pisze we wstępie Davies – że podstawowe pytanie, jakie należy postawić, brzmi nie 'dlaczego powstańcy nie zdołali osiągnąć swoich celów?', lecz 'dlaczego w ciągu dwóch miesięcy wahań i deliberacji zwycięscy alianci nie zorganizowali pomocy?”.

„Powstała pasjonująca książka, która ukazuje znane – wydawałoby się – wydarzenia w nowym świetle i jednocześnie – dzięki uwzględnieniu najbardziej osobistej perspektywy uczestników Powstania – jest głęboko poruszająca” – podkreśla wydawca polskiej wersji, oficyna „Znak”.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.